<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>:: Winyl :: &#187; Niszczuk</title>
	<atom:link href="http://www.winyl.info/author/niszczuk93/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.winyl.info</link>
	<description>W 33 obroty dookoła muzyki</description>
	<lastBuildDate>Thu, 13 Oct 2011 22:49:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Graveyard &#8211; Hisingen Blues</title>
		<link>http://www.winyl.info/2011/05/29/graveyard-hisingen-blues/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2011/05/29/graveyard-hisingen-blues/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 May 2011 19:16:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[hard rock]]></category>
		<category><![CDATA[blues rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=3221</guid>
		<description><![CDATA[Pierwszy kwartał 2011 roku przyniósł nam trzy różne, dobre płyty, które łączy jedno: wszystkie mocno, bardzo mocno siedzą w staroszkolnym gitarowym graniu &#8211; choć na każdej z nich słychać inspirowanie się czym innym. Mamy oto dwie kapele ze stanów: okultystyczne, psychodeliczne, doomowo-hardrockowe Blood Ceremony, które najmocniej kojarzy się chyba z legendarnym Coven (choć bardziej ze [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img class="alignleft size-full wp-image-1737" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong><img class="alignright size-full wp-image-3208" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/05/hisingen.png" alt="" width="200" height="200" /></a>P</strong></span>ierwszy kwartał 2011 roku przyniósł nam trzy różne, dobre płyty, które łączy jedno: wszystkie mocno, bardzo mocno siedzą w staroszkolnym gitarowym graniu &#8211; choć na każdej z nich słychać inspirowanie się czym innym. Mamy oto dwie kapele ze stanów: okultystyczne, psychodeliczne, doomowo-hardrockowe <strong>Blood Ceremony</strong>, które najmocniej kojarzy się chyba z legendarnym <strong>Coven</strong> (choć bardziej ze względu na klimat, niż samą muzykę), bardzo sabbathowe <strong>Orchid</strong> &#8211; zespół nie kryje się z tym i nie wstydzi tego, że gra kubek w kubek jak <strong>Black Sabbath</strong> (kto nie kojarzy brzmienia gitar z <strong>&#8222;Sabbath Bloody Sabbath&#8221;</strong> i nie zdziwił się, nie słysząc w pierwszym utworze wokalu <strong>Ozzy&#8217;ego</strong>, ten kiep!); mamy też pochodzącą z Norwegii kapelę <strong>Graveyard</strong> i właśnie ostatnim wydawnictwem tego zespołu, noszącym nazwę <strong>&#8222;Hisingen Blues&#8221;</strong>, dziś się zajmę.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span id="more-3221"></span><br />
<strong>Graveyard</strong> to jeden z zespołów grających muzykę, której wg praw rządzących w muzycznych mass-mediach, nikt nie powinien już słuchać, a tym bardziej tworzyć. Tak grano 30-parę, 40 lat temu, a dziś utwór mający więcej niż 3 lata to już zapomniany staroć. Jednak ciągle są tacy, którzy &#8222;urodzili się za późno&#8221; i ponieważ nie mogą fizycznie cofnąć się w czasie do lat 60., 70., starają się przynajmniej odtworzyć &#8222;tamten&#8221; klimat. Panowie z Graveyard to właśnie tacy urodzeni za późno.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">To tyle jeśli chodzi o wstęp; przejdźmy do sedna. Jak się rzekło na początku, dobre oldschoolowe płyty w pierwszym kwartale tego roku wyszły trzy, a <strong>&#8222;Hisingen Blues&#8221;</strong> moim faworytem w tej trójce nie jest. Czemu zatem stał się przedmiotem recenzji? Może chcę płytę spektakularnie &#8222;zjechać&#8221;? Nie &#8211; po prostu spośród pozostałych albumów, ten jest moim zdaniem najciekawszy, a do tego miałem z nim największy &#8222;zgryz&#8221;.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Początkowo do płyty jako całości w ogóle nie mogłem się przekonać, jedynie pierwszy utwór sprawiał mi przyjemność, późniejsze za to nudziły. Za którymś razem zacząłem więc odsłuch od drugiego kawałka &#8211; od razu było lepiej. Czyli typowy syndrom pierwszego utworu &#8211; otwieracz robi na nas wrażenie, chcemy żeby kolejny utwór nie odstawał poziomem &#8211; w takiej sytuacji bylibyśmy kupieni. Nadchodzi więc drugi utwór i nagle okazuje się, że nie spełnia naszych wymagań. I koniec &#8211; nawet jeśli dalej jest znowu dobrze, płyta dostaje 5/10 i ląduje w lamusie. Tak byłoby i w tym przypadku &#8211; pierwszy utwór <strong>&#8222;Ain&#8217;t Fit to Live Here&#8221;</strong> to świetny, dynamiczny kawałek, zaś drugi w kolejności <strong>&#8222;No Good, Mr. Holden&#8221;</strong> jest rockową balladką (jak się później okazało, bardzo dobrą), co powoduje swojego rodzaju szok (choćby i z tego powodu, że mało kto umieszcza ballady na samym początku płyty). Na szczęście eksperyment z pominięciem otwieracza wypalił i wszyscy jesteśmy szczęśliwi, bo potem już nie ma takich problemów &#8211; albumu słucha się naprawdę dobrze, każdy utwór jest charakterystyczny i chwytliwy. Słychać tu <strong>Zeppelinów</strong>, najstarsze dokonania <strong>Black Sabbath</strong>, trochę <strong>Hendriksa</strong>, może <strong>Pink Floyd</strong> &#8211; jak już mówiłem, stara szkoła rocka. Nie ma tu jednak dosłownego grania pod konkretnego artystę, echa są mniej &#8222;dosłowne&#8221;, często skojarzenia nasuwa np. jakaś melodia, zagrywka gitarzysty, wszystko to jest ulotne, nieuchwytne, a mimo wszystko oczywiste.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Zanim skończę, słówko o minusach, bo płyta nie jest pozbawiona wad. Pierwsza to rozłożenie utworów, które tak mi zakłóciło odbiór całości &#8211; nic nie poradzę, że mi to jednak przeszkadza. Druga kwestia &#8211; wokal. Jest dobry, ciekawa barwa, nienaganny akcent, ale za dużo go. Gdyby dać trochę przestrzeni instrumentalistom byłoby naprawdę świetnie, bo słychać w tle, że choćby gitarzysta zna się na graniu i bardzo dobre rzeczy tworzy. No i trzecia rzecz &#8211; <strong>&#8222;Longing&#8221;</strong>, klimatyczny instrumentalny przerywnik, nasuwający skojarzenia ze starymi westernami, skróciłbym o jakąś połowę.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">No, to tyle. Miłośnikom klasycznego rocka mocno polecam, bo powinno się spodobać &#8211; mimo wszystko nie jest to bardzo wtórny materiał. A jeśli ktoś ma podobny do mojego problem z syndromem pierwszego utworu i za nic nie może się przekonać do reszty, polecę inny jeszcze kawałek z &#8222;Hisingen Blues&#8221; &#8211; <strong>&#8222;Rss&#8221;</strong>.</p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 8/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong> </strong></strong></span><span style="font-size: 30px;"><strong><strong> </strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=jeXChfKnh3I">&#8222;Ain&#8217;t Fit to Live Here&#8221;</a> &#8211; 3:06</strong></li>
<li><strong>&#8222;No Good, Mr. Holden&#8221; &#8211; 4:47</strong></li>
<li><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=OnGBa8dVm6k">&#8222;Hisingen Blues&#8221;</a> &#8211; 4:13</strong></li>
<li><strong>&#8222;Uncomfortably Numb&#8221; &#8211; 6:11</strong></li>
<li><strong>&#8222;Buying Truth (Tack &#038; Förlåt)&#8221; &#8211; 3:27</strong></li>
<li><strong>>a href=&#8221;http://www.youtube.com/watch?v=ZBYzTH1I1g8&#8243;>&#8221;Longing&#8221;</a> &#8211; 4:49</strong></li>
<li><strong>&#8222;Ungrateful Are the Dead&#8221; &#8211; 3:10</strong></li>
<li><strong>&#8222;Rss&#8221; &#8211; 3:49</strong></li>
<li><strong>&#8222;The Siren&#8221; &#8211; 6:01</strong></li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Całość: 39:33</strong></p>
<p><strong>Data wydania: 25 marca, 2011</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2011/05/29/graveyard-hisingen-blues/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pride &amp; Glory &#8211; Pride &amp; Glory</title>
		<link>http://www.winyl.info/2011/03/08/pride-glory-pride-glory/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2011/03/08/pride-glory-pride-glory/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Mar 2011 16:43:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[hard rock]]></category>
		<category><![CDATA[southern rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=3088</guid>
		<description><![CDATA[Zakk Wylde to postać w światku metalowym znana. Zabłysnął jako gitarzysta w zespole Ozzy&#8217;ego Osbourne&#8217;a, później jako założyciel i frontman Black Label Society. To są najbardziej znane fakty &#8211; nie należy jednak zapominać o pierwszych solowych podejściach Zakka do tworzenia muzyki. W 1996 roku Wylde wydał sygnowaną swoim nazwiskiem płytę &#8222;Book of Shadows&#8221;, wcześniej jednak [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="Niszczuk" /><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/03/11639.jpg" alt="pride &#038; glory" align="right" /></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>Z</strong></span><strong>akk Wylde</strong> to postać w światku metalowym znana. Zabłysnął jako gitarzysta w zespole <strong>Ozzy&#8217;ego Osbourne&#8217;a</strong>, później jako założyciel i frontman <strong>Black Label Society</strong>. To są najbardziej znane fakty &#8211; nie należy jednak zapominać o pierwszych solowych podejściach Zakka do tworzenia muzyki. W 1996 roku Wylde wydał sygnowaną swoim nazwiskiem płytę <strong>&#8222;Book of Shadows&#8221;</strong>, wcześniej jednak &#8211; krótko po odejściu z zespołu Ozzy&#8217;ego &#8211; wespół z <strong>Jamesem LoMenzo</strong> i <strong>Brianem Tichym</strong> nagrał jedną płytę pod szyldem <strong>Pride &#038; Glory</strong>. I tym właśnie dzieckiem Zakka dziś się zajmę.</p>
<p><span id="more-3088"></span></p>
<p>Ci, którzy zetkną się z P&#038;G już po zetknięciu się z Black Label Society, a zapewne wielu takich jest (i ja do nich należę), pewnie nie będą zaskoczeni zawartością płyty. Przyjmując, że Zakk głupi nie jest i zagrawszy w jakimś tam stylu w latach 90, nie grałby takiej samej muzyki parę lat później pod innym szyldem, można założyć, że P&#038;G zabrzmi mniej więcej &#8222;jak BLS, tylko lżej&#8221;.* Bardzo mocno uogólniając, w dużym skrócie można by tak tę płytę opisać, byłaby to jednak &#8211; może nie krzywdząca, ale jednak generalizacja. Bo choć ukryć się nie da, że oba te projekty reprezentują południe USA, to jednak trochę inne obrazy malują nam przed oczami. Black Label Society to muzyka do choppera, do przemierzania nieskończonych mil route 66 wśród bezkresnych pustkowi. Pride &#038; Glory natomiast to raczej leniwy redneck, siedzący we flaneli, ogrodniczkach i słomianym kapeluszu na werandzie swojej chatki, skubiący słonecznika i plujący do&#8230; no, do spluwaczki. Czujecie różnicę?</p>
<p>Tak to się właśnie przedstawia. Muzyka P&#038;G, z wyjątkiem paru utworów i momentów (np. otwierającego płytę tryptyku <strong>&#8222;Losin&#8217; Your Mind&#8221;</strong>, <strong>&#8222;Horse Called War&#8221;</strong> i <strong>&#8222;Shine On&#8221;</strong>), to nie &#8222;motoryczny&#8221; heavy metal, tylko raczej hard rockowe granie, w którym najwięcej słychać chyba <strong>Lynyrd Skynyrd</strong> &#8211; choćby w <strong>&#8222;Troubled Wine&#8221;</strong>, <strong>&#8222;Cry Me a River&#8221;</strong> czy <strong>&#8222;Machie Gun Man&#8221;</strong>. Do tego jest parę ballad w stylu tych, które znamy z płyt Black Label Society, czyli pianinko, spokojny śpiew Zakka i ewentualnie jakiś smaczek &#8211; w takim <strong>&#8222;Lovin&#8217; Woman&#8221;</strong> mamy harmonijkę ustną.</p>
<p>O, właśnie &#8211; a propos smaczków. Na samym początku &#8211; chyba żeby zrobić dobre wrażenie i zachęcić do słuchania &#8211; przeżywamy miłe chwile z instrumentami takimi, jak banjo (genialne otwarcie <strong>&#8222;Losin&#8217; Your Mind&#8221;</strong>!), harmonijka ustna (oprócz &#8222;Lovin&#8217; Woman&#8221; jest jeszcze w &#8222;Shine On&#8221;, gdzie sprawia o wiele więcej radochy) oraz skrzypeczki (<strong>&#8222;Chosen One&#8221;</strong>) &#8211; niestety nie w stylu country, tylko raczej w stylu rzewno-radiowym, ale zawsze coś. Banjo pojawia się też na zakończenie płyty &#8211; w countrowo pobrzmiewającym <strong>&#8222;Hate Your Guts&#8221;</strong>.</p>
<p>Podsumowując wątek stylistyczny, nie da się nie zauważyć, że utworów w stylu rednecka jest więcej, niż &#8222;motorów&#8221;, co znaczy, że jest spokojniej, niż w BLS. Mi to w sumie pasuje &#8211; ale mam parę zastrzeżeń. Po pierwsze &#8211; moim zdaniem o wiele lepiej by się tego słuchało, gdyby inaczej rozrzucić utwory. Po trzech pierwszych, kopiących zad utworach, następuje blisko 20minutowe rozrzewnienie, które przerywa dopiero lynyrdowy &#8222;Troubled Wine&#8221;. W ten sposób zachwiane proporcje pozostawiają pewien niesmak, poza tym słuchacz po początkowym wygarze spodziewa się, że tak będzie do końca &#8211; a tu szok, rzekłbym, termiczny. Nie mam nic przeciwko różnorodności na tej płycie, ale można było ją bardziej umiejętnie dawkować.</p>
<p>Po drugie &#8211; no cóż, może to wynika z mojej antypatii do ballad, ale muszę to powiedzieć &#8211; ballad jest za dużo. Dla mnie limit to dwie na całą płytę, niezależnie od tego, ile cała płyta zawiera utworów, a tutaj ten limit został przekroczony dwukrotnie. Zresztą, gdyby wyrzucić np. utwór 12. i 13., płyta trwałaby nieco ponad godzinę, co wyszłoby na plus, bo cały materiał trochę się dłuży za pierwszym i drugim podejściem.</p>
<p>No, ale to tyle marudzenia. Ogólnie jest miło i sympatycznie, płyta jest godna polecenia, choć nie każdemu się spodoba.</p>
<p>*trochę pokręciłem, ale mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi. Jak nie, można pytać <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 7+/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><br />
</strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong>&#8222;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=moxgknum-j4">Losin&#8217; Your Mind&#8221;</a> &#8211; 5:28</strong></li>
<li><strong>&#8222;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qa8wueML-0k">Horse Called War&#8221;</a> &#8211; 5:01</strong></li>
<li><strong>&#8222;Shine On&#8221; &#8211; 6:44</strong></li>
<li><strong>&#8222;Lovin&#8217; Woman&#8221; &#8211; 3:46</strong></li>
<li><strong>&#8222;Harvester of Pain&#8221; &#8211; 5:06</strong></li>
<li><strong>&#8222;The Chosen One&#8221; &#8211; 6:50</strong></li>
<li><strong>&#8222;Sweet Jesus&#8221; &#8211; 3:48</strong></li>
<li><strong>&#8222;Troubled Wine&#8221; &#8211; 5:39</strong></li>
<li><strong>&#8222;Machine Gun Man&#8221; &#8211; 4:56</strong></li>
<li><strong>&#8222;Cry Me a River&#8221; &#8211; 4:37</strong></li>
<li><strong>&#8222;Toe&#8217;n the Line&#8221; &#8211; 7:16</strong></li>
<li><strong>&#8222;Found a Friend&#8221; &#8211; 6:02</strong></li>
<li><strong>&#8222;Fadin&#8217; Away&#8221; &#8211; 4:56</strong></li>
<li><strong>&#8222;Hate Your Guts&#8221; &#8211; 4:38</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 74:38</strong></p>
<p><strong>Premiera: 1 maja 1994</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2011/03/08/pride-glory-pride-glory/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2010: Niszczuk</title>
		<link>http://www.winyl.info/2011/01/09/podsumowanie-roku-2010-niszczuk/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2011/01/09/podsumowanie-roku-2010-niszczuk/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Jan 2011 23:42:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2929</guid>
		<description><![CDATA[Nie lubię podsumowań rocznych. Tak &#8211; ja, który w wyniku nudy zrobiłem na RateYourMusic listy podsumowujące lata 1991 &#8211; 2007, mówię, że nie lubię podsumowań. Refleksja ta naszła mnie, kiedy po roku zajrzałem na mój top 10 z roku 2008. Zajrzawszy, stwierdziłem, że ja nie mogłem tego pisać i zmieniłem chyba wszystko, co się dało. [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="Niszcz" /></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>N</strong></span>ie lubię podsumowań rocznych. Tak &#8211; ja, który w wyniku nudy zrobiłem na RateYourMusic listy podsumowujące lata 1991 &#8211; 2007, mówię, że nie lubię podsumowań. Refleksja ta naszła mnie, kiedy po roku zajrzałem na mój top 10 z roku 2008. Zajrzawszy, stwierdziłem, że ja nie mogłem tego pisać i zmieniłem chyba wszystko, co się dało. W tym roku, robiąc listę odsłuchanych przeze mnie albumów na RYM, również zmieniałem ją niemal codziennie. Ale obowiązek to obowiązek.<br />
<span id="more-2929"></span><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></span></p>
<p>Siedzę zatem teraz, słuchając ostatniego albumu, który mógłby namieszać w moim pieczołowicie opracowanym top 10 (nie namiesza, już to wiem) i piszę podsumowanie. Niestety, kilka naprawdę dobrych płyt znalazło się poza czołówką &#8211; choćby <strong>High on Fire</strong> czy <strong>Electric Wizard</strong>. Ale top 10 to top 10, a całą moją listę, która obejmuje ok. 50 płyt, można zobaczyć <a href="http://rateyourmusic.com/list/Niszczuk/2010_albums" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<h1>10 najlepszych płyt roku</h1>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>10. Johnny Cash &#8211; American VI: Ain&#8217;t No Grave</h2>
<blockquote><p><img class="alignright size-full wp-image-2802" style="border: 1px solid #000000;" title="Johnny" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/cash.png" alt="" width="200" height="200" /><strong>&#8222;American VI&#8221;</strong> to drugi wydany pośmiertnie album <strong>Casha</strong>, a znalazły się na nim utwory z sesji nagraniowych do płyty <strong>&#8222;American V: A Hundred Highways&#8221;</strong>. Z czym mamy tu do czynienia? Oprócz <strong>&#8222;I Corinthians 15:55&#8243;</strong>, utwory na albumie to same covery (m.in. <strong>Sheryl Crow</strong>), zagrane w typowym dla Casha stylu &#8211; są więc i ballady, i nieco żywsze utwory. Jak zwykle klimat, który tworzy wokal mistrza, jest niepowtarzalny i choć nie jest to poziom na przykład <strong>&#8222;The Man Comes Around&#8221;</strong>, to i tak należy się tej płycie miejsce w top 10.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>9. Corruption &#8211; Bourbon River Bank</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" "src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/corruption.png" alt="korapsz" width="200" height="200" /></p>
<blockquote><p>
<strong>Corruption</strong>, czyli bodajże pierwsza kapela w Polsce, która parała się południowo-stonerowym brzmieniem, wydała w tym roku zaskakująco dobry album. W porównaniu do niego, poprzednie dokonania wypadają dość blado, a przecież nie są słabe. Płyta jest nagrana jakby z większym polotem, wykopem, lepiej buja i naprawdę łatwo &#8222;wchodzi&#8221; &#8211; co nie znaczy, że łatwo &#8222;wychodzi&#8221;, o nie, wręcz przeciwnie. Śmiem twierdzić, że to najlepsze dokonanie Corruption &#8211; i oby tak dalej.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>8. Karma to Burn &#8211; Appalachian Incantation</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/karma.png" alt="karma" width="200" height="199" /></p>
<blockquote><p>
Stonerowa ekipa z Zachodniej Wirginii powróciła w wielkim stylu po 9-cio letniej przerwie. Oprócz świetnego albumu zagrali też wiele koncertów (w tym jeden w Polsce &#8211; ale o tym w <strong>Wydarzeniach roku</strong>). Płyta nie zawiodła &#8211; nadal jest pełno klimatu, świetnych patentów i nieziemskich riffów. Właściwie jedyny minus to taki, że jest jeden kawałek z wokalem, a &#8211; nie oszukujmy się &#8211; Davies nie jest zbyt dobrym wokalistą. Jednak cała reszta to instrumentalne łojenie w stylu <strong>Wild, Wonderful Purgatory</strong> i <strong>Almost Heathen</strong> i miłośnicy obu tych płyt nie powinni być zawiedzeni.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>7. Brant Bjork &#8211; Gods &#038; Goddesses</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/brant.png" alt="bbjork" /></p>
<blockquote>
<p><strong>Brant Bjork</strong>, ex-perkusista <strong>Kyussa</strong>, to artysta płodny. Kilka lat po opuszczeniu Kyussa zaczął nagrywać solo i nagrywa nieprzerwanie do dzisiaj. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się zbyt wiele po tej (a była to moja pierwsza) płycie Bjorka, ale urzekła mnie &#8211; choć nie od razu. Płyta wdarła się do top 10 bardzo późno, bo tuż po Nowym Roku. Czemu tak było? Cóż, pierwsze, co rzuciło mi się w uszy, to prostota. Może nie skrajna, ale trochę zaskoczył mnie klimat tej płyty, kiedy przypomniałem sobie twórczość innych ex-członków Kyussa. Po dość długim czasie jednak ta właśnie prostota, w połączeniu z nieco psychodeliczną produkcją, która buduje wrażenie przebywania na środku ogromnej pustyni, owładnęły mną. Muzyka tworzona przez Branta to kawał naprawdę oryginalnego stoner rocka &#8211; choć w jego przypadku nie bałbym się pokusić o określenie &#8222;desert rock&#8221;.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>6. The Sword &#8211; Warp Riders</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/sword.jpg" alt="miecz" width="200" height="182" /></p>
<blockquote>
<p>Ten album wdarł się szturmem do podsumowania. Odsłuchany przeze mnie na ostatnią chwilę, dosłownie parę dni temu, jako jeden z tych, które może zmienią coś w top 10. Po dwóch podejściach wskoczył do drugiej piątki. Energia, świetne, klasycznie heavy/doomowe gitary i niebanalne kompozycje sprawiły, że trudno mi było się od tego albumu oderwać. Dobre wrażenie zepsuł jedynie wokal, który, delikatnie mówiąc, w ogóle nie pasuje do całej reszty. Ale ta właśnie cała reszta w pełni to rekompensuje.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>5. Black Label Society &#8211; Order of the Black</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/BLS.png" alt="bls" width="200" height="200" /></p>
<blockquote>
<p>Ekipa <strong>Zakka Wylde</strong> musiała znaleźć się w pierwszej piątce podsumowania. Mistrzowie południowego heavy metalu powracają i niszczą. Zakk ostro przyspieszył tempo utworów, co trochę położyło się cieniem na klimacie, ale charakterystyczne riffy i solówki przypominają, jak bardzo za nimi tęskniliśmy. Poza tym płyta jak zwykle jest przebojowa i wchodzi bez popity. Niestety Wylde przesadził nieco z eksponowaniem swojej wrażliwej strony i nagrał za dużo ballad &#8211; wychodzi 1/3 lub 1/4 płyty, naprawdę trudno tego nie zauważyć. Prosimy na przyszłość: mniej ballad, więcej mięsa!<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>4. Black Bombaim &#8211; Saturdays and Space Travels</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/blackb.png" alt="blackb" width="200" height="200" /></p>
<blockquote>
<p>To było jak grom z jasnego nieba &#8211; płyta pojawiła się znikąd, a spowodowała sporo zamieszania. Niech nie zmyli Was ilość utworów zawarta na tym LP, bo łączny czas ich trwania to niemal 40 minut. A skąd zamieszanie? Ma związek właśnie z ilością utworów &#8211; sceptycznie podchodzę do takich zabiegów, zazwyczaj po jakichś 10 minutach utwór już mi się dłuży. Jednak materiał zawarty na płycie <strong>Black Bombaim</strong nie nuży - cały czas coś się tu dzieje, jest mnóstwo zmian tempa i genialnych patentów. Stonerowo/spacerockowy odlot na <strong>Side A</strong> ani bardziej &#8222;konkretne&#8221; łojenie na <strong>Side B</strong> nie zwalniają ani na chwilę. Świetna sprawa.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>3. Fifty Foot Woman &#8211; Fifty Foot Woman</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/ffw.png" alt="ffw" width="200" height="200" /></p>
<blockquote>
<p>Na początku roku nawet przez myśl by mi nie przeszło, że jakiś album z Polski znajdzie się w czołówce &#8211; w top 10 może, ale pierwsza piątka &#8211; raczej nie. Ale nie miałem wyboru i musiałem umieścić pierwszy długograj FFW tak wysoko. Panowie &#8211; rządzicie! Nie boję się powiedzieć, że na polskiej scenie stonerowej nie ma lepszej kapeli. Pięćdziesięciostopowa Kobieta łączy w sobie to, co najlepsze w takich zespołach, jak <strong>Orange Goblin</strong> czy <strong>The Atomic Bitchwax</strong>, ale mowy tu nie ma wyłącznie o odtwórczej papce. Jest za to COŚ, ten nieuchwytny duch, polot, ten pierwiastek, dzięki któremu podczas słuchania &#8211; już od pierwszych taktów &#8211; towarzyszy nam myśl: &#8222;Tak jest, tak to się robi!&#8221;. Bo tak to się właśnie robi.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>2. Monster Magnet &#8211; Mastermind</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/mastermind.png" alt="mastermind" width="200" height="200" /></p>
<p><strong>Dave &#8222;Jestem-gruby-po-odwyku&#8221; Wyndorf</strong> i reszta załogi wysmażyli nowy album. Pełen obaw podchodziłem do tego wydawnictwa, nie uwierzyłem raczej w pogłoski, jakoby panowie mieli zagrać więcej space rocka, niż na poprzednich trzech płytach. Jednak gdy tylko zaistniała taka możliwość, posłuchałem. Raz. Potem drugi i trzeci. I radość zagościła w sercu mym, albowiem &#8211; tak! &#8211; oni znowu to mają. Znowu potrafią nagrywać utwory porywające z jednej, a niezwykle klimatyczne z drugiej strony. Znowu, za pomocą prostych środków, potrafią przykuć uwagę słuchacza na bardzo długi czas. Tak właśnie powinny brzmieć albumy po <strong>&#8222;Powertrip&#8221;</strong>. <strong>Monster Magnet</strong> znowu jest w formie!<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>1. Danzig &#8211; Deth Red Sabaoth</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/danzig.jpg" alt="danzig" /></p>
<blockquote>
<p>Tutaj&#8230; Cóż, byłem niemal pewny, że nowy album <strong>Glenna</strong>utrzyma się na szczycie mojej listy do samego końca &#8211; i tak się stało. To kolejna płyta, do której podchodziłem pełen strachu, choć gdyby nie sprostała moim oczekiwaniom, nie zawiódłbym się. Jednak w sieci pojawił się pierwszy utwór z nadchodzącego coraz szybciej <strong>&#8222;Deth Red Sabaoth&#8221;</strong>, potem drugi &#8211; i podświadomie wiedziałem, że otrzymam to, czego oczekuję. I tak było. <strong>Danzig</strong> wrócił do korzeni &#8211; nie cofnął się aż do czasów <strong>&#8222;I&#8221;</strong>, ale echa <strong>&#8222;II&#8221;</strong>, <strong>&#8222;III&#8221;</strong> i <strong>&#8222;4p&#8221;</strong> słychać tutaj bardzo wyraźnie. Muzyka, którą serwuje nam Glenn, to znowu cudowny, mroczny blues metal, pełen niepokojącego klimatu. Wokal, jak gdyby nigdy nic, brzmi niemal tak dobrze, jak na początku lat 90., a i riffy przywodzą na myśl <strong>Johna Christa</strong>. Nie wiem, co powodowało Danzigiem podczas nagrywania DRS, ale jestem temu czemuś wdzięczny.</p></blockquote>
<h1>Utwór roku</h1>
<p><strong>Fifty Foot Woman &#8211; Beginning of What&#8217;s Not About to Happen/The Hitchhiker</strong></p>
<p><object width="500" height="400"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UwMd4ERArE4?fs=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/UwMd4ERArE4?fs=1" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="400" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Trudny wybór, ale chyba żaden inny pojedynczy utwór nie wzbudził we mnie większych emocji. Za przejście w 2. minucie dałbym się pokroić. No i wielki plus za nawiązanie do <strong>Kyussa</strong> w tytule.</p>
<h1>Teledysk roku</h1>
<p><strong>Acid Drinkers &#8211; Love Shack</strong></p>
<p><object width="500" height="306"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/CKCl2QbiAkc?fs=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/CKCl2QbiAkc?fs=1" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="306" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><strong>Fishdick Zwei</strong> nie znalazł się w top 10, ale teledysk do singlowego <strong>Love Shack</strong>, czyli coveru <strong>The B-52&#8242;s</strong>, to chyba jedyny obrazek, który w tym roku przyciągnął moją uwagę.</p>
<h1>Wydarzenie roku</h1>
<p>Oj, grubo. Rok był rokiem śmierci &#8211; odeszli <strong>Dio</strong>, <strong>Peeter Steele</strong>, <strong>Paul Gray</strong>, zmarł <strong>Tomasz Dziubiński</strong>, a ze świata niemuzycznego &#8211; m.in. <strong>Leslie Nielsen</strong>. Był to też jednak rok wielu świetnych koncertów w Polsce &#8211; na pewno największym rockowo/metalowym wydarzeniem był <strong>Sonisphere Festival</strong>, na którego polskiej edycji wystąpiła <strong>Wielka Czwórka Thrash Metalu</strong>. Byłem tam i choć wydarzenie to bardziej zasługuje na miano koncertu Metalliki i supportów, to miło, że ten pierwszy raz miał miejsce w naszej stolicy. No i spełniłem jedno ze swoich marzeń &#8211; zobaczyłem <strong>Slayera</strong> na żywo!<br />
Osobiście bardzo dobrze wspominam też koncert <strong>Karma to Burn</strong>, legendy stoner rocka ze Stanów &#8211; krótko mówiąc, panowie obrócili Piwnicę pod Harendą w pył.<br />
Nie należy zapominać również o ważnym dla stonerowego światka wydarzeniu &#8211; o reunionie <strong>Kyussa</strong>. Zaczęło się od serii koncertów, jakie <strong>John Garcia</strong> zagrał ze swoimi kumplami muzykami pod szyldem <strong>Garcia Plays Kyuss</strong>. Jakiś czas potem, pod koniec roku, 3/4 byłego składu Kyussa &#8211; Garcia, <strong>Brant Bjork</strong> oraz <strong>Nick Oliveri</strong> plus nieznany szerzej gitarzysta znany jako <strong>Bruno Fevery</strong>, ogłosiło kolejną trasę tego rodzaju &#8211; tym razem pod szyldem <strong>Kyuss Lives!</strong>. Mało tego &#8211; panowie stwierdzili, że zamierzają nagrać studyjny materiał. Ocenę tego wydarzenia pozostawiam Wam &#8211; ja osobiście jestem raczej na nie.</p>
<h1>Zawód roku</h1>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p></blockquote>
<h1><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></h1>
<h2>Volbeat &#8211; Beyond Hell/Above Heaven</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" style="border: 1px solid #000000;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2011/01/volbeat.png" alt="volbeat" width="200" height="200" /></p>
<p>Moje odkrycie roku 2008, wielka miłość, świetny zespół. Nawet przez myśl nie przeszło mi, że nowy album może być słaby. Co się stało? Tego nie wiem, Duńczykom chyba zapachniała kasa. Mój główny zarzut to taki, że płyta nie ma pierdolnięcia i jest jeszcze bardziej radio-friendly. Nie znaczy to, że wcześniej <strong>Volbeat</strong> taki nie był &#8211; był, bo bardzo szybko zyskał popularność wśród niekoniecznie &#8222;gitarowej&#8221; gawiedzi. Ale niech sobie tam będzie popularny, dopóki dobrze gra&#8230; Niestety, już dobrze nie gra. Nie ma groove&#8217;u. Prawie nie ma tego klimatu bezdroży, cadillaków, lat 50. A goście, szumnie zapowiadani <strong>Mille Petrozza</strong> z <strong>Kreatora</strong> i <strong>Barney Greenway</strong> z <strong>Napalm Death</strong>, wypadli przeciętnie, jeśli nie żenująco. Sytuacji nie ratują nawet smaczki w postacji banjo czy gitary dobro. A jednym z najlepszych kawałków na płycie okazał się być ten, który w moich przewidywaniach miał być gorszym od reszty.</p>
<p>I to tyle jeśli chodzi o rok 2010. Jestem prawie pewny, że za mniej niż miesiąc podsumowanie ulegnie zmianie &#8211; czy to pod względem kolejności albumów, czy może coś nowego wpadnie do topu. Ciekawych zapraszam na serwis rateyourmusic.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2011/01/09/podsumowanie-roku-2010-niszczuk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Acid Drinkers &#8211; Fishdick Zwei &#8211; The Dick is Rising Again</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/09/13/acid-drinkers-fishdick-zwei-the-dick-is-rising-again/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/09/13/acid-drinkers-fishdick-zwei-the-dick-is-rising-again/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Sep 2010 19:53:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[heavy metal]]></category>
		<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2494</guid>
		<description><![CDATA[Albumy zawierające same covery, zawsze wzbudzają &#8211; z braku lepszego słowa nazwijmy to w ten sposób &#8211; kontrowersje oraz powodują rozmaite dyskusje, na przykład: &#8222;Czy cover powinien brzmieć kubek w kubek jak oryginał, czy wykonawca powinien dopasować go do swojego stylu?&#8221;. Tak było i przy okazji nowego albumu Acid Drinkers Fishdick Zwei &#8211; The Dick [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="Nikołajewicz" /><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/09/fishdick-zwei1.png" alt="Fishdick zwei" align="right" /></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>A</strong></span>lbumy zawierające same covery, zawsze wzbudzają  &#8211; z braku lepszego słowa nazwijmy to w ten sposób &#8211; kontrowersje oraz powodują rozmaite dyskusje, na przykład: &#8222;<em>Czy cover powinien brzmieć kubek w kubek jak oryginał, czy wykonawca powinien dopasować go do swojego stylu</em>?&#8221;. Tak było i przy okazji nowego albumu <strong>Acid Drinkers </strong><strong>Fishdick Zwei &#8211; The Dick is Rising Again</strong>, swoistej kontynuacji wydanego 16 lat wcześniej <strong>Fishdicka</strong>.<br />
Przykładowy temat dyskusji, zawarty we wstępie, nie pojawił się tutaj bynajmniej przypadkiem. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniami.</p>
<p><span id="more-2494"></span></p>
<p>Otóż &#8222;Fishdick Zwei&#8221; zgrabnie wymyka się takim dyskusjom. Założenie, towarzyszące tej płycie, jest mniej więcej takie: utwory spokojne, &#8222;nieczadowe&#8221; przerabiamy na czadowe, a w czadowych zmieniamy konwencję. Jeśli ktoś nie rozumie, niech przypomni sobie &#8222;<strong>Seek and Destroy</strong>&#8221; z <strong>Edytą Bartosiewicz</strong>. Przypomniał sobie? No właśnie.<br />
Założenie to nie dotyczy wszystkich kawałków, ale większości na pewno. Mamy najbardziej&#8230; hm, kontrowersyjne (ech, znowu to słowo) covery &#8211; &#8222;<strong>Nothing Else Matters</strong>&#8221; i &#8222;<strong>Seasons in The Abyss</strong>&#8222;. W pierwszym zwrotki wykonywane są przez <strong>Czesława Mozila</strong>, który z pomocą swojego akordeonu stwarza klimat wiejskiej potańcówki. Czadowo robi się tylko w refrenie. Z kolei cover <strong>Slayera</strong> został przerobiony na przaśne, skoczne country &#8211; z wyjątkiem intra, odegranego tak, jak w oryginale.<br />
Reszta coverów &#8211; oprócz czterech &#8211; już nie zaskakuje. I choć miło jest posłuchać gitarowych wersji takich numerów jak &#8222;<strong>Ring of Fire</strong>&#8222;<strong> Johnny&#8217;ego Casha</strong>, &#8222;<strong>Hit the Road Jack</strong>&#8222;<strong> Raya Charlesa</strong> czy &#8222;<strong>Hot Stuff</strong>&#8222;<strong> Donny Summer</strong>, to brak tu właśnie jakiegoś elementu zaskoczenia, zwrotu akcji. Możliwe, że nieśmiałymi próbami na wprowadzenie takich elementów są wspomniane wyjątki od reguły &#8222;nieczadowe na czadowe&#8221;, czyli &#8222;<strong>Et si tu n&#8217;existais pas</strong>&#8221; (w oryginale <strong>Joe Dassin</strong>), &#8222;<strong>Make No Mistake</strong>&#8221; (<strong>Keith Richards</strong>), &#8222;<strong>Losfer Words (Big &#8216;Orra)</strong>&#8221; (<strong>Iron Maiden</strong>) i &#8222;<strong>Fluff</strong>&#8221; (<strong>Black Sabbath</strong>) lub też całkiem brawurowo odegrany singlowy &#8222;<strong>Love Shack</strong>&#8222;<strong> The B-52&#8242;s</strong> (z mistrzowskim, choć mocno kojarzącym się z &#8222;<strong>I&#8217;m Broken</strong>&#8222;<strong> Pantery</strong> zwolnieniem w drugiej połowie kawałka). I o ile 3/5 z tej listy jako-tako spełnia swoje zadanie (zwłaszcza &#8222;Love Shack&#8221;), to zagrane dokładnie tak, jak w oryginale kawałek Ironów i Sabbathów nazwałbym pomyłką.<br />
Podsumowując, płyta jest miła dla ucha. W swojej kategorii może się nie wybija (są lepsze cover-albumy), ale zwolennicy stylu <strong>Acid Drinkers</strong> nie powinni kręcić nosem &#8211; idealnie nadałaby się np. na imprezę (w odpowiednich klimatach, rzecz jasna). Zaostrza również apetyt na nowy, autorski materiał Kwasów. A czy to wada, czy zaleta, to już zależy od słuchaczy.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 7/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><br />
</strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong>&#8222;Ring of Fire&#8221; &#8211; 2:22</strong></li>
<li><strong>&#8222;Hit the Road Jack&#8221; &#8211; 2:27</strong></li>
<li><strong>&#8222;Losfer Words [Big 'Orra]&#8221; &#8211; 0:25</strong></li>
<li><strong>&#8222;</strong><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=CKCl2QbiAkc" target="_blank">Love Shack</a>&#8221; &#8211; 4:45</strong></li>
<li><strong>&#8222;New York, New York&#8221; &#8211; 3:17</strong></li>
<li><strong>&#8222;Bring it on Home&#8221; &#8211; 2:56</strong></li>
<li><strong>&#8222;Hot Stuff&#8221; &#8211; 3:38</strong></li>
<li><strong>&#8222;Et si tu n&#8217;existais pas&#8221; &#8211; 3:47</strong></li>
<li><strong>&#8222;2000 Man&#8221; &#8211; 4:25</strong></li>
<li><strong>&#8222;Bad Reputation&#8221; &#8211; 2:47</strong></li>
<li><strong>&#8222;Seasons in the Abyss&#8221; &#8211; 4:02</strong></li>
<li><strong>&#8222;Blood Sugar Sex Magic&#8221; &#8211; 4:23</strong></li>
<li><strong>&#8222;Nothing Else Matters&#8221; &#8211; 5:33</strong></li>
<li><strong>&#8222;Detroit Rock City&#8221; &#8211; 0:51</strong></li>
<li><strong>&#8222;Make No Mistake&#8221; &#8211; 4:33</strong></li>
<li><strong>&#8222;Fluff&#8221; &#8211; 1:52</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 52:03<br />
</strong></p>
<p><strong>Premiera: 1 września, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/09/13/acid-drinkers-fishdick-zwei-the-dick-is-rising-again/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sonisphere Festival &#8211; 16.06.10, Warszawa</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 21:08:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[tharsh metal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2404</guid>
		<description><![CDATA[Stało się. Wydarzenie, o którym wielu marzyło, ale nikt nie sądził, że kiedyś będzie miało miejsce, i to w kraju tak &#8211; wydawałoby się &#8211; zapomnianym przez resztę świata, jak Polska. A jednak. To na naszej ziemi Wielka Czwórka Thrash Metalu, w ramach festiwalu Sonisphere, po raz pierwszy w historii zagrała na jednej scenie. I [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="niszcz" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>tało się. Wydarzenie, o którym wielu marzyło, ale nikt nie sądził, że kiedyś będzie miało miejsce, i to w kraju tak &#8211; wydawałoby się &#8211; zapomnianym przez resztę świata, jak Polska. A jednak. To na naszej ziemi <strong>Wielka Czwórka Thrash Metalu</strong>, w ramach festiwalu <strong>Sonisphere</strong>, po raz pierwszy w historii zagrała na jednej scenie. I ja tam byłem!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 2px black solid;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/sonisphere.jpg" alt="Soni" /></p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-2404"></span><br />
Mimo, że właściwie do końca nie wiedziałem, czy pojawię się na tym festiwalu, moje podekscytowanie związane z wydarzeniem rosło w miarę, jak zbliżał się dzień szesnastego czerwca. Wreszcie &#8211; są pieniądze, kontakty uruchomione, bilet załatwiony &#8211; i zakupiony w dniu festiwalu. Ale nieważne!<br />
Na festiwal ruszyłem z kumplem i trzema jego znajomymi. Pokrzepiwszy się niewielką dawką Żuberka, trafiliśmy na stację metra Młociny, skąd kursował jeden z dwóch specjalnych, koncertowych autobusów. Droga z Młocin na koncert nie była długa, choć dłużyła się &#8211; prócz emocji dawało się we znaki słońce. W końcu dojechaliśmy. Na miejscu, jeszcze przed wejściem na teren lotniska, gdzie odbywało się to epokowe wydarzenie, spotkaliśmy miłą panią w czerwono-białym wdzianku, która rozdawała darmową colę (w pobliżu było jeszcze kilka takich pań <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Wzięliśmy po puszce i ruszyliśmy dalej. O ile dobrze pamiętam, po drodze przejść trzeba było przez trzy bramki, przy żadnej jednak nie przedarto nam biletów. Dziwne, ale nieważne. Ogarnęliśmy się, skorzystaliśmy z toi-toików i biegiem prawie udaliśmy się w okolice sceny, gdzie już zaczynał grać <strong>Anthrax</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 2px black solid;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/anthrax-soni.jpg" alt="Anthrax" /></p>
<p>Nie znam ich twórczości, więc raczej słuchałem, niż się bawiłem. Nie wiem, czy narobiłem sobie na nich smaka &#8211; chyba nie, ale sam występ był naprawdę dobry. <strong>Joey Belladonna</strong>, choć jest o rok starszy od zdziadziałego trochę <strong>Toma Arayi</strong>, skakał, biegał po scenie, gestykulował &#8211; ogółem, dawał z siebie wszystko. Reszta zespołu starała się nie zostawać w tyle &#8211; tu wyróżnił się <strong>Scott Ian</strong>, momentami skaczący niemal jak <strong>Marc Rizzo</strong>. Muzycznie, o ile mogę stwierdzić, było na poziomie, nóżką dało się tupać i głową pomachać. Na plus.<br />
Następnie oczekiwanie na <strong>Megadeth</strong>. Tutaj miał miejsce pierwszy wkurw na publikę. Nie wiem kto i dlaczego rozkręcił coś takiego, ani co to w ogóle miało być i czemu służyć &#8211; blisko barierek Golden Circle ludzie z tyłu nagle zaczęli się pchać i napierać na przód. Ktoś to podłapał &#8211; zaczęło się napieranie z lewej, później z prawej strony, z przodu. Chore, głupie. Cofnęliśmy się w jakieś bardziej &#8222;ogarnięte&#8221; miejsce, bo nie dało się tego wytrzymać.<br />
Wreszcie Rudy i spółka zaczęli.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 2px black solid;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/mega-soni.jpg" alt="Megadave" /></p>
<p>Setlistę &#8211; z okazji dwudziestolecia nagrania <strong>Rust in Peace</strong> &#8211; tworzyły niemal wyłącznie kawałki z tej płyty (oprócz &#8222;<strong>Dawn Patrol</strong>&#8222;), poleciało też kilka żelaznych klasyków z innych albumów &#8211; &#8222;<strong>Symphony of Destruction</strong>&#8221; (publika chórem &#8222;nuciła&#8221; główny riff w formie &#8222;<em>turututurutu</em>&#8222;), &#8222;<strong>Peace Sells</strong>&#8222;, poza tym &#8222;<strong>Sweating Bullets</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Headcrusher</strong>&#8221; iiiii&#8230; chyba tyle. Wszystko zagrane bardzo ładnie, energicznie, ale Dave, no cóż &#8211; on po prostu NIE JEST wokalistą. Tyle.<br />
Po koncercie Megadave&#8217;a chciałem zostać na miejscu, bo było dobre, ugiąłem się jednak pod namowami towarzyszy i poszliśmy kupić coś do picia. Zebraliśmy się, jak tylko usłyszałem pierwsze dźwięki &#8222;<strong>World Painted Blood</strong>&#8222;.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 2px black solid;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/slayer-soni.jpg" alt="Slayer" /></p>
<p>Na początku, niestety, trafiliśmy na jakieś maksymalnie nieruchawe towarzystwo &#8211; tutaj wkurw numer dwa. Z jednej strony &#8211; panowie i panie, wiek mniej więcej od 30 w górę. Z drugiej strony &#8211; dzieciarnia. Stoją oni wszyscy, gapią się, zero reakcji. Uznaliśmy, że zabawa nie będzie zbyt dobra w takim otoczeniu, chcieliśmy więc przejść dalej. Trzy razy próbowaliśmy się przecisnąć, trzy razy się nie udało. Ludzie patrzyli tylko na nas dziwnie, jakby nie rozumiejąc, co chcemy zrobić. Kurwiąc pod nosem, podjęliśmy czwartą próbę &#8211; udało się! Weszliśmy między dwa młyny, dużo nastolatków i ludzi około dwudziestki, większość w ruchu. O to kurwa chodzi na koncercie <strong>Slayera</strong>, ludzie!</p>
<p>Set był piękny, bo jaki mógł być? Z ostatniej płyty poleciało wspomniane &#8222;World Painted Blood&#8221;, &#8222;<strong>Hate Worldwide</strong>&#8221; i totalnie niekoncertowe &#8222;<strong>Beauty Through Order</strong>&#8222;. Prócz tego klasyki &#8211; &#8222;<strong>Angel of Death</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Raining Blood</strong>&#8222;, &#8222;<strong>South of Heaven</strong>&#8222;, &#8222;<strong>War Ensemble</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Mandatory Suicide</strong>&#8222;, poza tym kolejny niekoncertowy kawałek &#8211; &#8222;<strong>Jihad</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Dead Skin Mask</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Chemical Warfare</strong>&#8222;. Ku mojemu rozczarowaniu nie było &#8222;<strong>Cult</strong>&#8221; ani &#8222;<strong>Seasons in The Abyss</strong>&#8222;, a przecież można by je wsadzić zamiast tych niekoncertowych numerów (Slayer uparcie gra &#8222;Jihad&#8221; od wydania <strong>Christ Illusion</strong>, nie rozumiem tego). A zespół &#8211; jak to Slayer. <strong>Hanneman</strong> zasłonięty włosami i zajęty wymiataniem. <strong>King</strong> &#8211; jakby nigdy się nie postarzał, jakby zatrzymał się w latach &#8217;90 &#8211; zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o formę na koncertach. <strong>Lombardo </strong>podobnie. Araya oczywiście nie mógł headbangować, ale i tak widać było, że wczuwa się i nie zdziadział do końca. Tak trzymać!<br />
Po koncercie Sleja miał miejsce kolejny wkurw* &#8211; obok nas kilka dziewczyn usiadło sobie na ziemi, kiedy ludzie z boku znowu zaczęli napierać. W rezultacie co najmniej kilkanaście osób (w tym ja), nie mogąc zachować równowagi, upadło na te dziewczyny. Na szczęście nikomu chyba nic się nie stało.<br />
Po najdłuższym czekaniu na scenę, wśród pisków i krzyków największej ilości osób wyszła <strong>Metallica</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 2px black solid;" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/meta-soni.jpg" alt="Mietkalipa" /></p>
<p>Tak &#8211; przy ich koncercie zdecydowanie można użyć wielu &#8222;najów&#8221;: najlepsze nagłośnienie, najlepsza atmosfera, najwięcej fanów, najlepszy osprzęt (pirotechnika, trzeci, wielki telebim), najlepsza pora (było już ciemno), najdłuższy set&#8230; No cóż, trudno było się oszukiwać i oczekiwać, że to naprawdę będzie coś więcej, niż koncert Metallica + supporty. Przyjęcie przez fanów sprawiło, że to oni dawali z siebie najwięcej. Do tego w moim otoczeniu trudno było znaleźć osobę, która by nie śpiewała czy to całych piosenek, czy to refrenów. Ale jakoś najbardziej uderzył mnie fakt, że Metallica zagrała z 15 minut dłużej, niż miała, podczas gdy taki Slayer grał minut 55.<br />
Mimo to, wydarzenie na pewno jest wydarzeniem historycznym i cieszę się, że byłem jego częścią. Wielka rzesza<br />
ludzi, zapchane metro i autobusy, atmosfera wielkiego wydarzenia, kilka przypadkowych spotkań &#8211; wszystko to sprawiało, że z koncertu wracałem szczęśliwy.</p>
<p><em>*dzisiaj nie jestem już do końca pewny, czy to było pzed Slayerem, a Metalliką&#8230; Ale jakoś bardziej mi pasuje, że przed Metalliką <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </em></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Behavior &#8211; Pro100</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/04/16/behavior-pro100/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/04/16/behavior-pro100/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Apr 2010 16:12:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[rapcore]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2041</guid>
		<description><![CDATA[Wstęp do tej recenzji nie będzie należał do miłych i przyjemnych, bo we wstępie muszę napisać słówko o niechlubnej polskiej podróbce South Parku, czyli o Włatcach Móch. Co by o serialu nie mówić, ma jeden niezaprzeczalny atut &#8211; muzyka w czołówce. Muzyka ta pobrzmiewa bardzo miło, fajne rytmy perkusji, miły basik i niezłe gitarki. Rodzi [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="Nook" width="100" height="100" /></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"> </span></p>
<p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/1.png" alt="1" width="200" height="200" /><strong><span style="font-size: 24px;">W</span></strong>stęp do tej recenzji nie będzie należał do miłych i przyjemnych, bo we wstępie muszę napisać słówko o niechlubnej polskiej podróbce <strong>South Parku</strong>, czyli o <strong>Włatcach Móch</strong>. Co by o serialu nie mówić, ma jeden niezaprzeczalny atut &#8211; muzyka w czołówce. Muzyka ta pobrzmiewa bardzo miło, fajne rytmy perkusji, miły basik i niezłe gitarki. Rodzi się pytanie: cóż to tak pięknie gra? Z tym zagadnieniem można poradzić sobie na dwa sposoby: przemęczyć się i obejrzeć cały odcinek Włatców (nazwa zespołu przewija się w napisach końcowych) lub poprosić o pomoc Wujka Google. Jakiej drogi byśmy nie obrali, dojdziemy w końcu do tego, że muzyczka w czołówce to zasługa polskiego zespołu <strong>Behavior</strong>.</p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-2041"></span></p>
<p><span id="more-1055"> </span></p>
<p>Zachęcony próbkami z MySpace zaopatrzyłem w jedyne, jak na razie, długogrające dziełko zespołu pt. <strong>Pro100</strong>. Cóż &#8211; nie ukrywam, że urywki z MySpace zapowiadały o wiele lepszy materiał i słuchało się ich lepiej, niż płyty. Czemu tak jest? Ano temu, że panowie, mimo potencjału, jaki niewątpliwie posiadają, nie są jakby zdecydowani, co chcą grać. To z kolei powoduje, że utwory są nieskładne i słucha się ich dosyć ciężko. Mnogość motywów i zmian tempa, z którymi spotykamy się w kolejnych piosenkach nie przykuwa bynajmniej uwagi słuchacza.</p>
<p>Wiadomo &#8211; dobrze czasami posłuchać złożonych utworów, ale trzeba je komponować z głową, z pomyślunkiem. Tutaj brak łagodnych przejść np. z grania szybszego do wolniejszego &#8211; wiecie, o co chodzi. Zresztą granie spod znaku rap rock to raczej nie jest granie, po którym ktoś spodziewałby się komponowania nie wiadomo jak długich, progresywnych suit. Tu się liczy kopniak, pierdolnięcie. Jak już decydujemy się wsadzić <strong>RATM</strong>owy, rewolucyjny riff i dosadny tekst, to nagrajmy szybki, trzyminutowy dynamit, złóżmy płytę z takich właśnie dynamitów, walnijmy jeden-dwa wolniejsze utwory i fajrant. Daleko nie szukając, <strong>Bakflip</strong> wiedział mniej więcej jak to się robi, nagrywając dwa długograje, ale u nich z kolei gorzej było z treścią. Behavior ma potencjał, i to niemały. Na pierwszy rzut ucha słychać inspiracje wspomnianym Rage Against The Machine &#8211; choćby wsłuchując się w sekcję rytmiczną, która po prostu BUJA. Gitarka prowadząca dostarcza nieco mniej doznań, ale nie pozostaje bardzo w tyle. Tylko co z tego, skoro ciągle serwowane są nam niespodzianki z rodzaju: &#8222;<em>Łoł, idzie głową pomachać! Zaraz rozkręcę pogo na kwadracie&#8230; Ale ale, awruk, co to za zwolnienie? Po co to? O, znowu petarda, już wstaję z krzesła&#8230; No niee, znowu?!</em>&#8222;. I tak w kółko Macieju.</p>
<p>No dobra&#8230; Trochę porzucałem mięsem, ale, co da się chyba zauważyć, nie jest aż tak tragicznie. No bo są te miłe zagrywki gitar i bujająca jak cholera sekcja rytmiczna. Lirycznie też jest bardzo dobrze, widać że tekściarz totalnym amatorem i grafomanem nie jest. No i parę momentów do machania głową czy poskakania też mamy. Gdyby nie to &#8222;dłubanie&#8221; w kompozycjach, byłoby wyśmienicie. A tak &#8211; jest &#8222;tylko dobrze&#8221;. Powyżej przeciętnej.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong> </strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"><strong> </strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><strong>Ocena: 6/10</strong></strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><strong> </strong></strong></strong></span></p>
<p><strong><strong><strong> </strong></strong></strong></p>
<p><span style="font-size: 30px;"><strong> </strong></span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong><strong>&#8222;Adrenalina</strong><strong>&#8221; – 2:27</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Ba Bilon</strong><strong>&#8221; – 4:08</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;paproch 1</strong><strong>&#8221;  – 0:30</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;1500</strong><strong>&#8221; – 3:57</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;paproch 2&#8243;</strong><strong> – 0:19</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Morały*</strong><strong>&#8221; – 3:14</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;paproch 3</strong><strong>&#8221; – 0:58</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Ball Lada</strong><strong>&#8221; – 4:55</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Wielki Brat</strong><strong>&#8221; – 4:24</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Bauns</strong><strong>&#8221; – 3:09</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;paproch 4</strong><strong>&#8221; – 0:29</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=xqhh4WkXCNg">Guantanamo</a></strong><strong>&#8221; – 4:50</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;paproch 5</strong><strong>&#8221; – 0:09</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Pron&#8217;t</strong><strong>&#8221; – 5:09</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;Stereopaprochy</strong><strong>&#8221; – 2:17</strong></strong></li>
</ol>
<p><strong><strong><strong><strong>Całość: </strong></strong>41:05</strong></strong></p>
<p><strong><strong><strong><strong>Premiera: 23 maja, 2008</strong></strong></strong></strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/04/16/behavior-pro100/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W tym tygodniu poleca&#8230; Niszczuk! #7</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/03/22/w-tym-tygodniu-poleca-niszczuk-7/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/03/22/w-tym-tygodniu-poleca-niszczuk-7/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Mar 2010 22:50:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1905</guid>
		<description><![CDATA[Wiosna, wiosna&#8230; Choć w chwili, gdy piszę ten artykuł (czyli w ostatnich minutach 14 marca), za oknem właśnie przestało śnieżyć (a zaznaczyć trzeba, że w górach nie mieszkam), to ostatnie tygodnie miewały momenty, które mogły człowieka rozpieścić pod względem&#8230; No, może nie temperatury, bo ta maksymalnie sięgała 5 stopni na plusie, ale słoneczko przygrzewało ładnie [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignnone size-full wp-image-1795" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="" width="100" height="100" /><br />
</strong></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong><strong>W</strong></strong></span>iosna, wiosna&#8230; Choć w chwili, gdy piszę ten artykuł (czyli w ostatnich minutach 14 marca), za oknem właśnie przestało śnieżyć (a zaznaczyć trzeba, że w górach nie mieszkam), to ostatnie tygodnie miewały momenty, które mogły człowieka rozpieścić pod względem&#8230; No, może nie temperatury, bo ta maksymalnie sięgała 5 stopni na plusie, ale słoneczko przygrzewało ładnie i powietrze wiosną zapachniało. Tak więc &#8211; muzycznie na pewno &#8211; będzie w tym artykule wesoło i wiosennie.</p>
<p><span id="more-1905"></span></p>
<h1>Dla ucha</h1>
<h2>Nashville Pussy &#8211; Let Them Eat Pussy</h2>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/pussy.png"><img class="alignright size-full wp-image-1906" title="pussy" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/pussy.png" alt="" width="200" height="200" /></a>Ruszamy z grubej rury.  Co najlepiej sprawuje się w słuchawkach, kiedy słońce śmiało lub mniej śmiało wychyla się zza chmur? <strong>Rock&#8217;n'roll!</strong> I to w nie byle jakim wydaniu, bo mocnym, punkowym.  Pełno tu szybkich temp, materiał ten w zasadzie nie zwalnia ani na chwilę, a jednocześnie ocieka rock&#8217;n'rollem i klimatem południa. Brzmi zachęcająco?</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>Five Horse Johnson &#8211; The No. 6 Dance</h2>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/johnson.png"><img class="alignright size-full wp-image-1907" title="johnson" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/johnson.png" alt="" width="200" height="200" /></a>Zostajemy w klimatach rock&#8217;n'rollowo-południowych, ale wrzucamy trochę niższy bieg. Zespół <strong>Five Horse Johnson</strong> oferuje nam niesamowicie relaksujący blues/southern rock &#8211; wyluzowany wokal, leniwa perkusja, płynące gitary i &#8211; co najważniejsze &#8211; harmonijka ustna &#8211; to i jeszcze więcej oferuje nam <strong>The No. 6 Dance</strong>. Jeśli lubisz <strong>Clutch</strong> czy <strong>Gov&#8217;t Mule</strong>, śmiało sięgaj po tę płytę.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h1>Dla oka</h1>
<h2>American Dad!</h2>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/amerdad.png"><img class="alignright size-full wp-image-1904" title="amerdad" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/amerdad.png" alt="" width="200" height="300" /></a>Cóż &#8211; serialu <strong>Family Guy</strong> chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, tak samo jak wyjaśniać, kim jest <strong>Seth MacFarlane</strong> i dlaczego jest geniuszem. Jednak tytuł <strong>American Dad!</strong> może wielu osobom mówić niewiele. Spieszę z wyjaśnieniami &#8211; jest to kolejny serial autorstwa MacFarlane&#8217;a. Przedstawia on perypetie (jakżeby inaczej) amerykańskiej rodzinki <strong>Smithów</strong> &#8211; średnio rozgarniętego <strong>Stana</strong>, który jest agentem CIA, jego żony <strong>Francine</strong>, rodzeństwa &#8211; <strong>Steve&#8217;a</strong>, asportowego maniaka RPG i fantasy, i <strong>Hayley</strong>, feministki, walczącej o co tylko się da, oraz <strong>Klausa</strong> &#8211; złotej rybki z mózgiem RFNowskiego skoczka narciarskiego oraz kosmity <strong>Rogera</strong>. Krótko mówiąc &#8211; serial w niczym nie ustępuje Family Guy&#8217;owi, więc dla miłośników tegoż serialu pozycja obowiązkowa.</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>Some Like it Hot</h2>
<p><img class="alignright size-full wp-image-1800" title="americandad" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/somelike.png" alt="" width="200" height="300" />Po polsku <strong>Pół żartem, pół serio</strong>. Czysta klasyka kinematografii, Marilyn Monroe w jednej ze swoich najsłynniejszych ról. Fabuła nie jest zbyt komplikowana, opiera się głównie na przygodzie dwóch kumpli &#8211; grajków, Jerry&#8217;ego i Joe, którzy, przebrani za kobiety, dołączają do kobiecego zespołu muzycznego. Plusy filmu? Cudowna muzyka, realia USA &#8211; czasy prohibicji i wszystko, co z tym związane (stroje, samochody itp.), mnóstwo przezabawnych sytuacji, no i boska Marilyn.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/03/22/w-tym-tygodniu-poleca-niszczuk-7/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2009: Niszczuk</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/01/11/podsumowanie-roku-2009-niszczuk/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/01/11/podsumowanie-roku-2009-niszczuk/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2010 15:40:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1386</guid>
		<description><![CDATA[No cóż, pod względem płytowym ten rok nie należał z mojego punktu widzenia do nazbyt udanych. W zasadzie nie wyszło nic, czym bym się na dłużej zachwycił, co mógłbym katować przez czas dłuższy. Poprzednie dwa lata na pewno były bardziej udane i następny rok też zapowiada się o wiele lepiej. Wbrew pozorom jednak, sporządzenie podsumowania [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong><img class="alignnone" title="sad" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="" width="100" height="100" /></strong></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>N</strong></span>o cóż, pod względem płytowym ten rok nie należał z mojego punktu widzenia do nazbyt udanych. W zasadzie nie wyszło nic, czym bym się na dłużej zachwycił, co mógłbym katować przez czas dłuższy. Poprzednie dwa lata na pewno były bardziej udane i następny rok też zapowiada się o wiele lepiej. Wbrew pozorom jednak, sporządzenie podsumowania po tak &#8222;suchym&#8221; roku nie należy do rzeczy łatwych i zaznaczyć muszę, że tylko dwóch pierwszych pozycji w rankingu jestem w stu procentach pewny. Jakby nie było, redaktorski obowiązek spełnić wypada i podsumowanie roku minionego sporządzić należy. Zaczynajmy więc.</p>
<p><span id="more-1386"></span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h1>10 najlepszych płyt roku</h1>
<h1><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></h1>
<h2>10. Alastor &#8211; Spaaazm</h2>
<blockquote>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/alastor.png" alt="1" width="200" height="200" />Po 12 latach ciszę przełamał zespół <strong>Alastor</strong>. Rok miniony był na pewno rokiem wielkich powrotów, i choć powrotu thrashowej załogi z Kutna wielkim nazwać raczej się nie da, to w przeciwieństwie do wielu długo milczących gwiazd, Alastor nagrał krążek bardzo dobry. W zasadzie brak tu świeżości, nowych, zniewalających patentów, ale nie na tym polega siła tej płyty. Album <strong>Spaaazm</strong> jest dosyć surowy, z jednej strony techniczny, z drugiej chwytliwy i łatwy do przyswojenia. Nie wymaga od słuchacza zbyt wiele, ale sprawia dużo przyjemności.</p>
</blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>9. Municipal Waste &#8211; Massive Aggressive</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/municipal.png" alt="1" width="200" height="200" />Panowie z <strong>Municipal Waste</strong> znowu ciała nie dali, czego w sumie można było się spodziewać. Znowu bardzo solidny krążek, który stawia na nogi i rzuca słuchaczem po pokoju.<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>8. Lost Soul &#8211; Immerse in Infinity</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/lostsoul.png" alt="1" width="200" height="200" /><br />
Muzycy <strong>Lost Soul</strong> przeszli samych siebie. Co prawda na następcę znakomitego <strong>Chaostream</strong> trzeba było czekać ponad cztery i pół roku, ale zdecydowanie warto było i myślę, że <strong>Immerse in Infinity</strong> raczej nie zawiodła. Ja, mimo że na tę płytę nie czekałem i była mi niemal obojętna, sięgnąłem po nią, zachęcony mnóstwem pozytywnych opinii i oczarowany konceptem, o którym co i rusz ktoś wspominał przy okazji recenzji. No i załapało. Album jest naprawdę znakomity pod każdym względem, instrumentalnie mamy tu symfonię zniszczenia, a dzieła dopełniają znakomite wokale <strong>Jacka Greckiego</strong>. Wszystko to jednak jest niepozbawione unikalnego, kosmicznego klimatu, no cudo.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>7. Heaven &amp; Hell &#8211; The Devil You Know</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/hah.png" alt="1" width="200" height="200" />Tu już mamy płytę, której byłem ciekaw. Co prawda moim ulubionym okresem twórczości <strong>Black Sabbath</strong> jest okres z <strong>Ozzym</strong>, ale uwielbiam też klasyczne <strong>Heaven and Hell</strong>, gdzie fantastyczna gitara <strong>Iommiego</strong> współgra z genialnym wokalem <strong>Dio</strong>, dlatego spróbowałem, co też panowie wymodzili po tylu latach wspólnego niegrania. No i nie zawiodłem się. Płyta do genialnych nie należy, wiadomo, ale wystarczyło mi usłyszeć znowu wspomniany wcześniej duet w wersji odświeżonej, żeby spędzić z tym albumem kilka długich, jesiennych wieczorów.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>6. Lynyrd Skynyrd &#8211; God &amp; Guns</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/lynyrd1.png" alt="1" width="200" height="200" />Legenda <strong>southern rocka</strong> powraca po sześciu latach, w niemal niezmienionym składzie i znowu nagrywa solidny, przebojowy i luzacki album. Dla miłośników klimatu (i zespołu oczywiście) pozycja bezsprzecznie obowiązkowa, poza tym naprawdę warto obadać &#8211; płyta znakomicie uspokaja i poprawia nastrój.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>5. Slayer &#8211; World Painted Blood</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/slayer.png" alt="1" width="200" height="200" /><strong>Slayera</strong> oczywiście nie mogło zabraknąć w moim zestawieniu. Dość długo zastanawiałem się, gdzie umieścić najnowszą ich płytę, czy w ogóle jak do niej podejść, co myśleć. W końcu jednak oświeciło mnie i uznałem, że jest dobrze. Nie ma rewelacji &#8211; i nie miało być. Jest jazda na starych, sprawdzonych patentach, ale jest też nikły powiew świeżości, mały krok w przód, ostrożny, acz zdecydowany. Mi, jako zatwardziałemu fanowi <strong>Reign in Blood</strong>, zdecydowanie takie coś się podoba.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>4. The Prodigy &#8211; Invaders Must Die</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/prodigy.png" alt="1" width="200" height="200" />Tak, zgadza się &#8211; to jedyna nie-gitarowa płyta w moim rankingu i to w dodatku na tak wysokiej pozycji. Cóż poradzić, łeb zamknięty się ma, spoza kręgu zainteresowań słucha się tylko tego, co głośne. No a <strong>Prodiże</strong>, jak zwykle, nie zawiedli, znowu pokazali, na co ich stać. Imprezować się przy tym da, głową porzucać również &#8211; dla mnie bomba.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>3. Black River &#8211; Black&#8217;n'Roll</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/blackriver.png" alt="1" width="200" height="200" />Bardzo przyjemne zaskoczenie przeżyłem, słuchając nowej płyty polskiej &#8222;supergrupy&#8221; <strong>Black River</strong>. Czasami bywa tak, że słuchamy płyty jakiegoś wykonawcy, uważamy ją za świetną, ale gdy pojawia się nowa, wszystkie wady tej poprzedniej uwydatniają się, a ta nowa promienieje i wskakuje na podium. Tak było w tym przypadku. <strong>Black&#8217;n'Roll</strong> obnażyło słabe punkty swojej poprzedniczki w sposób bezczelny &#8211; tutaj po prostu mamy wszystko to, czego wcześniej brakowało. Mnóstwo rock&#8217;n'rollowego luzu, brudu, solidny wykop, lepsze wokalizy, bujający bas &#8211; czego tylko dusza zapragnie. Oby tak dalej.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>2. Clutch &#8211; Strange Cousins from the West</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/clutch.png" alt="1" width="200" height="200" />Powiedzieć &#8222;zaskakująco dobre wydawnictwo&#8221; w przypadku <strong>Clutch</strong> byłoby nieporozumieniem, lecz o tym przekonałem się dopiero jakiś czas po zapoznaniu się z ostatnim wydawnictwem. A trafiłem na owo wydawnictwo zupełnie przypadkiem&#8230; i ścięło mnie z nóg. Płyta nie umywa się do genialnego <strong>Blast Tyrant</strong>, ale o głowę wyprzedza swoją poprzedniczkę z 2007 roku. Może to sprawa przystępności, może to przez fakt, że wokalista, <strong>Neil Fallon</strong>, momentami stylizuje się na <strong>Hendriksa</strong>, a może to po prostu znakomity klimat?</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h2>1. Mastodon &#8211; Crack the Skye</h2>
<blockquote><p><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/cts.png" alt="1" width="200" height="200" />Kolejna ekipa, która nie zawodzi. Od wydania pierwszego długograja, panowie z <strong>Mastodona</strong> nie nagrali płyty słabej albo przeciętnej, popełnili za to dwie genialne i jedną bardzo dobrą. Jednak po opublikowaniu pierwszych utworów z <strong>Crack the Skye</strong> i po wywiadach m.in. z <strong>Brannem Dailorem</strong>, który mówił o złagodzeniu brzmienia, pojawiły się wątpliwości, głosy szepczące &#8222;komercjalizacja!&#8221;. Nawet moja wiara została zachwiana, jak się okazało, niesłusznie. Choć nie ma tu już tego, za co pokochałem dwie poprzednie płyty, album i tak jest kompletny. Nie ma szaleństwa &#8211; jest spokój, nie ma metalowej kanonady perkusyjnej &#8211; jest wyważony, oldschoolowy feeling. Generalnie słychać, że panowie nagrywając opisywane przez mnie dzieło, mocno siedzieli w latach 70 &#8211; przykłady są zbędne, to wychodzi na każdym kroku. Nie mam na myśli tylko gry instrumentów, przede wszystkim chodzi o mistrzowski, kosmiczno-psychodeliczny klimat. Co tu dużo gadać &#8211; oni naprawdę są Wielcy.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h1>Utwór roku:</h1>
<h2><strong>Mastodon &#8211; The Last Baron</strong></h2>
<blockquote><p>Po prostu cudo. Pokuszę się o stwierdzenie, że to Crack the Skye w pigułce, ale to byłaby przesada. Acz niewielka.</p></blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><p><a href="http://www.winyl.info/2010/01/11/podsumowanie-roku-2009-niszczuk/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong> </strong></p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h1><strong>Teledysk roku:</strong></h1>
<h2><strong>Mastodon &#8211; Oblivion</strong></h2>
<blockquote><p>Klip pomaga w jakimś nikłym procencie pokazać obraz tego, co tworzy się w głowie słuchacza podczas podróży z Crack the Skye.</p></blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><p><a href="http://www.winyl.info/2010/01/11/podsumowanie-roku-2009-niszczuk/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p></strong></p>
</blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h1><strong>Wydarzenie roku:</strong></h1>
<h2><strong>Dwa koncerty Volbeat w Polsce, plus występ Soulfly (tak, też w Polsce)</strong></h2>
<blockquote><p>Czy może być coś lepszego niż wiadomość, że zespół, który właśnie odkryłeś i w którym zakochałeś się od pierwszego wejrzenia, zagra za dwa miesiące w sąsiednim mieście? Owszem &#8211; może być to wiadomość, że będzie sposobność zobaczyć ten zespół na żywo w kraju raz jeszcze! <strong>Volbeat</strong>, bo to o tym zespole mowa, daje naprawdę znakomite koncerty, myślę że moje zdanie podzieli spora część Woodstockowiczów, która oglądała ich występ w sierpniu w Kostrzynie (nie wspominam oczywiście o widowni na lutowym, warszawskim koncercie <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> ). Bardziej prywatnie dodam, że tegoroczny <strong>Woodstock</strong> był dla mnie nie tylko muzycznym, ale też towarzyskim wydarzeniem roku.</p></blockquote>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span><br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<h1>Zawód roku:</h1>
<h2>Them Crooked Vultures &#8211; Them Crooked Vultures</h2>
<p style="text-align: left;"><img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/vultures.png" alt="1" width="200" height="200" /></p>
<blockquote><p>Kategoria &#8222;zawód roku&#8221; &#8211; brzmi dosadnie, a fakty są takie, że supergrupie w składzie <strong>Jones</strong>, <strong>Homme</strong>, <strong>Grohl</strong> wyszła płytka całkiem niezła. No właśnie&#8230; całkiem niezła to trochę za mało, jak na taki skład.</p></blockquote>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/01/11/podsumowanie-roku-2009-niszczuk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Volbeat &#8211; Guitar Gangsters &amp; Cadillac Blood</title>
		<link>http://www.winyl.info/2009/11/08/volbeat-guitar-gangsters-cadillac-blood/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2009/11/08/volbeat-guitar-gangsters-cadillac-blood/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Nov 2009 15:51:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative rock]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[country]]></category>
		<category><![CDATA[hard rock]]></category>
		<category><![CDATA[heavy metal]]></category>
		<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock'n'roll]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=988</guid>
		<description><![CDATA[Volbeat to swoiste objawienie na duńskiej scenie metalowo-rockowej i chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapel z tego kraju. “Bum i szum”, panujące wokół nich, są dla wielu niezrozumiałe, ale ja sam taki szum tworzę i jestem w zespole zakochany. A zakochanie owo zaczęło się od pierwszego odsłuchania zeszłorocznej płyty, zatytułowanej Guitar Gangsters &#38; Cadillac Blood. [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i27.tinypic.com/30mlbm9.jpg" alt="niszczuk" /><img class="alignright" src="http://img12.imageshack.us/img12/2538/2vafspl.png" alt="sdf" /><br />
<span style="font-size:24px;"><strong>V</strong></span><strong>olbeat</strong> to swoiste objawienie na duńskiej scenie metalowo-rockowej i chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapel z tego kraju. “Bum i szum”, panujące wokół nich, są dla wielu niezrozumiałe, ale ja sam taki szum tworzę i jestem w zespole zakochany. A zakochanie owo zaczęło się od pierwszego odsłuchania zeszłorocznej płyty, zatytułowanej <strong>Guitar Gangsters &amp; Cadillac Blood</strong>.</p>
<p><span id="more-988"></span></p>
<p>Można powiedzieć, że już pierwsze dźwięki “<strong>End of The Road</strong>” szepnęły do mnie: “Stary, słuchaj dalej, nie oderwiesz się od tego!“. Delikatne pobrzdąkiwanie na akustyku, które automatycznie skojarzyło mi się z Dzikim Zachodem, może trochę w klimacie country &#8211; ktoś powie, że to za mało, jak na znak od jakiejś wyższej siły, ale ja powiem, że skoro kilka dźwięków wzbudziło we mnie takie skojarzenia, to dalej mogło być tylko lepiej. I wygram, bo tak faktycznie było. Płyta od początku zabiła mnie klimatem &#8211; jest w 100% przesiąknięta Ameryką, pustyniami, brudnymi knajpami, zarośniętymi kolesiami w kowbojskich kapeluszach i z wymiętym papierosem w ustach, ale też latami 50, 60, 70 &#8211; kina samochodowe, chłopaki w cadillacach, dancingi… Co tu dużo gadać, warstwa liryczna to spełnienie moich marzeń, a instrumentarium nie pozostaje w tyle, do czego zresztą Volbeat przyzwyczaił. Jednak w porównaniu z poprzednimi płytami wydaje mi się być bardziej urozmaicone i lepiej komponuje się z klimatem tekstów. Jest akustyk, miejscami pobrzmiewający jak banjo (”<strong>We</strong>“), są charakterystyczne melodie (”<strong>Back To Prom</strong>“), bujające perkusyjne beaty (”<strong>Still Counting</strong>”, “<strong>Light a Way</strong>“) &#8211; oczywiście wszystko to polane wykopem w stylu <strong>Motörhead</strong>, <strong>Misfits</strong>, <strong>Turbonegro</strong>, choć nie brakuje cięższych momentów (”<strong>Hallelujah Goat</strong>“) oraz groove, znanego doskonale z poprzednich płyt.</p>
<p>Ktoś powie: “<em>Hola, przecież to całkiem odtwórcza muzyka, czym się tu podniecać? To wszystko już gdzieś było!</em>“. Owszem, było, ale chyba nikt nigdy nie zebrał wszystkiego tego do kupy i nie zrobił z tego tak dobrej płyty. Mimo nieco schematycznej budowy niektórych utworów, wszystko układa się w spójną całość. Poza tym, ta właśnie schematyczność stanowi o sile i chwytliwości albumu, który wchodzi gładko, a refreny i wszystkie urozmaicenia nie dają słuchaczowi spokoju przez długi, długi czas. Jako fanatyk takich klimatów daję płycie najwyższą notę.</p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<p align="center"><span style="font-size:30px;"><strong>Ocena: 10/10</strong></span></p>
<p align="center"><span style="font-size:30px;"><strong><br />
</strong></span></p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>“End of The Road” &#8211; 1:05</strong></li>
<li><strong>“Guitar Gangsters &amp; Cadillac Blood” &#8211; 3:08</strong></li>
<li><strong>“Back to Prom” &#8211; 1:51</strong></li>
<li><strong>“<a href="http://www.youtube.com/watch?gl=PL&amp;hl=pl&amp;v=n7_x77RTRr4">Mary Ann’s Place</a>” &#8211; 3:41</strong></li>
<li><strong>“Hallelujah Goat” &#8211; 3:30</strong></li>
<li><strong>“<a href="http://www.youtube.com/watch?gl=PL&amp;hl=pl&amp;v=1CpnUk95i_I">Maybellene I Hofteholder</a>” &#8211; 3:20</strong></li>
<li><strong>“We” &#8211; 3:46</strong></li>
<li><strong>“Still Counting” &#8211; 4:21</strong></li>
<li><strong>“Light a Way” &#8211; 4:42</strong></li>
<li><strong>“Wild Rover of Hell” &#8211; 3:42</strong></li>
<li><strong>“I’m So Lonesome I Could Cry” &#8211; 3:21</strong></li>
<li><strong>“A Broken Man and the Dawn” &#8211; 4:45</strong></li>
<li><strong>“Find that Soul” &#8211; 3:43</strong></li>
<li><strong>“Making Believe” &#8211; 3:29</strong></li>
</ol>
<p><strong><br />
Całość: 48:23</strong></p>
<p><strong>Premiera: 1 września, 2008</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2009/11/08/volbeat-guitar-gangsters-cadillac-blood/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Slipknot &#8211; All Hope Is Gone</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/09/21/slipknot-all-hope-is-gone/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/09/21/slipknot-all-hope-is-gone/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Sep 2008 13:45:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative metal]]></category>
		<category><![CDATA[metal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=428</guid>
		<description><![CDATA[MPiQ, dział muzyczny, zażalenia/reklamacje. Drzwi otworzyły się z hukiem, do pomieszczenia wpadł, na oko trzydziestoletni mężczyzna, z egzemplarzem ostatniej płyty Slipknota &#8222;All Hope Is Gone&#8222;. Sprzedawca, mający dyżur &#8222;na zażaleniach&#8221;, wyprostował się na krześle i z przemiłym uśmiechem zapytał: - Czy mogę jakoś pomóc? Mężczyzna zwrócił płonące niemal oczy na sprzedawcę i zaczął litanię. - [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i27.tinypic.com/30mlbm9.jpg" alt="niszczuk" /><img class="alignright" src="http://i34.tinypic.com/in98qo.jpg" alt="sdf" /><br />
<span style="font-size: 24px;"><strong>M</strong></span>PiQ, dział muzyczny, zażalenia/reklamacje.<br />
Drzwi otworzyły się z hukiem, do pomieszczenia wpadł, na oko trzydziestoletni mężczyzna, z egzemplarzem ostatniej płyty <strong>Slipknota</strong> &#8222;<strong>All Hope Is Gone</strong>&#8222;. Sprzedawca, mający dyżur &#8222;na zażaleniach&#8221;, wyprostował się na krześle i z przemiłym uśmiechem zapytał:<br />
- Czy mogę jakoś pomóc?<br />
Mężczyzna zwrócił płonące niemal oczy na sprzedawcę i zaczął litanię.</p>
<p><span id="more-428"></span></p>
<p>- Panie! Ja się, panie, pytam, co to ma być?! Kupiłem płytę Slipknota, a dostałem, panie, jakieś melodyjno-stonesourowe pitu-pitu! O co chodzi?! Ta płyta to dno!<br />
Sprzedawca, nieco zmieszany, odpowiedział:<br />
- Przesadza pan&#8230; Przecież nie jest aż tak źle. Intro &#8222;<strong>Execute</strong>&#8221; jest całkiem dobre i bardzo płynnie przechodzi w &#8222;<strong>Gematria (The Killing Name)</strong>&#8222;.<br />
- Fakt! To im się akurat udało, &#8222;Gematria&#8221; i następne dwa numery, &#8222;<strong>Sulfur</strong>&#8221; i &#8222;<strong>Psychosocial</strong>&#8221; są dobre i zalatują stylem z &#8222;<strong>Vol. 3</strong>&#8222;&#8230; Ale niech pan mi tu nie zamydla oczu, panie! To, co jest dalej to jakieś żarty! &#8222;<strong>Dead Memories</strong>&#8221; &#8211; stuprocentowe <strong>Stone Sour</strong>, &#8222;<strong>Vendetta</strong>&#8221; przekombinowana i słabiutka, tak samo &#8222;<strong>Butcher&#8217;s Hook</strong>&#8221; &#8211; tak jakby sami nie wiedzieli co chcą grać&#8230;<br />
- Rozumiem, co ma pan na myśli. – Sprzedawca splótł palce. &#8211; Faktycznie nie jest to zbyt ciekawe&#8230; Ale &#8222;Dead Memories&#8221; przecież nie jest takie złe, trochę spokojnych utworów nikomu nie zaszkodzi.<br />
- Panie! Trochę spokojnych utworów? Gdyby skończyło się na &#8222;Dead Memories&#8221; &#8211; dobrze! Ale jest jeszcze &#8222;<strong>Gehenna</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Snuff</strong>&#8222;, bonusowe &#8222;<strong>Child of Burning Time</strong>&#8221; i &#8222;&#8216;<strong>Til We Die</strong>&#8222;, a do tego wszystkiego melodyjne refreny albo śpiewy w „Psychosocial”, czy „Gematrii”! Zniósłbym te refreny i śpiewy, gdyby cała reszta była utrzymana w klimacie kawałka &#8222;All Hope Is Gone&#8221;!<br />
- Proszę pana&#8230; zmiany są nieuniknione, kto się nie rozwija, ten się cofa, jak mawiają.<br />
- A czy ja mówię, że zmiany są złe? Nie są! Chyba że dostajemy takie bezpłciowe utwory jak &#8222;<strong>This Cold Black</strong>&#8221; albo &#8222;<strong>Wherein Lies Continue</strong>&#8222;, które niczego ciekawego sobą nie prezentują. Koszmar!<br />
Sprzedawca westchnął. Przypadek beznadziejny.<br />
- I naprawdę nie widzi pan w tej płycie pozytywów?<br />
- Widzę, mówiłem przecież &#8211; odparł klient, już trochę uspokojony. &#8211; Są utwory, które przypominają Slipknot za czasów &#8222;Vol. 3&#8243;, które wg mnie jest ich najlepszym albumem, ale to nie ratuje płyty. Slipknot, proszę pana, się skończył.</p>
<p>Od autora: poniższa ocena oraz opinia recenzenta na temat płyty to wypadkowe opinii bohaterów powyżej <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"><strong>Ocena: 6+/10</strong></span></p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8222;.execute.&#8221; – 1:49</strong></li>
<li><strong>&#8222;Gematria (The Killing Name)&#8221; – 6:02</strong></li>
<li><strong>&#8222;Sulfur&#8221; – 4:38</strong></li>
<li><strong>&#8222;<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=Wws7mnMewPw">Psychosocial</a>&#8221; – 4:42</strong></li>
<li><strong>&#8222;Dead Memories&#8221; – 4:29</strong></li>
<li><strong>&#8222;Vendetta&#8221; – 5:16</strong></li>
<li><strong>&#8222;Butcher&#8217;s Hook&#8221; – 4:15</strong></li>
<li><strong>&#8222;Gehenna&#8221; – 6:53</strong></li>
<li><strong>&#8222;This Cold Black&#8221; – 4:40</strong></li>
<li><strong>&#8222;<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=3i4fhuandwk">Wherein Lies Continue</a>&#8221; – 5:37</strong></li>
<li><strong>&#8222;Snuff&#8221; – 4:36</strong></li>
<li><strong>&#8222;<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=MEEMn5mdnl8">All Hope Is Gone</a>&#8221; – 4:45</strong></li>
<p><strong>bonus:</strong></p>
<li><strong>&#8222;Child of Burning Time&#8221; – 5:10</strong></li>
<li><strong>&#8222;Vermilion Pt. 2&#8243; (Bloodstone mix)</strong></li>
<li><strong>&#8222;&#8216;Til We Die&#8221; – 5:46</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 72:12</strong></p>
<p><strong>Data wydania: 25 sierpnia, 2008<br />
</strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Okiem Nikołajewicza:</span></strong></p>
<blockquote><p><img src="http://img109.imageshack.us/img109/3241/nikoavinyl.png" alt="" width="100" height="100" align="left" /><br />
Oj Niszczuku, Niszczuku&#8230; Płyta nie jest aż taka zła. Oczywiście nie podoba mi się aż tak jak &#8222;Vol. 3: Subliminal Verses&#8221;, ale chcąc nie chcąc &#8211; Slipknot bardzo się rozwinął. Uwielbiam stare płyty (szczególnie &#8222;Iowa&#8221;), ale przy &#8222;Vol. 3&#8243; oraz &#8222;All Hope is Gone&#8221; zaczynają mi się one jawić jako bezmyślna napierdalanka z finezją <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  A za refren &#8222;Gehenny&#8221; dałbym się pokroić. Reasumując: popieram rozwój. Jak to powiedział kiedyś <strong>Tomasz Adamski</strong> (gitarzysta takiego starego, polskiego zespołu o nazwie <strong>Siekiera</strong>): &#8222;<em>świry do przodu, próchno za drzwi</em>&#8222;.  Ocena<strong> 7/10</strong>.</p></blockquote>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/09/21/slipknot-all-hope-is-gone/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

