Isis – Wavering Radiant
Napisany 14 wrz 2009 przez Jakub Szwedo | Napisane w metal, post-metal, sludge | Otagowane metal, post-metal, sludge | Brak komentarzy »


Po tak sobie udanym “In The Absence of Truth“, wszyscy fani Isis wstrzymali oddech w oczekiwaniu na następną płytę. Czy tym razem totalnie zawalą sprawę? Może się podniosą i wrócą na szczyt za czasów “Panopticon“?
Generalnie na pierwszy rzut oka jest bardzo dobrze! Aaron nie zrezygnował z gardłowych wokali, ba, jest ich więcej niż ostatnio! Produkcja albumu jest najlepsza ze wszystkich wydawnictw, wszystko jest dopracowane, każdy drobniutki dźwięk jest tam, gdzie powinien być. Są długie, ośmiominutowe, albo dziesięciominutowe kompozycje. Gdzieniegdzie udziela się Adam Jones z Toola (w zasadzie nie mogę poznać gdzie, nie czuć jego stylu tutaj, może po prostu podobało im się jego nazwisko przy trackach?).
Można powiedzieć – przepis na udaną płytkę. No i teoretycznie jest lepiej niż ostatnio. Niby pojawiła się nadzieja na choć minimalny powrót do formy. Ale zabrakło jednego, bardzo ważnego elementu.
Klimat. Ta płyta nie ma klimatu. Nie czuję, nie widzę zupełnie nic gdy słucham “Wavering Radiant“. To już nawet “In The Absence of Truth” miało fajną, pustynną atmosferę, pozwalało przenieść się gdzieś na środek Sahary w poszukiwaniu wody. A tutaj nic, zero, null, dno. Isis stało się zespołem rzemieślniczym, starającym się zrobić coś dobrze, ale chyba niepotrafiącym wynieść tego na jakąś wyższą formę sztuki. Gdzie ta głębia, gdzie to przejęcie i refleksje jak podczas słuchania “Panotpicon”? Gdzie ten smutek, żal i wściekłość jak w “Oceanic“? Gdzie rozpierdalanie wież i walące się ruiny budowli z “Celestial“? No ja się pytam, kurna, gdzie?
Gdyby na tej płycie było coś, co sprawia, że mam ochotę zamknąć oczy i oddać się światu wykreowanemu przez tych paru muzyków, ocena byłaby tak ze 2 oczka wyżej. Ale niestety, tak się nie dzieje. Nie wiem, może za kilkanaście przesłuchań tej płyty, wreszcie coś do mnie dotrze i poczuję jakąś atmosferę, ale szczerze wątpię. Póki co jest to po prostu przeciętne mieszanie post-rocka ze sludge’em.
PS Okładka ssie, Aarona stać na wiele, wiele więcej (1, 2).
- “Hall of the Dead” – 7:41
- “Ghost Key” – 8:31
- “Hand of the Host” – 10:45
- “Wavering Radiant” – 1:50
- “Stone to Wake a Serpent” – 8:33
- “20 Minutes / 40 Years” – 7:07
- “Threshold of Transformation” – 9:53
Całość: 54:17
Premiera: 21 kwietnia, 2009




