Scuba – Triangulation
Napisany 28 mar 2010 przez renegad | Napisane w ambient, dubstep, electronic | | 3 komentarzy »
Zdaję sobie sprawę, że na poletku muzyki o której dziś będę pisał dopiero co raczkuję. Jako, że nie jestem typem rozkminiającym się nad tym jakie miasto jest, gdy słońce idzie spać, to hajpowany z każdej strony dubstep, omijałem szerokim łukiem. Jednak jakiś impuls, może zwyczajne znużenie muzyczne, które co jakiś czas mnie nachodzi, nakazało mi nakraść dubstepu z rocznikiem ’09.
Nakradłem i tak sobie skakałem, z Schacka na Martyna, z Martyna na 2562, zahaczyłem o Silkie, a i Londyn w oczach (może raczej uszach) Hiszpana, Hektagona spróbowałem. Gdzieś tam jeszcze po drodze uderzyłem w „zdubstepowany” trip-hopowy revieval Kevina Martina, żeby później sprawdzić jeszcze innego „króla”, bawiącego się w wysokoprężny czterościenny basiur z Ninja Tune.
Żeby nie było nie mam zamiaru się tu chwalić jaki to ze mnie złodziejaszek, jednak gdyby nie ten chwyt w moim wykonaniu, to pewnie po dzień dzisiejszy patrzył bym na ten gatunek przez pryzmat Buriala.
Hajp nie zawsze jest zdrowy, ba, raczej rzadko na zdrowie on wychodzi, ale swój sens egzystencji w pewien sposób ma. Nie będę tu robił jakiegoś przeglądu dubstepowego ale wszyscy artyści o których wspominałem wcześniej, nagrali takie krążki, iż można je sprawdzać w ciemno, coś na pewno wam przypadnie do gustu.
Jak wspominałem w podsumowaniu rocznym, nakreśliłem sobie obraz siebie jako słuchacza na ten rok i jak można się domyślić, różnie to się toczy. Początek roku zdecydowanie rozczarowuje, ale też mało szukam, znowu naszło mnie na nostalgiczne wycieczki w przeszłość.
Ale w końcu jest, jest album który porozstawia po kątach w tym roku.
Scuba to jeden z tych brytyjskich zdolniachów, własna wytwórnia = niezależność muzyczna = robię co chcę.
Zanim jednak zacznę swoją recenzję, chciałbym jeszcze chwilę zastanowić nad tym, jak to będzie z tym dubstepem w przyszłości. Czy to będzie pływanie w techno odmętach? Czy może znowu przywalą jakiś revieval gatunku na własną modłę? Wchodzi jeszcze w grę opcja uderzenia w mainstream, jak to próbuje robić m.in. Rusko, który z gatunkowym flavourem coraz mniej ma wspólnego.
Osobiście myślę iż cała masa niezaspokojonych kreatywnych dusz, takich jak Scuba, raczej nie pozwolą skostnieć temu gatunkowi – dalsza eksploracja dusznych zakamarków elektroniki jest nieunikniona, jednak gatunek ten jak pokazuje rozpiętość artystyczna i oficynowa (co wytwórnia to inne brzmienie), pokazują jak bardzo elastyczne to poletko, i jak duży potencjał jest w nim tkwiący. Jeśli jednak rozpatrywać dubstep w kontekście muzyki tanecznej, to nadal mamy tu do czynienia z małymi ciasnymi klubami i specyficzną transowością.
Przejdźmy do tematu bo rozłazi mi się to trochę, a miała być recenzja, tak więc mamy tu do czynienia z eklektycznym podejściem do sprawy.
Oczywiście dubstep to na tym krążku wypadkowa do dalszych zabaw z dźwiękiem. Stuki i inne 2-stepowe pukania oczywiście są, ale Scuba używa standardów z doskonałym wyczuciem. Obok pięknego ambientowego „Descent„, które rozpoczyna album, mamy tu zestawiony dubstep w postaci „Latch„ i „Three Sided Shape” – świetnie wyprodukowane, z kilkoma umilającymi słuchanie smaczkami. Zaraz za rogiem dzieją się rzeczy potencjalnie z innej bajki – imprezowe „On Deck„, przypominające kolaż Modeselektor z 2-stepową rytmiką, jednak podbarwione chilloutowymi plamkami dźwięku, sprytnie zaprasza nas na parkiet.
Scuba na tym krążku znalazł sobie własną lukę w której drąży. Wykorzystuje ze smakiem patterny synthów, dodaje do tego plejadę beatów, w których niejednokrotnie odlatuje dosyć daleko od źródeł gatunku – uzależniające iście trip-hopowe „Before„, z podrasowanymi damskimi wokalami, czy „So You Think You’re Special„, z partiami żywej perkusji. Takie posunięcia nie pozwalają słuchaczowi na chwilę dekoncentracji. Album po prostu wciąga.
Najbardziej zachwyca closer albumu, niemalże 9 minutowe „Light Out„, to dubstepowo elektroniczna bajeczka, która ni cholerę się nie dłuży, a momentów lśniących tyle ile diamentów w RPA.
Ten Brytyjczyk podobnie jak Martyn czy 2562, na swój własny sposób zestawia klubowe patenty z miejską headphonową muzyką. Takie podejście sprawia iż dźwięki kojarzone z Londynem i jego ciemnymi zaułkami nie trąca monotonią, która w wykonaniu m.in. Buriala bardzo mnie nużyła.
Niejednokrotnie w sieci można znaleźć wypowiedzi, stwierdzenia iż dubstep cierpi na „słabą longplayowatość”, że artyści mają świetnie momenty, aczkolwiek nie potrafią tego ubrać w słuchalne, zamknięte 50 minut muzyki. Jest w tym sporo prawdy, bo taki np. Benga celował w parkiety, tylko, że jako LP do słuchania w domu średnio się to nadaje, z kolei elektroniczne, łamane wycieczki 2562, nie wprawionego słuchacza, przy pierwszym podejściu mogą nieco odstraszyć. Ja myślę, że taki to urok gatunku, jednak Scuba na Triangulation pokazał, że można nagrać spójny album, w stylistyce około dubstepowej, który już przy pierwszym podejściu powali słuchacza, który o dubstepie wie tyle, że jest ktoś taki jak Burial i on w tym macza palce. Będzie czołówka roku niewątpliwie więc daje 9.
Ocena: 9/10
- „Descent” – 2:13
- „Latch” – 4:47
- „Three Sided Shape” – 5:21
- „Minerals” – 4:35
- „On Deck” – 5:17
- „Before” – 4:14
- „Tracers” – 4:26
- „You Got Me” – 5:15
- „So You Think You’re Special” – 4:52
- „Heavy Machinery” – 4:10
- „Glance” – 3:55
- „Lights Out” – 8:50
Czas trwania: 57:55
Premiera: 22 marca, 2010







Zupełnie nie podzielam opinii o tym albumie. To najgorszy album z szufladki dubstep jaki poznałem. To moje subiektywne odczucie oraz muszę przyznać, że nie przesłuchałem jakiejś wielkiej ilości płyt z tej szufladki, ale o wiele bardziej wchodzi m.in. wymieniony tu Benga.
całkiem dobry album, ale na 9 nie zasługuje absolutnie.
No i tu jest problem bo z ocenianiem zawsze ciężko mi idzie. Jak album się spodoba bardzo, wciągnie na dłużej, to zazwyczaj sypię „dziewiątkami” aby zachęcić do sprawdzenia.
Ile dałbym temu krążkowi za kilka lat nie wiem, ale na dzień dzisiejszy jest to jeden z najlepszych dubstepów jakie słyszałem (jednak Shackletona nie przebija). Poza tym przy tej ocenie sugerujcie się bardziej gatunkiem, a nie ogółem muzyki.