Przesłuchanie #1: Cult of Luna
Napisany 20 kwi 2010 przez Nook | Napisane w doom metal, metal, post-metal, sludge | Otagowane doom metal, metal, post-metal, sludge, wywiad | 19 komentarzy »
Przedstawiamy Wam całkiem nowy cykl, który począwszy od dziś, będzie się nieregularnie pojawiał na Winylu. Nie będzie to nic innego, jak wywiady. Na pierwszy ogień postanowiliśmy mierzyć bardzo wysoko, i mimo żmudnego oczekiwania, straconej nadziei, obrażania się, wyrywania sobie włosów… w końcu doczekaliśmy się. Szwedzki gigant post-metalu, Cult of Luna, odpowiedział na zestaw pytań przygotowanych przez Maste, Nooka i Jakuba Szwedo. Właściwie to odpowiadała 1/8 zespołu, Johannes Persson, gitarzysta i wokalista.
Niedługo premiera Waszego kolejnego dzieła „Eviga Riket”. Dzieła dosyć nietypowego, jak na zespół stricte muzyczny. Jak przebiegały prace nad tym audiobookiem? Skąd w ogóle wziął się pomysł aby on powstał?
Wszyscy lubimy czytać i jesteśmy zafascynowani gawędziarskimi tradycjami z prowincji w północnej Szwecji skąd pochodzimy. Cała ta dyskusja wokół rozwinięcia historii z albumu Eternal Kingdom zaczęła się jeszcze przed wydaniem płyty. No ale jako że cały czas nachodzą nas przeróżne pomysły, to i niewiele z nich realizujemy. Około 18 miesięcy temu podjęliśmy pierwszą, konkretną decyzję o tym, że idziemy na całość i wchodzimy w ten przeogromny projekt. Z jednej strony zaintrygowała nas sama opowieść, a z drugiej strony samo przekucie tego w audiobook. Żaden zespół wcześniej nie zdecydował się zrobić czegoś takiego. Sami też chcieliśmy sprawdzić do jakiego stopnia możemy rozwinąć projekt Eternal Kingdom.
Dane już nam było słyszeć pierwszy rozdział z „Eviga Riket”. Kto wciela się w rolę lektorów obu wersji językowych? Wasz wokalista nie chciał sprawdzić się w tej roli?
A dlaczego powinien? Klas jest jednym z najlepszych wokalistów na świecie, ale to niekoniecznie musi z niego czynić świetnego narratora. Do narracji zatrudniliśmy dwie aktorki. Sara Arnia była odpowiedzialna za szwedzką wersję, a Annę Guthrie można usłyszeć w wersji angielskiej. Sara Arnia to znana aktorka pochodząca z północnej Szwecji. Przez dziesięciolecia pracowała w filmie, telewizji, teatrze i przy słuchowiskach. Teraz jest na emeryturze, więc mieliśmy to szczęście pracować z nią, jako że obecnie nie jest zbyt aktywna zawodowo. Jest też doświadczona jako lektor i ma ten północny akcent, który doskonale pasował do tekstu. W języku szwedzkim, Eviga Riket ma ten specyficzny „północny” charakter, jako że zawiera regionalne słownictwo i motywy. Skontaktowaliśmy się z nią i po tym jak zapoznała się z roboczą wersją skryptu, zgodziła się, co wtedy było trochę przytłaczające.
Anna Guthrie to aktorka z Edynburga, z którą skontaktowaliśmy się poprzez naszego tłumacza Paula McMillena. Anna pracowała przy odczytach tekstów kilka razy, ma krewnych w Szwecji, jak również trochę mówi po szwedzku. Nie mieliśmy o tym wszystkim pojęcia, gdy ją zatrudnialiśmy, zwyczajnie wybraliśmy ją po odsłuchu kilku testowych próbek jej wcześniejszych odczytów. Ale jako że w tekście znajduje się mnóstwo szwedzkich nazw, jej umiejętności bardzo się przydały. Profesjonalistka w każdym calu.
Odczyty Anny i Sary różnią się nieco, co, moim zdaniem, wyszło tekstowi na dobre. JEST różnica w angielskim z powodu obecności szwedzkiego i chcieliśmy by te wersje się różniły, miast celować w to by brzmiały tak samo. Obie aktorki swymi pewnie brzmiącymi głosami nadały historii zupełnie inny wymiar. Osobiście, najbardziej zafascynowany jestem ich interpretacjami postaci króla Capercaille.
Jak macie zamiar promować swoje najnowsze wydawnictwo?
Cały projekt “Eternal Kingdom/Eviga Riket” jest niemalże na ukończeniu. Zrobiliśmy to dokładnie tak jak chcieliśmy i udowodniliśmy nim, wszystko co chcieliśmy. Nie będzie żadnych tras promujących książkę, tylko wywiady takie jak ten.
Macie już jakieś dalsze plany? Nowy album, trasy koncertowe? Po złagodzeniu brzmienia na Somewhere Along The Highway, zaskoczyliście wszystkich niesamowitym ciężarem Eternal Kingdom. Jaką drogę obierzecie tym razem?
Rok 2010 będzie bardzo powolnym rokiem dla Cult of Luna. W tym momencie mamy zamiar dotłoczyć nakład „Eviga Riket”, a potem powoli, ale na spokojnie zająć się nową płytą. A kiedy będzie gotowa i kto ją wyda, to się okaże.
“Somewhere Along The Highway” miał szczęście wygrać dla nas szwedzką nagrodę dla najlepszego albumu rockowego 2006 roku. Pięć minut po tym jak zeszliśmy ze sceny z nagrodą w rękach, zaczęliśmy rozmawiać o zmianie naszego kierunku muzycznego o 180 stopni. Były ku temu dwa powody.
Po pierwsze, po takim dowodzie uznania jak nagroda rodzimego przemysłu muzycznego, kuszącym byłoby spróbować jeszcze raz podążyć tą samą ścieżką, a tego nigdy byśmy nie zrobili.
A po drugie, ta cała post-rockowo-metalowo-doomowo-cośtam scena stała się bardzo przewidywalna, nudna i wtórna. To jak gdyby wszystkie te kapele ścigały się w konkursie pod tytułem „kto bardziej złagodzi brzmienie i użyje więcej pogłosów”. Podobny sposób myślenia jest tym co zabija całą kreatywność i radość w muzyce. Było i nadal jest (w niektórych przypadkach, przynajmniej) ciężko odróżnić te wszystkie zespoły i kawałki od siebie, bo wszystko brzmi identycznie. Chcieliśmy się z tego wyłamać i zrobić coś zupełnie innego.
Zmiana zawsze była wiodącym motywem naszych działań. Nie mam pojęcia jaki kierunek obierzemy przy następnej płycie.
W 2008 roku dwa razy wystąpiliście w Polsce (swoją drogą, relacja z jednego z występów jest na naszym blogu). Jak Wam się u nas podobało, zapadło Wam coś w pamięć?
Nie, nic szczególnego nie odnotowaliśmy, ale muszę pochwalić polską publiczność. Jesteście wyjątkowi i bardzo oddani muzyce, a my byliśmy bardzo dobrze przyjmowani za każdym razem, gdy byliśmy w Waszym kraju.
W Polsce dwukrotnie wystąpił przed Wami zespół Blindead – czołowy przedstawiciel polskiej sceny sludge metalowej. W Polsce nie jest to jednak jeszcze zbyt popularny gatunek. Jak to wygląda w Szwecji? Dostrzegacie jakieś młode, obiecujące zespoły z tego kręgu? Możecie coś polecić czytelnikom Winyla? Jak w ogóle widzicie przyszłość post-metalu?
Nie czujemy się częścią żadnej konkretnej sceny. To wasza, dziennikarska działka przylepiać wszystkiemu etykietki i zamykać w szufladkach – my mamy to gdzieś. Ja osobiście rzadko słucham tego rodzaju muzyki, ale znam kilka szwedzkich kapel, które powinniście sprawdzić: Moloken, Switchblade, EF i Kongh. W sumie, jako że rzadko słucham muzyki, którą można nazwać post-metalem, nie sądzę bym był właściwą osobą by odpowiedzieć na to pytanie.
Na Waszej stronie pojawiły się ostatnio nowe zdjęcia zespołu. Skład zdaje się być okrojony o parę osób w porównaniu z chociażby wydanym w zeszłym roku DVD Fire Was Born.
Nie, brakuje tylko Thomasa, ponieważ był w trasie z jednym ze swoich innych zespołów, więc nie mógł być wtedy obecny. Wszyscy pozostali są tam obecni, wystarczy dobrze się rozejrzeć.
Mimo wszystko jest Was trochę w zespole. Ciężko Wam się ze sobą dogadać w spornych kwestiach?
Jesteśmy już zespołem na tyle długo, że wypracowaliśmy sposób podejmowania decyzji wewnątrz niego. W Cult of Luna nie panuje demokracja, ale wszystkie decyzje zawierają w sobie pomysły i wizje wszystkich członków. Nie marzymy nawet o niebraniu pod uwagę punktów widzenia któregokolwiek z członków. Myślę nawet, że łatwiej jest być ośmioosobowym zespołem niż trzyosobowym. Z taką ilością ludzi, którzy się angażują, sądzę, że każdy z członków znajdzie sojusznika, który będzie podzielał jego wizję czy też opinię. W ten sposób każdy głos jest wysłuchiwany, a pogląd dyskutowany.
Cult of Luna istnieje już 12 lat. Wydaliście pięć albumów (nie licząc Eviga Riket i Fire Was Born). Czujecie się spełnieni? Jak wspominacie początki zespołu?
Oczywiście jesteśmy bardzo dumni z tego co udało nam się osiągnąć do tej pory, ale daleko nam do uczucia satysfakcji. Zaczęliśmy jakieś 12 lat temu i wtedy granie poza rodzinnym miastem było niesamowitym sukcesem i czymś co nas ekscytowało. W tej podróży która trwa już 12 lat postawiliśmy sobie cel podtrzymania tego poczucia radości i zaszczytu wynikającego z faktu, że możemy grać na całym świecie i jeszcze nam za to płacą. Nigdy nie celowaliśmy w bycie bogatymi czy sławnymi, a gdybyśmy celowali, to raczej nie gralibyśmy muzyki takiej jaką gramy. Ale staramy się być bardzo wdzięczni i cieszyć się każdą chwilą, którą możemy doświadczyć będąc w zespole.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym DVD, które zostało bardzo ciepło przyjęte przez fanów. Dlaczego zdecydowaliście się na wydanie zapisku video Waszego koncertu? To nie jest zbyt popularny pomysł wśród zespołów grających podobny gatunek muzyki. Jesteście zadowoleni z tego przedsięwzięcia? Chcielibyście w przyszłości wydać znowu podobny album?
Ponownie, mogę mówić tylko za swój zespół. W sumie wisi nam to, czy inne kapele tego nie robią czy też nie lubią. Wydaliśmy koncertowe DVD, bo to forma, z którą wcześniej się nie mierzyliśmy. Nie zrobilibyśmy tego, gdybyśmy nie mieli pewności, że wyjdzie tak dobrze jak wyszło. Z pięcioma kamerami HD i totalną kontrolą nad dźwiękiem i montażem wiedzieliśmy, że to przedsięwzięcie będzie się mieścić w standardach jakie wyznaczamy sobie przy okazji własnych wydawnictw. Myślę, że trochę czasu upłynie nim ponownie wydamy DVD.
Mamy już początek marca i czas podsumowań 2009 roku już raczej minął. Zapytam Cię jednak o najlepsza Waszym zdaniem płytę ubiegłego roku i poproszę o krótkie uzasadnienie wyboru. Kto więc Waszym zdaniem wymiótł w tamtym roku?
Zdecydowanie imienny album Fever Ray. To jest coś kompletnie nowego i totalnie mną zawładnęło. To solowy projekt Karin Dreijer (The Knife), który jest postrzegany obecnie jako jeden z najbardziej oryginalnych na świecie. Dziwnym jest fakt, że jej kawałek „If I Had A Heart” i nasz „Nord” z DVD Eviga Riket są mocno podobne do siebie. Napisaliśmy ten kawałek w 2007 roku i wiemy, że go nie słyszała, no ale podobne umysły podobnie myślą.
Ostatnie kilka słów dla czytelników Winyla należy do Ciebie!
Ostatnie słowa nigdy mi za dobrze nie wychodzą… Nie dam rady wymyśleć niczego dobrego.
Dziękujemy za wywiad!






Kocham Was za ten pomysł, i za CoL na pierwszy ogień !
awruk, skąd tu tyle wazeliny? mhmmmhmmmmm
„W Polsce dwukrotnie wystąpił przed Wami zespół Blindead – czołowy przedstawiciel polskiej sceny sludge metalowej.”
Blindead nie gra przypadkiem post metalu? xd
Tak samo jak CoL zresztą, więc tag „sludge” do wywiadu po chuju pasuje.
Świetny pomysł i wykonanie, oby tak dalej
Persson wydaje się być średnio, żeby nie powiedzieć, że w ogóle nie zainteresowany wywiadem. Teraz Wy, za kilka minut/godzin ktoś następny itd. itd. Nie podoba mi się to podejście.
„Blindead nie gra przypadkiem post metalu? xd
Tak samo jak CoL zresztą, więc tag “sludge” do wywiadu po chuju pasuje.”
Akurat te dwie łatki można stosować zamiennie. Taki RYM np. gatunku „post-metal” nie uznaje w ogóle, więc po chuju Twój komentarz. ;p
„Persson wydaje się być średnio, żeby nie powiedzieć, że w ogóle nie zainteresowany wywiadem. Teraz Wy, za kilka minut/godzin ktoś następny itd. itd. Nie podoba mi się to podejście.”
Przez te 12 lat grania trochę pewnie wywiadów już udzielił, więc można to zrozumieć.
„Akurat te dwie łatki można stosować zamiennie.”
Czy aby na pewno? Przeca to dwa różne podgatunki.
„Taki RYM np. gatunku “post-metal” nie uznaje w ogóle, więc po chuju Twój komentarz. ;p”
Od kiedy to RYM jest jakimś wyznacznikiem/wyrocznią?
„Czy aby na pewno? Przeca to dwa różne podgatunki.”
To czym się różnią?
„Od kiedy to RYM jest jakimś wyznacznikiem/wyrocznią?
”
To był tylko przykład, lepszy taki niż pisanie „tak jest, bo tak jest”. ;p
A w ogóle to cytując niejakiego J. Perssona, to „To dziennikarska działka przylepiać wszystkiemu etykietki i zamykać w szufladkach – my mamy to gdzieś” i się podpisuję, a słowo „Wasza” wyciąłem, bo się dziennikarzem nie czuję. ;]
Masta, akurat post-metal i sludge się trochę różnią, bo np. taki Crowbar to przecież sludge, ale post-metal już nie. Dla mnie post-metal to po prostu połączenie sludge’a i post-rocka.
To jest też trochę kwestia indywidualnego podejścia, ja się lubię czasem rozdrabniać i do określenia muzyki Crowbara użyć tagu w stylu sludge/doom, a w kwestii mieszania sludge’a i post-rocka użyć obu tych określeń obok siebie. Właściwie to powinienem napisać, że określenie sludge jest często stosowane zamiennie z post-metal, co czynię również i ja. Z mojej strony eot.
EOT, dokończmy na privie
Świetny wywiad, bardzo dobry pomysł.
Dobrze, panowie, dobrze – i jeszcze Cult of Luna na pierwszy ogien.
Imho post-metal, jak i post-rock – kojarzony powinien być z dlugimi popisami wirtuozerii instrumentalnej, w nieco cięższym wydaniu. Podobnie jak post-hardcore, ktory jest bardziej liryczną odmianą chaotycznego gatunku, z którego się wywodzi.
Nie mniej jednak dobrze podsumowali sami siebie
„Nie czujemy się częścią żadnej konkretnej sceny. To wasza, dziennikarska działka przylepiać wszystkiemu etykietki i zamykać w szufladkach – my mamy to gdzieś”
Wilku piszesz „popisami wirtuozerii instrumentalnej” – tu bym dyskutował czy to aby wirtuozeria instrumentalna, prędzej wirtuozeria w kwestiach układania melodii, aczkolwiek to też dyskusyjna sprawa.
Renegad: Dokładnie to miałem na myśli. Wiadomo, ze instrumenty wydają dźwięki, a dźwieki ukladają się w melodie
Swoją drogą chyba gwiazdorstwo uderzylo im do glowy zbyt bardzo, bo czasem ich wypowiedzi są tak wyniosłe, że aż próżne.
Jak tłumaczyłem wywiad, to faktycznie odnosiłem wrażenie, że troche od niechcenia odpowiada. W sumie od człowieka z zespołu grającego tego typu muzykę nie spodziewałem się jakiś megaentuzjastycznych wypowiedzi. Ale kit – grunt, że jest. Osobiście i tak najbardziej byłem zainteresowany tym jakie kapele poleci. Z tego zestawu słuchałem Switchbalde i Moloken. Słuchanie tych pierwszych było jak droga przez męke (no ale ja jestem skrzywiony), ci drudzy całkiem-całkiem, ale też rewelacji bez. Pozostałe kapele czekają na swoją kolej.
[...] w tym tygodniu z grubej rury i opublikowali wywiad z…Cult of Luna. Możecie go przeczytać pod tym adresem. Oby więcej takich [...]
Jak już Nook zaczął temat poleconych przez Perssona kapel to moje odczucia: EF nudne, Moloken bardzo nudne i odtwórcze, Kongh całkiem zajebiste, ale znałem już wcześniej, Switchblade nie chce mi się sprawdzać.
Świetna robota, rozwijacie skrzydła.