Staind – The Illusion of Progress
Napisany 6 wrz 2008 przez Nikołajewicz | Napisane w alternative metal, alternative rock, metal, rock | Otagowane alternative metal, alternative rock, metal, rock | 4 komentarzy »


„Z pamiętnika młodego kindermetala…
Kwiecień 2001
Ostatnio poznałem fajny bend… Moi kumple zupełnie go nie kojarzą, w moim mieście, kraju, poza dwoma balladkami jest totalnie nieznany. Są protegowanymi Freda Dursta z mojego ulubionego zespołu Limp Bizkit, więc to musi być gwarancja dobrej jakości! Ich ostatni krążek pt. „Break the Cycle” wgniótł mnie w ziemię, co za riffy, co za głos! Podobno grają alternatywny metal… Od dziś zostaję ich fanem. Aha, jeszcze jedno. Nazywają się Staind…”
Tak mogłem napisać o tej kapeli, kiedy zacząłem ich słuchać (czyli w okolicach podanej wyżej daty). Dziś już nie jestem tak mroczny, długie włosy ściąłem trzy lata temu… Ale moja duża sympatia do Stainda pozostała. Za kwintesencję ich brzmienia uważam ich dwie pierwsze studyjne płyty („Dysfunction” i ww. „Break the Cycle”), od tamtego czasu ich styl zmienia się na tyle, że najnowszych dokonań czwórki ze Springfield (ale nie tego znanego z The Simpsons) nie darzę już taką sympatią. Nie mniej jednak, z ciekawości, przez wgląd na dawne czasy, sięgnąłem po najnowszą propozycję kwartetu, noszącą tytuł „The Illusion of Progress”.
Co autor chciał powiedzieć przez taki tytuł? Mam pewne podejrzenia, ale o nich później. Zaczyna się naprawdę fajnym „This is It”, które mocno mnie zaskoczyło: wszak przywykłem do tego, że chyba każdy poprzedni krążek grupy zaczynał się od mocnego uderzenia. Tutaj niby to przyłożenie jest, ale jest ubrane w wyprasowane szaty radiowe (niekoniecznie komercyjne). Ogólnie zespół przeprowadził rewolucję w swoim brzmieniu, bo chyba każda piosenka zaskakuje. Niektóre urzekają, niektóre są obojętne, a niektóre nużą – przynajmniej mnie. Siła „The Illusion of Progress” nie polega na miażdżących riffach, quasi-growlowych partiach wokalisty Aarona Lewisa, szybkich i skocznych uderzeniach bębnów. Staind broni się produktem nasyconym melodiami, gitarami akustycznymi przeplatającymi się z przesterowanymi, spokojnym śpiewem (w którym akurat Lewis zawsze był wyśmienity)… Każda z piosenek zawartych na płycie ma szansę na powodzenie w eterze (niekoniecznie polskim). Tylko nie wiem, czy uznać to za wadę, czy może za zaletę albumu.
Amerykański rynek muzyczny stanął w takim miejscu, że wszystkie zespoły grające nu metal (jak Papa Roach czy Linkin Park) tudzież nazywane (często niesłusznie) nu metalem (takie jak Korn, System of a Down czy właśnie Staind) odchodzą od swoich korzeni i pierwotnego gatunku muzycznego. Wtedy nagle okazuje się, że nu metalowi gitarzyści potrafią grać solówki, w kapeli są same tęgie głowy, które zaczynają stosować nietypowe podziały… Podobnie jest w tym przypadku. Gitarzysta Mike Mushok chyba po raz pierwszy zdradził swoją umiejętność grania solówek. Jak to bywa na początku – ze zmiennym skutkiem, choć muszę przyznać, że solo w „Pardon Me” (koneksje z Incubusem przypadkowe) zaskoczyło mnie pozytywnie. Nieco gorzej jest w „Lost Along the Way”, ale wciąż trzyma fason. Kiedy już myślałem, że nic mnie nie zaskoczy, z moich głośników poleciał przedostatni numer na krążku, a mianowicie „The Corner”. Klawisze, chórki, gitary… Jeśli komuś ta piosenka nie skojarzy się z dokonaniami Pink Floyd to zapraszam do laryngologa na badania słuchu. O bonus trackach nie będę się rozpisywał, bo wydają mi się zbędne. Nie wiem, jaką przyjemność ma zespół w umieszczaniu na każdej płycie akustycznej wersji swojego hitu „It’s Been Awhile” albo wykonań unplugged „Devil” czy „Schizophrenic Conversations” z poprzedniego longpleja, „Chapter V”.
Wracając do gdybań nad tytułem płyty… „Złudzenie Rozwoju” (pozwolę sobie to tak luźno przetłumaczyć) po przesłuchaniu wszystkich piosenek brzmi nieco ironicznie. To nie jest złudzenie. Czy interpretujecie tytuł krążka tak, jak ja?
Ocena: 6/10
- „This Is It” – 3:46
- „The Way I Am” – 4:18
- „Believe” – 4:17
- „Save Me” – 4:52
- „All I Want” – 3:29
- „Pardon Me” – 5:02
- „Lost Along The Way” – 4:19
- „Break Away” – 4:09
- „Tangled Up In You” – 4:35
- „Raining Again” – 3:53
- „Rainy Day Parade” – 4:16
- „The Corner” – 5:17
- „Nothing Left To Say” – 4:40
- „It’s Been Awhile” (Acoustic Version) – 4:49
- „Devil” (Acoustic Version) – 5:18
- „Schizophrenic Conversations” (Acoustic Version) – 4:46
Całość: 71:49 (wraz z akustycznymi bonus trackami)
Premiera: 19 sierpnia, 2008





mhrau. a ja sięgnęłam, że tak powiem, chociaż dosłownie wyglądało to inaczej, ale nie czepiając się szczegółów – sięgnęłam po staind po wszechobecnie {? chyba, nie oglądam tv, a już w ogóle muzycznej, ale znajomi to kojarzą} znanym so far away. byłam przekonana, że utrzymują się w podobnym klimacie, a tu seprajs ; ).
powyższego albumu nie mam – nie wypowiadam się. mimo to powinieneś kojarzyć outside – dla mnie jedna z lepszych.
Owszem, znam „Outside” i faktycznie – to kawał świetnej muzyki, która u mnie się nie starzeje i kręci mnie zawsze w równym stopniu. Właściwie od tego numeru zaczęła się moja przygoda ze Staindem.
Fajnie, że ten zespół jest coraz częściej grany u nas (czasem nawet słyszę „Believe” w Esce Rock), jednak wciąż to jest chyba mało znana muzyka. Gdy go poznałem to nawet nie było żadnej polskiej strony o nich. Stąd mój wniosek o niskiej popularności grupy w Polszcze.
lepszego tytułu do swojej płyty nie mogli wybrać, pwned.
break the cycle to naprawdę przyjemny i fajny (tak, fajny, dokładnie tak) album, pozbawiony patosu i przepełniony smętami aarona. po BTC rozpoczyna się zjadanie własnego ogonu, które jest kontynuowane również na illusion of progress…strasznie się zanudziłem słuchając nowego albumu. i jakoś odczułem brak „depresyjnych jaj” z dawnych lat staind.
dla mnie dwa oczka niżej, a i to ze względu na sentyment.
nigdy nie przepadalem za tym zespolem takze po przesluchaniu tej plyty nie zacheciło mnie do szerszego poznania Staind-a ;]