Eternal Deformity – Frozen Circus
Napisany 12 mar 2008 przez MastaBanana | Napisane w avant-garde, metal, progressive metal | Otagowane avant-garde, metal, progressive metal | 9 komentarzy »


Witam przybyłych gości i zgromadzonych widzów! Już za chwilę ujrzycie zapierający dech w piersiach spektakl! W ciągu najbliższych 45 minut obejrzycie dziewięć mrożących krew w żyłach występów naszej trupy Eternal Deformity! Serdecznie zapraszam! Popcorn i wata cukrowa do zakupienia przy wyjściu.
Już czytając tytuł płyty lub patrząc na okładkę mamy obraz tego co nas czeka słuchając tej płyty. Cyrk to słowo klucz. Album od początku atakuje nas niesamowitym, psychodelicznym klimatem, który utrzymywany jest do końca. Na myśl może też przyjść teatralne przedstawienie, smutni aktorzy w maskach a nawet karuzela w „wesołym miasteczku”. Oj tak. Klimat to chyba największa zaleta tej płyty.
Jeśli chodzi o walory czysto muzyczne to również mamy do czynienia z najwyższym poziomem. W większości utworów mamy do czynienia z szarpanymi, łamanymi riffami. Prowadzący gitarzysta świetnie współpracuje z muzykami sekcji rytmicznej. Podobnie jak i motywy przewodnie poszczególnych kompozycji, tak i solówki są bardzo dobre, pełne emocji (chociażby ta z utworu „Little 15” – covera piosenki Depeche Mode).
Jednak to nie typowe dla muzyki metalowej instrumentarium nadaje klimatu płycie. Za tą czynność odpowiedzialne są klawisze i instrumenty smyczkowe. Pasaże tworzone przez te instrumenty wplątane w ciężkie i szybkie fragmenty bardzo urozmaicają muzykę, nadają jej duszy, tajemniczości oraz melodyjności. Szczególnie partie klawiszy mnie urzekły.
Zwykle nie przepadałem za dźwiękami rodem z keyboardów firmy Casio. Wydawały mi się sztuczne, plastikowe i płytkie. Tutaj jest inaczej. Dopiero gdy wchodzą klawisze zaczyna się zabawa. Widzimy linoskoczka, który z trudem utrzymuje równowagę kilkanaście metrów nad ziemią stąpając po cienkiej linie. Wstrzymujemy oddech oglądając kolejne karkołomne akrobacje. Niemalże czujemy gorąc wydmuchiwanego przez „połykacza ognia” płomienia.
Kroku instrumentom dotrzymuje wokal. Świetna, naturalna barwa głosu wokalisty przypomina Mikaela Åkerfeldta z akustycznych momentów muzyki Opeth. Kiedy trzeba potrafi również mocniej szarpnąć struny głosowe. Wtedy spotykamy się z niemal black metalowym growlem.
Nie wspomniałem do tej pory nic o gatunku do jakiego można zaliczyć muzykę Eternal Deformity, bo naprawdę ciężko jednoznacznie ją określić. Mamy thrashowe riffy, akustyczne momenty, progresywne kompozycje, blackowy wokal… i tak można wyliczać jeszcze długo. Najlepszym określeniem jest chyba awangardowy metal.
Teraz wstańmy i nagrodźmy brawami grupę artystów z Eternal Deformity i ich wspaniały występ! A gdy zespół po ukłonie zejdzie ze sceny migiem pędzimy do sklepów po „Frozen Cirrus”. Migiem! Tak świeżej, nietypowej, na wysokim poziomie i do tego polskiej płyty ze świecą szukać.
Ocena: 9/10
- “Retrospection” (Intro) – 1:50
- “The Force Of Your Heart“ – 4:00
- “Unhole Divine” – 4:23
- “Little 15” – 4:13
- “Crime” – 6:15
- “So Silent” – 5:11
- “Thor’s Message” – 5:07
- “Endless Night” – 4:17
- “Lovelorn” – 7:24
Całość: 42:40
Data wydania: 3 marca 2008





Do oceny końcowej dodam jeszcze + i osobistą refleksje: „ŚWIETNA PŁYTA!”. No i apel: „Do sklepów!”
pierwsze słyszę ale zapowiada się bardzo zachęcająco. spróbuje się.
Jutro przesłucham xd
Świetna płytka, niesamowite brzmienia, a i śpiew całkiem całkiem. Cyrk zawsze kojarzył mi się z pewnego rodzaju kiczem, tutaj jestem mile zaskoczona. Bardzo oryginalne połączenie cięższej muzyki z cyrkowym klimatem, aż chce się powiedzieć: „ach!”. Racja, są emocje, jest klimat. Za to ogromny „+”. Kawał dobrej roboty ze strony Eternal Deformity. Tyle ode mnie.
Cieszę się, że się mój shoutbox sprawdza przy polecaniu różnych płyt ^^’
Obawiam się, że to jednak nie od Ciebie usłyszałem o tej płycie. ;p
Spoko, przyzwyczaiłem się do takich internetowych zbiegów okoliczności
A płyta jest rzeczywiście ciekawa, choć nadmiar klawiszy miejscami się wręcz wylewa. I nie zachwycałbym się tak „klimatem cyrkowym”, bo jest go w istocie niewiele. Znacznie bardziej drążą tę atmosferę wykonawcy typu Idiot Flesh.
„I nie zachwycałbym się tak “klimatem cyrkowym”, bo jest go w istocie niewiele.”
jestem gdzieś w połowie i gdybyście wszem i wobec nei trąbili że czuć tu cyrkowy klimat to bym sie nie domyślił. Co do klawiszy też sie zgadzam za duzo ich.
Ogólnie nie rozumiem pełnych ochów i achów opinii dotyczących tej płyty takie metalowe granko, nie powalające ani klimatem, ani techniką ani specjalną świeżością.
5/10
Po prostu coś niesamowitego. Nawet się nie spodziewałam. Jakby instrymenty i śpiew „porozłączać”, to byłoby dla mnie zbyt ciężkie, ale wszystko razem sieęwspaniale komponuje i daje świetną całość xD