Dimlite – Prismic Tops
Napisany 9 kwi 2010 przez renegad | Napisane w electronic, experimental, hip-hop | Otagowane electronic, experimental, hip-hop | Brak komentarzy »
Szwajcar Dimitri Grimm już na Winylu kiedyś się pojawił, fakt recenzja Runbox Weathers gdzieś w czeluściach Internetu się zagubiła i nie znajdziecie jej w naszym winylowym spisie, to jednak mimo wszystko gorąco ten krążek polecam.
Album tamten był rzeczą na tyle ciężką do jednoznacznego sklasyfikowania i ocenienia, iż postanowiłem napisać do niego recenzję koncepcyjną. W przypadku EPki Prismic Tops jest podobnie, aczkolwiek nie będę tu lirycznie cudował. Pod względem wydawnictw elektronicznych ten rok zdecydowanie rozpieszcza. Świetne krążki Panthy, Bonobo czy Scuby, tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu.
Jak jest z Dimlitem A.D. 2010, zaraz się przekonacie. Zanim jednak zacznę recenzować Prismic Tops, przypomnę pokrótce w co dotychczas bawił się ten sympatyczny Szwajcar.
Kwitując to jednym zdaniem napisał bym „jazzowy Flying Lotus”, jednak Dimitri wcześniej od Amerykanina babrał się abstrakcyjnym, mocno eksperymentalnym obliczem hip-hopu. Rwane beaty przyozdabiał całą masą sampli, różnymi przeszkadzajkami, w tym dęciakami i przetworzonymi soulowymi wokalami. Dimlite nie stronił od elektronicznego efekciarstwa i podobnie jest na tej EPce.
Tak po cichu zastanawiałem się jak miałby wyglądać postęp w tego typu muzyce i czego można by się spodziewać po kolejnych albumach Grimma… Czy to wypakowanie utworów jeszcze większą ilością elektronicznych bajerów? A może odwrót w stronę melodii i wokali? Abstrakcyjny hip-hop jest szufladką na tyle pojemną, iż dowolność w doborze muzycznych składników jest niczym „szwedzki stół” – bierzesz co chcesz.
Taka też jest ta pół godzinna płytka. Utwory potrafią zaczynać się paletą nieorganicznego, chaotycznego stukania czy skrzypienia, podlanego ciekawym basslinem, by za chwilę przejść w żywe perkusyjne granie, na którego tle zaiwaniają synthy i to całe plastikowe efekciarstwo („Kalimba Deathswamp/Kurt Feelings„). Wydawać by się mogło, że takie podejście zaowocuje niesłuchalną papką, jednak tak nie jest. Gdzie tam, płyta iskrzy od pomysłów zespolonych ze sobą tak, że mimo tego iż mamy do czynienia z muzyką niełatwą do ogarnięcia za pierwszym razem, to jednak w pewien sposób potrafiącą zauroczyć i zachęcić do repeatowania. W takim „Firevomit (O.D.N)” Dimlite śmiało eksploruje tereny idm’owe, jednak na swój własny, kwaśny sposób. Z kolei „Sun-Sized Twinkles” oparte na prostym syntetycznym bicie i przetworzonych odhumanizowanych wokalach, które z początku nijak tu pasują, z biegiem czasu trwania utworu przemycają melodyjność i swoistą chwytliwość.
Podobnie jak na poprzednich płytach, Dimlite zaprosił również kilku wokalistów. W „On The Same Picture” gościnny udział ma niejaka Elan Tamara, jej zawodzące wokalizy idealnie pasują do wygenerowanych dźwięków Grimma, tworząc senny, rozmarzony klimat. „Elbow Flood” wyposażone w posępne, podrasowane elektroniką wokale (tym razem nie wiadomo kogo), hipnotyzuje powolnym tempem i elektronicznymi wycieczkami w rejony ludzkiej abstrakcji – trzeba przyznać facet ma głowę w chmurach. „Rump Studies” zaskakuje z kolei partią elektrycznej gitarki, z lekko latynoskim posmakiem wciśniętą pomiędzy przyjemny elektroniczny chillout.
Siedem utworów plus instrumentalna wersja „Elbow Flood”, tyle jak na razie musi wystarczyć fanom Szwajcara. Ja jestem cholernie usatysfakcjonowany barokowym przepychem tych kilku utworów, mnie ta muzyka kręci i nęci. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że audiencji naszego bloga już nie koniecznie musi się spodobać. Mimo to śmiało zachęcam do spróbowania, bo warto. Muzyka niczym pokaz sił naszych czasów – niejednoznaczna, nieprzewidywalna, jednak bardzo oryginalna. Flying Lotus po raz kolejny może się schować.
Ocena: 8/10
- “Kalimba Deathswamp/Kurt Feelings” – 5:21
- “On The Same Picture” – 5:20
- “Firevomit” – 4:59
- “Sun-sized Twinkles” – 5:50
- “Elbow Flood” – 5:22
- “Rump Studies” – 3:26
- “Cant Get Used To Those (Afterlude)” – 1:31
- “Elbow Flood (Instrumental)” – 5:21
Całość: 35:50
Premiera: 4 maja, 2010






