Kim Nowak – Kim Nowak
Napisany 1 cze 2010 przez Nikołajewicz | Napisane w alternative rock, garage rock, noise rock, rock | Otagowane alternative rock, garage rock, noise rock, rock | 8 komentarzy »


Niby nagrane na żywo, ale są overduby. Niby garażowe brzmienie, ale wydobywane z nowych Fenderów i dużych wzmacniaczy. Wszystko fajnie, tylko kto do cholery tagował to swego czasu na Rate Your Music jako „stoner rock”?
Kim Nowak – pojawili się znikąd, wyskoczyli na MySpace niczym przysłowiowy Filip z konopi, od razu wzbudzając zainteresowanie całej masy ludzi. Projekt, za którym stoją bracia Waglewscy i aktualny gitarzysta Tworzywa Sztucznego. Cel – zrobić płytę inspirowaną muzycznymi miłościami członków zespołu z czasów liceum i podać ją słuchaczom w formie przywodzącej na myśl zupełnie nieprofesjonalne nagrania „na setkę” robione w garażu przy pomocy, dajmy na to, magnetofonu „Kasprzak” (taki luźny przykład – w sumie Pidżama Porno nagrała w 1989 roku „Ulice jak stygmaty” w taki właśnie sposób).
A jak jest w praktyce? Plan swój spełnili, gdyż jest przede wszystkim surowo i hałaśliwie – solówek raczej brak, a czasem nawet da się odczuć taki „senny” klimat Sonic Youth czy inspiracje bardziej klasycznym rockiem. Nauka przyswojona przez Wagli podczas robienia płyty z ojcem też nie poszła w las, gdyż łatwo wychwycić wpływy Męskiej Muzyki na twórczość Kim Nowak.
Tak więc mamy szalejącą perkusję, dużo przesteru, punkowe chórki („King kong! King kong!”), nieco psychodelii czy spokojniejszych dźwięków, a do tego całkiem ładne teksty Fisza, które (jak czytamy w oficjalnym komunikacie wytwórni) „opowiadają o śmierci, przemijaniu, morderstwie, niedojrzałości, emocjach, prawdziwej miłości”. Do wyboru, do koloru. Nie gryzie się to ze sobą, nie ma również usilnych nawiązań do nastoletnich czasów (tu piję do płyty Heavi Metal), za to dobrze się tego słucha – takie krzyczane czy nucone słowa nie będące frazesami („powiedz wszystkim dookoła / że jesteśmy teraz wyspą” – IMO mistrzowski fragment).
Kolejna wolta stylistyczna wyszła Waglewskim na dobre, podkreślając ich swoistą uniwersalność – robią hip-hop, bawili się w quasi-jazzowe tematy, teraz nagrali punkową płytę. Kim Nowak nie porwał mnie co prawda tak jak arcysmutne F3 czy trochę absurdalny Wielki ciężki słoń Tworzywa, ale też jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Do słuchania w autobusie czy gdzieś na imprezie.
Ocena: 7/10
- „King Kong” – 1:23
- „Szczur” – 5:08
- „Rekin” – 4:18
- „Sierpień” – 2:48
- „Pistolet„ – 5:39
- „Biegnij” – 3:40
- „Nóż” – 4:40
- „Spacer” – 5:16
- „Grom” – 4:25
- „AAA!” – 2:16
- „Dres” – 2:23
- „Urodziny” – 3:19
Całość: 45:15
Premiera: 14 maja, 2010





moje faworyty: king kong, pistolet, urodziny. przyjemna płyta. ;p
Największą zaletą tej płyty jest to, że chce jej się słuchać. Przyjemne melodyjki, chwytliwe riffy, automatycznie tupie się do rytmu. Nie ma tu jakiejś metafizyki, ale na wakacje jak znalazł.
Materiał recenzowany dyskusyjny. Wszystko było by fajnie gdyby choć trochę własnej inwencji w ten album włożono. To, że panowie chcieli nagrać krążek inspirowany zespołami punkowymi/etc, których słuchali jak byli młodzi, nie tłumaczy tego iż to najprościej w świecie zrzynanie. Ładne melodyjki, momentami niezłe riffy, to niestety jak dla mnie nie wystarcza by pałać sympatią w stronę Kim Nowak.
Album tak odtwórczy, że po jednym odsłuchu mam dość. Co do tego stoner rocka, to wiesz Niko ktoś usłyszał tu gitarkę a la Homme i gotowe
Punk rock? Śmiech mnie ogarna jak słyszę to słowo w kontekście tej przereklamowanej kapeli.
Fajna recenzja, więcej info o Kim Nowak znajdziecie na http://kimnowak.pl
Ja bym raczej skłaniał się ku określeniu muzyki Kim Nowak „rockiem garażowym”, zresztą to określenie już tu padło. Bo z punkiem jako takim, to średnio ta płyta ma wspólnego. Ale to szczeóły.
Co do samej zawartości, to mam mieszane uczucia. Muzycznie wszystko fajnie, momentami garażowo, momentami hardrockowo, nawet spod znaku Sabbath, ale wokal Fisza, z identyczną manierą, jak na Heavi Metalu zupełnie tu wg mnie nie pasuje. Gdyby nie to, płytki słuchałbym z największą przyjemnością. A że zupełnie nie jest odkrywcza? W sumie nie wszyscy muszą odkrywać Amerykę.
Ech, wciąż w Polsce w modzie jest przeciętność.
Myślałem, że będzie coś lepszego gdy po raz pierwszy usłyszałem „Szczura”. Niestety wszystko zagrane na jedno kopyto tak naprawdę i właśnie słucha się tego raz, a później nuży.