Bloc Party – Intigmacy
Napisany 13 wrz 2009 przez renegad | Napisane w electronic, experimental, indie rock | Otagowane electronic, experimental, indie rock | Brak komentarzy »


Jak byście się czuli dowiadując się, że jeden z waszych ulubionych zespołów nagle wrzuca do obiegu info, że za dwa dni wydaje nowy album? Pewnie tak jak ja, lekko zszokowani i miło zaskoczeni.
Dziwna panuje ostatnia moda na promowanie swojej muzyki, Radiohead wypuścili swój album w formie mp3 za cenę…”ile dasz i tak masz”, więc teraz nagle cały świat muzyczny zaczyna to kopiować (głównie małoletnie brytyjskie kapelki). Nie inaczej jest z Bloc Party, wypuścili album w formie mp3 w internetowych sklepach muzycznych za cenę 5 funtów. Jakby nie patrzeć młodzi muzycy zaserwowali swoim fanom dwu dniową psychozę (owe info). Album pobrałem od razu w dniu w którym rzekomo pojawił się w sklepach internetowych = wyciekł, no i zabrałem się za słuchanie.
Najgorsze w tym całym przesłuchiwaniu było to, że zupełnie nie byłem przygotowany na nagłą nowość ze stajni Bloc Party , już nie wspominając o longplayu, singiel „Mercury” który wyszedł bodaj miesiąc temu przesłuchałem… raz (natłok innej muzyki). Przejdźmy do sedna sprawy, odpalam i słucham i wiecie co? Zonk! Ruszyły mnie może z 4 utwory, reszta zalała mnie obojętnością. Myślę sobie “kurde nie może być tak źle, przecież to ci kolesie od „Helicoptera” i „Banquet”! Nie mogli nagrać takiego gniota“?!
Uff, nawet nie wiecie jak mi ulżyło po każdym kolejnym przesłuchiwaniu tej płytki. Na początek „Ares”, moc totalna jak i również totalny eksperyment w wykonaniu chłopaków z UK. Świetny bit perkusyjny (zrzynka z “Chemicznych Braci“, ale kto dziś nie zrzyna?), rzężące gitary kolaborujące z jakby samplowanymi wokalami (świetny pomysł) dają niesamowitego energetycznego kopa. Jedziemy dalej, kolejny utwór to wspominany singiel „Mercury”, kurde nie wiem czy tylko u mnie to wystąpiło? Najpierw totalne zszokowanie „kurde przecież to nie brzmi jak Bloc Party!”, a później (po bodaj 4-5 odsłuchaniach) pomyślałem sobie, „ożesz to jeden z najlepszych utworów BP”. Fakt, eksperymentów ciąg dalszy (świetne trąbki, skandowany wokal i sporo elektroniki, czyli ogólny chaosik), ale kawałek jest jak bomba z opóźnionym zapłonem, jak już trafi słuchacza to na dobre. Oczywiście gdyby tak brzmiała cała płyta to Kele i spółka stracili by masę fanów, zwłaszcza tych którzy pokochali ich za Sillent Alarm, a więc mamy ukłon w stronę debiutu czyli „Halo”, kawałek strukturą przypomina nieco „Helicopter”, czyli „kosa-riff”, agresja w wokalu, napierdzielająca perkusja i coś na wzór solówki, aczkolwiek bardziej przypomina to zabawę ze sprzężeniami aniżeli klasyczną gitarową solówkę. Nie jest to może utwór równie dobry co „Helicopter” ale jeśli wypuszczą go na singla to będzie miał szansę nieźle zaszaleć na listach przebojów.
Z kolei „Biko” i „Signs” to balladki, ale każda zagrana w nieco innym stylu, „Biko” na charakterystycznym elektronicznym bicie z świetnymi wokalami, a „Signs” z dzwoneczkami w tle. Takie dwa spokojniejsze utworki w środku płyty. „Trojan Horse” (adekwatna nazwa) to kolejny łomot wspierany elektroniką i świetnymi partiami gitary (Russel na tej płycie miejscami przechodzi samego siebie), murowany hicior i do tego naprawdę porządny kawałek. Dalej trafiamy na „One Month Off”, następny track który spokojnie może zostać singlem, świetny wpadający w ucho refren, trochę elektroniki, niezłe gitarki, miejscami znowu przypomina mi się debiut zespołu.
Takim sposobem trafiamy na „Zephyrus”, przyznam szczerze, że jestem troszkę zaskoczony tym utworem. Niby ballada, ale znowu trafiamy na synth-bit (monotonny, ale nie nuży) i co najciekawsze chór, ale nie taki tam, w tle z trzech gardziołek, tylko prawdziwy operowy chór. Pod względem struktury i pomysłów to jeden z najciekawszych utworów na tym krążku, dodatkowo pokazuje w jaki sposób panowie bawią się w studiu i wspólnie mieszają swoje pomysły. Ostatnie utwory na płycie czyli „Better Than Heaven” i „Ion Square” to moim zdaniem najciekawsze kompozycje zawarte na Intigmacy, choć na początku zupełnie nie zwróciłem na nie uwagi (a Ion Square jest najdłuższym trackiem w całej dyskografii BP – 6:33 min). Pierwszy z wspominanych kawałków to ponoć utwór przypominający post-rockowe twory. Nie wiem, nie słucham post-rocka, ale ten kawałek bardzo mi się spodobał. Utwór rozkręca się z sekundy na sekundę aby na końcu przywalić efektownym i bardzo mocnym brzmieniem gitar które może kojarzyć się z shoegazem. Zamykający album „Ion Square” to monumentalna ballada z szybkim bitem i syntetycznymi dodatkami, wsparta świetnymi partiami wokalnymi (chyba najlepszy utwór wokalny na tym albumie) i koniec. Dziesięć piosenek, w zasadzie każda nie schodzi poniżej pewnego bardzo przyzwoitego poziomu, a niektóre z nich mają szansę poszaleć na europejskich top-listach i stać się przebojami. To już trzeci album Brytyjczyków i trzeci album bez wpadki, cóż, nic tylko pogratulować chłopakom. Polecam każdemu kto szuka łatwo wpadającej w ucho muzyki rockowej, wspartej eksperymentami z elektroniką.
PS Chłopaki szaleją na całego, niedawno wypuścili drugi singiel promujący płytę, mianowicie “Talons”, co najciekawsze, nie znalazł się na internetowej edycji albumu, a posłuchać go będzie można na CD’eku Intigmacy. Sami sprawdźcie jak prezentuje się ten utwór i klip do niego KLIK.
Ocena: 7-/10
- “Ares” – 3:30
- “Mercury” – 3:53
- “Halo” – 3:36
- “Biko” – 5:01
- “Trojan Horse” – 3:32
- “Signs” – 4:40
- “One Month Off” – 3:39
- “Zephyrus” – 4:35
- “Talons” – 3:59
- “Better Than Heaven” – 4:22
- “Ion Square” – 6:33
Całość: 47:20
Premiera: 21 sierpnia, 2008




