Mothernight – Mothernight
Napisany 8 lis 2009 przez Nook | Napisane w cold wave, grunge, metal, rock | Otagowane cold wave, grunge, metal, rock | Brak komentarzy »


Słyszałem już dużo rzeczy w życiu, ale na coś takiego jeszcze nie trafiłem. Zespół, którego debiutancką płytę mam zamiar Wam przedstawić, to marka wcześniej kompletnie mi nieznana. Nic zresztą dziwnego, ponieważ przynależność tej polskiej kapeli do pewnego hiszpańskiego labelu (Locomotive Records, anyone?) nie przyniosła jakiejś wielkiej promocji. Tak czy siak, przy okazji last.fmowych buszowań natrafiłem na perłę. Perłę czarną jak smoła i zimną niczym jesienna noc. Panie i Panowie, oto Mothernight.
Kryterium poszukiwań, jakie obrałem sobie pewnego deszczowego wieczoru, było proste. Szukałem interesującego, rockowego/metalowego grania z damskim wokalem. Po porażce jaką był debiut UnSun i rynku zalanym przez klony Nightwish, niemalże straciłem nadzieje, ze moje poszukiwania osiągną jakiekolwiek powodzenie. A jednak się udało. No ale do rzeczy.
Pierwszym zetknięciem się z dokonaniami tej kapeli był kawałek „Waiting To Die”, odnaleziony gdzieś w najmniej odwiedzanych czeluściach serwisu YouTube. Po wysłuchaniu tego kawałka długo zbierałem szczękę z podłogi. Przyjemna, niezbyt nachalna elektronika, trochę pianina w tle, gitary elektryczne w genialny sposób mieszające się z akustycznymi. Warstwa muzyczna niesamowicie klimatyczna, ale też strasznie… chłodna. To wrażenie chłodu potęguje wokal. Jeśli szukacie jakiejś płaczliwej niewiasty o operowym głosie, to niestety nie tutaj. Freya, bo taki pseudonim ma wokalistka Mothernight, dysponuje dość niskim, zachrypniętym, a miejscami wręcz szorstkim głosem. Początkowo, nieprzyzwyczajeni mogą zostać odrzuceni barwą wokalu, ale szybko okazuje się to jednym z najmocniejszych punktów tej płyty. W większości piosenek dość szorstki, czasem zaskakująco łagodny (świetnie to widać zwłaszcza w coverze Shakespears Sister pt. „Hello” ukrytym na płycie jako bonus track) We wcześniej wspomnianym “Waiting To Die” pojawia się nawet… black metalowy kobiecy growl.
Ale to dopiero początek kombinacji. Muzycznie krzyżuje się tu wiele gatunków. Singlowy „Another Chance?” rozpoczyna się orientalną akustyczną wstawką, której „przeszkadza” prosty, grungujący riff i chrypiące wokale Frei. Nigdy nie byłem fanem jazd w stylu Nirvany, ale takie kombo mną pozamiatało. Rozwalają także takie numery jak „Shadowsblack” czy „Resurrect Me”. Pierwszy zaczyna się niczym najlepszej jakości akcelerator jesiennej deprechy made by Joy Division, by w refrenie znienacka uderzyć prawdziwie industrialno-metalowym powerem. W tym miejscu powinna pozostać ze mnie mokra plama, ale nie zostanie, bo trzeba recenzje jakoś dokończyć. Drugi z numerów zaskakuje początkiem w stylu… Behemoth (pierwsze sekundy kojarzą mi się ze wstępem do „Sculpting The Throne Ov Seth” z płyty „Demigod”). Zaśpiewy Frei natychmiast przenoszą słuchacza do scenerii rodem „Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy”, ale też nie na długo, bo potem znów witają nas szare, brudne ulice, gdzieniegdzie upstrzone tylko kałużami, bo niedawnej ulewie. Przepraszam najmocniej wszystkich czytelników Winyla za plastyczne opisy, ale to w jaki sposób ten zespół łączy ze sobą kontrastujące stylistyki jest genialnym stymulantem wyobraźni (przynajmniej wyżej podpisanego). Świetny klimat tworzą też numery, gdzie przeważają wpływy muzyki grunge (choć odpowiednio “schłodzonej” i dość wyraźnie “metalizującej”) jak np. otwierający płytę „My Pain” czy też „Someone To Feed On”. Wspominałem wcześniej, że stylistyka grunge’owa nie jest moja ulubioną, ale podana “na chłodno” przez Freyę i jej kolegów, stała się jedną z moich ulubionych pożywek muzycznych ostatnimi miesiącami.
Samą płytę polecam wszystkim tym, których ulubiona pora roku jest jesień i którym nieobce są stany tzw. jesiennej depresji. Płyta ciekawa również ze względu na ciekawe kombinowanie muzyków. Nieczęsto spotyka się zespoły, które tak zgrabnie łączą ze sobą tak odległe stylistyki muzyczne jak zimna fala i grunge. Dlatego też dumą napawa mnie fakt, że kapela pochodzi właśnie z naszego kraju. Debiut absolutnie powalił mnie na łopatki i zdaje sobie sprawę, że tą ekipę stać na wiele więcej. Żałuje tylko, że zdecydowali się wydać „Mothernight” w hiszpańskim labelu. Szkoda, bo gdyby dotarli ze swoją muzyką do szerszej publiczności byliby sprawcami konkretnego zamieszania na scenie rockowo-metalowej. Oby przyniósł to następny krążek.
Ocena: 9/10
- “My Pain” – 5:15
- “Someone To Feed On” – 4:47
- “Another Chance?” – 4:39
- “Illumination” – 4:13
- “Shadowsblack” – 6:17
- “Resurrect Me” – 5:20
- “Waiting To Die” – 4:20
- “Don’t Wanna Listen” – 4:19
- “Infect Your Soul” – 3:56
- „Hunger” – 4:45
- „The Dawn” – 1:45
- „Hello (bonus track)” – 19:31
Całość: 69:00
Premiera: 27 kwietnia, 2007




