Henryk Górecki – Opus 36: Symphony No. 3
Napisany 22 kwi 2010 przez Jakub Szwedo | Napisane w classical | Otagowane classical | 7 komentarzy »

W życiu każdego człowieka przychodzi taka chwila…
Chwila, w której czas staje w miejscu. Moment, w którym nie wiemy co jest prawdziwe, co jest tylko naszym wspomnieniem lub wyobraźnią. Czujemy jak coś w nas pęka, a nasze emocje wylewają się z nas w ogromnych ilościach. Nie mamy już nawet siły tego powstrzymywać.
Każdy z nas niestety musi w życiu doświadczyć uczucia straty. Uczucia, że coś bardzo ważnego dla nas odeszło i nigdy nie powróci. Coś zniknęło i nigdy nie wróci. Coś co straciliśmy. Coś co kochaliśmy. Niestety, nie ma chyba człowieka na świecie który niczego w swoim całym życiu nie stracił. Każdy żyjący musi się liczyć z tym, że życie, czy świat materialny jest kruchy i bardzo łatwo może ot tak, zniknąć z naszego otoczenia, z tego świata.
Po takiej stracie zostają tylko wspomnienia, zostaje tylko nasza myśl. To, co kochaliśmy zostaje tylko w naszej pamięci. Możemy do tego wracać kiedy chcemy. Tej melancholii towarzyszy zwykle charakterystyczne uczucie w okolicach gardła, jakby się ono ściskało. Ale najważniejsze jest to, co mamy w naszej głowie oraz sercu. Żal, smutek, ale też radość ze wspomnień związanych z utraconą rzeczą.
Dla jednego może to być dziadek, matka, dziecko, może przyjaciel, być może nauczyciel. Może być to też piłka umazana krwią jak w filmie Cast Away. Jedni będą to czuli widząc jak ich dom dzieciństwa właśnie jest burzony, inni gdy dowiedzą się o bombie zrzuconej na ich ukochane miasto, jeszcze inni tracąc wolność. Niektórzy ludzie nie będą mogli znieść utraty samochodu, z którym byli bardzo związani, ktoś będzie lamentował po zamknięciu jakiegoś bardzo ważnego dla jego serca miejscu. Wszystkie te przypadki łączy jedno – strata.
W moim przypadku był to pies. Miał na imię Maks. Sznaucer olbrzym, czarny. Rodzice kupili go gdy miałem około pół roku, sam pies był wtedy bardzo małym szczeniaczkiem. Można więc powiedzieć, że się razem wychowywaliśmy. Był moim najbliższym i najlepszym przyjacielem. Gdy dostałem od mamy karę, Maks zawsze mnie pocieszył. Gdy wchodziłem po schodach zbliżając się do drzwi od domu, on zawsze rozpoznawał moje kroki, skacząc i szczekając z radości, nie mogąc się doczekać aż otworzę drzwi. Nigdy w życiu nikogo nie ugryzł. Podobno raz był tego bliski – gdy byłem malutki nadepnąłem mu na jego przyrodzenie. Możemy tylko wyobrazić sobie ból jaki mu nieświadomie zapewne zadałem. Na szczęście jakoś się powstrzymał i mnie nie skrzywdził. Bawił się ze mną bez przerwy. Co ciekawe, to jedyny pies który się śmiał, jakiego znałem. Autentycznie się śmiał. Nie potrafię tego wyjaśnić, po prostu się śmiał.
Zmarł we wrześniu 2003-roku. Miałem wtedy 10 lat. Musiał zostać uśpiony, ze względu na jakiś guz mózgu który powodował u niego ból oraz stopniowe dziwne reakcje takie jak nieuzasadniony strach, czy niekontrolowane oddawanie moczu. W dodatku ślepł na jedno oko. Dzień w którym odszedł jest z pewnością najsmutniejszym dniem mojego życia. Jedynym pocieszeniem jest to, że odszedł bez bólu i strachu. W ostatnich godzinach jakby wiedział co go czeka, był dziwnie spokojny, potulny i starał się nas pocieszać. Następne tygodnie były straszne. Długo nie mogłem się po tym zdarzeniu pozbierać. Zabrakło szczekania podczas wchodzenia po schodach. W trudnych chwilach nie było się z kim pobawić. Próżno wyszukiwałem Maksa w jego kącie, w którym zawsze sobie drzemał. Nawet teraz, gdy o tym piszę – wszystko wraca, to uczucie, wspomnienia…
Symfonia trzecia, lub raczej „Symfonia pieśni żałosnych” to swoisty zapis TEGO uczucia. Mieszanka smutku, bezradności ale także niewiarygodnego piękna. „Charakterystyczny ścisk gardła” oraz poczucie straty przypomina nam o tym, co przepadło. Treść kompozycji to co prawda kolejno; lament maryjny, wiadomość napisana na ścianie celi w kwaterze Gestapo oraz opowieść o matce szukającej dziecka poległego w powstaniach śląskich. Myślę, że jednak każdemu kto słucha tego dzieła i kiedyś w swoim życiu doświadczył opisywanego wyżej uczucia straty, doświadczy go znowu. Ta symfonia po prostu wchodzi w nasz umysł i przypomina o tych ważnych w naszym życiu chwilach.
Ocena: 10/10
- „Lento – Sostenuto Tranquillo Ma Cantabile” – 26:25
- „Lento e Largo – Tranquillissimo” – 9:22
- „Lento – Cantabile-Semplice” – 17:05
Całość: 52:52
Premiera: 4 kwietnia, 1977





[*] zachodniopomorskie łączy się w bólu
Znaczy się – to lepszy soundtrack do umierania niż Kurvo Part?
zaczynałem słuchać, ale nie dokończyłem; miałem wtedy najwidoczniej jakiś dobry dzień i niezły humor. ;p
wrócę kiedyś, na pewno.
Moze glupie pytanie ale czy mozna go gdziesc znalezc na LP?
Ja myślę że można, ale Szwedo wie to na pewno, jako że odsłuchiwał. Trzeba czekać na jego odpowiedź
LP w sensie longplay?
LP w sensie na płycie winylowej