Biohazard – Urban Discipline
Napisany 1 kwi 2008 przez MastaBanana | Napisane w hardcore, metal, punk, rapcore, thrash metal | Otagowane hardcore, metal, punk, rapcore, thrash metal | 3 komentarzy »


Żadnego innego zespołu nie poznałem w tak śmieszny sposób. Otóż gdy oglądałem jeden z odcinków „Włatców much” pani Higienistka trzymała w ręku opakowanie jakiegoś lekarstwa z charakterystycznym logo i napisem „BIOHAZARD”. Na pytanie któregoś z bohaterów serialu odpowiedziała, że jest to „nazwa zespołu metalowego”. Postanowiłem sprawdzić. I muszę wam powiedzieć, że jeśli miałbym pewność, że w taki sam sposób poznam jeszcze choćby jeden równie dobry zespół pewnie dalej oglądałbym tą kreskówkę.
Chcąc bliżej poznać zespół sprawdziłem ich profil na last.fm. Najbardziej rzucającym się w oczy tagiem był hardcore. I słusznie, bo to jego elementy są najbardziej słyszalne w muzyce Biohazardu, choć muzycy czerpią pełnymi garściami również z rapcore’u, punku oraz thrashu. Mieszanka iście wybuchowa.
Znakiem rozpoznawczym kapeli są dwaj uzupełniający się wokaliści. Niski, zachrypnięty głos grającego na basie Evana stoi w opozycji do wrzasków gitarzysty Billy’ego. Ten pierwszy często również rapuje. Jego flow nie jest może jakiś niewiarygodnie szybki, ale przez wspomnianą chrypkę bardzo charakterystyczny i ciekawy. W niektórych kawałkach daje się usłyszeć również typowo punkowe krzyki przypominające szczekanie psa. Szkoda, bo psuje to trochę ogólne dobre wrażenie jakie pozostawia po sobie część wokalna.
Oprócz tego jak się śpiewa, równie ważne, jeśli nie ważniejsze, jest o czym się śpiewa. Muzycy Biohazardu w swoich utworach najczęściej poruszają najbliższe sobie tematy – życie w niebezpiecznych dzielnicach Nowego Jorku. Nie przebierając w słowach rozprawiają się ze skorumpowanymi policjantami („For the lives that you destroyed, so morally depraved, For the people you left grieving, I spit on your grave” – „Chamber Spins Three”), rasizmem, niesprawiedliwością czy show biznesem.
Jednak kto by zwrócił uwagę na teksty, jeśli muzyka byłaby słaba. Na szczęście nie jest. Riffy (vide „Black and White and Red All Over”), gra perkusji („Urban Disicpline” i „Punishment” – w ogóle jest to najlepszy utwór na całej płycie) i basu („Man With a Promise”) oraz solówki („Wrong Side of the Tracks” i znowu „Punishment”) – wszystko to jest na najwyższym poziomie. Szkoda tylko, że solówki są tak cicho nagrane. Gdyby ściszyć nieco perkusję i pogłośnić gitary byłoby o wiele lepiej. Jedynym znaczącym zgrzytem jest akustyczne intro w utworze „Loss”. W trakcie jego słuchania parę razy ziewnąłem. Tym bardziej, że nijak ma się do reszty kawałka, który dalej jest raczej typowy dla muzyki Biohazardu. Po wszystkim nachodzi słuchacza pytanie: no i po co to było?
Chyba tylko po to, żebyśmy nie mieli do czynienia z albumem idealnym. Jest świetnie, miejscami wybitnie świetnie, ale występuje też parę zgrzytów. Nie każdemu może przypadnie do gustu (głównie chyba przez wokal, ja się jednak szybko przyzwyczaiłem), ale zapoznać się można. Ja zaryzykowałem i nie żałuję.
Ocena: 9/10
- „Chamber Spins Three” – 3:41
- „Punishment” – 4:44
- „Shades Of Grey” – 3:27
- „Business” – 4:04
- „Black And White And Red All Over” – 4:04
- „Man With A Promise” – 3:20
- „Disease” – 4:01
- „Urban Discipline” – 5:34
- „Loss” – 5:20
- „Wrong Side Of The Tracks” – 3:37
- „Mistaken Identity” – 4:32
- „We’re Only Gonna Die(From Our Own Arrogance)” – 2:19
- „Tears Of Blood” – 4:52
- „Hold My Own” – 2:51
Całość: 56:26
Data wydania: 10 listopada, 1992





„Na pytanie któregoś z bohaterów serialu odpowiedziała, że jest to „nazwa zespołu metalowego”. Postanowiłem sprawdzić. I muszę wam powiedzieć, że jeśli miałbym pewność, że w taki sam sposób poznam jeszcze choćby jeden równie dobry zespół pewnie dalej oglądałbym tą kreskówkę.”
oz kurde a ja myślałem ze ten zespoł zna każdy kto choc odrobinę siedzi w metalu.
Jednakże zespół nie porywa mnie w zaden sposób.
Punishment rzeczywiście zamiata, chyba w ogóle najlepszy kawałek Biohazardów:) polecam ich koncertówkę No Holds Barred
A dla mnie to jest srednia plyta