Asymmetry Festival – Ufomammut, Baroness, Lento – 17.04.09, Wrocław
Napisany 30 sie 2009 przez Jakub Szwedo | Napisane w doom metal, metal, post-metal, progressive metal, sludge | Otagowane doom metal, metal, post-metal, progressive metal, relacja, sludge | Brak komentarzy »

Asymmetry Festival to zdarzenie jakiego w naszym kraju bardzo brakowało. Pojedyncze koncerty takich gwiazd neurotycznego grania jak Isis czy Cult of Luna w Firleju czy Neurosis w Wawie pokazały, że w Polsce taka muzyka ma swoje grono fanów (co prawda nadal niszowe, ale jednak). Naprzeciw wymaganiom wyszedł wrocławski, wspomniany wcześniej Firlej.
Organizatorzy rozdzielili festiwal na 2 weekendy, po 3 dni. Udało mi się być na pierwszym z nich, a w trakcie pisania tego tekstu oczekuję też ostatniego, którego relacja także pojawi się na łamach Winyla. Po przyjeździe, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to doskonałe zorganizowanie wydarzenia. Sklepik z koszulkami, torbami, plakatami czy przypinkami Asymmetry, stoisko z płytami (nabyłem A Sun That Never Sets, a co!), no i store zespołów (ze świetnymi artworkami/obrazami). Poza tym profesjonalny bufet z bardzo smacznie wyglądającym jedzeniem (nie miałem niestety przyjemności spróbować). Robi wrażenie.
Lento nie znałem w ogóle przed koncertem. Rodacy następnej gwiazdy wieczoru nie tworzą absolutnie nic, czego by już nie zagrano. Typowe instrumentalne, post-metalowe granie. Mimo wszystko, podobało mi się. Był klimat, było budowanie napięcia i “wybuchy”, było ciężko. Męczyło mnie trochę nagłośnienie, wszystko było za głośno! Ja rozumiem, że to koncert, że ma być ten pisk w uszach, ale bez przesady, panowie! Poza tym Lento było świetne na rozpoczęcie wieczoru i idealne na wprowadzenie mnie w klimat następców.
Na Ufomammuta czekałem najbardziej. Na początku lekkie zdziwienie mimo wszystko, dlaczego oni grają jako drudzy? Przecież mają na swoim koncie kilka płyt, podczas gdy “główna gwiazda wieczoru” tylko jedną + EPki. Ja rozumiem, że Ufo jest muzyką trudniejszą do zgryzienia, mniej rozrywkową i przyswajalną. Ale na pewno nie powinni z tego powodu grać jako drudzy…
No ale ja nie o tym miałem pisać. No więc po rozstawieniu sprzętu, w tym charakterystycznego staroszkolnego mikrofonu, na scenę wyszło trzech muzyków. Zaczęli od jednego z killerów ich ostatniej płyty Idolum, czyli “Stigma“. Gruube, basowe brzmienie w połączeniu z wizualizacjami natychmiast zalało mnie psychodelą. Nagłośnienie ogólnie nie było takie złe, gdyby nie strasznie cichy wokal (na samej płycie jest on ledwo słyszalny, a tutaj to nie wiem czy głosu wokalisty nie słyszałem tylko w myślach). Większość materiału to była zdecydowanie z najnowszego nagrania, w tym zabijający “Stardog“, w którym cała publika krzyczała wraz z długowłosym panem stojącym za mikrofonem. Piorunujące wrażenie tworzyły basowe efekty gitarowe, byłem pewny, że będą puszczali to z laptopka, ale nie! Muszę wspomnieć jeszcze o jednym. Kto o zdrowych zmysłach poguje przy Ufomammucie? Rozumiem, są różne formy zabawy, nie mam absolutnie nic do pogo, ale kurna, jak można pogować do takiej muzyki? Nie wiem czy to alkohol tak zadziałał na część publiki, czy po prostu wydaje im się, że przy wszystkim z łatką “metal” można napierdalać wokół rękami. Anyway, występ był baaardzo udany; niesamowity, duszny klimat, muzycy którzy grali jak opętani i świetnie dopasowane wizualizacje przeniosły mnie gdzieś wgłąb ludzkiego umysłu.
Baroness również było dobrym argumentem by wybrać się na Asymmetry Festival. Zespół równie świetnie sprawdził się na żywo, co na Red Album. Nagłośnienie było idealne – wszystko ze sobą współgrało. Wokalista John “Jack Nicholson” Baizley robił niesamowite miny podczas wydzierania się, a muzycy oczywiście rzucali się na wszystkie strony. Publika szalała; chyba każdy na sali wtórował swoim gardłem do słów Johna, dziesiątki rąk było w górze, a parę osób nawet stage divingowało! Podobno metole z Baroness twierdzili, że to był jeden z ich najlepszych koncertów w życiu, a na pewno najlepsza publika. Oby mieli rację!
Z tego co pamiętam, zagrali cały album długogrający, co było idealnym wyborem. Melodyjne, progresywno-sludge’owe metalowe granie wraz z licznymi, atmosferycznymi wstawkami i bardzo dobrym oświetleniem działało na wyobraźnię.

Występ był naprawdę niesamowity. Po zagraniu ostatnich, genialnych motywów gitarowych z “Grad” muzycy zeszli ze sceny, ale publika nie dała za wygraną. “BA-RO-NESS, BA-RO-NESS!” – widać było, że grajki czuli się na scenie jak ryba w wodzie, co pewnie znaczyło, że im się podobało. Nie trudno wiec było zgadnąć, że z chęcią wyjdą na scenę by zaprezentować nam więcej. Wyszli zatem i zagrali rzekomo otwierający track z ich nadchodzącej płyty. Utwór był bardzo przyjemny, może nie genialny, ale podobał mi się – ogólny styl zespołu został zachowany. Po tym jedynym bisie, ekipa zaczęła rozmontowywać sprzęt grający…
Asymmetry Festival to diablo udane wydarzenie. Nieprzeciętne zorganizowanie i klimat klubu dały świetne pole do popisu dla muzyków z Włoch i USA. Szkoda tylko, że jak prawie zawsze trochę nawaliło nagłośnienie, mam nadzieję, że za rok to poprawią!










