Cult of Luna, Blindead, Lowood – 19.06.08, Wrocław
Napisany 3 lip 2008 przez Jakub Szwedo | Napisane w doom metal, metal, post-metal, sludge | Otagowane doom metal, post-metal, relacja, sludge | 12 komentarzy »


Czwartek. Dlaczego czwartek? Gorszej daty na koncert wybrać nie mogli (zwłaszcza, że następnego dnia miałem zakończenie roku szkolnego). Ale pojechałem. Nie mogłem przegapić występu Cult of Luna, w stosunkowo niedalekiej odległości od mojego miasta. Koncert odbywał się w klubie Firlej.
Klub ów, naprawdę ładny – na ścianach wisiały duże zdjęcia różnych muzyków, w większości chyba jazzowych. Była też mała sala do mniejszych występów. Można było tam posiedzieć i porozmawiać przed wejściem gwiazd. Oczywiście nie obyło się bez niedużego barku. Pomieszczenie w którym cały koncert się odbywał, nie było duże ale spokojnie wystarczyło dla wszystkich (liczba biletów ograniczona do 333), no i było klimatyzowane na szczęście. Przejdźmy jednak do sedna, czyli muzyki.
Na start weszły dwie Szwedki pod nazwą Lowood. Co ciekawe, ich muzyka nie miała najmniejszego związku z później graną muzyką (no, może oprócz tego że wszyscy wykonawcy używali gitar : ) Kobitki pewnie załapały się dzięki znajomości jednego z muzyków Cult of Luna (w jednym utworze wsparł je głosem). O dziwo, ich występ był bardzo przyjemny. Taki pop/chillout – jedna pani grała na gitarze i śpiewała, druga grała na klawiszach wspierając czasem wokalnie towarzyszkę. Trzymały klimat.
Następnie wszedł polski doom metalowy Blindead. Pierwsze wrażenie – typowe metalheady. Zespołu nie dane mi było poznać wcześniej, dlatego byli dla mnie raczej niespodzianką. Ciężkie, porządne riffy i brutalny wokal (który czasem szwankował, ale to pewnie przez nagłośnienie), budowanie klimatu – można było się wczuć. Perkusja baardzo przypominała mi Meshuggah, niektóre motywy jakby wprost wzięte od Szwedów. Ogólne wrażenie – pozytywne, jednak bez rewelacji.
Po krótkiej przerwie nadszedł czas na gwóźdź programu. Cult of Luna. Zdziwiłem się, że wszyscy tacy chudzi, niby takie patyczaki, a muzyką miażdżą. Tego dnia nie było inaczej – zaczęli „Following Betulas„, czyli na wstępie ostatnie ich dzieło.

Od razu zgniotło całą publikę, zresztą sami muzycy już nieźle miotali się po scenie.
Ale jedziemy dalej! „Owlwood” czyli jeden z moich faworytów, no i utwór na który czekali chyba wszyscy – „Ghost Trail„. Mindblowing że tak się wyrażę. Te urywane solóweczki i końcówka, mniam. Szkoda tylko że czasem nagłośnienie gitar nie było zbyt dobre i robiła się papka dźwięku, ale dało się to jakoś przemilczeć. Następnie również bardzo udany „Eternal Kingdom” oraz „Österbotten” podczas którego muzycy dostrajali instrumenty i zdaje się bawili się też nagłośnieniem by je polepszyć, dobrze że robili to podczas przerywnika, lepsze to niż cisza na scenie.

Dalej zagrali trochę starsze utwory czyli „Finland” z przedostatniej płyty, oraz „Leave me Here„. Publika oczywiście odpłynęła, pogo nie ustępowało ani na chwilę.

Po „Curse” i świetnym „Echoes„, został jeszcze jeden utwór, zdaje się na bis czyli „Dark city, Dead man„. Długie budowanie napięcia i potem wybuch. Tutaj jeden z gitarzystów wyczyniał cuda – wlazł na sprzęt i robił różne dziwne wygibasy. Po zakończeniu, członkowie zespołu bez słowa zeszli ze sceny, ludność wołała o następny bis, lecz niestety technicy zaczęli rozmontowywać już sprzęt.
Koncert był naprawdę mistrzowski – wokaliści dawali radę, publika dopisywała, dobra gra świateł, miotanie się po scenie muzyków miało swój urok. Na minus można zaliczyć czasem złe nagłośnienie gitar oraz klawiszy (jak również trąbki której w ogóle nie było słychać). Support również się spisał. Wracałem do domu zadowolony i usatysfakcjonowany.
- „Following Betulas”
- „Owlwood”
- „Ghost Trail”
- „Eternal Kingdom”
- „Österbotten”
- „Finland”
- „Leave me Here”
- „Curse”
- „Echoes”
- „Dark city, Dead man”





Bo koncert był w moim Wrocławiu, to dlatego
Firlej bardzo przyjemne miejsce tak bajdełej.
no Kubuś, wszystko [jak zwykle zresztą] świetnie napisane ;D. Idealna recenzja. A koncert musiał być super. Dla Ciebie oczywiście, bo ja nie preferuje ich muzyki ;P.
Radzę bliżej przyjrzeć sie Blindead. Ich płytkę „Devouring Weakness” uważam za jeden z najlepszych albumów metalowych w historii polskiego ciężkiego grania.
„Idealna recenzja”
To chyba nie jest recenzja ;p
A na koncert nie pojechałem, a takie plany miałem. Może innym razem.
Kuba, następnym razem jak będziemy na tym samym koncercie, to bądź tak łaskaw dać znać wcześniej, to Ci piwo postawię ;d
Z ojcem byłem
ojejej twój tata musiał znosić takie dźwięki
oj Masta, czepiasz się
. A jak to nazwać?
np. „Relacja” ;p
no tez może być
. ale ja to na szybko pisałam, bo już musiałam wychodzić i tak jakoś nie mogłam wtedy nic innego wymyślić xD
Ano, racja, naprawdę warto zapoznać się z twórczością Blindead, a dwa utwory z „Devouring weakness” można chyba nadal ściagnąć z ich strony, a na laście dostępne są dwa inne utwory, z ich nadchodzącej płyty. Mindscape i The Time miażdżą!
A ta relacja to nawet nie ma w sobie żadnych cech recenzji oprócz „zajebisty koncercik chłopaki dali”.
z tymi patyczakami to bym nie przesadzał. Z Rydberga to kawał chłopa, Persson też chudziną nie jest – z resztą grupy już różnie bywa.