Volbeat – Guitar Gangsters & Cadillac Blood
Napisany 8 lis 2009 przez Niszczuk | Napisane w alternative, blues, country, hard rock, heavy metal, metal, rock, rock'n'roll | Otagowane alternative, blues, country, hard rock, heavy metal, metal, rock, rock'n'roll | 2 komentarzy »


Volbeat to swoiste objawienie na duńskiej scenie metalowo-rockowej i chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapel z tego kraju. “Bum i szum”, panujące wokół nich, są dla wielu niezrozumiałe, ale ja sam taki szum tworzę i jestem w zespole zakochany. A zakochanie owo zaczęło się od pierwszego odsłuchania zeszłorocznej płyty, zatytułowanej Guitar Gangsters & Cadillac Blood.
Można powiedzieć, że już pierwsze dźwięki “End of The Road” szepnęły do mnie: “Stary, słuchaj dalej, nie oderwiesz się od tego!“. Delikatne pobrzdąkiwanie na akustyku, które automatycznie skojarzyło mi się z Dzikim Zachodem, może trochę w klimacie country – ktoś powie, że to za mało, jak na znak od jakiejś wyższej siły, ale ja powiem, że skoro kilka dźwięków wzbudziło we mnie takie skojarzenia, to dalej mogło być tylko lepiej. I wygram, bo tak faktycznie było. Płyta od początku zabiła mnie klimatem – jest w 100% przesiąknięta Ameryką, pustyniami, brudnymi knajpami, zarośniętymi kolesiami w kowbojskich kapeluszach i z wymiętym papierosem w ustach, ale też latami 50, 60, 70 – kina samochodowe, chłopaki w cadillacach, dancingi… Co tu dużo gadać, warstwa liryczna to spełnienie moich marzeń, a instrumentarium nie pozostaje w tyle, do czego zresztą Volbeat przyzwyczaił. Jednak w porównaniu z poprzednimi płytami wydaje mi się być bardziej urozmaicone i lepiej komponuje się z klimatem tekstów. Jest akustyk, miejscami pobrzmiewający jak banjo (”We“), są charakterystyczne melodie (”Back To Prom“), bujające perkusyjne beaty (”Still Counting”, “Light a Way“) – oczywiście wszystko to polane wykopem w stylu Motörhead, Misfits, Turbonegro, choć nie brakuje cięższych momentów (”Hallelujah Goat“) oraz groove, znanego doskonale z poprzednich płyt.
Ktoś powie: “Hola, przecież to całkiem odtwórcza muzyka, czym się tu podniecać? To wszystko już gdzieś było!“. Owszem, było, ale chyba nikt nigdy nie zebrał wszystkiego tego do kupy i nie zrobił z tego tak dobrej płyty. Mimo nieco schematycznej budowy niektórych utworów, wszystko układa się w spójną całość. Poza tym, ta właśnie schematyczność stanowi o sile i chwytliwości albumu, który wchodzi gładko, a refreny i wszystkie urozmaicenia nie dają słuchaczowi spokoju przez długi, długi czas. Jako fanatyk takich klimatów daję płycie najwyższą notę.
Ocena: 10/10
- “End of The Road” – 1:05
- “Guitar Gangsters & Cadillac Blood” – 3:08
- “Back to Prom” – 1:51
- “Mary Ann’s Place” – 3:41
- “Hallelujah Goat” – 3:30
- “Maybellene I Hofteholder” – 3:20
- “We” – 3:46
- “Still Counting” – 4:21
- “Light a Way” – 4:42
- “Wild Rover of Hell” – 3:42
- “I’m So Lonesome I Could Cry” – 3:21
- “A Broken Man and the Dawn” – 4:45
- “Find that Soul” – 3:43
- “Making Believe” – 3:29
Całość: 48:23
Premiera: 1 września, 2008





Po premierze “Guitar Gangsters…” czytałam artykuł w którejś z gazet metalowych. Artykuł był jednym wielkim zachwytem na tą płytą, kilka pytań do lidera i jego nieukrywana duma z najnowszego dzieła. Sprawdziłam gdzieś na yt kilka kawałków i stwierdziłam, że koleś ma ciekawy głos, ale reszta mi nie pasowała. Zresztą nigdy nie przywiązywałam większej wagi do śpiewu, liczyło się coś więcej. Potem wprowadziłeś jeszcze większy szum wokół tej płyty (taaa
), więc postanowiłam jeszcze głębiej sprawdzić o co chodzi, bo nigdy nie zawiodłam się Twoimi propozycjami muzycznymi, zawsze gdzieś tam trafiałeś. Przesłuchałam całą płytę od góry do dołu kilka razy i z przykrością stwierdzam, że nic do nich nie poczułam. Były gitary, owszem, był klimat, ale chyba nie taki, jaki się spodziewałam. Chyba jednak zbyt mocno odczuwam to całe przedstawienie wokół albumu. Ale poleciłam znajomej i jej się spodobało, także wychodzi na plus.
heh, no coz, nie kazdemu musi przypasowac ten klimat, wiadomo
ale ciesze sie ze znajomej sie spodobalo, pozdrow ja ode mnie