Podsumowanie roku 2009: Jakub Szwedo
Napisany 1 sty 2010 przez Jakub Szwedo | Napisane w inne | Otagowane inne, podsumowanie | 31 komentarzy »

Szybko ten rok zleciał. Pamiętam jeszcze jak pisałem podsumowanie 2008 roku, które niestety zniknęło gdzieś w sidłach internetu. Jak oceniam minione 365 dni? A no, nie było źle. Zdarzyło się parę ciekawych płyciw, Polska kwitła w koncertach, trochę zespołów z naszego kraju wypłynęło na szerokie wody – nie jest źle. Mam nadzieję, że w 2010 będzie jeszcze lepiej. Jeżeli chodzi o oceniane płyty, to jak zwykle nie zdążyłem posłuchać wszystkich z 2009, których bym chciał. Ale myślę, że te najważniejsze (dla mnie) albumy trafiły do mych uszu i możecie zobaczyć ich listę poniżej. Od razu zastrzegam, że 3-4 najwyższe miejsca są raczej umowne i bez większych oporów mógłbym je przestawić.
10 najlepszych płyt roku
10. The Assemble Head in Sunburst Sound – When Sweet Sleep Returned
Kiedy pod ręką nie masz akurat substancji psychoaktywnych, a chciałbyś “odlecieć” musisz sobie jakoś radzić, no nie? Dobrym pomysłem jest spróbowanie starego, dobrego rocka psychodelicznego. The Assemble Head może taki stary nie jest, w końcu słuchamy płyty z 2009 roku, ale równie dobrze nadaje się na małą podróż po innych światach. When Sweet Sleep Returned przywodzi na myśl dokonania zespołów bawiących się w psychodelię w latach ‘70. Lekko brudne, staroszkolne brzmienie, zagłuszone wokale i “powykręcane” solówki, przyjemne melodie, rock’n'rollowe rytmy – to wszystko wkręca i nie chcę wyjść z głowy.
9. Jónsi & Alex – Riceboy Sleeps
A myślałem, że nic już Islandczykom z Róży Zwycięstwa nie wyjdzie dobrego. A jednak – dwóch członków Sigur Rós nagrało płytkę, która co prawda nie odbiega stylistycznie od ich macierzystej formacji, jest natomiast bardziej ambientowa. Wokalu nie uświadczymy prawie wcale, jedynie takie tam, znane już wszystkim fanom “ooouoooo” Jónskiego. Ciekawe czy coś jeszcze z tego projektu będzie, bo Riceboy Sleeps brzmi smakowicie.
8. James Blackshaw – The Glass Bead Game
Człowiek, który robi ambient na dwunasto-strunowej gitarze akustycznej. Na The Glass Bead Game po raz kolejny serwuje nam instrumentalną podróż na łonie natury. Zlewająca się w jeden, płynny dźwięk gitara przeplatana od czasu do czasu pianinem robi nieziemskie wrażenie. Przejmujące, folkowe utwory, czasem z domieszką psychodelii – a to wszystko za sprawą jednego wirtuoza.
7. Lynyrd Skynyrd – God & Guns
Po 6 latach studyjnego milczenia, giganci southern rocka wracają na szczyt. Lynyrd Skynyrd serwują nam najlepszą ucztę rock’n'rollową ostatnich lat. Mamy tutaj wszystko to, czego dusza zapragnie – energia, chrypkowaty wokal, epickie solówki no i świetne ballady. Jedyną wadą może być brak charakterystycznego brudu – produkcja jest na wysokim poziomie, a brzmienie jest idealne (ale dla niektórych to może być zaleta). Prosta, przyjemna do słuchania płyta. Jest to chyba najlepszy album w nowym składzie. Ronnie van Zant byłby dumny!
6. Wardruna – Runaljod – Gap Var Ginnunga
Jednym z krajów, który zawsze chciałem odwiedzić jest Norwegia. Oprócz wiadomej, czarnometalowej muzyki Norwedzy posiadają piękne, folkowe motywy. Stało się tak, że właśnie blackmetalowcy (w tym nasz kochany Gaahl i jego gardłowe pomruki) wzieli się za folkowo-ambientową muzę. Wszysło lepiej niż sądziłem. Można poczuć klimat mroźnego, norweskiego lasu i wzgórz. To pewnie dlatego, że wszystkie dźwięki wydobyte na tej płycie to brzmienie tradycyjnych ludowych instrumentów. Coś pięknego.
5. Fuck Buttons – Tarot Sport
Wixa dla drone’owców i wszelkich hipsterów – tego jeszcze nie było. Na Tarot Sport spotkać można prosty beat z nakładanymi na siebie przez wiele minut różnymi motywami, powtarzającymi się w kółko. Może nie brzmi zachęcająco, ale ten zabieg tworzy niesamowity, trudny do określenia klimat i coś w rodzaju transu. Nie wiem, co brali twórcy tej płyty, ale też chcę. Chociaż może wystarczyłoby mi, gdyby dalej nagrywali tak świetne płyty.
4. Natural Snow Buildings – Shadow Kingdom
Jeden z największych hype’ów muzycznej blogosfery, zwłaszcza polskiej, dopadł i mnie. Dwugodzinny kolos nie nudzi. Mamy tutaj najwyższej jakości folkowe eksperymenty, ambientowe pasaże i drone’owe fale. Stylistyka przeskakuje z jednej na drugą, raz racząc nas akustyczną gitarką i przyjemnym, damskim śpiewem, innym razem oblewając nas gęstym jak smoła ambientem. Trudno mi opisywać tak różnorodą i ciekawą płytę jak “Shadow Kingdom“, bo to cholernie dziwna muzyka. Zdaję sobię sprawę, że nie wszyscy będą mogli wytrzymać te 2 bite godziny (na innych albumach nawet 6 godzin) no i przede wszystkim niekażdemu podejdzie ta stylistyka. Trudna muzyka, trudna płyta – dla trudnych ludzi :>
3. The xx – xx
Patrząc na zdjęcie grupy The xx można mieć różne skojarzenia i wyobrażenia, jak wygląda ich muzyka. Ale te wyobrażenia na 99% będą błędne. The xx wydało najlepszy debiut roku. Bardzo subtelna płyta indie popowa w trochę post-punkowej stylistyce. Strukturalnie proste utwory, w których przeplatają się jakby od niechcenia dwa wokale – męski i żeński no i przede wszystkim te melodie, prymitywne wręcz, jednak słucha się ich z ogromną przyjemnością. Idealne na przechadzkę po smutnym, szarym mieście.
2. Animal Collective – Merriweather Post Pavilion
O ile jeszcze parę miesięcy temu kompletnie nie rozumiałem fenomenu Animal Collective, tak teraz nie mogę się powstrzymać by choć raz dziennie puścić sobię “Summertime Clothes“, “My Girls” albo “In The Flowers“. Ta płyta jest PRZEPEŁNIONA hitami, genialnymi wokalizami i wszystkim, co cudowne. W każdej sekundzie usłyszymy coś miłego, psychodelicznego, ciekawego. Zdecydowanie najłatwiej przyswajalna płyta Animali i dla wielu najlepsza. Taki pop chcę słyszeć na codzień.
1. Tim Hecker – An Imaginary Country
Jakiś czas temu na Winylu gościła recenzja tej, niemal doskonałej płyty. Straciłem ją niestety bezpowrotnie, a szkoda, bo był to według mnie jeden z moich najlepszych tekstów. Tim Hecker zabiera nas w podróż wykreowaną w umyśle, do kraju, gdzie wszystko jest takie, jakie tylko chcemy. Jest to płyta ambientowa, jednak nie jest ona cicha, nie ma w niej też zbyt dużo ciszy. Wyraźne, czasem głośne dźwięki malują nam obrazy przed oczyma. An Imaginary Country to zdecydowanie szczyt kariery Tima i trudno będzie mu nagrać kiedykolwiek lepszy album, czy może lepszy świat, zamknięty w małym przedmiocie jaką jest płyta.
Utwór roku
Dirty Projectors – Stillness is The Move
Teledysk roku
M83 – We Own The Sky
Wydarzenie roku
Rzucę raczej ogólnikiem i pewnie nie będę oryginalny, ale cieszę się bardzo z wysypu koncertów i festiwali wszelkiej maści w tym roku. Asymmetry Festival, Unsound, koncert Radiohead, Limp Bizkit, Down - to tylko część z wielu gwiazd goszczących w naszym kraju. Tyle tego, że nie wiadomo na co jechać. Taki rozkwit koncertowy zaczął się chyba już w 2008 roku, ale coś czuję, że będzie tylko lepiej – rok 2010 pokaże.
Zawód roku
Isis – Wavering Radiant
W zasadzie wszystko napisałem w recenzji, której odnośnik macie w tytule płyty. Zawiodłem się, bo patrząc z perspektywy czasu po względnie dobrym In The Absence of Truth, Isis nagrało płytę po prostu przeciętną. Niczym się nie wyróżnia spośród setek post-metalowych płyt. Nie czuję w niej klimatu, nic mnie do niej nie przyciaga, nic z niej nie pamiętam – nie chce mi się jej słuchać. Muzycznie nie jest wcale źle, nie ma po prostu tego “czegoś”. Niestety, ale straciłem wiarę w dobre wydawnictwa Aarona Turnera i spółki. Pozostaje mi tylko po raz kolejny rozkoszować się Panopticon.





Kiedy pod ręką nie masz akurat substancji psychoaktywnych, a chciałbyś “odlecieć” musisz sobie jakoś radzić, no nie? Dobrym pomysłem jest spróbowanie starego, dobrego rocka psychodelicznego. The Assemble Head może taki stary nie jest, w końcu słuchamy płyty z 2009 roku, ale równie dobrze nadaje się na małą podróż po innych światach. When Sweet Sleep Returned przywodzi na myśl dokonania zespołów bawiących się w psychodelię w latach ‘70. Lekko brudne, staroszkolne brzmienie, zagłuszone wokale i “powykręcane” solówki, przyjemne melodie, rock’n'rollowe rytmy – to wszystko wkręca i nie chcę wyjść z głowy.
A myślałem, że nic już Islandczykom z Róży Zwycięstwa nie wyjdzie dobrego. A jednak – dwóch członków Sigur Rós nagrało płytkę, która co prawda nie odbiega stylistycznie od ich macierzystej formacji, jest natomiast bardziej ambientowa. Wokalu nie uświadczymy prawie wcale, jedynie takie tam, znane już wszystkim fanom “ooouoooo” Jónskiego. Ciekawe czy coś jeszcze z tego projektu będzie, bo Riceboy Sleeps brzmi smakowicie.
Człowiek, który robi ambient na dwunasto-strunowej gitarze akustycznej. Na The Glass Bead Game po raz kolejny serwuje nam instrumentalną podróż na łonie natury. Zlewająca się w jeden, płynny dźwięk gitara przeplatana od czasu do czasu pianinem robi nieziemskie wrażenie. Przejmujące, folkowe utwory, czasem z domieszką psychodelii – a to wszystko za sprawą jednego wirtuoza.
Po 6 latach studyjnego milczenia, giganci southern rocka wracają na szczyt. Lynyrd Skynyrd serwują nam najlepszą ucztę rock’n'rollową ostatnich lat. Mamy tutaj wszystko to, czego dusza zapragnie – energia, chrypkowaty wokal, epickie solówki no i świetne ballady. Jedyną wadą może być brak charakterystycznego brudu – produkcja jest na wysokim poziomie, a brzmienie jest idealne (ale dla niektórych to może być zaleta). Prosta, przyjemna do słuchania płyta. Jest to chyba najlepszy album w nowym składzie. Ronnie van Zant byłby dumny!
Jednym z krajów, który zawsze chciałem odwiedzić jest Norwegia. Oprócz wiadomej, czarnometalowej muzyki Norwedzy posiadają piękne, folkowe motywy. Stało się tak, że właśnie blackmetalowcy (w tym nasz kochany Gaahl i jego gardłowe pomruki) wzieli się za folkowo-ambientową muzę. Wszysło lepiej niż sądziłem. Można poczuć klimat mroźnego, norweskiego lasu i wzgórz. To pewnie dlatego, że wszystkie dźwięki wydobyte na tej płycie to brzmienie tradycyjnych ludowych instrumentów. Coś pięknego.
Wixa dla drone’owców i wszelkich hipsterów – tego jeszcze nie było. Na Tarot Sport spotkać można prosty beat z nakładanymi na siebie przez wiele minut różnymi motywami, powtarzającymi się w kółko. Może nie brzmi zachęcająco, ale ten zabieg tworzy niesamowity, trudny do określenia klimat i coś w rodzaju transu. Nie wiem, co brali twórcy tej płyty, ale też chcę. Chociaż może wystarczyłoby mi, gdyby dalej nagrywali tak świetne płyty.
Jeden z największych hype’ów muzycznej blogosfery, zwłaszcza polskiej, dopadł i mnie. Dwugodzinny kolos nie nudzi. Mamy tutaj najwyższej jakości folkowe eksperymenty, ambientowe pasaże i drone’owe fale. Stylistyka przeskakuje z jednej na drugą, raz racząc nas akustyczną gitarką i przyjemnym, damskim śpiewem, innym razem oblewając nas gęstym jak smoła ambientem. Trudno mi opisywać tak różnorodą i ciekawą płytę jak “Shadow Kingdom“, bo to cholernie dziwna muzyka. Zdaję sobię sprawę, że nie wszyscy będą mogli wytrzymać te 2 bite godziny (na innych albumach nawet 6 godzin) no i przede wszystkim niekażdemu podejdzie ta stylistyka. Trudna muzyka, trudna płyta – dla trudnych ludzi :>
Patrząc na
O ile jeszcze parę miesięcy temu kompletnie nie rozumiałem fenomenu Animal Collective, tak teraz nie mogę się powstrzymać by choć raz dziennie puścić sobię “Summertime Clothes“, “My Girls” albo “In The Flowers“. Ta płyta jest PRZEPEŁNIONA hitami, genialnymi wokalizami i wszystkim, co cudowne. W każdej sekundzie usłyszymy coś miłego, psychodelicznego, ciekawego. Zdecydowanie najłatwiej przyswajalna płyta Animali i dla wielu najlepsza. Taki pop chcę słyszeć na codzień.
Jakiś czas temu na Winylu gościła recenzja tej, niemal doskonałej płyty. Straciłem ją niestety bezpowrotnie, a szkoda, bo był to według mnie jeden z moich najlepszych tekstów. Tim Hecker zabiera nas w podróż wykreowaną w umyśle, do kraju, gdzie wszystko jest takie, jakie tylko chcemy. Jest to płyta ambientowa, jednak nie jest ona cicha, nie ma w niej też zbyt dużo ciszy. Wyraźne, czasem głośne dźwięki malują nam obrazy przed oczyma. An Imaginary Country to zdecydowanie szczyt kariery Tima i trudno będzie mu nagrać kiedykolwiek lepszy album, czy może lepszy świat, zamknięty w małym przedmiocie jaką jest płyta.

W zasadzie wszystko napisałem w recenzji, której odnośnik macie w tytule płyty. Zawiodłem się, bo patrząc z perspektywy czasu po względnie dobrym In The Absence of Truth, Isis nagrało płytę po prostu przeciętną. Niczym się nie wyróżnia spośród setek post-metalowych płyt. Nie czuję w niej klimatu, nic mnie do niej nie przyciaga, nic z niej nie pamiętam – nie chce mi się jej słuchać. Muzycznie nie jest wcale źle, nie ma po prostu tego “czegoś”. Niestety, ale straciłem wiarę w dobre wydawnictwa Aarona Turnera i spółki. Pozostaje mi tylko po raz kolejny rozkoszować się Panopticon.
Słabiuchna dziesiątka i niezły album w rozczarowaniu roku. Chłopaki z Isis postanowili pójść bardziej w stronę post-rocka – i bardzo dobrze. Internet jest teraz pełen zawiedzionych głosów typowych fanów post-metalu, którzy z lubością słuchają w kółko identycznych albumów pod nowymi nazwami (tak to jest, jak gatunek ma ledwie jednego miażdżącego przedstawiciela). Połączyli schematy marnego p-metalu ze schematami marnego p-rocka i dlatego płytka jest całkiem ciekawa i tylko połowicznie marna ;D. Tak czy siak – nawet te wielbione Panopticon i Oceanic jako całośc trącą kupą, broniąc się tylko pojedynczymi trackami. Rzekłbym nawet, że Radiant wypada najlepiej “całościowo” z nich wszystkich.
Cóż, opinia dosyć ciekawa, nie spotkałem się z taką która mówi że najnowsza płyta Ajzów jest lepsza od Panopticon czy Oceanic, ale gust jak gust, więc nie ma co się kłócić. Natomiast nie zgodzę się co do “Internet jest teraz pełen zawiedzionych głosów typowych fanów post-metalu, którzy z lubością słuchają w kółko identycznych albumów pod nowymi nazwami (tak to jest, jak gatunek ma ledwie jednego miażdżącego przedstawiciela)” bo ostatnio jest właśnie trend wychwalania pod niebiosa Neurosis i nazywania wszystkich innych sludżowców/post-metalowców miernymi kopiami co jest wg mnie ogromną bzdurą. A poprzednia płyta Isis która była chyba lżejsza niż obecna jest wg mnie o niebo lepsza niż Wavering Radiant, więc twój argument o “typowym fanie post-metalu” trochę nie sprawdza się u mnie.
Akurat nie do ciebie piłem, bo wiem, że w poście za bardzo nie siedzisz. I dlatego nie wkutwia się uczucie deja vu przy kolejnej nudnej płycie jakichś nerwica-wannabees.
Ja nie wiem gdzie Ty widzisz podobieństwo między Neurosis a Isis, to kompletnie inne brzmienia są przeca.
Oj, o ogóle teraz mówię. No i właśnie szkoda, że takiej czysto nerwicowej ścieżki nikt udolnie nie obrał.
Mołz, lolz?
Piszesz o ‘jednakowości’ albumów post-metalowych, sam jednocześnie podniecając się nie mniej ‘jednakowymi’ gatunkami. Bo taka ich specyfika – jasne i logiczne jest, że w obrębie gatunku podobieństwa są nieuniknione. Przecież nie grają tych samych nut w tym samym metrum i w jednakowym tempie. A że zesrałeś się tylko na punkcie Neurozy i wszystko inne nazywasz marnymi kopiami, to świadczy raczej o Twojej marnej znajomości gatunku, a nie o marnej jakości fanów post-metalu, co zdajesz się sugerować zdaniem o słuchaniu w kółko tego samego. W obrębie każdego gatunku muzycznego mógłby ktoś wypisać Ci jednego z czołowych przedstawicieli i napisać, że reszta to marna kopia, gówno, kupa i ogólnie chujnia. Tylko jaki sens ma wtedy muzyka.
Porządnie wsłuchaj się w Panopticon i Oceanic i z czystym sercem będziesz mógł stwierdzić, że mimo iż to, tak jak Neurosis, post-metal to różnice są kolosalne, od wokalu poczynając, poprzez różnorodność, teksty a na brzmieniu kończąc, które Isis ma wśród wylewu kapel p-m niepowtarzalne. Znów zacząłeś lać kupę bez wyraźnych powódek, a ja po prostu nie lubię jak śmierdzi.
A jakże, najbardziej przehajpowanego albumu roku nie mogło zabraknąć. I to jeszcze na drugiej pozycji, ja pierdolę. Panowie z Sigur Rós, grający ckliwą muzyczkę, smyrający smyczkiem struny gitary rzeczywiście zasłużyli na obecność w Top10. Pogratulować. W 2009r. wyszło tyle solidnych albumów, że mogłeś się dużo bardziej przyłożyć do ułożenia tego rankingu.
“A jakże, najbardziej przehajpowanego albumu roku nie mogło zabraknąć.” powiedział ktoś, kto Animal Collective zna tylko z tagów na last.fm i youtuba. Czekamy na podsumowanie Wiktorka na forum:) Sorki że tak mało stoner metalu wrzuciłem w mój top10, też ubolewam nad tym, że wszyscy ludzie na ziemi nie są fanami stonera :<
lol, wiekszosc rzeczy z tego topu nie znam nawet z nazwy.
Powiedział ktoś, kto przesłuchał ten album, bo nie zwykł oceniać czegoś na podstawie youtuba, ani krótkich fragmencików. Pisząc ile wyszło solidnych albumów nie miałem na myśli tylko stonera i Ty dobrze o tym wiesz, więc nie pierdol. Praktycznie każdego gatunku jaki znam wyszla w tym roku co najmniej jedna bardzo dobra płyta, ale Kubuś o tym oczywiście nie wie, bo poza małymi wyjątkami noska ponad ambientopodobne rzeczy i inną lekką muzyczkę nie wychyla
Pionty. Ty akurat jesteś jedną z ostatnich osób, która powinna kogokolwiek tu posądzać o wąskie horyzonty muzyczne, lol.
Zwracam honor z tą płytą AC, po prostu uznałem, że skoro na RYMie nie masz ocenione to nie słuchałeś (bo niesłuchane płyty Radiohead oceniłeś, to czemu SŁUCHANYCH nie oceniasz?). Jakbyś nie zauważył nasze gusta się trochę różnią i to, co uznajesz za solidną płytę dla mnie może być ścierwem (tak jak dla Ciebie AC czy “ckliwe” Sigur Rós) – tegoś się nie nauczył przez tyle lat obcowania z muzyką? Poza tym już ci kilkukrotnie pisałem, że nie mam coraz mniej ochoty na metal, czyli okręg w którym Ty się najbardziej poruszasz. Więc nie pierdol sam i nie wpierdalaj mi się na moje subiektywne podsumowanie płyt, bo to nie jest blog pt “Ulubiona muzyka Wiktora” tylko blog o różnorodnej muzyce, o ludziach z różnym gustem muzycznym.
To nie ja uważam się za skarbnicę wiedzy, jeśli chodzi o każdy gatunek i pokazuję to na każdym kroku.
Bo mam gówniane pojęcie i się żadną Wyrocznią w przeciwieństwie do Kubusia nie ogłaszam.
@up Odpowiedź do Nooka
———————
Po to są chyba komentarze, żeby się wypowiedzieć co się sądzi o Twojej liście. Jeśli chciałbyś, żeby nikt nie krytykował ani jednej pozycji to mogłeś je zablokować i pozwolić wszystkim tylko podziwiać Twój ranking.
Co do ocenianych i nieocenianych płyt na RYMie to płyty Radiohead które oceniłem przesłuchałem.
Jeżeli tak to gratuluję wytrwałości i masochizmu – nienawidzi muzyki zespołu a i tak ściąga ich płyty. Ale ok, co kto lubi.
Proszę pokaż mi, gdzie uważam się za skarbnice wiedzy na temat każdego gatunku. Obracam się w wielu gatunkach i to wszystko, nigdy nie uważałem się za znawce. Takimi ogólnikami to każdy może napisać zajebistą ripostę, ale przytocz jakiś fragment (jeżeli to na forum było to w kałfajcie daj).
Tu już nie chodzi o to, że nie możesz komentować mojego rankingu, tylko ty mi zarzucasz, że się nie przyłożyłem (rozłożyłeś mnie na łopatki). Od grudnia nie przesłuchałem ŻADNEJ nowej płyty która nie była z 2009 roku i przez cały miesiąc mentalnie układałem sobie ranking w głowie, a to, że nie wpasowałem w Twoje gusta to już nie moja wina, ale zarzucanie mi niedbalstwa to chyba trochę za dużo.
Jak już pisałem- nie zwykłem krytykować czegoś czego nie słyszałem.
Znowu z tym kałfajtem- wyluzuj się, ja zacząłem pisać tu, żeby dyskutować na temat rankingu, a nie obrzucać się gównem, co zauważyłem ostatnio- bardzo lubisz. Przyszedł na forum nowy użytkownik, a Wy (tu akurat nie pamiętam, czy Ty konkretnie) kierujecie go do napierdalania się w kałfajcie, ponieważ miał trochę inne zdanie od Was/Ciebie.
Przestań spinać pośladki, bo trochę śmiesznie wyglądasz.
Pozdrawiam.
Czytaj ze zrozumieniem, nie chodziło mi o rzucanie gównem tylko przytoczenie konkretnych moich wypowiedzi na co wciąż czekam, a tamtym tematem chcę się tylko posłużyć. A z tym nowym użytkownikiem chyba Ci już wyjaśniałem z tego co pamiętam na gg, a Ty nadal piszesz to samo w komentarzu, chyba na pokaz.
Stary, myślisz, że nie mam w ferie lepszych rzeczy do roboty niż bezsensowne wytykanie Ci czegoś?
Zawsze jak z Tobą rozmawiam to mówisz/piszesz tonem znawcy, a jakbym ja miał pojęcie słuchacza RMF FM.
No pewnie, zarzucę sobie jakimś argumentem, a gdy ktoś o przykłady poprosi to już mi się nie chce.
Bezsensowne by to nie było, bo jakbyś coś takiego znalazł to bym przyznał Ci racje.
A co do “tonu” to nie wiem jak wyczytujesz ton z tekstu, bo na żywo o muzyce nie rozmawiamy prawie nigdy.
Nie będziemy zanudzać czytelników, ani zaśmiecać Twojego rankingu, chcesz kontynuować koniecznie to na gie-gie zapraszam.
Ale dlaczego, ja myślę, że wszyscy zobaczą chętnie moje wywyższanie się muzyczne.
To możesz wkleić archiwum?
Niewygodnie się tu pisze, gringo.
Przy podsumowaniach roku 2008 było jedno magiczne słowo: subiektywny. To coś sugerowało. Teraz go zabrakło…
Przyznaję, że nie przesłuchałem żadnej płyty wspomnianej przez Kubę, ale nie będę mówił, czy jego typy są be czy cacy – każdy interesuje się czymś innym, a następnie tworzy swoje subiektywne podsumowania. W moim artykule prawdopodobnie pojawi się tylko jeden zespół metalowy i nie będzie ani jednego bandu, którym jara się RYM czy last, prawdopodobnie najmniej niszowe podsumowanie – to źle? Więc niech każdy sumuje rok na własną rękę.
Podpisuję się pod postem Nikołajewicza rękami i dredami.
Pjonty:
Będziesz mógł sobie pod moim zestawieniem napisać co tylko chcesz.
Pod słowami Niko też mógłbym się podpisać, ale… Nie wiem czy dodanie słów subiektywny / obiektwyny / w ciapki zmieni cokolwiek. Bo nie wiem na jak bardzo złośliwe dysmózgowie trzeba cierpieć, by nie móc tego nie zauważyć. Logicznym jest, że tego typu zestawienie jest maksymalnie subiektywne. A że jakiś birdbrain, się doczepi – to norma. Tak będzie zawsze.
Zobaczycie moje podsumowanie – Konfrontacja sztuk obrzucania się gównem to będzie ^^
Hahaha. Ta, wszyscy już ostro trenują ;P
O, czekam niecierpliwie! xD
to co na 10 pozycji sobie obadam.
Animale?
to jest tak nudne i przy tym dziwaczne że ledwo wysłuchałem całość ;/
nic nie zostało w pamięci.
Dość nietypowe podsumowanie
ac dzieli ludzi.
spoko, jeszcze się w rankingu pojawią. xd
hmm… nie ladnie tak usuwac informacje o tym, ze blog stoi na wordpressie drogi kolego… “profesjonalizm” pelna geba…