Tricky – Maxinquaye
Napisany 29 kwi 2010 przez renegad | Napisane w electronic, trip-hop | Otagowane trip-hop | 3 komentarzy »
Wżyciu można spróbować wszystkiego, nie ważne czy to parząca papryczka chilli, czy grzybki halucynogenne. Choć wolność wyboru nierzadko jest nam ograniczana, to jednak są drogi okrężne, coś w rodzaju „po co pieprzyć system, lepiej go obejść”.
Tricky to typ który swoje frustracje, gniew i smutek, wolał zamienić w słowa i ubrać je w idealnie kontrastująca muzykę, aniżeli łamać prawo jak jego lokalni pobratymcy.
Oczywiście nie od dziś wiadomo iż taka forma rozładowania negatywnych emocji wiąże się z ryzykiem otarcia o śmieszność, lub przylepieniem sobie łatki pozer. Tylko, że w przypadku Adriana Thawsa, erupcja emocji na Maxinquaye, poparta jest życiowym doświadczeniem muzyka.
Raczej nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak wygląda życie bez matki, która targnięciem się na własne życie osieroca 4 letniego dzieciaka. Mało tego, że młodzian wychowywał się z piętnem samobójstwa matki, to wychowywał się w miejscu gdzie „piekło czai się tuż za rogiem”. W „trującym” Knowle West, w południowym Bristolu, jedynym antidotum wydawała się być muzyka.
Jako, że Bristol jest miastem portowym, to ilość imigrantów różnej maści, odcisnęła piętno również na dźwiękach tam tworzonych. Silne wpływy czarnej muzyki, takiej jak jazz, soul czy hip-hop, mieszały się tu z muzyką elektroniczną aktualnie popularną na Wyspach. W taki sposób powstał Bristol sound, nazywany również trip-hopem.
Koniec wykładu, przechodzimy do sedna sprawy.
Tricky po opuszczeniu Massive Attack, gdzie czuł się artystycznie ograniczany, rozpoczął karierę solową, czego efektem był debiutancki album Maxinquaye.
Przydługi wstęp do recenzji ma sens, bo poniekąd jest tam nakreślony obraz tego albumu – śmierć matki, trudne dzieciństwo, muzyczne inspiracje.
Tak więc jest to swoisty koncept album poświęcony swojej matce (Maxin Quaye, tak miała na imię), zawierający szczere, nieskrępowane uczucia. Uczucia najczęściej gorzkie i przykre, jednak autentyczne.
Paleta liryk na Maxinquaye przepuszczona jest przez wokale Adriana, oraz odkrytej przez niego wokalistki, o imieniu Martina Tobley Bird.
Siedemnastoletnia wówczas dziewczyna, jeszcze wtedy zupełnie nie znana na rynku muzycznym, daje tu popis kapitalnych umiejętności wokalnych, wyśmienicie wczuwając się w śpiewane teksty. Piękny wokal Martiny często łączony w duet, z gadaniem, charczeniem, czy niemalże rapowaniem Trickiego, brzmi obłędnie. Obłędnie, dosłownie i w przenośni. Gęsta faktura beatów na których klejone są sample, pogłosy i przeszkadzajki (tu w postaci fletu), tworzą momentami schizofreniczny wręcz klimat.
Żeby nie było, muzyka na tym krążku jest bardzo klimatyczna, ale nie pozbawiona melodii czy pierdolnięcia. Takowe występuje w najostrzejszych kawałkach na płycie, czyli coverze Public Enemy – niemalże rockowym „Black Steal” (mówię niemalże, bo wokal Martiny to w tym wypadku raczej nawijka), oraz Brand New, „You’re Retro„, w którym to z kolei Tricky pokazuje swoje raperskie umiejętności.
Produkcja płyty jest naprawdę mistrzowska, wytworzona atmosfera udziela się słuchaczowi, Waits’owska „Ponderosa” (podobieństwo podkładu do „Clap Hands” z Rain Dogs), czy na swój sposób rozmarzone, „Pumpkin” z gościnnym udziałem Alison Goldfrapp zachwycają, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Pełne jazzowych naleciałości, singlowe „Hell Is Round the Corner” (kapitalny sampel zapożyczony od Portishead), czy wyposażone w wkręcający się w czachę groove „Aftermath„, to kolejne perełki. Co najlepsze mógłbym tak wymieniać i wymieniać, bo tu nie ma słabych kawałków, gdzie tam nie ma nawet dobrych, czysta zajebistość.
Płyta ta stała się „instant classic”, ale nie ma się co dziwić, choć podchodziłem do Maxinquaye oraz twórczości Trickiego, pełen obaw słysząc opinie „narkotyczne”, „duszne”, to jednak ni cholerę się nie zawiodłem. Obarczona piętnem płyty genialnej, Maxinquaye zachwyca i uzależnia, ja już teraz nie potrafię się od niej uwolnić. Absolut.
Ocena: 10/10
- „Overcome” – 4:28
- „Ponderosa” – 3:30
- „Black Steel” – 5:39
- „Hell is Round The Corner” – 3:46
- „Pumpkin” – 4:30
- „Aftermath” – 7:37
- „Abbaon Fat Tracks” – 4:26
- „Brand New You’re Retro” – 2:54
- „Suffocated Love” – 4:52
- „You Don’t” – 4:39
- „Strugglin’” – 6:38
- „Feed Me” – 4:02
Czas trwania: 57:07
Premiera: 20 luty, 1995







O, nie wiedziałem że Tricky był w MA. Dzięki za recke, wreszcie obadam Trickiego.
nie „Tobley Bird” – „Topley-Bird”;
„singlowe „Hell Is Round the Corner” (kapitalny sampel zapożyczony od Portishead)” – Portishead i Tricky zapożyczyli od saaca Hayesa, podobno w tym samym czasie
* Isaaca Hayesa