Anathema – A Natural Disaster
Napisany 10 mar 2008 przez Jakub Szwedo | Napisane w alternative, rock | Otagowane alternative, rock | 29 komentarzy »


Anathema po niezbyt udanym A Fine Day to Exit, kazała sobie czekać dwa lata na następne wydawnictwo. Bracia Cavanagh i spółka, już kilka płyt temu odeszli od death-doomowych klimatów. Myślałem że muzycy z Liverpoolu zaczynają powoli tracić pomysły na muzykę, dlatego nie podchodziłem do najnowszej płyty zbyt optymistycznie. Na szczęście, Anathema zastosowała na A Natural Disaster kilka ciekawych patentów…
Album rozpoczyna utwór “Harmonium“. Powolne tempo i jakieś elektroniczne tło charakteryzują ten kawałek. Nie podoba mi się za bardzo strona wokalna, zwykle genialna w Anathemie. W drugiej minucie wchodzą gitary i tak do końca.
“Balance” ma narastający rytm, trochę lepszy śpiew Vincenta, mimo wszystko jest bez rewelacji. Ładnie wypadają wokale w tle utworu. Od połowy możemy słyszeć bardzo ciekawy riff gitarowy, który kończy utwór podniosłą atmosferą.
Tym sposobem zaczyna się jedna z lepszych pozycji na płycie, “Closer“. Najbardziej wyróżnia się tutaj wokal który jest przepuszczony przez jakiś elektroniczny efekt, tego w Anathemie jeszcze nie było. Miła perkusja, które (podobnie jak w poprzednim utworze), powoli się rozkręca. Mniej-więcej w środku mamy “wybuch” tej narastającej muzyki i do końca utworu jest już spokojnie. Naprawdę można się wczuć, kawałek ładnie też wygląda na żywo.
“Are You There?” ma naprawdę świetny, wysoki wokal. Spokojna gitara, perkusja i elektroniczne tło tworzą smutny klimat. Wrażenie potęguje tekst o stracie najbliższej osoby i “wyczuwaniu” jej.
“Childhood Dream” to instrumentalny utwór, w którym przewija się śmiech niemowlęcia. Ładnie współgra to z powolną gitarą. Ciekawie brzmią też dziwne efekty puszczone wstecz.
Następna pozycja (“Pulled Under at 2000 Metres a Second“) jest już żywsza i bardziej rockowa. Mamy nawet krzyki! Bardzo ładnie pracuje perkusista (John Douglas). Ciekawostką może być to, że w Anathema wykorzystała w tym utworze motyw z utworu “Sheep“, Pink Floyd.
Tytułowy, sześciominutowy utwór rozpoczyna się spokojnym rytmem. Co pewnie zaskoczyło każdego fana zespołu, to kobiecy wokal (Anna Livingstone) który “gra” tutaj główną rolę (w dodatku, świetnie to robi ; – ). Myślę że śpiew kobiety doskonale pasuje do muzyki Anathemy, nie obrażę się jeżeli będzie takowy w przyszłych albumach zespołu. Tak jak wcześniej, wszystko się powoli rozpędza. Później Vincent także wchodzi “do gry” i tworzy świetny duet z Anną.
“Flying” także pokazuje się doskonale od strony wokalnej. Nie ma co prawda Livingstone, jednak Cavanagh świetnie się spisuje. Możemy także usłyszeć ładne solo. W pamięci zapadają słowa “And it feels like i’m flying above you (…)”
Następny utwór, to trzyminutowy, przyjemny kawałek bez gitary tylko z wolnymi klawiszami oraz perkusją. Razem z cichym i spokojnym śpiewem, tworzą chilloutowy klimacik.
Ostatnią, najdłuższą pozycją na A Natural Disaster to “Violence“. Rozpoczyna się cichymi klawiszami, potem przechodzi w szybką perkusje i wiosła. Zwłaszcza te ostatnie świetnie brzmią, nadają energii temu kawałkowi. Jest to najszybszy utwór na całej płycie, aż chce się skakać. Ale nagle wszystko cichnie i znowu słyszymy, przepiękne klawisze. Świetnie się to prezentuje, można odpłynąć gdzieś, hen, daleko, słuchając tego.
Podsumowując, Anathema wydała po raz kolejny świetny, przepełniony emocjami i niesamowitymi melodiami, album. Dobrym zabiegiem było dodanie kobiecego wokalu, szkoda tylko że występuje on w jednym utworze. Ciekawie prezentują się subtelne efekty elektroniczne, także wokal w “Closer“. Moje obawy rozwiał całkowicie, jak zwykle świetny głos Vincenta Cavanagha. Z niecierpliwością czekam na następne wydawnictwo tej grupy.
- “Harmonium” – 5:28
- “Balance” – 3:58
- “Closer” – 6:20
- “Are You There?” – 4:59
- “Childhood Dream” – 2:10
- “Pulled Under at 2000 Metres a Second” – 5:23
- “A Natural Disaster” – 6:27
- “Flying” – 5:57
- “Electricity” – 3:51
- “Violence” – 10:45
Całość: 55:23
Premiera: 3 listopada, 2003





tagi alternative rock 0_o
Słyszałem ten album z 2 razy -_- kilka kawałków całkiem całkiem( Are You There? świetne).
Nie wiem jak się ma ten album do poprzednich wydawnictw tego zespołu, ale ja bym takiej oceny nie dał temu longplayowi.
kiedys przesłuchałem trochę twórczości anathemy i się nudziłem jak mops i nic nie pamiętam z tego. Także za ten album sobie tez podziękuje.
Renegad, a jaki byś dał tag tutaj -.-
KoRnflakes – Anathema Cię nudzi, a Jeff Buckley, Sufjan Stevens czy Elliot Smith nie? No no, ewenement! <:
dawno nie słuchałem tej plyty w całości, może sobie odświeżę dzisiaj… ale z tego co pamiętam wyżej 7+ bym nie dał.
Żeby tagować coś jako alternative trzeba trochę tej alternatywy znać Szwedo.
Nie czepiał bym się gdybyś do tagów dodał progressive albo chociażby experimental, Anathema na tym albumie raczej alternatywnych rockowych brzmień nie prezentuje, przynajmniej według mnie.
experimental? nie żartuj… progressive też nie pasuje, nie są to nie wiadomo jak rozbudowane kompozycje. Może alternatywa nie jest tutaj idealna szufladką, ale chyba najbardziej pasuje. Zresztą, to tylko szufladki, a to się nie liczy…
Prędzej experimental niż alternative, a prog to chyba nie tylko rozbudowane kompozycje -_-
No powiedzmy, że się nie liczy.
“KoRnflakes – Anathema Cię nudzi, a Jeff Buckley, Sufjan Stevens czy Elliot Smith nie? No no, ewenement! <:”
nie dziw się mnie juz np większość metalu nudzi, oczywiście anathema w nowszej wersji metalem nie jest ale i tak dla mnie nie ma nic ciekawego do zaprezentowania.
8+ ? Moim zdaniem są o wiele lepsze płyty Anathemy. Chociażby Judgement.
skoro sie bawimy w łatki: ten etap Anathemy bym określił raczej jako miks doom rocka/metalu, progresji oraz alternatywnego rocka ze sporą dawką melancholii a’la Katatonia (która de facto poszła bardzo podobna drogą jak Anathema).
z tym ze Katatonie lubię a wyżej wymienionego zespołu nie hyyy
meyde w sumie ma racje, ale wykreśliłbym tego prog rocka ; p i ten doom metal, doom rock, pasuje, ale gdzie Ty tu metal slyszysz? a melancholia to drugie imię Anathemy.
w podejściu, w niektórych gitarowych momentach, w klimacie. Metal nie musi się narzucać i nie musi oznaczać rzeźni.
Co do progresji – przyjęło sie, że progresja to wylącznie porcupine Tree i tym podobne twory. Dla mnie to bzdura. Dredg, Oceanzise, Amplifier itp. mimo że nie maja zbyt dużo wspólnego z takim graniem to też progresja. zresztą progresja nie oznacza, imo, koniecznie długich numerów, najlepiej ze stosem solówek. Dla mnie to raczej odejście od standardowych rozwiązań w stylu zwrotka-refren, uleganie psychodelii, eksperymentowanie itd.
Mam podobne zdanie na temat proga co meyde.
Ta nowa szkoła rocka progresywnego a stara klasyka gatunku do cech wspólnych często ogranicza się tylko do nazwy szufladki, a sama długość kompozycji choć okrojona do standardów radio-tv, zazwyczaj zachowuje często nietypowe rozwiązania aranżacyjne(często brak jakichkolwiek podziałów typu zwrotka, mostek, refren, solo itp.) charakterystyczne dla progresywy.
Kobiecy wokal pojawil sie już na pierwszym albumie (“Serenades”), choć tylko w krótkom i odstającym od reszty płyty utworze.
“Co do progresji – przyjęło sie, że progresja to wylącznie porcupine Tree i tym podobne twory.”
lol #1
Raczej zdecydowanie temu niepodobne twory.
“Dla mnie to bzdura. Dredg, Oceanzise, Amplifier itp. mimo że nie maja zbyt dużo wspólnego z takim graniem to też progresja.”
lol #2
Niemalże kantowski imperatyw, tyle że w wersji blogowej. Super.
Po prostu przestańcie udawać quasi-znawców i szufladkować. Czasem łatka pasuje bez problemu, czasem nie. A muzykę można doskonale opisać przymiotnikami i porównaniami z innymi twórcami i przy okazji unikać takich gaf, jak te wyżej.
poraziło mnie.
też mogę rzucać na lewo i prawo lolami, by zdobyć sobie taką ‘przewage’ nad rozmówca, starając się go ośmieszyć. Ale po co?
Że niepodobne twory? Nie wiem w jakim środowisku i jakiej przestrzeni. Bo chyba nie tej internetowo-pismakowej.
Co do drugiego – gówniane porównanie, więc po co odpowiadać. Super.
aha, no i koniecznie LOL #3.
Płyta jest dobra ale nie aż tak. Podobnie jak kolega Niszczuk93 dałbym tej płycie 7+ . Rownież ktoś już powiedział że jest lepsza płyta Judgement ale to wcale nie znaczy że ta jest zła. Lubie ją i polecam innym
@meyde – tyle, że ja zawarłem w swojej wypowiedzi również argument natury merytorycznej, a Ty już się o taki nie pokwapiłeś. I gdzie ta “przewaga”, która Twój post miał w podtekście implikować?
A “lole” i “super” są właśnie dla takich ludzi jak Ty, tj. uważających “the internetz iz seriouz businez!”. Gratuluję potwierdzenia wyników doświadczeń wcześniejszych.
PS I co ma “przestrzeń internetowo-pismakowa” (whatsoever; mimo że “pismakowa” to niewątpliwie ciekawe, choć nieistniejące słowo) do tego, czym Porcupine Tree jest dla osób, które w tym gatunku siedzą od czasu niekrótkiego? PT to mająca (obecnie) mały związek z gatunkiem półka, na której znajdują się również inne “popularne” i “współczesne” zespoły (vide Dredg czy Pure Reason Revolution).
Weź sobie parę płyt od Renegada i “poznaj dziadzie co to prog”.
A w wersji idealnej zacznij po prostu słuchać dla rozrywki, a nie szufladkowania. Mam nadzieję, że w kontekście tego i wcześniejszego komentarza odczytasz to zdanie prawidłowo i zrozumiesz bezcelowość tego, co robisz.
Nie powiem, szufladka “progressive” jest dziś nadużywana i często wsadza się tam zespoły, których muzyka nie pasuje do tej kategorii, ale zarazem nie zespoły, które nie pasują do niczego innego. Kiedyś lubiłem tak szufladkować, ale w pewnym momencie zauważyłem, że niektóre szufladki były bez sensu.
Ok, spróbuje napisać tak, żebyśmy sie wreszcie zrozumieli.
Nie wiem, a może nie rozumiem, dlaczego każda dyskusja o tym ‘jaki to gatunek’ tudzież ‘jaka to łatka’ przyciąga osobę/osoby, które stają na środek i krzyczą: ‘jebać gatunki, po co to w ogóle, zacznijcie muzyki lepiej słuchać, a nie’. Co ma jedno do drugiego? Gatunki to normalna,zwykła, przeciętna sprawa i nie uważam, by dyskusja o nich ‘zabijała’ samą radość ze słuchania. W ogóle – co ma piernik do wiatraka? Usadowienie czegoś w jakiejś przestrzeni naprawdę nie zabiera tyle czasu, żeby nie móc normalnie słuchać muzyki. Zabawne jest to, że znów oceniasz mnie jako człowieka po jakiś kilku postach. Sam sobie odpowiedz na jakim to jest poziomie (albo na jakim to NIE jest poziomie, może będzie łatwiej). Trochę dystansu bym radził (co do tej kwestii, żeby nie było że przypierdalam się do Ciebie ogólnie).
Zresztą, będę dalej sie trzymał dalej tego, że to zespołu pokroju Porcupine Tree sa ogólnie (powtarzam, ogólnie) ‘umieszczane’ w progresywnym rocku, a np. Dredg z tym nurtem jest bardzo średnio kojarzony i wrzucany gdzieś indziej. I w tym rzecz.
Jako, że nie chce tu chłopakom śmiecić, nie będę już pisał na ten temat. Powiedzmy, że przyjąłem Twoje, hm, argumenty do wiadomości, ale niezbyt na mnie podziałały. Jak coś to zapraszam na priv, nie jestem tak straszny jak mnie malujesz.
Co do ‘pismakowa” – i kto tu wyznaje zasadę “internetz iz seriouz businez!” ? ;]
Uchot jak piszesz to nie śpiesz się bo wychodzi coś nie ludzkiego -> “których muzyka nie pasuje do tej kategorii, ale zarazem nie zespoły, które nie pasują do niczego innego” 0_o
Czasami mam wrażenie, że niektórzy traktują “progressive” jako jakąś elitarną łatkę, do której tylko łapią się zespoły iście oryginalne i innowacyjne.
@meyde
Internet? *Język polski* to serious business. Pozwolę sobie Ciebie zacytować – “co ma jedno do drugiego”?
1) Faktem jest, że uznałeś za stosowne wyśmiać stosowane przeze mnie “lole”. Wniosek nie oceniał Twojej osoby “ot tak”, lecz na bazie ww. wyśmiania “loli” i ocenił ją tylko i wyłącznie w tym kontekście. Na domiar jako pierwszy dopuściłeś się oceny innej osoby, uznając stosowanie akronimów za przejaw argumentacyjnej słabości. Warto najpierw sprzątać swoje własne śmieci.
2) Co do “jebać gatunki” – polecam dokładniejsze czytanie komentarzy. Komentarz Uchota, który bez problemów zrozumiał o co chodzi, może być w tym pomocny.
Nikt bowiem nie pisał o tym, by nie stosować szuflad i że to “zabija radość ze słuchania”. Wbrew temu, co sugerujesz. Przeczytaj ostatni akapit mojego pierwszego komentarza na ten temat.
3) “Zresztą, będę (…) I w tym rzecz.”
Ależ ja tej hipotezy w żadnym z komentarzy nie ruszałem.
Uchot wyłapał sedno. Ty nie.
4) “nie jestem tak straszny jak mnie malujesz”
Za bardzo sobie schlebiasz …
5) “Twoje, hm, argumenty”
… i zbyt dużo sobie wmawiasz na temat swojej wyższości
Kartoteka biblioteczna to rzecz, z której każdy może sobie kartę na chwilę wyciągnąć, ale nie każdy może do niej dowolną inną kartę włożyć. Gdyby tak nie było, w kartotece byłby bałagan. Ludzie wkładaliby karty wedle własnego uznania, wg. tego, co oni uważają za prawidłowe.
Więc zamiast prowadzić jałowe dysputy o tym, “co jest jakim gatunkiem”, a robiłeś to wyżej, po prostu słuchaj. I nie konstruuj zwrotów udających obiektywne (vide “to też progresja”), kiedy w istocie wyrażasz jedynie swoją opinię (“dla mnie”, “imo”). Nie porządkuj obiektywnej kartoteki według subiektywnych odczuć.
@renegad
Gatunek jak każdy inny i dlatego rządzący się tymi samymi prawami. Trudno umieścić coś w danym nurcie kiedy nie nosi jego unikalnych cech, czyż nie?
Elitarna to jest awangarda i jej postmodernistyczni wyznawcy ;d Ach, no i francuski black metal rodem z Les Légions Noires.
@renegad – Po pierwsze, rzeczywiście zawsze się spieszę jak piszę i czasami wychodzą rzeczy, które tylko ja mogę zrozumieć. Po drugie, między “zarazem”, a”zespoły” nie powinno być “nie”. Chodziło o to, że gdy zespół nie pasuje do żadnej szufladki to wsadza się go do szufladki “progressive”. Często są to zespoły, które z muzyką, którą tworzyło Yes, Rush, King Crimson i Floydzi ma tak naprawdę niewiele wspólnego.
Po prostu, “progressive” staje się powoli określeniem w stylu “indie”, które nie ma za zadania określić rodzaju muzyki, a podkreślić jej wyrafinowanie. Szkoda, że Ci, którzy używają tej łatki w ten sposób nie rozumieją, że to, że słuchają Tool, Porcupine Tree czy The Mars Volta nie oznacza, że są fajniejsi czy że słuchają “porządnej muzy”.
Powinno się słuchać muzyki, dlatego że jej słuchanie sprawia przyjemność, a nie po to by należeć do “elity”, która tak naprawdę z elitą nie ma nic wspólnego
PS. Ups…. czyżby to nie było jasne po wypowiedziach innych? Chyba mam potrzebę wyrażenia moich ostatnich spostrzeżeń i zmiany poglądów.
“Po prostu, “progressive” staje się powoli określeniem w stylu “indie”, które nie ma za zadania określić rodzaju muzyki, a podkreślić jej wyrafinowanie”
od kiedy indie i to te współczesne jest wyznacznikiem wyrafinowania? Stare owszem jest dobre ale większość młodych zespołów to kaszanka i na pewno nie są synonimem wyrafinowania ( to samo tyczy się progresji )
Pisze swe zdziwienie bo pierwszy raz się spotykam z taką opinią
Ogólnie bawi mnie próby szufladkowania każdej muzy przez użytkowników. Tym bardziej tych młodych o jeszcze niezbyt duzej wiedzy. Ja sam staram sie nie szufladkować bo doskonale sobei daję sprawę żem jeszcze mało doświadczony bjacz w tej dziedzinie. Innym też radzę zachować trochę pokory i darować sobie próby szufladkowania wszystkiego co się dostanie w łapki. Ot unikniecie takich jak ta dyskusji.
A ja spotkałem się z takimi opiniami wiele razy, gdy fani indie mówili, że słuchają nietypowych, unikalnych, niekomercyjnych zespołów.
@KoRnflakes
Co do indie/prog – imo dokładnie o tym pisał Uchot. Nie jest synonimem, ale wyznawcy tej szuflady usilnie wmawiają sobie, a przez to i innym, że jest. W ogóle zjawisko alternative/indie jest śmieszne. Bo i jakim prawem coś, co pochodzi z samych szczytów mainstreamu może być nazwane “alternatywą dla mainstreamu”? I gdzie zatraciło się pierwotne znaczenie określenia “indie = independent”?
To określenia służące większości, aby uwydatnić to, że nie słuchają “komercyjnego syfu z MTV”.
Indie tak jak emo to łatki/szufladki które dziś nadużywane są i to cholernie często.
Dzisiejszy niezależny rock z pierwotnych cech ma naprawdę nie wiele. Schemat jest prosty, debiut miejscami promowany o własnych siłach(tak właśnie robili min Bloc Party i Arctic Monkeys), następnie sukces bądź nie (ograniczający się do komercyjnego i tego mainstreamowego czyli promocja w EmpTV).
A co do proga to chyba to co było postępowe kiedyś, dziś raczej nie ma często racji bytu?!
Granie ciągle utworów głębokich, rozbitych na różne części, z częstymi pasażami instrumentalnymi, wokalizami, chórkami itp cechami rocka progresywnego dziś już nie jest tak odkrywcze jak kiedyś.
Według mnie rock progresywny dzieli się na zespoły które czerpią równo z klasyki gatunku wtedy wpadają w łatkę “progressive rock”, i na zespoły które grają innowacyjnie jak na dzisiejsze standardy muzyki, mieszając ździebko tego, ździebko tamtego, i swoje własne ciekawe pomysły.
Te zespoły grające/czerpiące to co najlepsze z tego proga lat 70, często tworzą po to żeby osiągnąć sukces muzyczny a nie komercyjny co jednoznacznie wiąże się często z problemami ze znalezieniem ich płyt itp.