The Ting Tings – We Started Nothing
Napisany 1 wrz 2008 przez iskandiar | Napisane w alternative, indie, pop-rock, rock | Otagowane alternative, indie, pop-rock, rock | 5 komentarzy »


Czekałem na tę płytę. Miałem cichą nadzieję, że na brytyjskiej scenie indie pojawi się zespół, która swą pierwszą płytą będzie mógł walczyć o miano płyty roku. Nadzieja matką głupich. Z resztą w roku, w którym i Sigur Rós i Coldplay nagrali niezłe płytki, ciężko zdobyć to zaszczytne miano. Acz wciąż wierzyłem, że ten krążek wybije się sponad wielu podobnych zespołów. Myliłem się.
Zachęcony kawałkami takimi jak “Shut up and let me go“ czy “That’s Not My Name” zabrałem się za przesłuchanie płyty. Nie będzie to długa recenzja, gdyż nie ma co się nad płytą rozczulać. Pierwsze trzy kawałki („Great DJ” , „That’s Not My Name”, „Fruit Machine”) na dobrym poziomie, łatwy tekst, miła wpadająca w ucho melodia. Pomijając „Shut Up And Let Me Go” oraz “We Walk”, płyta zasadniczo mogłaby się skończyć. Ale się nie skończyła i był to wielki błąd. Czwarty kawałek na płycie „Traffic Light” to chyba jakiś beznadziejny i nieudany pastisz, czyli: Za chwilę dziecięca grupa wokalna „Dzwoniące dzwoneczki” Zaprezentuje się w swym autorskim utworze „Światło sygnalizacyjne”. Beznadzieja! Po tym kawałku miałem po prostu ochotę wyłaczyć płytę i posadzić The Ting Tings z jedynką. Ale nie, przemogłem się.
I chyba nawet dobrze, gdyż kawałkiem numer 5. Jest rzeczony już „Shut Up…”, czyli kawałek pokroju pierwszej trójki. Już chwilę potem mamy niewątpliwą (a może jednak?) okazję do posłuchania „Keep Your Head”. Typowy przeciętny kawałek, nic specjalnego. Z resztą jak cała płyta. Siódmy utwór, czyli „Be the One” – poziom podobny do poprzedniego kawałka, acz mnie bardziej chwycił i milej się o nim wypowiadam. Lecz znów bez rewelacji. Choć przy takiej płycie o rewelację nietrudno. Ósmy kawałek, „We Walk” – ładnie się zaczyna (pianino) a i w środku i na końcu brzmi dobrze. Nie żeby geniusz i hit, ale dzięki rzeczonym klawiszom kawałek jest fajny i miły w odbiorze. Wyróżnia się. Czekałem już na końcówkę tej płyty, bo nie liczyłem już na dobre pozycje. Jakże byłem nieomylny! „Impacilla Carpisung” bez wątpienia nie jest rajem dla ucha. Ba, nie jest to nawet kawałek dobry. Brzmi jakby nagrywały go hot nastolatki marzące o karierze piosenkarek, z bitami nagranymi w eJayu, a jako profesjonalny sprzęt rejestrujący dźwięk został użyty wbudowany mikrofon w telefonie. Ale i tak brzmi o wiele lepiej niż kolejny utwór, czyli tytułowe “We Started Nothing”. Dźwięki gitarowe to chyba nagrana na „profesjonalny sprzęt” lekcja gry na gitarze 12-latka. Niewiele lepiej z resztą brzmi „wspaniała sekwencja wokalna”. Tym razem w roli wokalistki występuje nastolatka śpiewająca pod prysznicem. A wspaniałą jakość dźwięków bez szumów zapewnia nam niewątpliwie profesjonalny tryb „nagrywanie”, dostępny w każdym modelu telefonu Sony Ericsson. Już koniec? Nie! Zespół zapewnia nam jeszcze potrójne odgrzanie kotletów, czyli jeden remix kawałka „Great DJ” oraz dwa „That’s Not My Name”. Ja się naprawdę starałem, wsłuchiwałem, medytowałem, modliłem się do bóstw o błogosławieństwo, ale mimo tego wszystkiego nie zauważyłem między remixami a oryginałami różnicy. Chyba wydawca płacił im za każdą minutę płyty…
Reasumując: Trzynastka w liczbie utworów bez wątpienia przyniosła zespołowi pecha. Ta płyta to najlepszy przykład na to, że nie należy konstruować płyty na bazie kilku dobrych utworów i zgrabnie wplątywać je między totalne porażki. Zamiast wydać Multisingla bądź EP-kę, składającą się z pięciu dobrych kawałków, duet pokusił się na wydanie płyty. Niestety. Nie wyszło to ani im, ani słuchaczom na dobre. Ciężko było przebrnąć to końca płyty. Nawet jeśli The Ting Tings jeszcze raz zaatakują rynek muzyczny kolejną płytą, to choćby nie wiadomo jak dobra by była, niesmak po “We Started Nothing” Pozostanie.
Ocena: 4/10
- “Great DJ” – 3:23
- “That’s Not My Name” – 5:11
- “Fruit Machine” – 2:54
- “Traffic Light” – 2:59
- “Shut Up and Let Me Go” – 2:52
- “Keep Your Head” – 3:23
- “Be the One” – 2:58
- “We Walk” – 4:04
- “Impacilla Carpisung” – 3:41
- “We Started Nothing” – 6:22
- “Great DJ (7th Heaven Radio Mix)” – -:–
- “That’s Not My Name (Soul Seekerz Radio Mix)” – -:–
- “That’s Not My Name (Taku Takashi (M-Flo) Mix)” – -:–
Całość: 37:17
Data wydania: 19 maj, 2008





mi tam się całkiem podoba, fakt, nie znam się na tej muzyce zupełnie, ale imo jest ok. 6-7/10
To jest płyta z gatunku bardzo rozrywkowych i na tym znać się jest trudno, gdyż jest to muzyka dla każdego i w sumie opinie o niej może powiedzieć każdy, nawet tego nie znając.
Ja jestem pamiętliwy i błędów w stylu tytułowego kawałka i “Traffic Light” wybaczyć nie potrafię.
Hmm… Przeczytałam i za słuchanie się zabrałam. Chociaż “Shut up and let me go” nie wpadło mi w ucho, to jednak ma ciekawe słowa. “That’s not my name” znam i uważam utworek za faktycznie niezły.
Sama raczej nie słucham takiej muzyki, ale – pewnie – czsem nowości są dobre dla każdego.
Powodzenia w dalszym przesłuchiwaniu płyt, które nie zawsze zaskakują nas samymi perełkami, no i oczywiście w recenzowaniu.
That’s Not My Name swojego czasu bardzo mi się podobało (zobaczyłem klip w tv), ale na tyle by ściągnąć całą płytę nie, bo kawałek szybko się nudzi.
“That’s Not My Name” bardzo mi się spodobało, miałam ochotę sięgnąć po więcej, więc przesłuchałam kilka utworów na youtube i kilka jeszcze było takich znośnych, ale nie pamiętam, które to były ;p
Ja bym dała 5+/10, jako, że takiej muzyki nie słucham i się na niej nie znam, ale swój smaczek ma. : )