William Basinski – The Disintegration Loops
Napisany 8 lis 2009 przez Jakub Szwedo | Napisane w ambient, classical | Otagowane ambient, classical | 1 komentarz »


Nie wiem, czy jest sens opisywać w jakiś sposób tę płytę, spróbować porównać ją do czegoś innego albo zacząć o niej po prostu rozmawiać. Mam nadzieję że historia ów wydawnictwa (a właściwie serii wydawnictw) wszystko wyjaśni.
W wakacje 2001 roku, William szperał gdzieś w otchłani kaset oraz taśm i znalazł wreszcie coś interesującego. Piękna, zapętlona muzyka orkiestrowa z 1982 roku. Nie czekał więc długo, tylko czym prędzej postanowił mieć to w cyfrowym formacie. Niestety (stety?), po chwili zorientował się, że z każdą sekundą taśmy niszczą i ścierają się przez głowice odtwarzacza. Załamany Basinski nie mógł już nic zrobić – przyglądał się tylko biernie jak muzyka dosłownie słabnie w jego “uszach”.
Tak jest. Jak się potem okazało, z tych coraz bardziej słabnących i zanikających dźwięków może coś jeszcze być. William nałożył na nie delikatne ambientowe przestrzenie, przez co z każdym “powtórzeniem” muzyka trochę się różniła. I słabła…
Słuchając The Disintegration Loops mamy wrażenie jakbyśmy się oddalali od czegoś. To trochę jak taki dłuuugi kard z “Odyseji Kosmicznej 2001″. Jak to określił Maciej Kaczmarski na portalu Nowa Muzyka: “Przemija wszystko: materia fizyczna, miłość, nienawiść, marzenia, wspomnienia. To, co w zamierzeniu miało być dźwiękową reprezentacją piękna natury, stało się kontemplacją nad jej bezlitosnym prawem nietrwałości.” Trudno się nie zgodzić. Przyznam, że słuchanie tego trochę mnie przestraszyło! W mojej głowie wił się obraz, który staje się coraz mniejszy a ja w nim – nie mam dokąd uciec. Wszystko blednie, rozpada się na kawałeczki, coś odpada, coś się “odkleja”. Aż zostaje czarna pustka, nic, zero, null, otchłań, ciemność.
To o czym teraz piszę, to tylko pierwsza część The Disintegration Loops. Takich płyt powstało łącznie 4. Nie miałem jeszcze przyjemności słuchać trzech pozostałych, jednak z pewnością nadrobię to w niedługim czasie. Warto też wspomnieć o jednym fakcie. Otóż pewnego dnia William Basinski siedział sobie na tarasie gdzieś w Nowym Jorku. W tle leciało jego ostatnie, niewydane jeszcze dziecko, czyli właśnie The Disintegration Loops. Nie przypuszczał jeszcze wtedy, że będzie świadkiem upadku jednych z najwyższych budynków świata – Word Trade Center. Gdy wieże opadły siedział tylko i ze smutkiem obserwował dym powstały z tego zdarzenia. Ten obraz idealnie pasował do “rozpadających się pętli” – był to swoisty soundtrack do wydarzeń z 11 września, 2001 roku. Symbol rozpadu, smutku, przemijania i zakończenia. William nagrał to i podłożył pod film muzykę, co możecie zobaczyć tutaj.
Ktoś pomyśli: “Jak można tego słuchać?” Można. Nie spodoba się to raczej zażartym fanom ciężkiego brzmienia. Poleciłbym to ludziom którzy wymagają od muzyki czegoś więcej niż… muzyki. Komuś kto lubi by jego umysł płatał mu figle na tle niesamowitych pejzaży.
Ocena: 8/10
- “D|P 1.1″‘ – 63:33
- “D|P 2.1″ – 10:55
Całość: 74:28
Premiera: 2002





Ambient obsysa, ale spróbuję kiedyś może.