Joanna Newsom – The Milk-Eyed Mender
Napisany 3 maj 2010 przez eskopado | Napisane w folk, indie rock | Otagowane folk, indie rock | 3 komentarzy »


Mam problem z Joanną, a ten problem nazywa się Have One On Me. Ten jej najnowszy, tegoroczny twór „waży” ponad dwie godziny i o ile nie mam powodów, aby czepiać się za pierwszą część albumu (jak dla mnie mocna siódemka, jak nie ósemka), tak potem zaczyna się tzw. rozmowa na temat skończenia się tematów do rozmowy. Boli mnie to, męczy, tarmosi (mimo wszystko bardziej siódemka). Warto jednak wspomnieć, że Asia robi ukłon w stronę niekumatych, aby w końcu zakumali, bo w przypadku Ys bywało różnie – albo piękno w całej ozdobie, albo ciężkie do zapamiętania plumkanie. Albo mi się podoba mimo, że nie słyszę sensu, albo mi się nie podoba mimo, że ładne. The Milk-Eyed Mender trafia w sedno, chociaż powiedzieć, że pełni rolę pomostu między najnowszym, a środkowym albumem, to chyba nie wypada, bo chronologia krzyczy. Mamy harfę – żadna nowość. Dziecięcy głos, bajkowa przestrzeń, łzy wzruszenia, banan radości i o kurwa, time machine…
1. Andrzej Zxcowski
2. ul. Hipsterfolkowa 3/21
3. nie pamietam
4. 21.13.1990
5. dwoje, siora Aneta i brejdak Mariusz
6. chomika i psa
6. rużnej, Limp Bizkit, linking Park i troche rapu i hiphopu
7. Mortal Kombat, Star Wars
8. Batman, dragon bal
9. frytki
10. cola i frugo
11. informatyka i wf
12. reszta
13. szpinaku i szkoły i sprzątać
14. piłka nożna, gry
15. J.N., A.L., M.W.
16. nie wiem
17. brzoskwinia, śliwka i gruszka
18. nie powiem
19. różowy żartuje niebieski albo czerwony
20. być dorosłym, mieć dużo kasy i chodzić z J.N.
Joanna Newsom w momencie wydania The Milk-Eyed Mender miała 22 lata, ale ja na tej płycie nie słyszę dziewczyny po dwudziestce. Słyszę pewną koleżankę z podstawówki, która w 4 klasie śpiewała na szkolnej „choince”, onieśmielając całą salę gimnastyczną włącznie z rodzicami i agentami-wysłannikami z Pitchforka; ci z kolei po balu porywają ją, wystawiają ósemkę i sprawiają, że staje się kobietą, taką”ładną i w ogóle”. Swoją drogą – do słowa „agentami” wszystko, co napisałem jest prawdą, a wspomnianej niewiasty nie widziałem od czasu zakończenia podstawówki. Czyżby jednak…
Co robiłeś/robiłaś 23 marca 2004 roku? Ja wiem co robiłem – nie dowierzałem własnym uszom i jednocześnie czułem ulgę po tym, jak dzień wcześniej szlochałem z niemocy (MAMO BŁAGAM powtarzałem, a gdzie tam, poza domem się umiera i dlaczego ty jeszcze nie odrobiłeś pracy domowej z przyrody?). Póki co nieważne, do sprawy wrócimy jeszcze w tym roku. Szkoda tylko, że akurat z „recenzowanym” przeze mnie The Milk-Eyed Mender nie wiążą mnie żadne wspomnienia, zwłaszcza te z dnia premiery płyty wspomniane wyżej, ale wiem, iż gdy pewnego dnia założę rodzinę, wybuduję dom, kupię psa i posadzę drzewo, to usiądę wieczorem w bujanym fotelu przed kominkiem, włączę sobie wehikuł czasu Joanny z 2004 roku, po czym odpłynę w odległe zakamarki swojego umysłu, wspominając wakacyjną eksplorację pól truskawkowych z najbliższą koleżanką, na których zresztą nigdy nie byłem z kimkolwiek, ale czy to coś zmienia… Brzoskwinia, śliwka, gruszka.
Ocena: 7/10
- „Bridges and Balloons” – 3:42
- „Sprout and the Bean” – 4:32
- „The Book of Right-On” – 4:29
- „Sadie” – 6:02
- „Inflammatory Writ” – 2:50
- „This Side of the Blue” – 5:21
- „”En Gallop”" – 5:07
- „Cassiopeia” – 3:20
- „Peach, Plum, Pear” – 3:34
- „Swansea” – 5:05
- „Three Little Babes” (traditional) – 3:42
- „Clam, Crab, Cockle, Cowrie” – 4:21
Całość: 52:05
Premiera: 23 marca, 2004





Dziękuje, esko. Panna Jołaśka właśnie zdetronizowała Mars Voltę w moim osobistym rankingu najgorszych muzyków jakich ten świat wypluł. Jej wokalizy, jak dla mnie, porównywalne są z drapaniem paznokciami szkolnej tablicy i… wystarczy. Nie pastwię się więcej. Zwyczajnie nie umiem tego słuchać.
no trudno, przynajmniej spróbowałeś. ;p
Znam z Ys. Całkiem ciekawe, hmm doświadczenie, przyjemna muzyka, kompletnie nie rozumiem Nooka. Co do samej recenzji, zajebista. Złote myśli od tylu lat.