Audioriver – 06.08.10, Płock
Napisany 12 sie 2010 przez renegad | Napisane w dubstep, electronic, techno | Otagowane dubstep, electronic, relacja, techno | 1 komentarz »
Od czego tu zacząć? W zasadzie to mógłbym od tego, że decyzja o wyborze tego festiwalu spowodowana była nagłymi ruchami na mojej playliście – rezygnacja z Openera czy Coke
Live, na rzecz płockiej imprezy i wypełnionego szychami ambitnej elektroniki Tauron Nowa Muzyka zdaje się mieć sens.
Powiem tak: dotychczas kultura klubowa była przeze mnie dosyć skrupulatnie omijana, żeby nie powiedzieć, że miałem na nią wyjebane. Laptopowa muzyka w żaden sposób mnie nie kręciła, nie czułem chemii w stronę elektronicznych dźwięków, ale przyszedł dubstep i wywrócił wszystko do góry nogami.
Audioriver to impreza na której odnalazłem siebie, serio. Kiwanie się w takty bpm’ów w namiocie pełnym podobnych schizoli, było przeżyciem fascynującym. Podskórnie czułem, że to coś dla mnie. Bez znaczenia, czy był to Starkey z basowym pochodem, czy hipnotyzujący Glasse (rewelacyjny set w Circus Tent), nie mogłem przestać się ruszać, czego efektem były zapytania kilku kolesi czy nie mam speedu na odsprzedaż. Nie miałem, nie potrzebny był mi speed, to wychodziło samo ze mnie.
Ale do rzeczy. Piątek był dniem bardzo ciężkim – przyjazd do Płocka, przemarsz skarpą, rozkładanie namiotów tuż przy innym namiocie (w którym grała m.in. Ellen Allien) no i późniejsze perypetie z pogodą, dokładniej burza, wichura – armageddon nad polem namiotowym. Szczęście, że nie byłem zbyt trzeźwy bo chyba bym tam płakał. Pół piątku przespałem w zalanym namiocie, czego efektem było bardzo złe samopoczucie. Uwierzcie, obudziłem się po 21 cały mokry, z błotem w namiocie i jedyne co mnie w jakikolwiek sposób ratowało to materac, który udało mi się jakimś cudem napompować (na procentach). Wstałem, przebrałem się, wyszedłem z namiotu i zacząłem szukać moich kompanów – fakt, że od złego miejsca zacząłem szukać sprawił, że ogarnęło mnie przerażenie, iż kumple poszli wiksować pozostawiając mnie na pastwę kaca. Ale odnalazłem ich, wystarczyło wejść do namiotu obok (-_-), ale jak wspominałem ciężko było myśleć na takim zmęczeniu. Tak więc obudziłem znajomych i zaczęła się impreza…
Piątek
Cirrus Tent
22:30 – Christian Smith
Na niemieckim DJu długo nie zasiedziałem, bo jak się dowiecie później czekało na mnie kilku ciekawszych artystów. Choć Christian i jego set podobał się Patrykowi (jeden z kumpli z którymi tam się zjawiłem) i w sumie mnie też. Techno brzmienia, przecinane miejscami nieco bardziej house’owymi rytmami, pobudzały do tańca, namiot był niemalże pełny.
Hybrid Tent
23:00 – Starkey
Tu zaczyna się dziać, pierwsze moje dubstepowe live przeżycie. Starkey to artysta kombinujący z bristolskimi brzmieniami na zasadzie wpajania w głęboki wobble’owaty bas wielu technicznych smaczków, przez co set brzmiał bardzo imprezowo. Od początku była wiksa i to się nie kończyło. Kulminacja nastąpiła przy wciśniętym gdzieś pod koniec seta, kawałku świeżego brytyjskiego projektu Magnetic Man (m.in. Skream i Benga). Starkey zagrał ich hicior „I Need Air” (adekwatny tytuł do atmosfery) i odleciałem, podobnie jak masa zgromadzonych pod namiotem, fanów basowego grania.
Main Stage
00:00 – Way Out West Soundsystem
Na WOW zjawiliśmy się trochę po północy, bo trzeba było wchłonąć nieco płynów po Starkey’u. Bristolska formacja była głównym celem w festiwalowym line-upie Tymoteusza i to w zasadzie dzięki niemu tam się zjawiłem, oraz skupiłem raczej na odsłuchu. Było całkiem przyjemnie, dużo bujającego house’u. Atmosfera ze sceny (nastrój panowie mieli bardzo dobry) udzielała się dosyć licznie zgromadzonej publice.
Po Way Out West poszliśmy na pole namiotowe, akurat w tym momencie grała Ellen Allien i z miejsca w którym się rozbiliśmy wszystko dokładnie słyszeliśmy, o ile utworom zagranym nie miałem nic do zarzucenia, to już same przejścia między nimi brzmiały… hmm – amatorsko. Wydaje mi się, że takie wpadki nie powinny zdarzać się tuzom pokroju Ellen Allien.
Hybrid Tent
02:00 – Plastician
Kolejny artysta tej nocy który mną wstrząsnął. Po tym występie wiedziałem, że Hybrid Tent, powinien zostać docelowym miejscem mojej zabawy. Basy, ogólnie nagłośnienie miażdżyło. Dzika, nieskrępowana zabawa – niczym na jakimś rave party, byłem totalnie zahipnotyzowany. Po Plasticianie zostaliśmy jeszcze chwilę pod namiotem, żeby zobaczyć Noisię, ale byliśmy zbyt krótko, żeby się wypowiadać – jedno jest pewne wiksa była kontynuowana.
Main Stage
02:30 – Simian Mobile Disco
Docieramy do headlinera który najbardziej mnie interesował. Elektro duet z Wysp mający na koncie dwa bardzo dobrze przyjęte albumy (oraz kilka producenckich m.in Klaxons i Arctic Monkeys) i masę występów na całym świecie. Tak więc doświadczona to ekipa. Set jaki przygotowali znacząco się różnił od ich studyjnych dokonań. Dużo brzmień techno, świetne interludia (rozkręcać tłum to oni potrafią) i kilka niespodziewanych pozycji jak „It’s The Beat„, czy „Audicity of Huge” zagrane na sam koniec po prostu powalały. Cały set ponownie przetańczyłem, zakończyło się to nad ranem, więc mój stan fizyczny załączył sobie GPSa do namiotu. Jednak nie myślcie, że poszliśmy spać. Odczekaliśmy do godziny 6 rano i poszliśmy w miasto po „ekwipunek”. Na tym w zasadzie skończył się piątek i zaczęła sobota (jest to impreza na której ciężko stwierdzić jaki dzień aktualnie jest, bo jak widać zaczynało się to wszystko w piątek w nocy, a kończyło rano w sobotę).
Ciąg dalszy czyli relacja z soboty, w najbliższym czasie.






Tauron Nowa Muzyka, masz literówkę.