Konfrontacja: Fear Factory vs Arkaea
Napisany 29 maj 2010 przez Nook | Napisane w industrial, metal | Otagowane industrial, industrial metal, metal | 3 komentarzy »
„Konfrontacja” to zupełnie nowy cykl artykułów, który od dziś, z różną częstotliwością będzie się pojawiać na Winylu. Konfrontować będą się tutaj krążki zespołów, które zwykle mają coś ze sobą wspólnego. Skład, gatunek, rodowód czy też inne, nie do końca widoczne na pierwszy rzut oka rzeczy. Na pierwszy ogień, drodzy Czytelnicy, starcie dwóch metalowych ekip, których dzieli wspólna muzyczna przeszłość.

Fear Factory nie trzeba specjalnie nikomu przedstawiać. Zespół który miał niesamowity wpływ na kształt nowoczesnego metalu. Chirurgiczna wręcz precyzja zgrania brutalnych, rwanych gitarowych riffów z sekcją rytmiczną była (i nadal jest) znakiem rozpoznawczym tego zespołu. Dodając do tego mocno elektroniczną, futurystyczną otoczkę i ostry gardłozdzier tu i ówdzie przeplatany melodyjnymi zaśpiewami mam kompletny obraz projektu.
Arkaea to nowa nazwa w światku szeroko pojętego nowoczesnego metalu. Nazwa nowa, ale członkowie tej ekipy to starzy wyjadacze. Mam tu na myśli zwłaszcza Christiana Olde Wolbersa, który w niegdyś w Fear Factory operował basem i w późniejszym okresie gitarą elektryczną, oraz Raymonda Herrerę – niegdysiejszego bębniarza Fabryki Strachu. Skład uzupełniają gardłowy Jon Howard i basista Pat Kavanagh z kanadyjskiego melodeathowego Threat Signal.
O Wolbersie i Herrerze w kontekście FF, jak zauważyliście, napisałem „niegdyś”. A to dlatego, że frontman ekipy Burton C. Bell formując Fabrykę Strachu AD 2010 zrobił swoim kolegom niemiłego psikusa zapraszając zamiast nich do składu Gene’a Hoglana (legendarny bębniarz mający za sobą występy chociażby w Death, Testament czy Strapping Young Lad) oraz… gitarzystę Dino Cazaresa, który, w delikatnie mówiąc, dość niemiłej atmosferze, opuścił FF po wydaniu albumu Digimortal. Panowie z Arkaea zostali więc w niezłej kropce. Ale starczy tego historycznego tła i pora przejść do „mięska” czyli zawartości obu albumów.
Mechanize Fabryki Strachu i Years in The Darkness Arkaea dzieli niewiele ponad pół roku. Pierwszym co można zauważyć słuchając obu płyt jest brzmienie. Pod tym względem krążki różnią się diametralnie. Ten pierwszy brzmi sterylnie, zimno, a całość robi wrażenie precyzyjnie zaprogramowanej maszyny do zabijania. Znowuż Years In The Darkness poszło w dokładnie tym samym kierunku co Transgression – ostatni album FF z Herrerą i Wolbersem na pokładzie. Całość dysponuje podobną siłą ognia, ale brzmi zdecydowanie bardziej organicznie. Człowiek kontra maszyna? Zapewne.
W kwestii samej techniki grania, zdecydowanie lepiej wypadają panowie z Fear Factory. Jeśli chodzi o operowanie bębnami Hoglan idzie o krok dalej niż jego poprzednik. Partie perkusji są zdecydowanie bardziej urozmaicone jak również bardziej brutalne. Pierwszy raz od czasów Soul of a New Machine na płycie Fear Factory mamy bowiem do czynienia z blast-beatami Jeśli chodzi o panów z Arkaea, to odnoszę wrażenie, że miejscami jakby bali się wrzucić piąty bieg. Bo „Lata w ciemności” aż się proszą o przyblastowanie tu i ówdzie.
Gitary, natomiast, w obu przypadkach są „ostre jak brzytwa”. Na pana Cazaresa można narzekać, że na Mechanize jego partie są wtórne (zwłaszcza względem jego projektu Divine Heresy), ale w gruncie rzeczy to jest to, czego się po nim spodziewałem. Jest precyzja, jest brutalność, czego chcieć więcej? Wolbers znowuż w niczym mu nie ustępuje, stylowo to bardzo podobni gitarzyści.
Wokale to zdecydowane zwycięstwo Burtona C. Bella. Kto znał i lubił go za to co wyczyniał w FF, raczej nie zmieni o nim zdania. Na Mechanize spotykamy się ze zdecydowanym darciem mordy (większość płyty), śladowymi ilościami growlu oraz tą chrakterystyczną manierą „śpiewającego robota”. Jon Howard natomiast może irytować swoimi wysokimi krzyko-piskami. Jego melodyjne śpiewanie to też nie jest to, co mogłoby mi się spodobać. Jęcząca, płaska, a miejscami wręcz nu-metalowa maniera zabija całą przyjemność ze słuchania.
Jako całokształt Years in The Darkness wydaje się dosyć monotonna i zagrana na jedno kopyto. Brakuje tu jakichś ciekawych urozmaiceń, jak chociażby zamykający płytę, akustyczno-ambientowy „Away From The Sun”. Po dość jednostajnej dawce dźwiękowego ołowiu, raczej nie ma się ochoty na takie minimalistyczne plumkanie. W sumie, gdyby płytę okroić z kilku kawałków, a ww. balladkę wrzucić gdzieś w środek, byłaby to znośna płyta. A tak, mamy do czynienia z albumem, który można przesłuchać raz czy drugi i rzucić w kąt. A szkoda, bo po tego kalibru muzykach spodziewałem się nieco więcej. Fear Factory, w przypadku długości płyty, tego błędu już nie popełnili. Płyta ma moc, sporo się na niej dzieje , zdecydowanie nie nudzi i najważniejsze, trwa dokładnie tyle ile powinna. Mechanize ma też jeszcze jeden niezaprzeczalny atut. A ten nazywa się Rhys Fulber. Ten znany producent i wieloletni współpracownik Fabrycznych chłopaków dołożył tutaj swoje przysłowiowe parę groszy. Te zimne, mechaniczne i przede wszystkim nienachalnie brzmiące elektroniczne wstawki w połączeniu ze sterylnym brzmieniem instrumentów i brutalnością samych kompozycji sprawiają, że mamy do czynienia z najbardziej (nie bójmy się tego słowa) „industrialną” płytą w dorobku zespołu. Można tu narzekać, że FF nie odkrywają Ameryki, ale die-hard fani zespołu powinni być wpiekłowzięci.
Werdykt? Maszyny górą. Biada ludzkości.
Mechanize: 7/10
vs
Years in The Darkness: 4+/10
Arkaea – Years In The Darkness
- „Locust” – 4:26
- „Beneath the Shades of Grey” – 5:04
- „Years in the Darkness” – 4:15
- „Gone Tomorrow” – 4:09
- „Awakening” – 3:45
- „Black Ocean” – 4:10
- „Break the Silence” – 5:07
- „Lucid Dream” – 3:44
- „My Redemption” – 4:13
- „War Within” – 4:15
- „The World as One” – 4:16
- „Rise Today” – 4:37
- „Away From the Sun” – 5:41
Czas trwania: 57:50
Premiera: 14 lipca 2009.
Fear Factory – Mechanize
- „Mechanize” – 4:41
- „Industrial Discipline” – 3:38
- „Fear Campaign” – 4:54
- „Powershifter” – 3:51
- „Christploitation” – 4:58
- „Oxidizer” – 3:44
- „Controlled Demolition” – 4:25
- „Designing the Enemy” – 4:55
- „Metallic Division” – 1:30
- „Final Exit” – 8:18
Czas trwania: 44:48
Premiera: 5 lutego 2010.






o tak, FF jebnęło krótko, zwięźle i na temat…
FF to żenie, zwłaszcza na nowej płycie. Pozdrawiam.
Zapomniałeś dodać, że żenie jedyne w swoim rodzaju, cała reszta to mierni naśladowcy. Pozdrawiam również.