Brazil – The Philosophy Of Velocity
Napisany 25 cze 2008 przez renegad | Napisane w alternative, indie, progressive rock, psychedelic rock, rock | Otagowane alternative, indie, progressive rock, psychedelic, rock | 10 komentarzy »


Próbując zdefiniować co grają ci kolesie musiał bym użyć szufladek takich jak glam punk, neo-psychedelia czy progressive pop. Prawda, że chore?! No ale jakoś nazwać ich muzykę trzeba. Brazil to naprawdę ciekawe zjawisko na amerykańskiej scenie muzycznej, rzadko koncertują, nie udzielają wywiadów, sprawiają wrażenie muzyków którym nie zależy na gwiazdorstwie. Już ich debiut ukazywał bardzo interesującą pomysłową muzykę, aczkolwiek był to album bez tego czegoś co sprawia, że śmiało można nazywać zespół mianem „wielki”.
Do sedna, PoV to album koncepcyjny posiadający dwa podłoża.
Pierwsza opowiada historię pisarza który próbuje napisać książkę lecz ma facet problem – blokada mentalna. Owy pisarz popada w paranoję, zaczyna mieć różnego rodzaju wizje. Owe zaburzenia psychiczne mają odzwierciedlenie w tekstach i muzyce zespołu. Druga interpretacja dotyczy każdego utworu z osobna. Utwory znajdujące się na albumie tworzą każdy oddzielnie krótką historię. Historie te poruszają tematy odizolowania, paranoi, często podszyte absurdalnym czarnym humorem. O stronie lirycznej już trochę się wypowiedziałem teraz o muzyce, uhh ta powala od początku do końca.
Brazil to zespół bardzo eklektyczny, często proste wydawało by się melodie grane na klawiszach, ubrane są w rzężące gitary, mocne bębny i bardzo charakterystyczny wokal który czasami przypomina Freddiego Mercuryego. Muzyka jest naprawdę charakterystyczna, wspomniane klawisze towarzyszą słuchaczowi przez większą część albumu, często tworzą podkład pod szalejącą perkusję i smyczki (“Breathe“), innym razem nadają kompozycjom przebojowej formy (“You Never Know“). Muzyka jest przebogata, dużo wszystkiego, tła to zazwyczaj elektroniczno – ambientowe dźwięki tworzące świetny psychodeliczny klimacik.
Owy klimat potęgują nie rzadkie eksperymenty z wokalem (przypominają się zabawy Cedrica z The Mars Volta). Gitary często przypominają kaskady (słychać inspirację ostatnim albumem At The Driver-In). Podobać może również się lżejsza strona muzyki Brazil, “Au Revoir, Mr. Merkury” to świetne połączenie mocno psychodelicznych dźwięków z Queenowskim wykopem (wokal+gitary). Z kolei “Captain Mainwaring” to ballada z smaczkami typu przetworzony wokal i to niesamowite niepokojące ambientowe tło, ahh cudo.
Po wypuszczeniu debiutu mówiono o nich „druga Mars Volta” komentarze typu „tak brzmiał by następny album At The Drive-In” były wszech obecne, ale tym albumem uciszyli krytyków (albo poruszyli). Panowie z Brazil pokazali klasę, bandy typu Dredg czy Coheed and Cambria to oni wcinają na śniadanie. Świetny album, mam nadzieję, że następny będzie trzymał jego klasę, co może być jednak trudnym zadaniem, ale ja wierzę w talent chłopaków z Brazil.
Ocena: 9+/10
- “On Safe-Cracking and Rubella” – 1:16
- “Crime (and the Antique Solution)” – 3:15
- “You Never Know” – 3:49
- “The Vapours” – 2:50
- “Cameo” – 3:21
- “Candles (Cast Long Shadows)” – 5:09
- “Au, Revoir, Mr. Mercury” – 6:20
- “Captain Mainwaring” – 5:50
- “A Year In Heaven” – 5:12
- “The Remarkable Cholmondley Chute System” – 0:49
- “Breathe” – 3:47
- “Strange Days” – 6:29
Całość: 48:07
Premiera: 3 października, 2006





Niezłe, ale jeszcze muszę się do niego przekonać. Debiut świetny, bardzo mi się podoba.
“Panowie z Brazil pokazali klasę, bandy typu Dredg czy Coheed and Cambria to oni wcinają na śniadanie.”
Dokładnie
kilka lepszych jakościowo nagrań
Crime – http://pl.youtube.com/watch?v=Pv2abzwp9Gw
Captain Mainwaring – http://pl.youtube.com/watch?v=z6JJFD_nMmQ
“mam nadzieję, że następny będzie trzymał jego klasę, ” – no nie bardzo. Z tego co wiem, to od ponad roku nie istnieją.
No właśnie też coś mi się obiło o uszy, ale jakiejś oficjalnej notki o tym nie widziałem
szkoda bo świetny zespół.
edit : teraz już widzę, nie doczytałem na wiki
Świetna płyta!
Więcej takich komentarzy to może ktoś się zainteresuje
Ja podziękuję, bo skoro “druga Mars Volta” to pewnie nie zniosę.
To chyba żeś źle przeczytał Masta, debiut był podobny do TMV a to jest drugi album, o niebo lepszy od pierwszego i podobieństw do TMV jest dużo mniej niż na pierwszym albumie. Ich muzyka nie jest tak hmm “szalona”, bardziej ułożona, jeśli Trail Of Dead ci się spodobało to i to może ci przypaść do gustu. Choć pewnie z wokalem może być problem
Źle zinterpretowałem po prostu. Myślałem, że “druga Mars Volta”=gorsza kopia, a omawianym albumem udowodnili, że nie gorsza, ale dalej wiele wspólnego ze sobą mają.
Właśnie o wokal w głównej mierze sprawa się rozbija.
Wiadomo, jeden z ich wzorców to At The Drive-In więc podobieństwa są.