

Drodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek Rizzo. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów “Rządów we Krwi”! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau – nigdy więcej. Liczy się tylko ostra jazda bez trzymanki. Obiecujemy Wam superciężkie i superszybkie połączenie muzyki klasyków thrashu i hardcore punka. Chcecie prawdziwego thrashu od Maxa Cavalery? Chcecie prawdziwego pierdolnięcia? Wybierzcie Soulfly! Wybierzecie Omen!!! Lista wyborcza nr 7.

Czytaj dalej »
Recenzja autorstwa Fifth Horsemana – użytkownika naszego forum.
Dax Riggs to muzyk znany głównie z Acid Bath, w którym udzielał się w latach 1991-1997, oraz z Agents of Oblivion, którego liderem był od 1997 do 2000r., w którym to roku wydali swoją pierwszą i ostatnią zarazem płytę. Na dość krótko po wydaniu debiutu Agents of Oblivion, zespół się rozpadł, a Riggs założył alternative/indie rockową grupę Deadboy and The Elephantmen.
Czytaj dalej »


Prawdziwy blues rodzi się z bólu, smutku i cierpienia – maksyma znana od zarania dziejów bluesa i jakże prawdziwa. Dobry bluesman musi wydobywać swą muzykę z samego dna swego serca. Musi w niej zawrzeć całe piętno swych doświadczeń, by jego blues był prawdziwie autentyczny i szczery. Bo chyba o to w tej muzyce chodzi.
Czytaj dalej »

Dzisiaj będzie psychodelicznie w kwestii muzycznej, a w pozostałych kwestiach przedstawię rzeczy, które powinny dać do myślenia. Niby słoneczko i coraz wyższe temperatury skutecznie odciągają od czynności wytężających umysł, to jednak warto poświęcić jakiś nudniejszy wieczór na zapoznanie się z poniższymi pozycjami.
Czytaj dalej »


- Czujesz to? Czujesz to?!
- Co takiego?
- Napalm, synu. Nic innego na świecie tak nie pachnie. Kocham zapach napalmu o poranku. Kiedyś bombardowaliśmy wzgórze przez 12 godzin. Później poszedłem na tą górę. Nie znaleźliśmy tam ani jednego śmierdzącego cielska. Ale ten zapach, rozumiesz, ten zapach benzyny roztaczał się po całym wzgórzu. Pachniało jak… zwycięstwo…
Czytaj dalej »

Powracamy do pomysłu coponiedziałkowych rekomendacji. Starych “odcinków” postanowiliśmy nie umieszczać ponownie na Winylu. W tym tygodniu coś na imprezę, coś by pokonać chłód, coś by dopełnić obrazu za oknem i coś do kontemplacji na długi zimowy wieczór. Enjoy.
Czytaj dalej »

Rok 2009 pod względem muzycznym był rokiem średnim. Lepiej wspominam rocznik 2008, a do wspaniałego 2007 w ogóle nie ma startu. Niemniej problemów ze skomponowaniem tej listy miałem więcej niż w roku ubiegłym, z tej prostej przyczyny, że kilka albumów prezentowało zbliżony poziom. Tak więc poniższy ranking nie jest chłodną kalkulacją plusów i minusów poszczególnych płyt, lecz bardziej chwilowym kaprysem. Za pięć minut pewnie będę miał ochotę coś w nim zmienić. Tak więc lecimy.
Czytaj dalej »


Jaką falę komentarzy wywołał kawałek “40:1” grupy Sabaton wszyscy pamiętamy. Streścić je wszystkie można mniej więcej tak: fajnie, że szwedzki zespół śpiewa o “polskich Termopilach”, ale to wstyd, że Polacy tego nie zrobili wcześniej. Że nie propagują w swojej muzyce tak bogatej polskiej historii. Że właściwie jej nie znamy, skoro mało kto wcześniej słyszał o bitwie pod Wizną. Ktoś jednak wziął te sprawy w swoje ręce i stara się dźwiękiem wyłożyć historię lat 1939-1989. Tym kimś jest Łukasz Rostowski, znany szerszej publiczności jako L.U.C.
Czytaj dalej »


Czym polski ciężki metal stoi? Behemothem! Taka odpowiedź pierwsza się ciśnie na usta. A poza tym? Stary, ale jary Vader, porządne Virgin Snatch i Acid Drinkers, blackowy all-star band Vesania, oniryczno-progresywne Riverside (choć temu chyba bliżej do rocka, ale niech będzie) oraz grindcore’owa Antigama. A czym polski post-metal stoi? Zdobywającym coraz większe uznanie za granicą i mającym już mocną pozycję w kraju slude’owym Blindeadem i matematycznymi połamańcami spod znaku Kethy i Mothry. Do tego grona powinni wkrótce dołączyć panowie z Echoes of Yul, których debiutancki krążek ukazał się w tym roku.
Czytaj dalej »

Nie mam pojęcia jak zacząć ten wpis. Napisałem pierwsze zdanie i zaraz je usunąłem nie wiedząc jak połączyć je z drugim. No to zacznę tak jak panowie z Buried Inside na albumie „Chronoclast”. Albumie, którą wstrząsnął mną do cna, zrównał do poziomu gruntu, zamienił w gruz nawet fundamenty. Rzadko doświadczamn takiego stanu. Ostatnią płytą, którą zapętliłem sobie po pierwszym przesłuchaniu była „The Galilean Satellites” Rosetty, a skończyło się na dwóch przesłuchaniach z rzędu. Tutaj postanowiłem posłuchać czegoś innego dopiero po czterech odsłuchaniach.
Czytaj dalej »