Godspeed You! Black Emperor – F♯A♯∞
Napisany 29 sty 2010 przez eskopado | Napisane w experimental, post-rock | Otagowane experimental, post-rock | 20 komentarzy »


Drodzy Polacy! Żołnierze, cywile, piekarze, lekarze, strażacy, policjanci, sprzedawcy, ojcowie, wasze żony i dzieci, politycy, sportowcy, dziennikarze, naukowcy, biznesmeni, górnicy i wszyscy ci, których pominąłem, a są obywatelami tego kraju – zwracam się do was jako głowa państwa, ale również jako jeden z was, Polak. Niestety przyszło nam żyć w czasach, gdzie ponownie odżyły dawne konflikty, ponownie na skalę światową, ale to, co wtedy nasi dziadkowie, pradziadkowie przeżyli jest niczym w porównaniu z tym, co przeżywamy teraz, a trzeba zaznaczyć, że czas szykować się na najgorsze. Apeluję do was, Polacy, udzielcie schronienia każdemu, kto takowego nie posiada, przede wszystkim dzieciom, które mają szansę w przyszłości naprawić nasze błędy. Mamy mało czasu. Niech Bóg ma nas w swojej opiece…
Pobudka, śmieciu. Tak, wiem, ja też nie chciałbym się obudzić, ale pech chciał, że ściany piwnicy przemianowanej na schron z samej nazwy zabiły tylko twoją rodzinę i sąsiadów, a ciebie z kolei oszczędziły. Pamiętasz jak przez mgłę przemówienie prezydenta w telewizji, potem nastała niewyobrażalna panika, pośpiech, krzyki podeptanych ludzi na ulicy; niektórzy rabowali sklepy aby zgromadzić zapasowe pożywienie, które i tak godzinę później zamieniło się w piach. Pamiętasz również szlachetną ideę solidarności, wzajemnego przeciwstawienia się zagrożeniu i konfrontację tego z rzeczywistością – prawdopodobnie 1/5 ludzkości nie doczekała głównej atrakcji wieczoru, padając ofiarą ‘martwienia się o własne cztery litery’. Nie wiesz co działo się potem, siedziałeś w kącie oparty o spróchniałą belkę, która okazała się twoim katem poprzez pozostawienie cię przy życiu. Spójrz jaki piękny wschód słońca. Kiedyś narzekałeś, że w mieście oglądanie takich cudów nie jest możliwe, teraz masz dowód, że jednak jest. Nie dziwię się jednak twojemu braku dobrego nastroju, mamy wiosnę (chyba?), temperatura oscyluje w granicach 0, ty masz na sobie porwane, śmierdzące trupem szmaty zakupione w Croppie, które zawsze chroniły cię przed zimnem, aby teraz, przyklejone do owrzodziałego, gnijącego ciała, sprawiały ból, a na dodatek kosztowały jebane 129 złotych i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy w LETNIA WYPRZEDAŻ JESIENNEJ KOLEKCJI -50% ZAPRASZAMY. No i jesteś głodny.
Twoja rodzina, tak jak reszta populacji, nie umarła. Umrzeć można za ojczyznę, umrzeć można na raka, ale nie umiera się na wrodzoną głupotę ludzką – na to się zdycha. Ci ‘źli’ do tego doprowadzili, ci ‘dobzi’, do których się zresztą wliczasz, nie zrobili nic aby to zmienić. Spokojnie, zostało ci góra parę godzin, może jeżeli odwiedzisz ruiny pobliskiej Stokrotki i znajdziesz jakiś produkt, który nie wyparował, a jedynie zmienił barwę na brązową, zapach na żaden i w którym bawią się jakieś szczęśliwe robaki, to nawet zdążysz zobaczyć zachód słońca. Gdzieś w oddali widzisz pojedyncze jednostki, najczęściej drgające w konwulsjach, zostawiając wokół siebie teren naznaczony krwawymi rzygowinami i przygotowując cię tym widokiem na to, co stanie się z tobą za jakiś czas.
Będzie dobrze.
Nie, kurwa, nie będzie dobrze. Dobrze jest wtedy, jak zdychasz wraz z 95% ludzkości, a nie gdy stoisz wśród szarych gruzów szarych budynków, wokół szarych ciał szarych ludzi patrząc na szare niebo i czując jak z palców samoistnie odpadają paznokcie. Jest tak beznadziejnie, że nawet nie możesz się powiesić – wszystko zostało dosłownie zrównane z ziemią, a najwyższym szczytem kraju jesteś prawdopodobnie ty sam. Za życia, bo umówmy się – teraz jest gówno, a nie życie, oglądałeś wiele filmów, grałeś w różne gry, czytałeś różnie książki związane z tematem post-apokaliptycznym, więc teraz szukasz w pamięci jakiejś wskazówki, rozwiązania. Niestety, ludzie nawet to potrafili spierdolić i opisywali głównie to, co dzieje się lata, nie kilka dni, po zagładzie. Dlaczego kilka dni? Wnioskujesz po ilości załatwionych potrzeb fizjologicznych w czasie utraty przytomności, oraz po widoku i zapachu rozkładających się tysięcy ciał w okół ciebie. Boże, jakie te słońce jest wielkie, idealne. W połączeniu z pyłem unoszącym się w powietrzu robi niesamowite wrażenie.
Udało się – po długiej wędrówce dotarłeś w miejsce, które dawniej nazywano lasem z polaną w środku, a teraz jest stepem z jednym wystającym konarem, którego 3 metrową wysokość już ktoś zdążył wykorzystać. To nic. Siadasz pod chyba drzewem, plecami odwrócony do mięsistego wisielca, niewątpliwie szczęściarza i wspominasz jak w tym miejscu, dokładnie w tym miejscu, tylko w trochę innym świecie, opowiadałeś swojej dziewczynie, że nie wiesz jaki wybrać temat prezentacji maturalnej, że Nirvana to nie tylko “Come As You Are”, a Piotrek jest w zasadzie spoko ziomkiem, tylko drażni cię jego poczucie humoru. Czas tu płynie zdecydowanie za szybko. Kiedyś wpadłeś na pomysł, aby tutaj się oświadczyć, zwyczajnie zaproponować spacer do dawno nie odwiedzanego lasu. Ale by była niespodzianka, co nie?. Oj, będzie co wspominać, będzie. Cudowny zachód słońca.
…and we fell into it like a daydream or a fever .
Ocena: 10/10
- The Dead Flag Blues – 16:27
- East Hastings – 17:58
- Providence – 29:02
Całość: 63:30
Premiera: 14 sierpnia, 1997





Recka miazga. Niesamowicie zachęca do zapoznania się z płytą.
recka 10/10, płyta też ;]
Za reckę wielki szacun. Co do płyty… Cóż, pewnie będe jedynym, który wyłamie się z całego stada wychwalających ten krążek, bo zwyczajnie go nie rozumiem. Słuchając wynudziłem się sromotnie.
Genialna recka. Wręcz odpycha obrazami, które tworzy w głowie czytelnika… I chociaż można by odnieść wrażenie, że z płytą, której dotyczy recenzja, ma mało wspólnego, to jednak świetnie ją opisuje. Esko, szacun.
Jako miłośnik postapo czuję się zobligowany do zapoznania się z tą płytą. Szacuneczek!
Recenzja napisana świetnie, ale mi jednak nie podeszła… Dlaczego? Jak zobaczyłem, że wziąłeś się za GY!BE spodziewałem się chyba czego innego – to raz, a dwa – ja tą płytę ‘widzę’ inaczej
Cóż, nie wiem jak to podsumować – czy po prostu to ‘niepodejście’ jest wynikiem mojego spojrzenia, czy też F#A#oo jest płytką, za której recenzję nie powinieneś się brać?
To pytanie pozostanie póki co dla mnie bez odpowiedzi. Warsztat jak zwykle klasa, miło się czytało.
“a na dodatek kosztowały jebane 129 złotych i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy w LETNIA WYPRZEDAŻ JESIENNEJ KOLEKCJI -50% ZAPRASZAMY.” Ktoś tu chyba lubi Dema.
Po przeczytaniu tej recenzji zdobędę się na to, żeby jeszcze raz posłuchać tej płyty. A jeśli coś się zmieni w moich uczuciach do niej (obecnie 1,5/5 na rymku), to osobiście przyjadę do esko i postawie mu piwo ;p
To jeszcze ja. Płyta jakoś szczególnie mi nie wchodzi (ale 3/5 na RYMie dałem), poza jednym całym fragmentem (to rozkręcanie się i wybuch w “East Hastings”, to jest łaaadne!). Ale recenzja faktycznie dobra. I weź tu teraz przebijaj poziom recenzencki…
Właściwie to mam podobnie jak Michu: też inaczej widzę tę płytę. Ale wiadomo: gratulację za świetną reckę.
wiem co macie na myśli, ale to nie jest dokładna interpretacja płyty, czy coś w tym stylu. ;p
wizja jest już lepszym słowem, bo to każdy sobie po swojemu tworzy i ja dodałem do siebie:
- ponury klimat płyty (wiadomo, że gybe, to gybe, ale po f# obrali odrobinę inną drogę)
- wizja końca świata (tu się chyba zgodzimy. ;p w takiej czy innej formie większość tak widzi tę płytę i twórczość gybe w ogóle)
- zespół pacyfistów niegolących się pod pachami (czyli kontekst antywojenny i antyludzki)
- swoją pojebaną wizję
i voila. w każdym razie dzięks wsyzstkim.
@UqiSylune: czytam dema, wiedziałem, że ten fragment skojarzy się komuś z jogurtami z realu. to nie było celowe. ;p
@Nook, szczymps: próbujcie jeszcze raz, ale ja bym radził wziąć się za slow riot for new zero kanada. to taki godspid w pigułce, epka jest nawet troszkę krótsza niż samo providence na wyżej opisywanej płycie, więc zanudzić nie zdąży, a dzieją się tam niesamowite rzeczy, ręka boga i tak dalej. natomiast lift yr skinny może was całkiem zniechęcić swoją długością. ;p z kolei od yanqui trzymać się z daleka.
Cicho tam. Yebany momument w zalewie marnego post-rocka. Panowie sobie baaardzo wysoko poprzeczkę postawili i już jej nie przeskoczyli.
bo ja wiem, osobiście slow riot stawiam na równi z f#a#. tak naprawdę, to dopiero yanqui psuje ich dobre imię, ale mieli te szczęście, że się w dobrym momencie zawiesili, a to co mają partolić – partolą w a silver mt. zion.
Dobrze napisane, ale mam podobnie jak michu i Masta.
Inne wizje mam przed oczami sluchając tej płyty.
Dziekuje za recenzje, ktora bardzo wiele mowi o plycie. Teraz juz wiem skad pochodzi zespol i jaki gra gatunek muzyki, w jakim klimacie utrzymane sa poszczegolne utwory, jak jest w warstwie tekstowej i jak sobie radza jesli chodzi o technike grania.
Recenzja bardzo zachecila mnie do zapoznania sie z plyta, patrzac na to czego slucham zauwazylem, ze prawdopodobnie bedzie pasowac do muzyki, ktorej slucham. Szczegolowy opis plyty, przedstawiajacy jednak tylko jej zarys powoduje, ze plyta znajdzie sie u mnie na polce i bedzie sluchana czesto.
Ta recenzja nie tyle w ogóle nie oddaje charakteru płyty co jest jego absolutnym przeciwieństwem. Sam krążek oczywiście genialny – jeden z lepszych jakie nagrano w ogóle.
recenzja na 10/10, samej plyty sluchalem raz i utwierdzila mnie w przekonaniu, ze nie zaprzyjaznie sie z post-rockiem. niestety.
“Ta recenzja nie tyle w ogóle nie oddaje charakteru płyty co jest jego absolutnym przeciwieństwem.”
‘absolutne przeciwieństwo’, to w tym wypadku rozumiem jako kolorowe kwiatuszki, buziaki w podstawówce, granatowe halówki, piękne lato, piotruś pan. ściągnąłeś fejka. ;p
Wiem, że obrazy powstające w głowie słuchacza podczas odsłuchu poszczególnych albumów są sprawą absolutnie indywidualną i subiektywną, ale do mnie również nie przemawia ta recenzja. Gdybym nie znał rzeczonego krążka, to pomyślałbym, że mowa o jakimś suicidal-depressive black metalowym wydawnictwie. Wizje zawarte w recenzji są mega obskurne i plugawe, a F♯A♯∞ mimo swej ponurej, post-apokaliptycznej natury opiera się na nieco bardziej subtelnej poetyce.
Electric Sheep ma trochę racji, ja także widzę F#A# jako bardziej subtelną (wtf?) wizję końca świata, bardziej hmm romantyczną… Co nie zmienia faktu że recenzja kopie w jajca i zachęca do zapoznania się z płytą, a wtedy każdy może obrać swój własny “obraz”, o czym zresztą Sheep wspomniał.