Baroness – Blue Record
Napisany 22 lis 2009 przez renegad | Napisane w progressive metal, psychedelic rock, sludge, stoner | Otagowane progressive metal, psychedelic rock, sludge, stoner | 5 komentarzy »


“Better than Crack The Skye“ – heh, śmieszy nieco ta sztucznie stworzona konkurencja pomiędzy muzykami z Savannah a Mastodon. Pewnym jest, że Baroness inspirowali się kolegami po fachu, jednak ich brzmienie jest inne. “Red Album” namieszał, ale również z miejsca pojawiły się porównania do wspominanej kapeli, dlatego uważam, że “Blue Record” jest dla nich albumem przełomowym, takim żeby nieco uciszyć krytyków i pokazać, że grają po swojemu na własną, nie-Mastodonową modłę.
“Blue Record”, jakby nie patrzeć, to dosyć głośne wydarzenie w światku metalowym, panowie koncertowali niemal wszędzie. Również w Polsce, gdzie pokazali się ponoć z bardzo dobrej strony, jako kapela, której muzyka świetnie sprawdza się na koncertach. “Niebieski Krążek” nie zawiedzie tych, którzy właśnie na koncerty liczą, bo materiał tu zawarty na takowych świetnie będzie się sprawdzał. Płyta jest bardzo energiczna, z kapitalną sekcją, która wyszła tu na pierwszy plan – jest motorycznie, ale i chaotycznie z często prowadzącym drive’em. Oczywiście nie zawiodą się ci, którzy liczą na gitarowe kombinowanie, nie liczcie na toporną riffownie, nowy gitarzysta momentami kroi takie riffy, że bania mała. Co lepsza w jednym kawałku potrafi takich riffów wcisnąć kilkanaście, ale na riffach się nie kończy bo solówki to, to co najbardziej tu zaskakuje – kolo fruwa po gryfie raz z metalowym pazurem, żeby później zaskoczyć bluesowym feelingiem bądź psychodelicznym plumkaniem (te wszystkie “Psalmy” i “Lamenty”). Mamy tu też jakieś klasyczne gitarki pomieszane z Hendrixowym sznytem, coś a la psychodelia lat 60 – naprawdę wiosła na “Blue Record” kładą na deskę nowego Mastodona.
Jedno mnie martwi jednak, otóż produkcja płyty jest taka, iż często to właśnie gitary grają ciut za cicho w stosunku do wokalu bądź perkusji. Aczkolwiek to taki drobny mankament bo kompozycyjnie płytka zaskakuje bardzo pozytywnie i argumenty, że momentami wieje nudą są nieco na wyrost postawione.
Całość zyskuje po każdym odsłuchu, ja np. ciągle jaram się tym całym epickim rozmachem, którego tak łatwo nie idzie rozgryźć, a o dziwo instrumentalnie wszystko zamknęło się w tradycyjnym rockowym zestawie. Panom z Baroness udało się połączyć za pomocą odwołań do tradycji rocka i klimat i melodyjność, z zachowanym ciężarem współczesnego sludge metalu.
Czołówka roku, myślę – ja się nie zawiodłem. Wręcz cieszę się, że Baronessi trochę pomeandrowali z pomysłami i wyszli z tego obronną ręką, niewątpliwie „better than Crack The Skye”.
Ocena: 8+/10
- “Bullhead’s Psalm” – 1:20
- “The Sweetest Curse” – 4:31
- “Jake Leg” – 4:23
- “Steel That Sleeps the Eye” – 2:38
- “Swollen and Halo” – 6:35
- “Ogeechee Hymnal” – 2:36
- “A Horse Called Golgotha” – 5:21
- “O’er Hell And Hide” – 4:22
- “War, Wisdom and Rhyme” – 4:26
- “Blackpowder Orchard” – 1:01
- “The Gnashing” – 4:18
- “Bullhead’s Lament” – 2:59
Całość: 44:25
Premiera: 13 października, 2009





dalekie od ‘blue coś tam gówno’, ale czy ja mam ochotę do tej płyty wracać. no właśnie nie mam, mimo NIEZŁEGO wrażenia, jakie pozostawiła. dla mnie jakaś piątka w winylowej skali.
Czy to nawiązanie do “afro gówno cośtam”?
))
Jeśli chodzi o płytę, to jednak jest znakomita. Nie wiem, czy gra lepiej niż czerwony album, ale w każdym razie na pewno rośnie z każdym przesłuchaniem. Przepiękne “Steal that..”, hiciarski “Horse..” (z fatalnym klipem), ogólnie – mi się podoba.
Fakt klip jest jakimś totalnym nieporozumieniem, już nawet nie chodzi o jakąś symbolikę w nim zawartą – wykonanie niegodne utworu.
“Czy to nawiązanie do “afro gówno cośtam”?
))”
dokładnie tak. ;p
klipu nie widziałem, ale skoro fatalny, to aż sprawdzę.
No co wy, klip nie jest wcale fatalny. Podoba mi się nawet. I tak jest lepszy niż 90% teledysków gdzie gra zespół. Jest dziwny, pokręcony, psychodeliczny.
A co do płyty, to lekki spadek formy po Red Album imho, ale album i tak jest świetny i godny polecenia.