Zapomniane arcydzieła – część pierwsza
Napisany 22 sty 2010 przez renegad | Napisane w inne | Otagowane inne | 31 komentarzy »
Jako, że redaktorów jest wielu, a z Internetem obchodzę się na zasadzie „żerowania”, to zero własnej inwencji w rozwijanie się na bekgrandzie tego molocha, przyczynia się do takich właśnie pomysłów. Otóż mocno musimy teraz kminić co opublikować na blogu żeby nie stracić swojej szansy – częstotliwość publikacji naszych artykułów.
Pomyślałem sobie, że unaocznianie niektórych muzycznych tworów, tych rocznikowo nieaktualnych jednakże muzycznie wybitnych, może być nie głupim pomysłem. W tym wpisie postaram się bardzo pobieżnie oblecieć lata ‘90. Liczę, że na jednym takim tematycznym artykule się nie skończy, tak więc może jeszcze kiedyś w lata ‘90 uderzę i nie będę uszczuplał.
Jakby spytać pierwszego lepszego oblatywacza naszego bloga/forum co kojarzy mu się z latami ‘90tymi zapewne odpowiedział by „grandż, sladże, ogólnie brzmienia heavy”. Ja zabiorę się za to z trochę innej strony.
A więc zapuszczamy włosy i lecimy na kon… Jaki znowuż koncert? Hangar, pole pod Bristolem, zabawa w acidowego filatelistę, przypadkowy seks w okolicznym kibelku. Jack Dangers pewnie tego wszystkiego doświadczył, był tam, widział to. Taką też muzykę grał. Jego ekwipunek muzyczny też brzmi tak jakby między pokrętła, dzyndzle, ktoś powciskał kwas. Pytanie czy w takich okolicznościach można było nagrywać kapitalną muzykę, którą można by śmiało nazwać spuścizną lat ‘90? Otóż odpowiedź brzmi tak, na Satyriconie kolo łączy tak jakby tęcze z narkotycznym tripem. Pozytywny przekaz, na funkowych bitach z echami dubu. Kwintesencja zabawy w UK dwie dekady wcześniej, istne elektroniczne „Peace and Love”. Nie wspomnę już nawet jak dużą inspiracją dla późniejszych elektronicznych freaków była zawartość tego albumu.
W tym samym czasie za oceanem nieco inna kultura ludzi bawiła się w równie zjawiskowe rzeczy, tylko tym razem z wykorzystaniem gardła i gitarowego zgiełku. Drive Like Jehu w 1994 wydało krążek Yank Crime – majestatyczne post-hardcore’owe jazdy, w których nie tylko o jazdę chodziło. Gdyby nie odwaga tych grajków pewnie dzisiejszy połamany hardcore dopiero by raczkował, a takiego Calculating Infinity, Remission czy nawet Jane Doe długo byśmy nie usłyszeli. Co tam “matma”, oni kminili też post-rock, jednak nie w takiej miałkiej formule jak dziś. Wiadomo w Washington DC i okolicznych scenach nie tylko oni się w takie mariaże bawili, jednak uściślając oni na Yank Crime przycudowali i… odeszli w zapomnienie. Trzeba było wyżywić jakoś rodzinę, nie? A muzykowanie odpowiednich środków im niestety nie przynosiło.
Dobra, wracamy do UK bo zrobiło się smutno coś. Lata 1994 – 1998 to w Anglii lata w których wystrzelił breakbeat i wszelakie jego pochodne, z big beatem na czele. Z tej stylistyki nieobcykany skuma The Chemical Brothers i The Prodigy, a to tylko komercyjny wierzchołek tej stylistyki. Lunatic Calm to wydawałoby się jedni z wielu babrających się w łamanie beatów, ale oni mieli brzmienie, oni mieli spore stężenie zajebistości, za którym szedł pomysł na tworzenie epickich tracków. Powiem tak - Howlett nigdy nie miał tak cudownego kryształu w bitach jak oni. Grali trip-hop z rozmachem, żeby zaraz przyłoić niemalże rave’ową energią. Podczas odsłuchu tego krążka czuć mimo wszystko spójność i aurę tajemniczości, coś w rodzaju soundtracka pod nocną ucieczkę przed policją.
Moje miałkie gloryfikowanie zakończę tak jak zacząłem czyli pójdę na koncert. Britpop pewnie większości zaglądających na bloga kojarzy się z “Song 2“, które britpopem nie jest. Gatunek ten to istny zastęp songwriterów kumających rzeczywistość troszkę bardziej emocjonalnie, nierzadko z humorem i charakterkiem. Mansun w tym przypadku akurat się nie wyróżnia, nawet debiut mieli taki jak większość: wpadające w ucho melodyjki, teksty traktujące jakie to jest życie, w oczach młodego niepokornego łepka itd. Tego co słuchacze mieli usłyszeć na drugim LP’ku Six, chyba nikt się nie spodziewał. Mansun nagle stali się megaartystyczni i wyuzdani dźwiękowo, z tekstami „jak to było by gdybym był dziewczyną”. Six to, śmiem twierdzić, album o niebo lepszy od OK Computer – odważniejszy, bardziej bezpośredni. Wyobrażam sobie jaki musiał to być szok dla słuchaczy którzy pamiętając kapitalne hooki z debiutu, usłyszeli nagle wielowątkowe dźwiękowe suity. Takie rewolucje w muzyce charakterystyczne były dla lat ‘70, a tu nagle w ‘98 britpopowcy kroją kumacki prog rock dla nie kumających Floydów i innych Crimsonów.
Tyle jak na razie starczy myślę, chciało by się wam jeszcze coś czytać? Tak myślałem, a więc adios do następnego picowania zapomnianych kozaków.






Cuś stąd dziabnę, dzięki, ale litości – ORTOGRAFIA & GRAMATYKOSTYLISTYKA!!1
Styl tego artykułu (+ orty) to jest jakiś koszmar i pod tym względem zgadzam się z Mołsem. Poza tym przykro mi to pisać, ale to jeden z Twoich gorszych artów na Winylu. Przez ten styl ciężko ogranąć umysłem faktyczną zawartość artykułu.
Co dokładniej? Jak możesz się domyślić z 10 razy to czytałem i równie tyle poprawiałem. Ale mogło mi coś mi umknąć.
Kurde panowie każdy kolejny jest gorszy, ale może sami zacznijcie coś pisać, bo z brudnopisu vide nie ma co wrzucić ot same moje cienkie teksty.
“ale może sami zacznijcie coś pisać” – mam(y) nadzieję, że sulechowska banda to widzi i czuje skruche w serduszkach. Wracając – ktoś mógłby robić za korektora i czytać teksty przed publikacją. Argumentacja “to jest tekst autora i on odpowiada za jego treść” gaśnie w obliczu ryzyka, iż kogoś po prostu na stałe odrzuci od czytania tego bloga. Ja sam chyba bym sobie darował.
Spoko, zrobię “sekcje zwłok” (tylko nie wiem czy tutaj gdzieś indziej). Daj mi chwilę.
Co do korekty to kolejna piona, Mołs (jeszcze raz sie zgodzę z Toba, to masz u mnie piwo). Ja mogę się zaoferować, choć zdaję sobie z własnych ograniczeń tudzież niedoskonałości warsztatowych.
EDIT:
Wycinanie flaków będzie jednak jutro, dziś zdecydowanie nie dam rady.
W korektora Nook bawić się nie będziesz musiał, ja sobie chętnie teraz zrobię przerwę i popatrzę jak blog będzie sobie radził bez mojej nędznej nadproduktywności. Tu akurat wcale nie chodzi o to, że się obrażam czy coś. Jest was tylu, że zapewne na czołówce bloga nigdy nie będzie wiało nudą. Tyle ode mnie.
I tak się pobawię. Obiecałem, to słowa dotrzymam. A nuż widelec, ktoś z tego skorzysta.
Dobra. Obiecałem, więc prosze bardzo. Ze względu na ograniczenia komentarzy bloga, moje sugestie znajdują się w klamrach [x]. Proszę wybaczyć, te złośliwości, ale to nic osobistego. Miejscami nie mogłem się powstrzymać.
Jako, że redaktorów jest wielu a z Internetem obchodzę się na zasadzie „żerowania”, to zero własnej inwencji w rozwijanie się na bekgrandzie tego molocha, przyczynia się do takich właśnie pomysłów.
[A na polski? Pierwsze zdanie, a tu już taki potworek. Przyznaję, że próbowałem zrozumieć o co tu chodzi, ale rady nie dałem. Przede wszystkim, przestań pisać jakbyś mówił. Wiem, że to intencjonalny zabieg, ale to zwolenników Ci nie przyniesie. I oducz się spolszczania angielskich wyrazów (na „bekgrandzie”? litości, człowieku). To język strasznie pretensjonalny. Brzmisz wtedy jak Polacy z Chicago albo jak Daro z Vivy.]
Otóż mocno musimy teraz kminić co opublikować na blogu żeby nie stracić swojej szansy – częstotliwość publikacji naszych artykułów.
[Zdanie potwór numer 2. „Kminić” możesz na ławce z kumplami na osiedlu lub w pubie, ale nie w tekście, nazwijmy to, publicystycznym. Co do zdania, znowu nie rozumiem. Ta część po myślniku jest do wywalenia. W najgorszym wypadku do sformułowania od nowa.]
Pomyślałem sobie, że unaocznianie niektórych muzycznych tworów, tych rocznikowo nieaktualnych, jednakże muzycznie wybitnych, może być nie głupim pomysłem. W tym wpisie postaram się bardzo pobieżnie oblecieć lata 90. Liczę, że na jednym takim tematycznym artykule się nie skończy, tak więc może jeszcze kiedyś w lata 90 uderzę i nie będę uszczuplał.
[1. „nie” z przymiotnikami piszemy razem]
[2. oblecieć może nos jak coś pachnie nieładnie]
[3. uderzyć można w puchara z ziomami w mlecznym barze przy mielonym w niedziele]
A więc zapuszczamy włosy i lecimy na kon… Jaki znowuż koncert!?
[Przy takich zdaniach zaliczam tzw. facepalmy. Już pominę to, że to kolejne zdanie żywcem wzięte z języka mówionego. Ale, że kończy się wykrzyknikiem i pytajnikiem? WYKRZYKNIKIEM I PYTAJNIKIEM?! Ten nawyk w Twoich tekstach jest wyjątkowo irytujący. Troche jakbyś krzyczał na czytelnika lub okazywał jakieś dziwaczne podniecenie. Ugh.]
Hangar, pole pod Bristolem, zabawa w acidowego filatelistę, przypadkowy sex w okolicznym kibelku.
[Kto to jest acidowy filatelista? I słowo „seks” w polskich tekstach piszemy właśnie tak.]
Pytanie czy w takich okolicznościach można było nagrywać kapitalną muzykę, którą można by śmiało nazwać 90sową spuścizną? Otóż odpowiedź brzmi tak, na Satyriconie kolo łączy tak jakby tęcze z narkotycznym tripem.
[1. „lat dziewięćdziesiątych”]
[2. co to znaczy?]
Kwintesencja zabawy w UK dwie dekady wcześniej istne elektroniczne „Peace and Love”
[Coś jakby brakło kilku znaków interpunkcyjnych, choć i tu mam wątpliwości co do tego co chciałeś przekazać…]
Nie wspomnę już nawet jak dużą inspiracją dla późniejszych elektronicznych freków była zawartość tego albumu.
[Kto to jest „frek”?]
Drive Like Jehu w 1994 wydało krążek Yank Crime – majestatyczne post hardcoreowe jazdy, w których nie tylko o jazdę chodziło.
[„post hardcore’owe” – z myślnikiem lub bez, ale za to koniecznie z apostrofem]
Co tam Matma, oni kminili też post rock, jednak nie w takiej miałkiej formule jak dziś.
[O kminieniu masz wyżej.]
Wiadomo w Washington DC i okolicznych scenach nie tylko oni się w takie mariaże bawili, jednak uściślając oni na Yank Crime przycudowali i… odeszli w zapomnienie.
[Jeśli ktoś tu cuduje, to tylko Ty używając podobnego słownictwa.]
Trzeba było wyżywić jakoś rodzinę nie?
[Brak przecinka po „rodzinę”.]
Dobra wracamy do UK bo zrobiło się smutno coś.
[Ja już mam depresję. Przecinek lub kropka po „dobra”.]
Lata 1994 – 1998 to w Angli lata w których wystrzelił breakbeat i wszelakie jego pochodne, z big beatem na czele. Z tej stylistyki vide nie obcykany skuma chemicznych i mrówkę, a to tylko komercyjny wierzchołek tej stylistyki.
[„W Angli” to facepalm niezwykły. Majestatyczny, epicki, wielki… Bez komentarza. Plus „vide” to z łaciny „patrz” lub „zobacz”. Tutaj wzięło się znikąd albo znowu nie zrozumiałem. I „nieobcykany” razem. Coś o „nie” z przymiotnikami było już wcześniej. Za dziwaczne skróty myślowe też opieprzę. Nikt nie będzie się domyślał kim są jacyś „chemiczni” albo co to za jakaś ‘mrówka”.]
Lunatic Calm to wydawało by się jedni z wielu babrających się w łamanie beatów, ale oni mieli brzmienie, oni mieli spore stężenie zajebistości, za którym szedł pomysł na tworzenie epickich tracków.
[„Wydawałoby się”]
Powiem tak Howlett nigdy nie miał tak cudownego kryształu w bitach jak oni.
[Czym jest „kryształ w bitach”? Za dużo Vivy? Albo może na czasie nie jestem. No cóż.]
Grali trip hop z rozmachem, żeby zaraz przyłoić niemalże rave’ową energią.
[Było „post hardcoreowe”, ale jest „rave’ową”. Niedbalstwo, niekonsekwencja, niewiedza czy przeoczenie?]
Britpop pewnie większości zaglądających na bloga kojarzy się z Song 2, które ino britpopem nie jest.
[„Ino”? Nie dość, że wyraz potoczny, wręcz gwarowy, to jeszcze źle użyty]
Gatunek ten to istny zastęp songwriterów kumających rzeczywistość troszkę bardziej emocjonalnie, nie rzadko z humorem i charakterkiem.
[Tu wiem o co chodziło, ale to stylistyczna bieda po raz kolejny. I „nierzadko” piszemy właśnie tak. To przysłówek odprzymiotnikowy stąd z „nie” piszemy je razem.]
Tego co mieli usłyszeć na drugim LP’ku „Six” słuchacze, chyba nikt się nie spodziewał.
[Zdanie nie po polsku. Lepiej brzmi „Tego co słuchacze mieli usłyszeć na „Six” – drugim długograju grupy – chyba nikt się nie spodziewał.”]
Mansun nagle stali się mega artystyczni i wyuzdani dźwiękowo, z tekstami „jak to było by gdybym był dziewczyną”.
[„Megaartystyczni” jeśli już.]
Six to śmiem twierdzić album o niebo lepszy od „Ok Computer” – odważniejszy, bardziej bezpośredni.
[„Śmiem twierdzić” to wtrącenie, więc musi być pomiędzy przecinkami.]
Takie rewolucje w muzyce charakterystyczne były dla lat 70, a tu nagle w 98 britpopowcy kroją kumacki prog rock dla niekumających Floydów i innych Crimsonów.
[„Nie” z imiesłowami odczasownikowymi piszemy oddzielnie. I co to znaczy „kumacki”?]
Tyle jak na razie starczy myślę, chciało by się wam jeszcze coś czytać? Tak myślałem, a więc adios do następnego picowania zapomnianych kozaków.
[Przepyszne zdanie o epickim rozmachu. Prawdziwy morderca.]
I słowko na koniec. Nie piszę tego wszystkiego byś się obrażał (ton Twojej wypowiedzi, wbrew pozorom mówi jedno), ale byś poprawił warsztat. Fakt, masz beznadziejny styl, który nadaje się do pisania publicystyki jak ja do bycia strongmanem, ale to nie powód by robić sobie “przerwy”. Mnie też tak ktoś kiedyś objechał i przeżyłem. Recepta na poprawę jest jedna. Podpatrz jak piszą profesjonaliści, dużo czytaj (jest ciekawy wybór czasopism muzycznych na rynku) i pisz. Różne konstrukcje językowe powinny wejść Ci w nawyk. Poprawa stylu powinna być wtedy tylko kwestią czasu.
Źle znoszę krytykę a, że sadomasochistą nie jestem, to zdecydowanie pisanie na winylu, odpuszczę sobie na czas bliżej nie określony.
To kolejny raz (bodajże drugi)kiedy zbieram cięgi za uchybienia, przeoczenia, a w zasadzie za brak wyedytowania tekstu, nad którym mogłem posiedzieć dłużej przed publikacją. Czuję w kościach, że to moment kiedy lepiej się usunąć i nie robić więcej z siebie idioty.
Z jednej strony nie odpuszczałbym tak, a z drugiej – byłaby to okazja, by Szwedzio znów zarzucił nam jakimś soundtrackiem do umierania. Spójrz na to w inny sposób – uczymy się głównie na błędach. Może na początek wrzucaj teksty na forum, wszyscy popatrzymy, porzucamy kupą ;p, podpowiemy, ale coś tam sobie zakodujesz, zapamiętasz i w końcu oduczysz się niektórych rzeczy. Szkoda by było się usuwać w cień, bo znasz się na swych ulubionych klimatach i jak coś polecasz, to wiem, że nie totalne kupsko. Może z lekcji polskiego nie wyniosłeś tyle, ile potrZeba, ALE NA NAUKĘ NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO ;d.
Nookowi już kiedyś mówiłem, że jak mu się moje notki nie podobają to niech nie czyta. Nie posłuchał. Ja wrzuciłem coś niedopracowanego a on uskutecznił lawinę poniżeń, ironii i sarkastycznych zwrotów. Ok mógł to zrobić ale czemu na forum publicznym? Teraz postaw się na moim miejscu Mołsiu i pisz tu dalej. Już po “aferze” z Erą Vulgaris było mi głupio tu dalej skrobać, a teraz?! A teraz to niestety wyjazd.
Wspomnę jeszcze, że treściowo połowę moich cytowanych fragmentów (tych cytowanych przez Nooka)wcale bym nie zmienił, tak miało to wyglądać ale podkreślam treściowo, bo ortografia wiadomo – metr pod Titaniciem. O to mogłem zadbać wcześniej, nie zadbałem.
Trudno dostałem za swoje tylko szkoda, że w takiej a nie innej formie, a Nookowi polecam zajrzeć na Porcys – tak odnośnie stylu pisania.
Tu nie o to chodzi, że mi się coś nie podoba, to mam nie czytać. To jest niepoważny argument. Jak będziesz pisać prace dyplomową w stylu powyższego artykułu, promotor Cie zjedzie od góry do dołu, to też odpowiesz “jak się nie podoba, to proszę nie czytać” ? Kit, że to jest blog w którym grupka znajomych czysto hobbystycznie pisze o muzyce (rzeczy, która chyba nikomu tlenu nie zastąpi ani nikogo nie nakarmi ergo nie jest zbyt poważnie traktowana przez ogół). Ale jeśli bierzesz się za publicystykę (w sumie nie tylko, to może być zgoła cokolwiek) to rób to dobrze albo chociaż wyrażaj chęci rozwijania umiejętności. Miałeś sygnały przecież, i to nie tylko ode mnie (wspomnę Alkora chociażby), że to jak piszesz woła o pomstę do nieba i tak naprawdę nic z tym nie zrobiłeś. Fakt, piszesz jak mówisz i według Ciebie to zamierzony efekt. Dla mnie jest to efekt komiczny, ale w dalszej perspektywie działania bloga może niepokoić. Jak Mołs wspomniał, im więcej artów w podobnym stylu tym mniej czytelników na Winylu, a chyba nie o to nam wszystkim chodzi.
Tak. Zrobiłem to z premedytacją. Mnie też, przy okazji publikacji tekstu kiedyś, jeden kumpel zjechał publicznie jak burą sukę. Zrobił to identycznie jak ja wyżej, a może nawet gorzej. Nie mogłem patrzeć na swoje wypociny przez długi czas, a kolesia chciałem zabić. Po pewnym czasie przełamałem się, zacząłem sporo czytać/pisać i ze zgrzytem zębów siadłem do poprawy tekstu. Poskutkowało. Ja temu człowiekowi po dziś dzień jestem wdzięczny za to co zrobił (i jak to zrobił). Bez tego nie byłbym w tym miejscu w którym jestem obecnie. Przy czym nie jestem w pełni zadowolony ze swoich tekstów. Poprawiam je ziliardy razy. I nawet w chwili publikacji znajduję sporo rzeczy, które bym zmienił lub zupełnie wywalił. I jak Mołs pisze (i owe you a bro), nie ma sensu odpuszczać. Nie czepiam się merytorycznej zawartości artów, bo u Ciebie zazwyczaj obchodzi mnie to niczym zeszłoroczny śnieg, ale, w przeciwieństwie do mnie, masz tutaj jakichś odbiorców, którym chyba zależy na tym by Twoje artykuły były jak najlepszej jakości. Więcej grzechów nie pamiętam. Żadnego nie żałuję. Enter.
“Mołs (i owe you a bro)” – jeśli macie w Turku polecanego tu i ówdzie Specjala albo coś pszenicznego, to chętnie ;d. Od tego mass-badziewia – poza którym w Wawie nic innego nie dostaniesz – nabrałem piwowstrętu.
To ja tak ontopicznie wspomnę, że choć lubię wytykać innym błędy, bo mnie strasznie mierzwią, to sam mnóstwo rzeczy powinienem poprawić. I mi jakoś nie idzie. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Więc póki co wstrzymuję się z pisaniem “na poważnie”.
Niepoważny to jesteś ty i twoje myślenie, bo “kumpel zjechał mnie i teraz jestem lepszy, więc zrobię to samo z nim, pewnie będzie tak samo jak ze mną”.
Ciekawy jaki byłby świat gdyby więcej takich Nooków po nim chadzało? Nie wiem jak wy, ale ja wolał bym nie wiedzieć.
Rene – myślę, że nie ma sensu się obrażać, chociaż faktycznie, może reakcja Nuka była trochę za ostra. Z drugiej strony patrząc ma on jednak rację, bo ja jestem kolejną osobą, której ten tekst ciężko się czyta. A szkoda, bo zawartość ciekawa. Jak większość Twoich publikacji – zawartość mnie interesuje, bo już z niejedną płytą/wykonawcą zapoznałem się po Twojej rekomendacji – i w większości przypadków nie żałuję. Myślę, że dobrze byłoby, gdyby faktycznie ktoś rzucił okiem na Twoje teksty przed zamieszczeniem – poprawił orty (choć może to zrobić także Word, OO Writer, cokolwiek) a ewentualne gramatyczne lapsusy i zawiłości skonsultował. Niestety, takie są wymagania tekstu pisanego – maksimum poprawności, minimum zawiłości, tego nie przeskoczysz.
Gad:
Nawet jeśli jestem “niepoważny”, to uważam, że słusznie postąpiłem i tego nie żałuję. I zrobię to ponownie jeśli będzie trzeba. Tak czy inaczej, zamiast płakać i próbować w niezbyt wyszukany sposób atakować mnie ad personam (sic!), weź się w garść i pokaż, że potrafisz.
Równie dobrze ja mogę to napisać, zachowujesz się tak jakbyś tylko ty miał rację i te twoje besztanie, było w 100 procentach dobrym posunięciem “bo Gad teraz się weźmie do roboty i będzie świetnie pisał”. Wcale nie mam zamiaru przestać cię atakować, piszesz takie rzeczy to teraz masz. Ty potrafisz i możesz wytknąć, ale ja już nie. Tak to działa.
To wcale nie był mało wyszukany atak na twoją osobę, nie każdy musi odbierać krytykę tak jak ty to widzisz. Uogólniasz Tomaszu i dlatego tak odpowiedziałem.
Po takiej krytyce jaką mi sprezentowałeś, już nie mam zamiaru tu wracać, a już na pewno nie w najbliższym czasie. Pisał będę, prędzej czy później się o tym dowiecie
Gad:
Twoje ataki pokazują, że zwyczajnie nie umiesz się ustosunkować do tego co napisałem. I próbujesz się personalnie odgryźć za to, że miałem czelność powiedzieć co myślę o tym tekście i odpowiednio to uargumentować. Poza tym zauważ jedną rzecz. Atakowałem tekst. Nie Ciebie. Czymś kuriozalnym jest sprowadzanie jakichś wydumanych, osobistych animozji do dyskusji, która tego NIE dotyczy. Nie wiem jakim jesteś człowiekiem, ale wiem, że piszesz słabe stylistycznie artykuły. Więcej mnie w tym wypadku mnie nie obchodzi.
Przypominam, że Twoim jedynym argumentem było “jak Ci sie nie podoba, to nie czytaj”. Brawo. Faktycznie mocna to, merytoryczna i przemyślana riposta
Poza tym, przecież nikt nie każe Ci trzymać się z dala od moich artów. Chcesz, to komentuj. Be my guest. Wątpie tylko, byś miał cokolwiek ciekawego do powiedzenia po tym co zaprezentowałeś wyżej.
To był jeden atak, właśnie na to co pisałeś, dodatkowo w moim mniemaniu zupełnie zasłużony – nie każdy musi interpretować krytykę tak jak ty tego chcesz.
Ale twoje rozumowanie chyba jest jednak mocno zaściankowe, skoro liczą się tylko twoje racje. Krytykować też trzeba umieć, dlaczego nie napisałeś tego na gg tylko tu? Postaw się teraz na moim miejscu, wyobraź jak się teraz czuję! Sorka zapomniałem, jest jeden scenariusz na odbiór krytyki – ten Nookowy.
Gad:
Dlaczego wrzuciłem to tutaj? Redakcja tego bloga liczy sobie troche więcej niż 2 osoby i, jak pisałem wcześniej, ktoś może z tego skorzystać przy okazji szlifowania własnego warsztatu.
Poza tym dobrze wiem jak się czujesz. Miałem podobnie, ale z czasem mi przeszło. Jeśli się chce, to można wszystko.
Co do interpretacji krytyki, to cóż. Rób jak chcesz. Ale jak mawia stare, chińskie powiedzenie “YOU’RE DOING IT WRONG”.
Dlaczego to wszystko ma miejsce publicznie? I czemu nikt nie komentuje wykonawców, o których Gadzik wspomniał w artykule?
Błędy błędami, dostrzegłem je, ale takie publiczne elaboraty nt. poprawności nie były dobrym pomysłem…
Już pisałem dlaczego to zrobiłem. Wszystko jest wyżej. Przepraszać też nie mam zamiaru, bo nie mam za co. Gad zna moje stanowisko, a ja nie mam nic więcej do dodania w temacie.
Masz za co. Nie było to taktowne, ani potrzebne. Można było to na gg napisać. A wyśmiewanie tego na forum publicznym było bardzo niestosowne.
Nook zdecydowanie przesadziłeś z tym wytykaniem błędów przed wszystkimi czytelnikami. Przecież to nie jest blog – podręcznik dla młodych publicystów, więc argumentowanie swojego zachowania: “ktoś może z tego skorzystać przy okazji szlifowania własnego warsztatu.” jest trochę nie na miejscu. Szczególnie w kontekście tego, że podkreślałeś kilkukrotnie jak bardzo Ci zależy na popularności strony.
Taka kłótnia w komentarzach na pewno nie przysporzy wam czytelników. Dlaczego żadna z lingwistycznych wyroczni, których jak widać tutaj nie brakuje, nie poprawiła artykułu? Zdecydowanie lepszym wyjściem(fair w stosunku do redakcyjnego kolegi, ale także i poprawnie marketingowo)byłaby szybka korekta i przemilczenie jakości językowej tego wpisu. Jeżeli Nook chciał się koniecznie odegrać na Gadzie z krytykę, która kiedyś na niego spadła (co jest oczywiście co najmniej głupie i dziecinne) powinien to zrobić na gg czy gdziekolwiek indziej, gdzie nie każdy mógłby to przeczytać.
A co do zawartości merytorycznej, wolę artykuły Renegada od wpisów Nook, więc nieobecność tego pierwszego na blogu wcale by mnie nie ucieszyła.
Gówienko prawda, w krytykowaniu Rene nie było nic niestosownego, jako osoba która publikuje swoje artykuły moze się spodziewać krytyki. Oczywiście byłoby dla niego milej gdyby prywatnie został zbluzgany, ale widocznie nook nie chciał byc miły i ma do tego pełne prawo. Poza tym Renegad obecnie bardziej sie ośmiesza swoją kiepską płaczliwą obroną niz samym brakiem stylu.
Panowie i panie ależ wy się poczuwacie, wszyscy ciśniecie typa tak jak gdyby zawsze wam wszystko w pisaniu świetnie wychodziło, to raz a dwa zachowujecie się jakby ten blog był naj ach i och. Ej może za rok oscara dostaniecie za blog świata motyla noga. Tyle ode mnie
Gdzie ty widzisz jakąś płaczliwą obronę? To, że wytknąłem Nookowi płaskie myślenie względem interpretowania jego krytyki, nazywasz płaczliwą obroną? To on się tam poniżył nie ja.
Nie wiem czy Niko i Szczymps piszą z zamiarem kumpelskiego podniesienia mnie na duchu, czy też nie, ale ja już z Nookiem wszystko sobie wytłumaczyłem. Jednak to wszystko nie zmienia faktu, że ta notka się pojawiła i jest jaka jest. Pogodziłem się już z tym, że dostałem po dupie, mogłem temu zapobiec przykładając się do tekstu, tego nie zrobiłem i się stało, zrobiłem z siebie pajaca, ale po raz ostatni. Tak więc chill panowie.
yank crime jest rewelacyjne, popieram.
Marcin:
To tylko i wyłącznie Twoja opinia. Nie żałuję tego co zrobiłem. Pisałem to pare razy wcześniej i powtórzę po raz kolejny. Co do Twoich sugestii, to nie robiłem tego z tego względu iż posypałyby się na mnie gromy typu “to mój artykuł! nie ruszaj, wara! bo jak ruszysz to odejdę z redakcji”. A teoria o odegraniu się godna Wołoszańskiego. Gratuluję wyobraźni.
T:
Jak dostaniemy Oscara za najlepszy blog świata to dowiesz się o tym pierwszy.
noł ofens, ale ten artykuł w winylowym brudnopisie (do którego wgląd ma każdy z redakcji, ba, jest nawet możliwość zmiany tekstu) leżał od kiedy mam tam dostęp, czyli parę tygodni najbidniej. sugerujemy korektę, poprawiamy, jebiemy od góry do dołu? spoko, ale takie rzeczy od zarania dziejów robi się przed publikacją. jeszcze jakby rene ‘przyszedł i opublikował, ale tak nie było, bo artykuł można było przeczytać wcześniej. może już ze sobą o tym rozmawialiście przed zamieszczeniem artu, nie wiem, w takim wypadku zwracam honor. ;p
co do zamieszczenia korekty w komentarzach i tym samym poprawy warsztatu redaktorów – też tego nie kupuję. ;p na forum jest dział widoczny tylko dla redakcji, gdzie spokojnie można było się pożreć, podyskutować, pogodzić, dojść do jakiegoś wniosku i to wszystko na oczach redakcji. a tutaj na przykład zwrócić na ten problem uwagę.
ogólnie chcę powiedzieć, że mamy do czynienia z krytyką na linii redaktor-redaktor, a nie redaktor-user. różnica w uj. pozdrawiam siebie.