Eric Johnson – Ah Via Musicom
Napisany 17 lip 2008 przez uchot | Napisane w blues, jazz, rock | Otagowane blues, jazz, rock | 16 komentarzy »


Gitarowa muzyka instrumentalna jest często kojarzona z przesadnym uwydatnieniem wirtuozerii i utworami zanadto przepełnionymi szybkimi przebiegami po skalach i pasażach, które dla przeciętnego słuchacza są mało interesujące. Jednakże czy wszyscy gitarzyści grający jako soliści skupiają się jedynie na aspekcie technicznym? Nie. Przykładem muzyka, który w swoich kompozycjach postawił na melodyjność i brzmienie jest Eric Johnson. Jego album “Ah Via Musicom” z powodzeniem podbił serca słuchaczy (“Trademark” walczył na równi z najpopularniejszymi piosenkami pop) i właśnie tę płytę Johnsona chciałbym wam przybliżyć.
Album zaczyna się tytułową kompozycją, która jest niejako wstępem do drugiej kompozycji, znanej większości osób interesujących się tego typu muzyką, którą jest “Cliffs of Dover“. Utwór otwiera ultra-szybki pasaż zagrany charakterystyczną techniką kostkowania, lecz już po chwili wchodzi skoczny temat, który niezwykle zapada w pamięć. Partie solowe Erica dopełniają całości. W przeciwieństwie do “shredderów” i “szybkobiegaczy” Johnson nie rzuca “nut na wiatr” – wszystko jest przemyślane i pełne melodii. Po “Cliffs of Dover” nadchodzi kolejna popularna kompozycja – “Desert Rose“. Tym razem usłyszymy całkiem dobry wokal Erica, dzięki któremu całość brzmi nieco jak pop-rock przełomu lat 80. i 90. chociaż w porównaniu do ogółu artystów wykonujących pop-rock Johnson jest świetnym muzykiem, a jego piosenki nie są kiczowate. Do tego mamy tu dwa niesamowite sola, których nie uświadczymy w żadnej piosence tego typu. Po moim zdaniem nieco mniej ciekawych “High Landrons” i “Stevie’s Boogie” nadchodzi instrumentalny “Trademark“. Prawdziwe arcydzieło to jedyne słowa, które oddadzą to, co uświadczymy w tym utworze. Przepiękne tematy, świetna praca sekcji i po prostu ogromna dawka emocji powodują, że mamy do czynienia z kompozycją, co tu dużo mówić perfekcyjną. Każda nuta wydobywająca się z gitary Johnsona emanuje tu perfekcją i geniuszem gitarzysty, a kompozycja zdaje się niejako płynąć. O chociaż jednym takim utworze jak “Trademark” marzy każdy muzyk. Po “Trademark” wchodzi całkiem ciekawa piosenka, jaką jest “Nothing Can Keep Me From You” utrzymana w tej samej stylistyce co “Desert Rose”. Nie każdemu muszą spodobać się utwory, w których pojawia się wokal Johnsona. Moim zdaniem są dobre, ale nie tak wybitne jak kompozycje instrumentalne. Ósmą kompozycją “Ah Via Musicom” jest mały przerywnik akustyczny “Song For George“, po którym następuje mocno inspirowany bluesem i rockiem “Righteous“. Ostatnią, jedenastą kompozycją albumu jest “East Wes” inspirowany jazzowym gitarzystą Wesem Montgomery. Uświadczymy tu tak jak w “Trademark” geniuszu Johnsona. Nie będę się tu już rozpisywał, bo o takich świetnych kawałkach można pisać w nieskończoność. Powiem jedynie, że Eric świetnie połączył elementy charakterystyczne dla Montgomeryego jak i dla samego siebie.
Nadchodzi moment, w którym trzeba ocenić album. To bardzo trudne zadanie. Z jednej strony za dzieła instrumentalne należy się więcej, niż 10/10, bo one są więcej niż nieskazitelne. Z drugiej jednak strony mamy tu kompozycje pokroju “High Landrons” czy “Nothing Can Keep Me From You”, które zasługują na 7/10 (mam tu na myśli piosenki, w których występuje wokal). Moja ocena, zatem wynika z matematyki, a nie do końca z mojego zdania na temat tego albumu.
Ocena: 8+/10
- “Ah Via Musicom” – 2:04
- “Cliffs of Dover” – 4:10
- “Desert Rose” – 4:55
- “High Landrons” – 5:46
- “Steve’s Boogie” – 1:51
- “Trademark” – 4:45
- “Nothing Can Keep Me from You” – 4:23
- “Song for George” – 1:47
- “Righteous” – 3:27
- “Forty Mile Town” – 4:13
- “East Wes” – 3:28
Całość: 40:49
Data wydania: luty, 1990





Nawet nie takie złe, z reguły nie przepadam za wirtuozami jednak to nawet przyjemne jest. Raczej nie ściąg, tfu, kupię ale posłuchać miło.
Trademark bardzo mi przypadl do gustu. W ogóle dziwne to, usłyszałem to pierwszy raz, a poczułem sie jakbym znał tą pioenkę od dawna. Nie chodzi o to, ze znałem melodie, a nie znałem tytułu, tylko bardziej o kwestie skojarzeniową… niewątpliwie bardzo przyjemną… <3
(konia z rzędem temu, ktoś cośkolwiek zrozumiał z tego powyżej ;P)
Johnson kreuje melodię w taki sposób o jakim mówi Nook. W Trademark czy Manhattan(z innego albumu – Venus Isle) słychać to najlepiej.
Zamiast szukać nietypowych rozwiązań(tak jak robi to Holdsworth i Vai), ultraprędkości(jak Petrucci) robi to co kiedyś robili Clapton(ten co prawda jeszcze żyje, ale tworzy pop) czy Vaughan, a teraz robi między innymi Satriani – Johnson tworzy melodyjne, “zwykłe” piosenki, w których wirtuozeria objawia się nie w prędkości granych dźwięków, ale w ich pięknie(a o to chyba chodzi).
Z tego powodu melodia wydaje się aż tak oczywista i prosta, a jednak wymyślić taką melodię to największa sztuka.
Kurcze chyba moja gadka też nie jest zrozumiała
Lepiej radzę posłuchać albumu czy chociaż poszczególnych kawałków
I podobno to ja piszę dziwne zdania
I taka mała ciekawostka z mojej strony, Eric Johnson był gitarzystą nie istniejącej już grupy Brazil(ta co niedawno recenzowałem)
ps. Wymyślić świetną melodię to nie jest sztuka >brytyjska alternatywa<
Guzik prawda, Gad. Wymyśleć melodie, która dogłebnie poruszy to JEST sztuka. A postawienie obok brytyjskiej alternatywy to moim zdaniem pomylka.
No cóż to twoje zdanie. A poza tym co to znaczy dogłębnie?!
Wielkim wirtuozem nie trzeba być żeby nagrać zgrabną, poruszającą melodię np. MGMT
Ja na przykład przy brytyjskich melodiach zawsze tupam nóżką
Melodia taneczna a chwytająca za serce to jednak jest różnica ; )
No cóż mnie melodie za serce raczej nie chwytają, co innego emocje. Te dosyć często się wydzielają.
Jeżeli już się bawimy w nierozpoznawanie przenośni, to jak emocje mogą się wydzielać?
Taneczną melodie zrobić bardzo łatwo, najprostsze rytmy właśnie takie są. Co innego z tymi które autentycznie możemy nazwać “pięknymi”.
Wskaż gdzie nie rozpoznałem przenośni bo nie widzę, za to widzę, że to ty źle zrozumiałeś mojego posta(ale to się w necie zdarza nagminnie). Zrozumiałem twoją przenośnię dlatego odpisałem ci, że >mnie akurat melodie za serce nie chwytają< Cóż szwedo nie jestem debilem za którego ty chyba mnie masz -_-
Proste melodie też mogą być piękne, to już kwestia czysto subiektywna kto co uznaje za piękne panie LOL’u
Emocje jak się wydzielają, się pytasz?! Sam sobie odpowiedz na to pytanie.
Ehh, co tak naskakujesz. Po prostu nie widzę różnicy pomiędzy “chwytaniem za serce” a “chwytaniem za emocje”, stąd te całe zamieszanie.
A że proste melodie mogą być piękne to się zgodzę, ale chodziło mi o to że taneczne melodie są zazwyczaj bardzo proste i “zwykłe”, czego nie powiedziałbym o melodiach pięknych (te też mogą być proste, jednak wydaje mi się że trudno po prostu je zrobić ; )
Czy są zwykłe czy niezwykłe to już kwestia subiektywna, po co w ogóle to ciągniesz skoro to jest indywidualna sprawa, jest tyle zdań ile jest gustów, a “chwytanie za emocje” to już twój wymysł więc się do tego nie odniosę.
A te melodie które ty mówisz, że trudno je zrobić a chwytają za serce wychodzą raczej z przypadku a nie z jakiegoś konkretnego planowania. Jest coś takiego jak “jam session” to chyba praktykuje większość artystów i podczas właśnie takich luźnych sesji powstają te “piękne” bądź nie, melodie.
“A te melodie które ty mówisz, że trudno je zrobić a chwytają za serce wychodzą raczej z przypadku”
Oj z przypadku na pewno nie. Powstanie takowych melodii jest z pewnością wypadkową talentu, osłuchania, gustu muzycznego, natchnienia i Bóg wie jeszcze czego.
…no i przypadku
Myślę, że takiemu Page’owi ni z gruchy ni z pietruchy riff z Kashmir w głowie się nie zadomowił, to raczej wynik wspólnego grania z kapelą gdzieś w studiu bądź w każdym innym miejscu. Niektórym muzykom pomysły wpadają do głowy podczas jazdy samochodem innym pod prysznicem itp.
Ja muzykiem nie jestem to są tylko moje domysły tak samo jak i twoje Szwedo. Jeśli kiedyś uda ci się nagrać płytę która osiągnie sukces, to mi powiesz skąd czerpałeś pomysły
Tyle ode mnie.
pierwsza sprawa:
te nieszczęsne melodie muszą mieć po prostu “to coś” (dla każdego coś innego) co chwyci porządnie za serce, zelektryzuje od stóp do głow, nie da spokoju po nocach itp. i jeśli melodia (czy jakikolwiek inny element piosenki) taka jest, guzik mnie obchodzi jak bardzo progesywny czy awangardowy (niah niah, bla bla) jest dany artysta – grunt że udało mu sie kogoś ruszyć.
druga sprawa:
komponowanie. i tu naprawde zależy. z autopsji moge powiedzieć, że czasem pojawia się w głowie jakiś motyw, który za wszelką cene chce się przełożyć na dźwięki i żadna siła nie potrafi mnie powstrzymac od dopracowania takiego. czasem przypadkiem podczas improwizacji nudnymi wieczorami też coś ciekawego wyjdzie. więc tu nie ma sposobu. duzo też zależy od tych małych, z pozoru niestotnych, rzeczy takich jak pogoda, samopoczucie, wydarzenia w ciągu dnia itp.
Ja mam czasem tak, że wstaję rano i słyszę gotową kompozycję, którą po prostu muszę przenieść na gryf(a czasem mam już nawet perkusję i bas), bo jak nie to się uduszę. Innym razem nagrywam na przykład pół godziny improwizacji i wyciągam z niej jeden ciekawy motyw. Jeszcze innym razem całość powstaje “matematycznie” – z konkretnych progresji akordowych ogrywanych skalami. Czyli w moim przypadku jest dość podobnie jak u Nooka.