W tym tygodniu poleca… Nook! #2
Napisany 8 lut 2010 przez Nook | Napisane w inne | Otagowane inne | 8 komentarzy »
W tym tygodniu przygotowałem dla Was cztery pozycje płytowe. Filmów ani książek nie będzie z racji tego, że moje rozeznanie w kinematografii jest zbyt słabe by się nim chełpić w ramach tej skromnego cyklu rekomendacji, a w kwestii literatury ostatnimi czasy ciężko mi znaleźć ochotę na spędzenie chwili z dobrą książką. Tak czy inaczej, w tym tygodniu będzie dość różnorodnie. Pójdziemy na prawdziwie gotycką imprezę, potem spędzimy miły wieczór w rytmie jazzującego hip-hopu by za chwilę znaleźć się w Stanach Zjednoczonych na alt-rockowym koncercie. A na deser, z kolei, nietypowa lekcja historii od naszych zachodnich sąsiadów. Zaczynamy.
Dla ucha
Deathcamp Project – Well-Known Pleasures
Pierwszym albumem w kolejce jest debiut nadziei naszej rodzimej sceny gotycko-rockowej (zdaję sobie sprawe, że to lekkie nadużycie, ale niech zostanie). Pod szyldem Deathcamp Project ukrywają się dwaj seksoholicy o pseudonimach Void i Betrayal. Ten pochodzący z Kluczborka duet wykonuje muzykę będąca wypadkową szeroko pojętego rocka gotyckiego oraz muzyki elektronicznej. Po kilku demówkach (pierwsza wydana w 2001 roku) w roku 2008 udało im się (wreszcie!) wydać pełnowartościowy album nazwany Well-Known Pleasures. Album z jednej strony dość nastrojowy (mroczny i obskurny „Circle of Silence” czy też „New Dawn Fades” – niesamowity cover z repertuaru Joy Division), a z drugiej strony bardzo żywy i imprezowy („Fuckin’ Deathrock” ) i z nieco jajcarskimi tekstami („Divine Words” lub mistrzowski dialog z początku „Rule and Control”). Polecam tym, którzy cenią sobie atmosferyczne, mroczno zabarwione gitarowe granie podszyte elektroniką lub którzy zwyczajnie lubią się zabawić. Nie tylko na mroczno.
Emil Blef – Mam Taką Twarz, że Ludzie Mi Ufają… Billing
Kolejna polska płyta z 2008 roku, ale już z nieco innych klimatów. Emil Blef to ½ warszawskiego rap-składu Flexxip. Jego debiutancka solówka przeszła bez większego echa, a szkoda, bo to bardzo ciekawy egzemplarz. Album pełen dusznych, jazzujących bitów (ale i nie tylko) i pomysłowych storytellingów („Brat Rapera” czy “Dzień Mijał W Dobrym Tempie” z gościnnym udziałem Eldo). Płytka powaliła mnie genialnym, luźnym klimatem i dość fajnym ujęciem różnych tematów np. dojrzewania (mocno soulowa „Inicjacja”), romantycznego wieczoru spędzonego tylko we dwoje (nastrojowe „Przyjdź Wieczorem”), dziennikarstwa muzycznego („Wywiad”) czy też twórczej misji („Nie Wystarczy Wejść Do Studia” z gościnnym udziałem kompana z Flexxip czyli Tego Typa Mesa). Dla miłośników niebanalnego rapu i nie tylko.
Sinch – Sinch
Przenosimy się do Stanów Zjednoczonych i… właściwie nie wiem co napisać dalej. Kapelę wykopałem ze swoich najgłębszych archiwów w nadziei, że uda mi się czytelników namówić do zapoznania się z jej dokonaniami. Opis tego wydanego w 2002 roku albumu będzie ciężkim zadaniem niemniej jednak spróbuję się z tym zmierzyć. Sinch to kapela, która sprytnie wymyka się różnym szufladkom. Za ciężkie na rock, za lekkie na metal. Mające zbyt duży potencjał komercyjny by być rockiem progresywnym, a jednocześnie zbyt rozbudowane by być sklasyfikowanym jako nu-metal (kapela grała niegdyś jako support takich „tuzów” gatunku jak choćby Korn czy też Linkin Park). Rock alternatywny? Być może. Oceńcie sami. Mamy tu kawałki dość chwytliwe i jednocześnie bardzo emocjonalne (singlowe „Something More”), ale też dość zakręcone („Passive Resistor” czy „The Silent Acquiescence of Millions”), podszyte bardzo subtelna elektroniką („Bitmap”). Nad całością natomiast unosi się duch sceny Seattle.
Feindflug – Feindflug
Debiut jak i reszta twórczości tego niemieckiego elektro/industrialnego duetu nie są aż tak kontrowersyjne jak mogłyby się z pozoru wydawać. Muzyka w całości instrumentalna, związana w dużej mierze z tematyką Trzeciej Rzeszy i II Wojny Światowej (w dalszej kolejności inne totalitaryzmy), a co za tym idzie jest dość oryginalna. Muzyka dosyć hałaśliwa, mocno ubitowiona (choć niezbyt wyszukana w tej materii, prawdę mówiąc) więcej tu zgrzytów, trzasków, przesterowanych dziwadeł aniżeli syntezatorowych melodii. Przerażać mogą natomiast samplowane przemówienia Hitlera jak i innych ważnych osobistości Trzeciej Rzeszy (plus obowiązkowo niemieckie filmy poruszające tematykę wojenną). I przy okazji chciałem zaznaczyć jedną rzecz. Felix oraz Banane stanowczo odcinają się od gloryfikowania nazistów. Dla mnie osobiście ten duet jest jednym z najlepszych w swojej klasie i miał duży wpływ na mnie jako muzyka, stąd moja rekomendacja – nie tyle tego albumu, co całej twórczości tego projektu. Dla fascynatów tematyki II Wojny Światowej jak i elektro-industrialnych zboczeńców.






Deathcamp Project i ich cover JD naprawdę, naprawdę smakowity i sprawdzę ich na pewno, reszta niestety tak sobie, ale to nic, bo widziałem że już ktoś na forum coś tam tykał z Twego “cotygodnika”
czyli Feindflug jest takim indu ‘39/89′ luca, tylko podanym z drugiej strony barykady? jeżeli tak, to chętnie obczaje, bo tematyka ‘moja’, że tak powiem. ;p
tzn moja tematyka = 2wś ogólnie, nie hail nazi. xd żeby nie było.
Feindflug nigdy nie był “hail nazi”, to raz. A dwa, myślę ze porównanie z Lukiem na miejscu i można się śmiało za to brać. O ile ktoś oczywiście lubi klimaty elektro/industrial/rhythmic noise.
z hail nazi miałem na myśli tematykę ‘trzeciorzeszowską’, która tam pewnie się w ich muzyce pojawia, wnioskując z opisu. ;p
No pojawia się często i gęsto, ale tez pojawia się tematyka stalinizmu czy też kary śmierci, ale to III Rzesza jest wiodąca u Feindfluga.
Najpierw zapoznałem się z Deathcampem i Sinch – potworki. Wczoraj się zdecydowałem w końcu na Feindfluga – świetne! I TO O DZIWO NIEMIECKIE!!! xD
bardzo miło słyszeć, że coś z tego zestawu podeszło
mam jeszcze parę “asiorów” w rękawie z tej kategorii, ale zostawię je sobie na później ;P