W tym tygodniu poleca… Nook! #9
Napisany 7 kwi 2010 przez Nook | Napisane w inne | Otagowane inne | 4 komentarzy »

Tervetuola! Witamy w programie „Uczmy się fińskiego!”. Oto lekcja pierwsza.
- Kuka sinä olet?
- Minä olen Tomasz!
- Hauska tavata, Tuomasz! Minkämaalainen sinä olet?
- Minä olen puolalainen!
A teraz powtórzmy! Powtórzone? Przechodzimy do następnego zagadnienia.
…
Jak sami widzicie, ten przegląd będzie (mhh…) koncepcyjny (i jak moja wcześniejsza polecajka – bez filmów ani książek). Wziąłem na tapetę artystów pochodzących z Krainy Tysiąca Jezior. Chciałem też pokazać przy okazji, że Finlandia nie tylko metalem stoi. Mimo, że na początku będzie dość typowo, to im bardziej w las, tym więcej niespodzianek. Nie chciałbym zdradzać ich wszystkich, ale w tym odcinku polatamy sobie z pochodniami za niewiernymi, przespacerujemy się po deszczowej plaży, i jako jeden z ostatnich przedstawicieli ginącego gatunku homo sapiens skonfrontujemy się z bezlitosną, odhumanizowaną maszynerią przyszłości. No, ale nie wiecie tego ode mnie. Kolme, kaksi, yksi. Jedziemy.
Dla ucha
Tarot – Suffer Our Pleasures
Chcąc zarekomendować twórczość fińskich pionierów heavy metalu, miałem nie lada problem. Z tymi panami generalnie jest tak, że im starsi tym lepsi, dlatego padło na album, którym powrócili po pięcioletniej przerwie. „Suffer Our Pleasures” to kawał dobrego heavy metalu zagranego z jajem, pomysłem i niezłym wykopem. Jaja, a w zasadzie groteska, to teksty Marco Hietali. Można się dziwnie poczuć, gdy słyszy się teksty o flakach i innych wnętrznościach na tle typowych dla heavy metalu struktur. Pomysł, to m.in. świetne wykorzystanie klawiszy Jannego Tolsy, które niesamowicie wzbogacają brzmienie, jednocześnie nie robiąc z tej muzyki przesłodzonej papki. Warte odnotowania są też smaczki country („From The Shadows” czy „Painless”). Kawałków z wykopem jest też tutaj co nie miara. Wystarczy tutaj, że wspomnę tylko o niesamowitym w mojej ocenie „Pyre of Gods” (∞/10), brutalnym „I Rule” (ten tekst!) czy też szarżującym „Follow The Blind” (przeboskie brzmienie sekcji rytmicznej). W kwestii wokalu, ten jest dość urozmaicony. Krzyki, cedzenie słów przez zęby czy w końcu typowe heavy „wycie”. W sumie kto znał Marco Hietalę z Nightwish, niczym się nie zaskoczy, ale moim zdaniem taki repertuar chyba leży mu najlepiej. Pełne energii i ciekawych pomysłów, metalowe granie. PERRRRKELE!!!
Jenni Vartiainen – Ihmisten Edessä
Moja niedawna miłość od pierwszego usłyszenia. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy zna to nazwisko, więc przybliżę. Ta niewiasta wraz z dwoma innymi wygrała w 2002 roku Idolo-podobne show w rodzimej Finlandii. Trzy panie pod szyldem Gimmel wydały dwa długograje, by w 2004 roku rozpaść się. I wtedy też nasza dzielna Jenni zaczęła karierę solową wydając płytę zatytułowaną Ihmisten Edessä. Jeśli miałbym scharakteryzować tę jednym słowem to byłby to… chłód. I w sumie ten chłód jest tym, co czyni tę płytę intrygującym. Głos Jenni wydaje się w pierwszej chwili bardzo monotonny i pozbawiony emocji, ale to jest siła tej płyty. Podobnież muzyka. Niby w 100% popowa, ale subtelna, nieprzesłodzona, chilloutująca. Z własnego doświadczenia wiem, że ta płyta świetnie sprawdza się zarówno podczas wielkomiejskich spacerów („Mandartania” czy też utwór tytułowy) jak i leniwych wieczorów, gdy człowiek zwykle regeneruje baterie po męczącym dniu w pracy lub szkole (rozmarzone „Vedenalaista” czy „Kerro Miltä Se Tuntuu”). Dodatkowym atutem jest też specyficzne brzmienie języka fińskiego, na które też można zachorować, aczkolwiek myślę, że to bardziej kwestia osobistych preferencji. Niemniej jednak gorąco polecam!
Havoc Unit – h.IV+
Długo szukałem projektu, który łączyłby ze sobą ekstremalny metal z odhumanizowanym, fabrycznym klimatem i jednocześnie nie przyprawiał o mdłości przesytem plastikowych, klawiszowych melodyjek. Havoc Unit to formacja, która przepoczwarzyła się z synth-metalowego (bo nadawanie im łatki „industrial” byłoby nadużyciem) …And Oceans. O ile poprzednie wcielenie Finów było dla mnie nie do zniesienia, to ich nowa skóra trafia do mnie idealnie. Black metalowa siekanina spotyka tu matematyczne łamańce oraz odczłowieczoną maszynerię. Bardziej melodyjne, klawiszowe wstawki też są tu obecne, ale w przeciwieństwie do …And Oceans, są one zdecydowanie bardziej dyskretne. Wszystkie elementy, które tu wymieniłem, krzyżują się tu w różnych proporcjach, przez co mamy tu do czynienia z różnorodną płytą (miejscami nawet dość eklektyczną), która powinna zadowolić większość fanów hałaśliwych, fabryczno-metalowych hybryd. Polecam.
Velcra – Consequences of Disobedience
Na koniec coś nietypowego. Jak wspomniałem we wstępniaku, Finlandia (czy w ogóle Skandynawia) metalem stoi. Tradycyjnym, długowłosym, piejącym jak choćby wymieniony wcześniej Tarot. Ale czy słyszał ktoś o znienawidzonym przez wszystkich prawdziwych „nu-metalu” (a fe!) pochodzącym z Krainy Tysiąca Jezior? Na dodatek dowodzonym przez całkiem uroczą niewiastę? Nie? Więc oto przed Wami Velcra. Consequences of Disobedience to ich debiutancka płyta. W zasadzie jest tu wszystko czego przeciętny fan nu-tone’owego grania potrzebuje do szczęścia. Krótko cięte, proste riffy, trochę rapu, trochę zdzierania gardła, dużo elektronicznych ozdobników i cała masa chwytliwych melodii. Ze względu na obecność białogłowej na wokalu często porównuje się ich do Guano Apes, ale to porównania na wyrost. Jessi Frey dysponuje o wiele przyjemniejszą barwą głosu niż Sandra Nasic, a i elektronika pojawia się częściej i gęściej niż w twórczości Niemców. Dlaczego uważam ten album za godny polecenia? Chociażby ze względu na energię, która powinna sprawić iż każdy nu-miłośnik, będzie kiwał głową chociażby do takich „Solar Red”, „My Law” czy też chyba najbardziej przebojowego „Can’t Stop Fighting”.
To wszystko na dzisiaj! Następna lekcja już za tydzień! Paljon kitoksia! Nähdään pian!





Plusik za Hawoka, minus za resztę ;d.
„Długo szukałem projektu, który łączyłby ze sobą ekstremalny metal z odhumanizowanym, fabrycznym klimatem i jednocześnie nie przyprawiał o mdłości przesytem plastikowych, klawiszowych melodyjek”
To Godflesh nie podszedł?
Co do samego Havoc Unit, to przesłuchałem kilka miechów temu i było całkiem ok, ale bez podniety.
To co słyszałem od Broadricka było fajne, ale muszę się bardziej wsłuchać by wyrobić sobie jakąś konkretniejszą opinię.
Witam:)
nie bedę się wypowiadać na temat fińskiego metalu, bo znając siebie i swoją gadatliwą naturę pewnie bym nie skonczyła dzisiaj, myślę jednakże, że parę słów należy się na temat Jenni… osobiście nie przepadam za tego rodzaju brzmieniami, ale przyznaję, że coś w tej płycie siedzi, i to coś sprawia, że słowo „pop” nie kojarzy się absolutnie bezwzględnie tylko i wyłącznie z Britney S. Być może to ta melodyjność fińskiego, być może barwa głosu. Tak czy inaczej polecam, sama sobie się z niedowierzaniem przyglądając. Pozdrawiam:)