Antimatter – Leaving Eden
Napisany 18 sie 2008 przez MastaBanana | Napisane w gothic, rock | Otagowane gothic, rock | 3 komentarzy »
Autorem tej recenzji, przeznaczonej na nasz Nabór, jest Szczympek. Niestety to już ostatnia konkursowa recenzja, którą postanowiliśmy opublikować. Jeszcze raz dziękujemy za tak żywy odzew i jednocześnie mamy nadzieję, że w dalszym ciągu będziecie nam podsyłać tematy do publikacji na nasz winylowy mail.
Pozdrawiamy. Redakcja Winyla.

Chcecie poznać płytę przy której można odpłynąć, pogrążyć się w zadumie,
odetchnąć po ciężkim dniu ? Płytę, która urzeka nas swym pięknem i starannym wykończeniem,
cudownymi solówkami, i świetnym wokalem ? Z przyjemnością przedstawiam, typowany przez
niektórych jako płyta 2007 roku, krążek “Leaving Eden” zespołu Antimatter.
Gdy pierwszy raz przesłuchałem pierwszy utwór na krążku – “Redemption” zamurowało mnie. Nie wiedziałem czym się zachwycić. Przejmującym wokalem, genialnymi solówkami, czy klimatem, który ten utwór niewątpliwie stwarza. Utwór rozpoczyna zagranie gitarowe do którego po chwili dołącza wokal. Dopiero od 1:30 słyszymy inne instrumenty. Gdy zegar winampowy pokazał 2:04
rozpoczęła się solówka która zagościła w mojej głowie na kilka tygodni. Nie jest ona specjalnie trudna, ale urzeka swym pięknem. Z pewnością jest jedną z najpiękniejszych, jakie dane mi było słyszeć.
Drugi utwór na płycie “Another Face In The Window” również spokojnie się rozpoczyna. Przez 5 minut rozkręca się byśmy mogli usłyszeć konkretniejsze uderzenie gitary, z wpadającym w pamięć riffem. “Ghost” z kolei to najbardziej optymistyczny utwór, z miłą gitarką i skrzypcami w tle, przenosi nas (przynajmniej mnie) w typowo jesienny klimat. Deszcz za oknem, mały pokój zawalony książkami i trzaskający ogień w kominku.
Ten klimat utrzymuje się również podczas kolejnego utworu “The Freak Show“. W tym utworze moją uwagę przykuło zakończenie, a dokładniej solówka. Nie wiem jak ją opisać, to trzeba posłuchać.
Numer 5 na krążku to instrumentalne “Landlocked“. Szczerze mówiąc mało mnie zainteresował. Jednak od wejścia skrzypiec w połowie utworu nabrał klimatu płyty. Kolejne na płycie “Conspire” jest pozbawione perkusji, a zaopatrzone jedynie w dość jednolitą grę gitary i pod koniec, chyba najbardziej słyszalną na całej płycie, grę skrzypiec. Nagle po zakończeniu “Conspire” słyszymy uderzenie w struny. Zaczął się mój kolejny faworyt – tutułowy “Leaving Eden“. Z pewnością jest to najżywszy utwór na płycie. Kolejny raz słyszymy przejmujący wokal i trzy świetne solówki ( z zaznaczeniem na trzecią
). Przedostatni “The Immaculate Misconception” to drugi instrumentalny utwór, całkowicie inny od “Landlocked”. Jest dużo bardziej urozmaicony. Rozpoczyna się grą fortepianu, do którego dochodzi gitara i skrzypce. Około trzeciej minuty słyszymy cichy chórek(?) który idealne wkomponowuje się w resztę utworu. “Fighting for a Lost Cause” wieńczący krążek to kolejne świetne nagranie. Smutne, melancholijne, głębokie – takimi przymiotnikami można je opisać. Jednak w okolicach czwartej minuty, dzieje się po prostu coś pięknego. Można pomyśleć, że nagranie się kończy słowami “at all” powoli wyciszanymi. Ale niee!;)
Wtedy słyszymy solo genialne solo skrzypcowe, które nadaje smaczku. Niestety jest dość krótkie. Po chwili kończy się nasza przygoda z “Leaving Eden”.
Po odsłuchaniu płyty, aż trudno było mi uwierzyć, że to wszystko stworzył jeden człowiek – Mick Moss z drobną pomocą Danny’ego Cavanagh’a z Anathemy. Jedynym mankamentem na który muszę zwrócić uwagę, to jednolitość utworów. Wszystkie brzmią i mają podobną kompozycje. Jednak nie przeszkadza to, jak w większości takich przypadków, w odróżnieniu poszczególnych nagrań. Płytę naprawdę polecam i z niecierpliwością czekam na kolejną.
Ocena: 9+/10
- “Redemption” – 6:07
- “Another Face In A Window” – 6:52
- “Ghosts” – 4:29
- “The Freak Show” – 5:10
- “Landlocked” – 03:53
- “Conspire” – 4:10
- “Leaving Eden” – 5:43
- “The Immaculate Misconception” – 5:08
- “Fighting For A Lost Cause” – 5:34
Całość: 47:06
Data wydania: 13 kwiecień, 2007





Podchodziłem pare razy do tego krążka. I raczej bez zachwytów. W zasadzie tylko “Redemption” posłuchuje sobie w miare regularnie, reszta niezbyt… Ale dam im jeszcze szansę.
W sumie podobnie jak Nook. Płyta po prostu fajna ale bez rewelacji.
Za dużo, za dużo. Planetary Confinement lepsiejsze ;]