Asymmetry Festival – Minsk, Blindead, This Will Destroy You, Tides From Nebula – 26.04.09, Wrocław
Napisany 30 sie 2009 przez Jakub Szwedo | Napisane w doom metal, metal, post-metal, post-rock, rock, sludge | Otagowane doom metal, metal, post-metal, post-rock, relacja, rock, sludge | Brak komentarzy »

Dalsza część moich przygód z nowym polskim festiwalem. Niedziela. Ostatni, najbardziej oczekiwany dzień Asymmetry oraz największa gwiazda – Minsk. Cały dzień czułem w kościach, że będzie grubo.
Było. Ale po kolei. Najpierw zonk – zabrali bufet! Dlaczego, dlaczego, dlaczego :< ? A tak chciałem spróbować ich przysmaków. Poza tym jak zawsze – miła atmosfera, muzycy przechadzający się po terenie Firleja (w tym szamańsko wyglądający pan, jak się potem okazało – perkusista Minska).
Na pierwszy ogień poszli nasi rodacy, Tides Form Nebula. Warszawiaków widziałem już drugi raz w życiu, więc mam teraz pewne porównanie. Od tamtego czasu chłopaki wydali płytę, porobili sobie wizualizacje i nabrali doświadczenia w koncertowaniu – to było słychać (i widać). Przepiękna gra świateł i kolorów, najlepiej z całego wieczoru! Do tego wspomniane wcześniej wizualizacje nieba czy gwiazd, świetnie pasowały do muzyki. Szkoda tylko, że były czarno-białe… Grajkowie nie prezentowali nic odkrywczego – proste, post-rockowe pejzaże, czasem spokojne, innym razem bardzo żywe i spontaniczne. Mimo wszystko, robili to bardzo dobrze, na światowym poziomie. Jestem pewny, że kilka osób po występie skusiło się w ciemno na płytkę, którą można było kupić na stoisku ; )
Następni w kolejce byli amerykanie z This Will Destroy You. Jeden gitarzysta usiadł sobie, nie wiem czy miał aż tak trudne rzeczy do zagrania (w co wątpię), czy po prostu nie chciało mu się stać, ale niestety nie było go słychać prawie w ogóle. Za to perkusja nieźle przygłuszała bas i drugą gitarę. No cóż, mówi się trudno i stara się coś wyłapać z tej muzyki. Było w porządku. Podobnie jak poprzedni zespół – nic, czego by już nie było, tutaj akurat granie trochę w stylu Explosions in The Sky. Ale słuchało się całkiem przyjemnie, zwłaszcza, że czasem potrafili wytworzyć miły, leśny klimat. Po około godzinnym koncercie, przyszedł czas na kolejną polską grupę tego wieczoru…
Blindead. Ich mogłem już zobaczyć przed Cult of Luna, w tym samym miejscu. Od tamtego czasu sporo się nie zmieniło – porządne, neurotyczne brzmienie, z ciężkim, niemal death’owym wokalem. Jako nieliczni w Polsce graja taką muzykę. Nagłośnienie było niemal idealne – brzmienie dobrze wyważone i wszystkie instrumenty było słychać (chociaż podobno ktoś narzekał, że niby tu nagłośnienie też zrypane – ale ja nic takiego nie odczułem).
Koncert bardzo hipnotyczny, transujący, wokalista czasami wyglądał i ruszał się jak po jakimś kwasie (no i ta koszulka z Batmanem i Jokerem <3). W tym miejscu chciałbym pozdrowić pana, któremu alkohol zabardzo uderzył do głowy i poczuł sie na siłach by skoczyć na publikę z barierek sprzed sceny. Niefortunnie, gdy wszedł i stanął na owych barierkach, bezwładnie przechylił się w tył i spadł pod scenę, przy okazji przesuwając projektor wyświetlający wizualizacje. Pewnie bolało, ale o to chyba chodzi w takiej muzie, prawda? ; )
I wreszcie nastał ten moment. Moment, na który czekali chyba wszyscy zebrani na sali. Na scenę wyszli muzycy Minska i rozpoczęli rytuał. Przyznam, że pierwsze wrażenie nie było pozytywne, wręcz przeciwnie – trochę się zawiodłem… Nagłośnienie było bardzo złe, wszystko było za głośno i szumiało. I tak przez cały pierwszy utwór, potem jakby się poprawiło i znacznie lepiej oglądało się występ (chociaż od początku do końca prawie nie dało się wyłapać saksofonu wśród dźwięków). A było co oglądać. Wokalista, który stał też za keyboardem wyglądał jak jakiś dyktator, stojący przed ludem, głoszący swe idee i bardzo gorąco przy tym gestykulując. Gitarzyści masywnie budowali swoją grą całą tajemnice i misterium tej muzyki, a wcześniej wspomniany perkusista-szaman nadawał jej rytualne brzmienie, a długowłosy saksofonista dodawał pewnego smaczku (przynajmniej próbował). Mało kto mógł się pozbierać po “White Wings” czy piętnastominutowym “Ceremony Ek Stasis“. Poza tym duża część materiału pochodziła z płyty, którą dopiero zamierzają wydać. Powiem tyle, że szykuje się mocny kandydat do pierwszego miejsca na moim końcoworocznym podsumowaniu, ale ciii, dopiero maj!
Było to, czego oczekiwałem najbardziej – klimat i moc. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale gdy słucham Minska czuję, jakby wokalista wykrzykiwał mi wszystkie największe tajemnice wszechświata, a ten ciężar informacji mnie przytłaczał.Jak jest na nagraniu studyjnym, tak jest i na żywo. Były wady, oczywiście – początkowo nagłośnienie, światła (bardzo statycznie niestety), brak wizualizacji czy krótkość występu. Ale wszystko zostało nadrobione przez muzykę. Bo w końcu ona jest tu najważniejsza. Niesamowite przeżycie, głębokie, mistyczne. Nadal szukam szczęki po tym koncercie…
Podsumowując całe Asymmetry (a właściwie to tylko 2 dni): niesamowita impreza, godna przyklaśnięcia. Mimo braku bufetu w drugi weekend (:<), świetnie zorganizowana, wcale nie droga jak na klasę zespołów no i doskonale wykonana. Trudno będzie przebić organizatorom na następną edycje takie gwiazdy, jakie wystąpiły w tym roku. Miejmy nadzieję, że im się to uda!










