W tym tygodniu poleca… Nikołajewicz! #4
Napisany 22 lut 2010 przez Nikołajewicz | Napisane w inne | Otagowane inne | 1 komentarz »

Myślałem jakiś czas nad tym, co by tu Wam polecić na ten tydzień, wypisałem sobie kilka typów… Co z tego wyszło, całkiem nieświadomie zresztą? Sto procent polskich dóbr kulturalnych. Żurek, żubr, Żubrówka, Małysz, Chopin, Behemoth. Litery ą, ę, ó, ź, dź, dż, ż. Po prostu coś w stylu słów mojego imiennika, Mikołaja Reja – ‘Polacy nie gęsi…’. A jeszcze kilka dni temu marudziliśmy ze znajomą, że ostatnio mało rodzimej muzyki słuchamy…
Dla ucha
Armia – Freak
W 2009 roku prym w polskiej muzyce rockowej wiodła Armia. Na początku minionego roku wydali dobrze przyjęty Der Prozess, natomiast pod koniec tego samego roku wypuścili drugi pełnoprawny album, będący zwrotem o sto osiemdziesiąt stopni. Zespół Budzego na potrzeby Freak stał się czymś w rodzaju dość efemerycznego kolektywu – poza trzonem zespołu (Budzy, Paweł Klimczak, Frantz, Kmieta, Krzyżyk, Bartoszewski – wyjątkowo bez Banana) w rejestracji utworów uczestniczyli m.in. Robert Brylewski, Litza czy Marek Pospieszalski. Efekt? Powstał album zupełnie inny od tego, co dotychczas nagrała Armia. Osiem utworów raczej pozbawionych ciężkich riffów, szaleńczej perkusji i poetyckich tekstów. Jest za to transowo i nieco psychodelicznie.

Tymon & The Transistors – Bigos Heart
Obiecywałem sobie kiedyś przesłuchanie tego albumu, ale coś nie wychodziło… Krążek zaciekawił mnie po jednym z postów na naszym forum. Nie pamiętam, kto rzucał linkiem do jednej z piosenek, ale dzięki wielkie jeśli to czytasz. Tymański ani tu nie błaznuje (jak w Kurach), ani nie odjeżdża w jazz rockowe wariacje (choć klimat Miłości jest nieco zachowany, choćby ze względu na obecność Leszka Możdżera). Tymon i Tranzystory zrobili za to płytę lekką i prostą (co nie jest zarzutem), osadzoną w klimatach rock’n'rollowych, z duchem Beatlesów unoszącym się gdzieś nad każdym nagraniem (nawet okładka nosi w sobie cechy sierżanta Pieprza). A jeśli jeszcze komuś mało zaskoczenia to niech przesłucha utwór numer siedem – “Posłuchaj, Siddhartho“ w klimatach raczej buddyjskich z Grzegorzem Halamą na wokalu. Ta sytuacja rzuca nowe światło na jego osobę. Nie, ani słowa o kurczakach i bakterii.

Apteka – Menda
Kolejny z albumów, który sobie obiecywałem od dawien dawna, a przesłuchałem go dopiero w minionym tygodniu. I chwyciło od razu. Podobno jest to opus magnum zespołu dowodzonego przez Kodyma – po przesłuchaniu opisywanego albumu i starszych Narkotyków jestem skłonny się z tym zgodzić. Co zatem jest na Mendzie? Są teksty – raz proste (“Synteza“), raz lekkie z przymrużeniem oka (“Chłopacy i dziewczyny“), innym razem tematyka drugs-friendly (“Psychodeliczny Kowboj“), kilka wulgaryzmów… No i jest jeden z dwóch najlepszych (a przynajmniej najprawdziwszych) tekstów, jakie kiedykolwiek słyszałem w polskim punk rocku, ale to już sami sobie sprawdźcie. Do tego delikatne muśnięcie psychodelii i bas Olafa Deriglasoffa. I jest fajnie, do słuchania w autobusie (w parze z “Posłuchaj, Siddhartho” od Transistorsów).

Katedra
Ktoś mi zaraz powie, że to prywata czy coś, ale takie oskarżenia to jedynie pomówienie. Więc o czym właśnie pisze Mikołaj? Katedra to początkujący zespół wrocławski, z tego co wiem powstały całkiem niedawno. Słychać po nich, że nasłuchali się King Crimson (chociaż ja tam też trochę Niemena słyszę nie wiedzieć czemu). Słyszałem coś tam o nich, ale dopiero niedawno nawiedziłem ich MySpace (kliknijże tu, Czytelniku drogi, by tam się znaleźć)… Spodobało się, nawet bardzo. Nagrali póki co jedną EPkę (dostępną na wyżej wspomnianym Majspejsie), ale warto przesłuchać – bo biorąc pod uwagę fakt, że mają dopiero po 17-18 lat to jest mega. Ja w ich wieku nawet nie wpadłem na to, że można grać prog rocka.
Dla oka

Marek Krajewski – Koniec świata w Breslau
“W mrocznych zaułkach Wrocławia, ponurego, przesiąkniętego zbrodnią miasta, grasuje seryjny morderca, którego tropem podąża radca kryminalny Eberhard Mock”… Chociaż jeśli już ktoś zapragnie wchodzić w świat Breslau to (według mnie) powinien zacząć od pierwszej części (“Śmierć w Breslau“), a następnie przeczytać wszystko, bo warto. Precyzyjnie odtworzone topografia i klimat miasta. “Koniec świata w Breslau” to bodajże moja ulubiona część. Jak znajdę kilka wolnych chwil to może przeczytam jeszcze raz wszystkie pięć (a może jest ich sześć? nie mam pojęcia) książek o przygodach Eberharda Mocka.






miałem kiedyś ‘mendę’ na kasecie, oczywiście przegrywana z innej już przegranej kasety.
“gadka klei się powoli, ta coś mendzi, ten pierdoli” ;p
a ‘freak’ przeoczyłem okrutnie, moja wina. błąd naprawię, obiecuję.