Echoes of Yul – Echoes of Yul
Napisany 7 paź 2009 przez MastaBanana | Napisane w doom metal, drone, experimental, post-metal, sludge | Otagowane doom metal, drone, experimental, post-metal, sludge | 9 komentarzy »


Czym polski ciężki metal stoi? Behemothem! Taka odpowiedź pierwsza się ciśnie na usta. A poza tym? Stary, ale jary Vader, porządne Virgin Snatch i Acid Drinkers, blackowy all-star band Vesania, oniryczno-progresywne Riverside (choć temu chyba bliżej do rocka, ale niech będzie) oraz grindcore’owa Antigama. A czym polski post-metal stoi? Zdobywającym coraz większe uznanie za granicą i mającym już mocną pozycję w kraju slude’owym Blindeadem i matematycznymi połamańcami spod znaku Kethy i Mothry. Do tego grona powinni wkrótce dołączyć panowie z Echoes of Yul, których debiutancki krążek ukazał się w tym roku.
Ciągle mało jest w naszym kraju zespołów tworzących ekstremalnie ciężkie ściany dźwięku, mimo że jest zainteresowanie gatunkami pokrewnymi do sludge’u i drone’u. Teoretycznie więc łatwiej jest się wybić nagrywając po prostu dobry materiał. Dwóm opolanom się to z pewnością udało.
Z czym się je Echoes of Yul? Jest tu trochę Godflesha z ekstremalnie ciężkimi riffami i odhumanizowanymi rytmami perkusji (utwór “Clear” chociażby). Na self-titled zawitało też dużo drone’u: odmęty dźwięków przelewające się przez uszy słuchacza robią wrażenie. Panowie Śliwa i Leśkiewicz z pewnością często słuchają Sunn O))), Earth i Nadji, bo czuć, że inspirowali się tymi zespołami na kilometr. Pojawia się też trochę noise’u: charczące, tłuste basy (świetny w “Walking Skeletons“, prawie jakby Cisneros z Om wpadł na ficzering, czy “Pony“), przytłumione wokale na skraju słyszalności i rozkręcone do granic możliwości przestery. Wspomniałem o wokalach. Ogólnie mało się ich pojawia na płycie, ale jeśli już są to nie tylko idealnie wpasowują się w klimat i dodają wszystkiemu smaczku, czasem stanowią o sile danego utworu, jak jest np. w “Or” – moim faworycie z “EoL”, gdzie użyto świetnego sampla. Najczęściej wygląda to tak, że powtarzany jest jakiś charakterystyczny wers co wprowadza w niezły trans. Duet sam w sobie chyba głosu nie używa, jednak rozwiązanie w postaci sampli sprawdza się idealnie, między innymi dlatego, że ładnie urozmaica muzykę.
Padło drugie słowo-klucz, czyli “sample”, więc słówko na temat elektroniki na albumie: jest i wspaniale uzupełnia się z całym instrumentarium. Nieeksponowane na pierwszy plan dźwięki pogłębiają pewien niepokój zbudowany przez pracę gitar. Często, żeby to dosłyszeć, naprawdę trzeba się wsłuchać, lecz wtedy można odkryć całe piękno tego krążka. Kolejny plus na koncie Echoes of Yul.
Dorzucam kolejny, ogromny za wspaniały klimat i maluje mi się wysoka ocena końcowa. Zespół ma w sobie ogromny potencjał, oni z pewnością mają talent. Z niecierpliwością czekam na ich kolejne wydawnictwo.
Ocena: 8+/10
- “Midget” – 3:38
- “From Infinity to Infinity” – 8:43
- “Clear” – 5:27
- “Third Time” – 6:59
- “Or” – 8:15
- “Walking Skeletons” – 5:35
- “Everyone’s Midget” – 0:55
- “Square Faces” – 3:44
- “Pony” – 6:13
- “Ape” – 7:37
- “Open” – 7:41
- “32 (Everlasting Drifting)” – 11:54
Całość: 76:41
Premiera: 30 czerwca, 2009





Dałbym punkcik mniej, ale ci panowie jeszcze dojebią
. Czołówka tegorocznych polskich płytek & debiutów.
Podpisuje się pod recką Masty (może ocenę dałbym ciut wyższą
). Wyjebana płyta, bez kitu. Jedna z najlepszych jakie słyszałem w tym roku. Nawet dla takiego nuba w kwestii post-muzyki jak ja. Klimat autentycznie masakruje. “Or” to mój ulubiony utwór na płycie. Poczynania kapeli na pewno będę śledził.
A czy to ma jakieś wady??
Ma, ale niektórzy tutaj stawiają oceny sugerujące tą samą półkę co Neurosis albo Cult Of Luna xd. Trochę umiaru, bo się skala ocen kończy, bojs.
Takie, że może być jeszcze lepsze. ;p
Polska Behemothem stoi, Acid Drinkers i Vesania? Ten żart jest najmocniejszą stroną tej recki. Gustuje w innym sposobie piśmiennictwa, bardziej z dystansem, bo spuszczanie się nad muzyką jest wlasciwoscią pism brukowych.
Spuszczanie się nad muzyką rządzi. Jeśli komuś to nie pasuje, to ma problem :> A umiar? Kogo to obchodzi. Oceniam jak mi się żywnie podoba i głęboko w poważaniu mam to czy Cult of Neur-Isis czy inny gnój-metalowy zespół jest uznawany za kult czy tez nie.
Trochę głupawe tłumaczenie ;>
Ja uważam, że jest piękne.