

- Czujesz to? Czujesz to?!
- Co takiego?
- Napalm, synu. Nic innego na świecie tak nie pachnie. Kocham zapach napalmu o poranku. Kiedyś bombardowaliśmy wzgórze przez 12 godzin. Później poszedłem na tą górę. Nie znaleźliśmy tam ani jednego śmierdzącego cielska. Ale ten zapach, rozumiesz, ten zapach benzyny roztaczał się po całym wzgórzu. Pachniało jak… zwycięstwo…
Czytaj dalej »

Powracamy do pomysłu coponiedziałkowych rekomendacji. Starych “odcinków” postanowiliśmy nie umieszczać ponownie na Winylu. W tym tygodniu coś na imprezę, coś by pokonać chłód, coś by dopełnić obrazu za oknem i coś do kontemplacji na długi zimowy wieczór. Enjoy.
Czytaj dalej »

Rok 2009 pod względem muzycznym był rokiem średnim. Lepiej wspominam rocznik 2008, a do wspaniałego 2007 w ogóle nie ma startu. Niemniej problemów ze skomponowaniem tej listy miałem więcej niż w roku ubiegłym, z tej prostej przyczyny, że kilka albumów prezentowało zbliżony poziom. Tak więc poniższy ranking nie jest chłodną kalkulacją plusów i minusów poszczególnych płyt, lecz bardziej chwilowym kaprysem. Za pięć minut pewnie będę miał ochotę coś w nim zmienić. Tak więc lecimy.
Czytaj dalej »


Jaką falę komentarzy wywołał kawałek “40:1” grupy Sabaton wszyscy pamiętamy. Streścić je wszystkie można mniej więcej tak: fajnie, że szwedzki zespół śpiewa o “polskich Termopilach”, ale to wstyd, że Polacy tego nie zrobili wcześniej. Że nie propagują w swojej muzyce tak bogatej polskiej historii. Że właściwie jej nie znamy, skoro mało kto wcześniej słyszał o bitwie pod Wizną. Ktoś jednak wziął te sprawy w swoje ręce i stara się dźwiękiem wyłożyć historię lat 1939-1989. Tym kimś jest Łukasz Rostowski, znany szerszej publiczności jako L.U.C.
Czytaj dalej »


Czym polski ciężki metal stoi? Behemothem! Taka odpowiedź pierwsza się ciśnie na usta. A poza tym? Stary, ale jary Vader, porządne Virgin Snatch i Acid Drinkers, blackowy all-star band Vesania, oniryczno-progresywne Riverside (choć temu chyba bliżej do rocka, ale niech będzie) oraz grindcore’owa Antigama. A czym polski post-metal stoi? Zdobywającym coraz większe uznanie za granicą i mającym już mocną pozycję w kraju slude’owym Blindeadem i matematycznymi połamańcami spod znaku Kethy i Mothry. Do tego grona powinni wkrótce dołączyć panowie z Echoes of Yul, których debiutancki krążek ukazał się w tym roku.
Czytaj dalej »

Nie mam pojęcia jak zacząć ten wpis. Napisałem pierwsze zdanie i zaraz je usunąłem nie wiedząc jak połączyć je z drugim. No to zacznę tak jak panowie z Buried Inside na albumie „Chronoclast”. Albumie, którą wstrząsnął mną do cna, zrównał do poziomu gruntu, zamienił w gruz nawet fundamenty. Rzadko doświadczamn takiego stanu. Ostatnią płytą, którą zapętliłem sobie po pierwszym przesłuchaniu była „The Galilean Satellites” Rosetty, a skończyło się na dwóch przesłuchaniach z rzędu. Tutaj postanowiłem posłuchać czegoś innego dopiero po czterech odsłuchaniach.
Czytaj dalej »
Po co się zakłada zespoły muzyczne? Żeby przekazać ludziom swoje poglądy? Aby zbuntować się systemowi? Dla kasy? Bo jak się nie ma matury, a umie się dobrze grać na gitarze, to lepiej to niż kopać rowy? Bo mama kazała? Żeby wyrywać dupy? Żeby grać przed setkami tysięcy ludzi? Tak! Wszystko po trochu, ale to ostatnie najbardziej mnie kręci (no i to przedostatnie ;)). Wychodzisz na scenę z gitarą w ręku, słyszysz ten wrzask tysięcy gardeł, widzisz młyn pod sceną, wszyscy czekają aż zaczniesz grać, a ty dajesz taki wycisk, że ludziom kopary opadają, a później filmiki z tego występu mają rekordową oglądalność na YouTube’ie. Któż o tym nie marzy? A więc zapraszam Was do obejrzenia kilku filmików, na których ujrzycie ludzi, którym to marzenie się spełniło.
Czytaj dalej »


- Patrzcie chłopaki, co mam!
- O nie!
- Dawaj!
- Znowu…
- No podpalaj! Podpalaj!
- Good shit…
- Aż chce się śpiewać!
- Oh say we love weed by the bongs burning light!
- No to co? Gramy?
- Może nawet cały album się uda nagrać?
- Znowu?
- Czwarty już.
- Ciężko będzie nagrać godnego następcę „Gateway”, ale w końcu skądś trzeba brać kasę na Marysię, czyż nie?
- Damy radę! Nie musimy wymyślać nic przełomowego, nasza muzyka ma bawić przede wszystkim. W końcu nazywamy się Bongzilla!
Czytaj dalej »

Za oknem typowo listopadowa pogoda: zimno, wiatr, deszcz, zero słońca, a ja zamiast się dostosować do aury i zapuścić jakieś „smęty” w postaci Opeth czy innej Anathemy katuję się stonerową jazdą w postaci Doomriders i ich albumem „Black Thunder”. A może tego właśnie mi potrzeba? Niesamowitej dawki energii, zamiast dobijania się depresyjnymi melodiami? Czytaj dalej »


“Zdrastwuj Sascha! Dawaj no spiryt! Maroz na dworie jak cholera, konieczna się dogrzać. Naliwaj do pełna. Budiem siewodnia pilim, gariwalim, śpiewali, płakalim i jesio raz pilim do białego rana! Oj maroz na dworie i maroz w sercu. Naliwaj na drugą nogę! Na lepszy humor!”
Czytaj dalej »