Pod Igłą #4 jazz, funk i pochodne – część druga
Napisany 19 gru 2009 przez renegad | Napisane w drum'n'bass, experimental, funk, hip-hop, jazz, metal | Otagowane drum'n'bass, experimental, funk, hip-hop, jazz, metal | 4 komentarzy »

“Jazz is weird” takimi słowami Alex Lifeson, gitarzysta zespołu Rush rozpoczął swoją improwizację gitarową podczas festiwalu Rock In Rio w utworze „La Villa Strangiato” i choć mówił to w żartach, to jednak sporo jest w tym racji. Jazz sam w sobie to muzyka często nieco szalona, spontaniczna, pełna instrumentalnej „duchoty” i nierzadko, ciężka do ogarnięcia za pierwszym odsłuchem. Dlatego zabierając się za jazz trzeba być ostrożnym, teoria na nic się zdaje, bo o tych 4 literkach ciężko się pisze, a przelanie na papier ogromu i przepychu niektórych albumów jazzowych pochłonęło by sporej wielkości las
. Jako, że jestem typem który nie lubi stagnacji w muzyce, to przepadam za wszelakimi mariażami stylistycznymi, a jazz w takowych mariażach idealnie się sprawdza i często tworzy „nową jakość”. O tej mojej subiektywnej „nowej jakości” troszkę tu nabazgram
1. Shining (jazz, free jazz, metal, experimental)
W nieco dziwny sposób na nich wpadłem. Na profilu jakiejś lastfmowiczki zauważyłem zdjęcia pociętego kolesia (miał jakieś sznyty na rękach), po niedługich poszukiwaniach znalazłem zespół „Shining”, wokalistą owego zespołu był właśnie facet z pociętymi łapami (jak się później okazało to nie najgorsza rzecz jaką wyczynia na swoim ciele). Po spojrzeniu w tagi w oczy rzucił mi się „suicidal black metal”, „a więc wszystko jasne” pomyślałem, ale z ciekawości przeczytałem notkę. Zaraz, zaraz w notce wspominają coś o zespole „Shining” który porównuje się do The Mars Volty, King Crimson, Slayera i Mahavishnu Orchestra. Eee, od kiedy tak brzmi suicidal black metal? No właśnie nie brzmi, otóż zespołów zwących się „Shining” jest co najmniej trzy. Mnie zainteresował akurat ten jazzowy z notki. Owy Shining to Norwedzy, a więc jak na Skandynawów przystało panowie ci grają bardzo ciekawie i hmm, zjawiskowo. Głównym motorem napędowym tego bandu jest multiinstrumentalista Jørgen Munkeby, facet gra na saksofonie, instrumencie dętym firmy Akai (który wydaje z siebie bardzo interesujące dźwięki), gitarze, no i śpiewa, co akurat wychodzi mu najgorzej, ale robi to bardzo rzadko. Muzyka zespołu często przypomina swobodne improwizacje, nieraz oparte o metalowy riff. Choć muzycy ci równie dobrze sprawdzają się w spokojniejszych formach dźwiękowych, gdzie pobrzmiewają echa muzyki klasycznej i filmowej (trochę patosu jest). Ja miałem okazje słyszeć ich dwa ostatnie albumy, na których to mieszają sporą ilość różnych motywów muzycznych od wspomnianego jazzu, metal podparty elektroniką oraz pasaże mocno przypominające filmowe tła muzyczne.
Dla kogo? Ten zespół to mieszanka wybuchowa na szczęście wyprodukowana tak, że wszystko o dziwo jest przejrzyste i „nie bijące po twarzy” (pokłony dla pana producenta). Krótko, muzyka dla odważnych i znudzonych.
Last.fm: Shining
2. Sayag Jazz Machine (electro jazz, drum ‘n’ bass, hip-hop)
Nie wpadłbym na to, że można łączyć prawdziwy klubowy plastik z brzmieniem fletu, saksofonu i kontrabasu do tego użyty wokal to nie jakieś orgazmowe wzdychania i pokrzykiwania blond lasencji, a porządny rap w języku francuskim. Wszystko to co napisałem to prawda, przy czym jest to „słuchalne” i idzie się przy tym bawić.
Dla kogo? Dla tych, którym jazz kojarzy się z afro-amerykanami w garniakach i saksofonami towarzyszącymi romantycznym scenom w filmach rodem z lat 80 i wczesnych 90.
Last.fm: Sayag Jazz Machine
3. The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble (dark jazz, electronic, dark ambient)
„Ciemność, widzę ciemność”. Cytat z Seksmisji został użyty nie bez powodu. Te słowa idealnie się nadają w przypadku opisania muzyki tego duetu i odczuć nam towarzyszących podczas jej odsłuchiwania. Już sama nazwa jest zachęcająca, a co dopiero muzyka. W wydanym jak na razie jedynym albumie (s/t) muzycy ci penetrują rejony eksploatowane raczej przez doom metalowców i facetów odpowiedzialnych za gałki, pokrętła etc. tworzącymi ponure, niepokojące tła muzyczne. Przyznajcie, że nie tak wyobrażacie sobie jazz? Klasycznie rozumowany jazz to nie jest, aczkolwiek muzyka TKDE wiele z jazzem ma wspólnego, głównie za sprawą charakterystycznej gry perkusji (opartej w dużej części na „blaszakach”) i trąbki naśladującej różne dziwne odgłosy. Wszystko to w połączeniu z elektroniką często pulsującą, innym razem złowieszczo brzmiącą, tworzy świetne poletko dla wszelakiej maści samobójców, zwyrodnialców, itp. Ta muzyka miażdży klimatem, dzięki czemu nigdy nie wiesz „co się czai za rogiem”.
Dla kogo? Dla tych którzy lubią słuchać muzyki nocą w wyrku, obowiązkowo na słuchawkach ![]()
Last.fm: The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble
4. Free Moral Agents (experimental, jazz, funk, ambient, hip-hop, dub, psychedelic)
Ikey Owens, pewnie nic wam nie mówi to nazwisko? Dla mnie to taki „nowy John Lord” choć może to określenie jest użyte nieco na wyrost. Aczkolwiek obaj panowie grali/grają w popularnych zespołach rockowych, obaj używają Hammonda i obaj udzielają się w wielu projektach pobocznych. Jednym z takich projektów Ikeya rzecz jasna, jest eksperymentalne Free Moral Agents. Zespolik ten to zbiór kilku muzyków którym pojęcie „ramy gatunkowe” jest zupełnie obce. Dźwięki tworzone przez ten niemały band (szóstka i kilku muzyków koncertowych) to zderzenie przestrzennych plumkań, mocnych basowych bitów, świetnego damskiego wokalu oraz częstych kolaboracji z jazzem.
Dla kogo? Dla tych których eksperymenty muzyczne nie odstraszają i lubią coś nietypowego w muzyce. Akurat w wypadku tego zespołu eksperymenty są raczej tłem i „konstrukcją” pod kompozycje, więc nie brużdżą przyjemności ze słuchania.
Last.fm: Free Moral Agents
Jak widać w tym przeglądzie tylko pobieżnie poruszyłem klimaty funku, skupiłem się bardziej na kombinatorstwie z jazzem. Każdy ze składów przedstawionych charakteryzuje się innym brzmieniem, fani kosmicznych plumkań, szalonych odjazdów, tańców połamańców jak i również chillu w domowym zaciszu nie powinni być zawiedzeni.





artykuł chyba sporo poleżał nim się ukazał, bo TKDE zdążyli wydać jakiś album po drodze.
ale to nic, bo w końcu mam jakiś impuls, żeby sprawdzić s/t, resztę też postaram się jak najszybciej przesłuchać (zwłaszcza to, gdzie pojawia się ‘hip-hop’).
to jest stary art, odzyskany po utraconej części Winyla ;p
A najlepsze jest to, że on leżał w brudnopisie xd Nie trzeba było go szukać
aa to sorry, w każdym razie dopiero teraz przeczytałem od początku do końca. ;p