Pod igłą #6 dubstep
Napisany 27 cze 2010 przez renegad | Napisane w dubstep, electronic, experimental | | 1 komentarz »
Sorry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza.
Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś dla mnie zupełnie nowego. Baa, zazwyczaj trafiam na albumy które skracają moje życie umiejętnie. Fakt, że preferencje muzyczne zmieniłem niemalże o 180 stopni, wydaje się być tylko dodatkowym argumentem do stwierdzenia iż „time is moving too fast”. Może to tylko zwykły etap w kształtowaniu gustu muzycznego, a może znudzenie lub zawód gitarowym graniem, aczkolwiek clicki, cutsy, beaty, bassliney, synthy, delaye, breaki, stały się dla mnie codziennością jaką kiedyś były riffy, perkusyjne galopady itp. Cóż, muzyka gitarowa niczym mnie dziś już nie zaskakuje, a jeśli już to robi to jest dla mnie to niewystarczające zaskoczenie. Jeśli za pół roku moim kolejnym przystankiem muzycznym będzie awangardowy black metal, albo jakiś post-bop to chyba przestanę was zanudzać moim pieprzeniem o muzycznych zwrotach akcji w moim życiu.
W międzyczasie porozwodzę się jednak nad tym, co mnie dziś kręci i nęci. Dźwięki przy których sen jest już na wyciągnięcie ręki, albo owy stan letargu odkłada się o kolejne kilka godzin, bo „impreza się nie kończy”. Tak więc postawcie woofer koło meblościanki i podkręćcie basy na maxa, bo poznęcamy się trochę nad sąsiadami.
1. Breakage – Foundation (dubstep, drum and bass, grime hip-hop) 
Jeśli uważacie, że muzyka puszczana w komercyjnych stacjach to „tanie granie” dogadzające masom w których wy się nie znajdujecie, albo po cichu pragniecie od czasu do czasu przełączyć na playliście ulubiony gitarowy łomot na coś, przy czym tempo tupania nóżką nieco zmaleje i uszy wasze nieco „odetchną”, to propozycja tego Brytyjczyka może być dla was ciekawą ewentualnością. Bowiem mamy tu tempa i brzmienia z utworu na utwór zmieniane, ale nie tylko o to się rozchodzi. Świetnie wyprodukowane beaty podlane mięsistymi basikami, oraz udział gości nie ograniczający się tylko do wpasowania w background kawałka, to największe zalety krążka Breakage’a. Korzenne jungle mieszające się z dubstepem w różnych formach m.in. ambientowo-dubstepowy track z Burialem, czy posępny hymn Temper (sprawdźcie tekst) – produkcja Brytola „siada” w uchu i na długo w nim zostaje. To jednak nie wszystko, zabawa w dub hip-hop z Roots Manuvą na ficzuringu, czy tracki brzmiące jak r’n'b dla dziewczynek nieco starszych – to wszystko tu jest, dodatkowo z elementem „catchy”. Warto sprawdzić, bo to jedna ze ścieżek dubstepu, prowadząca być może do szerszego spektrum słuchaczy.
2. Mount Kimbie – Crooks & Lovers (dubstep, minimal, ambient, experimental)
Fuzja minimalu i dubstepu rozkręca się na dobre, rok temu świetny krążek Shackletona i 2562, w tym roku Scuba i jego Triangulation. Elementy obu gatunków występują również na tegorocznym debiucie duetu Mount Kimbie, wydanego w oficynie wspomnianego Scuby.
W porównaniu z wymienionymi poprzednikami, duet z Brighton wyraża siebie używając dźwięków subtelniejszych, o zupełnie innej wrażliwości. Delikatne, użyte z nieziemskim wyczuciem basy oraz krótkie cięte beaty, tworzą zupełnie nieinwazyjną muzyczną masę. Dodatkowo zabiegi aranżacyjne takie jak wplatanie lo-fi gitarki w Field, czy samplowanie soulowych wokali sprawiają, że Crooks & Lovers to idealna pożywka dla słuchaczy którzy wolną chwilę spędzają leżąc na zielonej polance z źdźbłem trawy w ustach, myśląc o niebieskich migdałach.
3. Desto – Desto (dubstep, 2-step, uk garage) 
Fiński producent to już zupełnie inna dubstepowa bajka, facet z doświadczeniem muzycznym. DJ bawiący się niegdyś w breakbeat, na swojej self-titled EPce, ewoluuje w futurystyczny, połamany klubowy dubstep. Muzyka wymagająca dobrego nagłośnienia – mocne uderzenia syntetycznych beatów, produkcyjne sztuczki przywołujące na myśl stary rave i złowrogo brzmiące basy, to przepis na udaną jumpdafuckin’ party. Świetnie zapowiadający się artysta nie spoczywa na laurach, nie dawno wydał również singla który pokazuje jak na przestrzeni kilku miesięcy, w swój klubowy styl wpleść można dodatkowe porcje elektronicznego kombinatorstwa. Typ któremu zdecydowanie warto się przyjrzeć, bo w niedalekiej przyszłości zapewne zaskoczy słuchaczy ciekawym longplayem.
4. Kontext – Dissociate (dubstep, experimental, techno, glitch, idm) 
Zdaję sobie sprawę, że Dissociate nie każdemu może przypaść do gustu. To krążek raczej ciężki i mroczny, bliższy pod względem klimatu dokonaniom protoplastów gatunku, jednak muzycznie już zdecydowanie nie. Na płycie Petersburżanina usłyszeć można wstawki rosyjskich dialogów, wplecione w szybsze bardziej taneczne wydawałoby się tempa (choć czy jest to muzyka taneczna to polemizowałbym). Jednak to co zdecydowanie wyróżnia ten krążek to atmosfera, posępna, tajemnicza, coś jak soundtrack do łażenia po miejskich kanałach w deszczową noc (?). Dlatego też album może zaskakiwać, bo mamy tu techniczne wykonanie na bardzo wysokim poziomie, mieszające estetykę dubstepową, techno i glitch, z zachowaniem niemalże namacalnego, „deszczowo-industrialnego” klimatu.
Jeszcze na koniec kilka słów, moich własnych przemyśleń, na temat tego całego około dubstepowego boomu. Otóż cały urok i wszędobylski hajp dotykający tegoroczne LPeki, artystów w dubstep się bawiących, jest jak najbardziej zasłużony. Śmiem twierdzić iż w tym roku (poprzedni odpowiednio do tego słuchaczy przygotował) wybuch multi stylistycznych mariaży, na dubstepowej estetyce wyrastających, może przyprawić o zawrót głowy. Cztery relejsy o których tu wspomniałem to tylko namiastka tego co się pojawiło, każdy wspomniany album/EPka jest inny, jednak połączony wspólnym mianownikiem dubstepowego genre. Żadna elektroniczna nisza nie wydaje teraz tylu świetnych albumów i trzeba sobie zdać z tego sprawę. Ja nie każę lubić, ale sprawdzić i się przekonać jak to „smakuje„ przecież można.







torrentów brak. monumentalnie rozczarowujące.