The Dillinger Escape Plan – Ire Works
Napisany 17 lut 2008 przez Jakub Szwedo | Napisane w electronic, hardcore, mathcore, metal, post-hardcore | Otagowane electronic, hardcore, metal, post-hardcore | 6 komentarzy »


Zanim sięgnąłem po najnowsze dziecko The Dillinger Escape Plan, nie znałem ich wcześniejszych dokonań. Czytając bardzo pochlebne recenzje o zakręconej muzyce na wysokim poziomie skusiłem się na to wydawnictwo, mimo, że nie oczekiwałem zbyt wiele. Hardcore, czy raczej mathcore to nie są moje klimaty. Dlatego bardzo sceptycznie podchodziłem do tej płyty. Na szczęście myliłem się.
Ire Works już od pierwszych chwil atakuje nas bardzo agresywnym wokalem i niesamowicie szybkimi riffami. Pierwszy utwór, o bardzo wymownym tytule „Fix Your Face” to świetne rozpoczęcie płyty. Nieład, tak można określić tą płytę. Chaos, perfekcyjnie ułożona perkusja i niezwykle dziwne riffy dominują. Jednak już w trzecim utworze słychać lżejszą formę tej muzyki, świetny rockowy kawałek z „miękkim” wokalem. „Sick On Sunday” to chyba najdziwniejszy utwór z całej płyty. Chore wręcz elektroniczne brzmienie, sprawia wrażenie jakby był zepsuty. Kolejnego kopniaka w twarz dostajemy wraz z „Nong Eye Gong„, którym towarzyszą liczne zmiany tempa (jak na całej płycie, zresztą). Należy pochwalić niesamowitą prace perkusisty, takie dokonania pasują idealnie do Meshuggah. Miłym akcentem jest instrumental „When Acting as a Wave” z elektronicznymi wstawkami. I tym sposobem dochodzimy do „Milk Lizard„. Utwór cudo. Świetnie pasują tutaj trąbki w tle, oraz dziwne wokalizy trochę jakby rapowane, pojawia się też kawałek czystego śpiewu. Uroku dodają klawisze. Singiel ten posiada też nawet niezły teledysk. „Dead as History” znowu ma jakieś elektroniczno-psychodeliczne zapędy i łagodny wokal rodem z popowych hitów Vivy. Całość idealnie zwieńcza „Mouth of Ghosts” mocno przesiąknięty jazzem.
„Ire Works” jest jak puszka pandory, w pozytywnym znaczeniu. Chyba na żadnej innej płycie nie mieści się tyle motywów muzycznych, połamanych riffów, dziwnej elektroniki i ostrej jazdy, a ma ona tylko 38 minut! O ile na początku nie byłem przekonany co do wokalu, bo na co dzień z takim nie obcuje, to po kilku przesłuchaniach zaczyna się on podobać, a człowieka nachodzi myśl że do tej płyty inny by nie pasował. Teraz jestem pewien, że zapoznam się z resztą twórczości The Dillinger Escape Plan.
- „Fix Your Face” – 2:41
- „Lurch” – 2:03
- „Black Bubblegum” – 4:04
- „Sick on Sunday” – 2:10
- „When Acting as a Particle” – 1:23
- „Nong Eye Gong” – 1:16
- „When Acting as a Wave” – 1:33
- „82588″ – 1:56
- „Milk Lizard” – 3:55
- „Party Smasher” – 1:56
- „Dead as History” – 5:29
- „Horse Hunter” – 3:11
- „Mouth of Ghosts” – 6:49
Całość: 38:26
Data wydania: 5 listopad, 2007
Okiem ReneGada:
Album bardzo zróżnicowany począwszy od hardcore’owych jazd skończywszy na eksperymentalnych dziwactwach. Częste zmiany tempa które pokazują panowie z zespołu mają za zadanie zaskakiwać słuchacza i mam również wrażenie, pokazać jak świetnymi technikami są muzycy z zespołu. Album to rockowy misz masz stylów bo mamy tu metal, hardcore, jazz, prog rock oraz ambient. W pełni zgadzam się z Kubą. Ocena 9/10.





Album bardzo zróżnicowany począwszy od hardcore’owych jazd skończywszy na eksperymentalnych dziwactwach. Częste zmiany tempa które pokazują panowie z zespołu mają za zadanie zaskakiwać słuchacza i mam również wrażenie, pokazać jak świetnymi technikami są muzycy z zespołu. Album to rockowy misz masz stylów bo mamy tu metal, hardcore, jazz, prog rock oraz ambient. W pełni zgadzam się z Kubą. Ocena 9/10.
Z pewnościa posłucham tego krążka xD. Zaintrygowały mnie te słowa: „zakręconej muzyce na wysokim poziomie” oraz [oczywiście] „perfekcyjnie ułożona perkusja „, „niesamowitą prace perkusisty”. Bardzo ciekawie się zapowiada xD
Bardzo fajnie piszesz Szwedo
tak dalej,a album hmm nie z tej ziemi ^_^
Genialna płyta ale poprzednie IMO lepsze (tak to momżliwe:) ), przede wszystkim polecam Irony is a Dead Scene z legendarnym Mikem Pattonem (Fainth no More, Fantomas, Mr. Bungle, Tomahawk).
ciekawe recenzje ciekawych płyt
a co do The Dillinger Escape Plan mam okropnie-straszną ochotę przesłuchać, jeśli tylko znajdę
pozdrawiam
Słuchałam juz albumu;]. Jak puściłam pierwszą piosenkę, pomyślałam, ze to rąbanka w stylu Vadera czy Slipknota [bez obrazy dla ich fanów;) ]. Ale myliłam się. W kawałku „Black Bubblegum” jest ciekawa perkusja, a piosenka sama w sobie też fajna
. W „Sick on sunday” jest bardzo interesujący, specyficzny poczatek, który mi sie podoba. Chyba najbardziej poztywne uczucia wzbudza we mnie „When acting as a particle”
. Słuchając „When acting as a wave” czułam się, jakbym uczestniczyła w jakiejś wojnie i była pod odstrzałem, hehe
. „Dead as history” spodobało mi się ze względu na te dziwne dźwięki
. „Mouth of ghosts” „spłyneło” po mnie:P. Ani mnie nie zachwyciło, ani nie zraziło. Natomiast po przesłuchaniu: „82588″, „Nong eye gong”, „Fix your face”, „Party smasher”, „Lurch”, „Horse hunter”, „Milk lizard” wydawało mi sie, że każda z tych piosenek była tak samo tandenta, krzykliwa i robiona na jedno kopyto. Podsumowując, płyta mnie bardzo zaskoczyła. Jest naprawdę specyficzna. Zespół od spokojnych i melancholijnych rytmów, sprawnie przechodzi w ostre brzmienie. To mi sie podoba
. Jednak, jak już wspomniałam, mają na krążku kilka piosenek, które moim zdaniem są okropne, niedające się do słuchania. Ale mimo wszystko płyte zaliczam do pozytywnych, ze względu na nieziemskie utwory wyżej przezemnie wymienione
„na jedno kopyto” jajkss partie perkusyjne z tych kawałków które wymieniałaś to kunszt jakiego brakuje wielu perkusistom metalowym, jeśli te kawałki ci się nie spodobały to poprzednie wydawnictwa tego zespołu też ci nie przypadną do gustu
To jest zespół który gra muzykę ekstramalną, nie każdy potrafi docenić jej specyfikę i to co w niej najlepsze.
Najlepsze jest to, że nie lubię metalu, krzyków, a tego bandu słucham z przyjemnością 0_o