Soulfly – Omen
Napisany 7 cze 2010 przez MastaBanana | Napisane w metal, thrash metal | Otagowane metal, thrash metal | 7 komentarzy »


Drodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek Rizzo. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów „Rządów we Krwi”! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau – nigdy więcej. Liczy się tylko ostra jazda bez trzymanki. Obiecujemy Wam superciężkie i superszybkie połączenie muzyki klasyków thrashu i hardcore punka. Chcecie prawdziwego thrashu od Maxa Cavalery? Chcecie prawdziwego pierdolnięcia? Wybierzcie Soulfly! Wybierzecie Omen!!! Lista wyborcza nr 7.

- E, panie Kaziu, ten kandydat, cośmy głosowali na niego – ten Cavalera cały – to nie był dobry wybór, wie pan?
- Ło panie, teraz pan mi to mówisz? Trzeba było tak gadać przed wyborami, bo tera to każdy jeden mądry.
- No ale jak gadał na tym przemówieniu, to kto by pomyślał, co to będzie z nim? Ja żem myślał, że koniec z tribalowymi motywami to na dobre wyjdzie.
- Niby na Conquerze też ich było mało, a płyta, jak to dzisiejsza młodzież mówi? Zajebista? Chyba. Ale z drugiej strony te trajbale czy coś tam to ich znak rozpoznawczy był.
- Ano, mało ich było na ostatniej płycie, ale było wiadomo, kto to gra i klimat robiło. Tak samo z solówkami, dobre one były, a teraz co? Wszystkie takie same.
- Co więcej, jedna z nich (w „Great Depression„) zaczyna się niemal identycznie jak ta z „Bloodbrawl” Cavalera Conspiracy. Oj, Mareczek się nie przyłożył zbytnio tym razem. W ogóle brzmienie jego gitary to jakaś porażka jest, niczym występy polskiej reprezentacji w ostatnich eliminacjach.
- Prawda, panie, prawda. Poza tym żem myślał, że jak Cavalera obiecuje powrót do Slayera, to będą krótkie utworki, szybkie a konkretne.
- No długie to one raczej nie są, ale konkretne to może ze dwa albo trzy. Obiecał pierdolnięcie i gdzie ono jest panie Władku? No gdzie? Bandyta i złodziej z tego Cavalery!
- Prawda to jest. Pierdolnięcie zanikło, więcej go było, jak Cavalera nic nie obiecywał, tylko majstrował z tą całą falą nowego metalu.
- Ta. Ja to już stary jestem i może już słabo słyszę, ale czy nie wydaje się szanownemu panu, że to wszystko jest jakby bez ładu i składu?
- Słusznie pan gada. To takie pójście na łatwiznę.
- Myślą, że naiwny lud to kupi. Bandyty!
- I kłamcy! Panie, gdzie ten hardcore punk i superciężar?
- Ani jednego, ani drugiego nie ma. Znaczy się punk jest na samym początku płyty. Chcieli zacząć z wykopem, ale chyba nie bardzo im wyszło.
- A ja panu powiem, że ten początek to może i słaby pomysł, ale utworek dobry. Ino jeden z niewielu dobrych.
- Jak już pan żeś wspomniał o mocnych stronach albumu, to ja jestem zdania, że naprawdę wysoki poziom trzyma tylko „Counter Sabotage„, bo zapowiadany duch Slayera się nad nim unosi. Takie „Kingdom” czy „Rise of the Fallen” na innych albumach byłyby co najwyżej średniakami.
- Ano, choć oprócz pierwszego utworu i „Counter Sabotage” właśnie, to te dwa utwory, mimo że typowe dla Soulfly, są sensowne.
- Z początku zaproszenie pana Puciato, tego z tych dziwolągów Dillingerów, nie wydawał się szczególnie trafionym pomysłem, ale w porównaniu z resztą płyty jest całkiem dobrze. Czego nie da się powiedzieć o featuringu drugiego gościa, który chyba nic nie wnosi.
- Ja to już nawet nie pamiętam, kto jest tym drugim gościem, tak po prawdzie mówiąc. A nigdy nie miałem z tym problemów na ich płytach.
- Bo równie dobrze, to Cavalera mógł tam ryczeć. Ciekawi mnie czy nadąży przy tych nowych kawałkach, przy takim „Vulture Culture” chociażby. Zdziadział Maxiu ostatnio bardzo.
- Może to dlatego dostaliśmy taką płytę?
- Oj tam. Araya i King są jeszcze starsi, a World Painted Blood wyszło im znakomite.
- Ale oni ciągle nakurwiają to samo, panie Kaziu.
- W sumie to bym wolał drugą płytę w stylu debiutu czy „Prophecy” albo nawet „Dark Ages” niż to coś. Ale cóż…
- Też bym nie narzekał.
- Trzeba było głosować na tego Kupichę czy jak mu tam.
Ocena: 5/10
- „Bloodbath & Beyond” – 2:31
- „Rise of the Fallen” – 4:33
- „Counter Sabotage” – 3:57
- „Jeffrey Dahmer” – 3:05
- „Lethal Injection” – 3:55
- „Great Depression” – 2:52
- „Mega-Doom” – 4:22
- „Kingdom” – 4:01
- „Off With Their Heads” – 3:05
- „Vulture Culture” – 3:50
- „Soulfly VII” – 4:23
Całość: 40:34
Premiera: 25 maja, 2010





Propsy dla Jakuba za plakacik.
Ciekawa recenzja, z oceną się zgadzam.
Z recki to jenot mi się plakacik podobał. IMO to takie narzekanie na siłę, a argument(?) że „wszystko jest bez ładu i składu” to można wszędzie przywalić ;p
A końcówka już mnie w ogóle rozwaliła. Powrót do pjur thrashu- źle, ale „reaktywacja” którejś z poprzednich płyt= dobrze?
Dałbym 6/10, za puciato i solówki które mnie osobiście aż tak nie nudzą.
I w sumie, jednak wolę takiego bubla niż gdyby mieli nagrać taką samą płytkę jak conquer, jakkolwiek był to album świetny to w przypadku maksia bałbym się stagnacji.
@ X
Powrót do brzmienia z poprzednich płyt nie byłby taki zły, bo jak już zostało wspomniane w recenzji: „te trajbale czy coś tam to ich znak rozpoznawczy był”.
Choć z drugiej strony nikt nie każe Maksymilianowi Kawalerowi powielać starszych, sprawdzonych schematów. Jedno jest pewne: od „Dark Ages” ta kapela mi nie podchodzi.
Jeszcze jedno: w kontekście pozbawienia muzyki charakterystycznego brzmienia i przestawienia się na łojenie hasło „Ład i Postęp” z flagi Brazylii brzmi nieco ironicznie
„IMO to takie narzekanie na siłę” o to w sumie chodzi w tej recenzji. nie ukrywam, że obaj jesteśmy tym wydawnictwem mocno rozczarowani
„Powrót do pjur thrashu- źle” chodzi o to, że tego pjur thrashu tutaj nie ma.
Szczerze to nie rozumiem narzekań. Wysupłałem 7 dyszek za edycję z koncertem i jestem zadowolony. A „Rise of the fallen”- mjut. Zawiedziony jestem tylko „Mega-doom”, bo po nazwie domysłałem się czegoś zajebistego, a tu takie cuś. :<
Ogólnie dałbym ósemkę z minusem.