Anathema – Hindsight
Napisany 3 wrz 2008 przez Jakub Szwedo | Napisane w alternative, rock | Otagowane alternative, rock | 2 komentarzy »


Czekając na nową płytę (byłych) królów brytyjskiego death doom metalu, fani dostali akustyczną płytkę zatytułowaną “Hindsigh“. Od początku wiązałem z nią wielkie nadzieje, bo cóż może być lepszego od melancholijnych utworów wykonanych w bardziej subtelnej, formie – “unplugged”?
Po spojrzeniu na tracklistę, same hiciory; energiczne “Fragile Dreams“, wole – krótkie niestety, ale i jak smutne – “Inner Silence“, chwytające za serce “Are You There?” czy świetna “Angelica“. Strasznie byłem ciekaw, jak Anathema rozwiązała problem by wykonać swoje kompozycje jeszcze bardziej przygnębiająco.
Niestety, nie wykonała. Utwory – owszem, są w dużej części zmodyfikowane, zagrane trochę inaczej, zwykle wolniej (można się było domyślać), czasem dodane są jakieś słowa (jak w “Inner Silence”, na końcu powtarzane “Still love you“), urozmaicone elementy, tutaj dodany dodatkowy motyw gitary np. w “Fragile Dreams “, tam przedłużona końcówka z chórkami (“Are You There?”). Nie zaliczam tego na minus, wręcz przeciwnie. Jednak jest małe “ale”, o którym później.
Jeżeli jest to recenzja płyty akustycznej, warto też o tych instrumentach akustycznych wspomnieć. Anglicy karmią nas dużą dawką skrzypiec – z czego się jednak cieszę. Najbardziej uwypuklone są one chyba w “Fragile Dreams” i “A Natural Disaster“, ale tak naprawdę to znajdują się w każdym utworze.
Jeżeli chodzi o wokal – jak zawsze w wysokiej formie. Naprawdę urzeka zwłaszcza w “Are You There?”, który jest razem z “Angelicą” najlepszymi interpretacjami na albumie, wg mnie oczywiście. Na “A Natural Disaster” słyszymy też Lee Douglas, czyli kobieca stronę zespołu. Tak jak pisałem już przy okazji recenzji A Natural Disaster, bardzo pasuje jej głos do obecnej formy zespołu. Tu także nie widzę wad.
OK, wróćmy do tego “ale”. Otóż oprócz wyżej wymienionych “Are You There?” i “Angelici” utwory są takie… niejakie. Nie wzbudzają jakoś takich emocji jak oryginały. Daje rade jeszcze “Inner Silence” i na upartego “Fragile Dreams” (choć nie ma tej energii co oryginał, ale nieźle w sumie to wypadło). Reszta jest raczej o wiele mniej atrakcyjna. “Leave No Trace” jak nigdy nie lubiłem, nie lubię też teraz. “One Last Goodbye” wyszedł strasznie mdło i sztucznie, co jest dosyć rzadkie jak na Anathemę. Podobnie jest z resztą, niewymienianych utworów.
Nie wspomniałem jeszcze o ostatniej pozycji – “Unchained (Tales Of The Unexpected)“. Jest to nowy, niepublikowany wcześniej utwór. Co mogę o nim powiedzieć? Jest nudny i nieciekawy. Przez cztery minuty leci ten sam motyw gitary akustycznej i jakieś pobrzdąkiwania smyczków. Wokal tez jakiś dziwny.
Podsumowując, Anathema wydała średniawy krążek, a mogli zrobić to o niebo lepiej. Nie licząc paru kawałków nie ma na niej nic ciekawego. Lepiej wrócić do starych, studyjnych wersji i czekać na longplay (piosenka “Everything“, którą można pobrać za darmo z ich oficjalnej strony naprawdę wymiata), mając nadzieję że będzie przynajmniej dobry. Hindsight natomiast – zdecydowanie tylko dla fanów.
Ocena: 5-/10
- “Fragile Dreams” – 5:30
- “Leave No Trace” – 4:52
- “Inner Silence” – 3:40
- “One Last Goodbye” – 6:03
- “Are You There?” – 5:18
- “Angelica” – 5:00
- “A Natural Disaster” – 6:20
- “Temporary Peace” – 5:10
- “Flying” – 6:27
- “Unchained (Tales Of The Unexpected)” – 4:18
Całość: 52:44
Premiera: 19 sierpnia, 2008





Hmm… oceniłbym może oczko wyżej -6.
Nowy utwór fakt – kijowy. Ale reszty miło się słucha. Are You There? z bardzo melancholijnego utworu zmienił się w dość optymistyczny. Best moim zdaniem: Flying, Fragile Dreams, Inner Silence, One Last Goodbye, Are You There.
A mnie się ten album wyjątkowo spodobał. Faktycznie bywa mdławy, ale fajnie się go słucha “na dzień dobry” w porannym autobusie
.
Cieszy mnie to, że “A Natural Disaster” w końcu przestał mnie męczyć (studyjna wersja jest denerwująca, mimo przepięknych wokaliz Lee) i to, że na krążku znalazła się “Angelica” (to mój najulubieńszy utwór Anathemy).
Czy akustyczna Anathema obroni się na żywo to ocenię po koncercie.
Pozdrawiam.
PS. A “Everything” rzeczywiście wymiata… Może znajdzie się w setliście, wszak jest to akustyczny kawałek.