<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>:: Winyl :: &#187; renegad</title>
	<atom:link href="http://www.winyl.info/author/renegad/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.winyl.info</link>
	<description>W 33 obroty dookoła muzyki</description>
	<lastBuildDate>Thu, 13 Oct 2011 22:49:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2010: ReneGad</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/12/17/muzyczne-podsumowanie-roku-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/12/17/muzyczne-podsumowanie-roku-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Dec 2010 15:18:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2716</guid>
		<description><![CDATA[Sądzę iż w tym roku nic mogącego pozmieniać szyki top 10 już nie usłyszę, więc podsumowanie macie wcześniej niż zwykle. Kilka słów o kryteriach jakimi sugerowałem się przy wyborze albumów zawartych w poniższym podsumowaniu. Stawiałem na unikalność brzmienia, długodystansowość albumów, element zaskoczenia, całość zespoliłem pierwiastkiem „podoba się” i sru! Macie top 10. Tegorocznych świetnych albumów/epek [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/20101.jpg"><img class="size-full wp-image-2740  aligncenter" title="2010" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/20101.jpg" alt="" width="400" height="241" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>ądzę iż w tym roku nic mogącego pozmieniać szyki top 10 już nie usłyszę, więc podsumowanie macie wcześniej niż zwykle. Kilka słów o kryteriach jakimi sugerowałem się przy wyborze albumów zawartych w poniższym podsumowaniu.</p>
<p>Stawiałem na unikalność brzmienia, długodystansowość albumów, element zaskoczenia, całość zespoliłem pierwiastkiem <em>„podoba się”</em> i sru! Macie top 10.<br />
Tegorocznych świetnych albumów/epek przesłuchałem ok. 145. Przy tym odnotowałem również niemało zawodów, jak i niemało pozytywnych zaskoczeń. Rok jak najbardziej udany pod względem muzycznym, jednak płyt mogących mieścić się w ścisłych topkach dekady rozpoczętej, hmm – jeden. W moim top 10 nie uświadczycie <strong>Kanye Westa</strong>, <em><strong>chillwave’u</strong></em>, nawet reprezentant rocka był tylko jeden.</p>
<p><span id="more-2716"></span>Rok 2010 to przede wszystkim rok muzyki elektronicznej różnego rodzaju. Od <em><strong>downtempo</strong></em>, po laptopowy revieval plażowego popu (vide chillwave). Od bujających głębokich beatów, po syntetyczne szaleństwa, <em>„dubstep goes pop”</em>, ale też Polska powoli otwierająca się na nowinki zza oceanu. Dlatego też w kwestii koncertów, to głównie elektroniczne imprezy zaznaczałem w kalendarzu i na takowych miałem okazję się znaleźć.</p>
<p>To co? Zaczynamy?!</p>
<h1>10 najlepszych płyt roku</h1>
<h1><strong>10</strong><em><strong>. </strong></em>Lone – Emerald Fantasy Tracks</h1>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/wpid-Lone_2010_Emerald_Fantasy_Tracks_Lossless_.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2738" title="wpid-Lone_2010_Emerald_Fantasy_Tracks_Lossless_" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/wpid-Lone_2010_Emerald_Fantasy_Tracks_Lossless_.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p>Ukłon eksperymentującego beatmakera w stronę <strong><em>deep house&#8217;owej</em></strong> sceny Detroit. Ukłon jak najbardziej godzien, poziomu tamtejszych artystów.<br />
Album <em>Matta Cutlera</em> jest niezwykle ciepły, przyjazny uchu, na swój sposób przebojowy i jednocześnie relaksujący (okładka jest jak najbardziej na miejscu). House’owa motoryka, niezwykle często przecinana różnego rodzaju zagrywkami perkusyjnymi (ja tu jakieś echa <strong><em>rave’u</em></strong> słyszę) wodzi słuchacza za ucho. Całość zespolona fantastyczną, przejrzystą produkcją musi się podobać. Krążek który wypchnął z Top 10 m. in. <strong>Four Teta i Caribou</strong>.</p>
<h1><strong>9</strong><strong>. James Blake – Cmyk EP/Klavierverke EP</strong></h1>
<p><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/james.blake_.cmyk_.review.2020202.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2736" title="james.blake_.cmyk_.review.2020202" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/james.blake_.cmyk_.review.2020202.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/james-blake-300x300.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2737" title="james-blake-300x300" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/james-blake-300x300.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p>W kontekście rozwoju muzyki dubstepowej James Blake jest postacią przodującą.<br />
Młodzian na dobrą sprawę stworzył własny odłam tej muzyki, nazwany w środowisku słuchaczy i pismaków <em><strong>post-dubstepem</strong></em>. Czym owe granie się charakteryzuje? Otóż mamy tu wyjątkowo myślące spojrzenie na struktury rytmu i basu. Na dobrą sprawę nie mało tu wpływów muzyki konkretnej, czy minimalistycznej. Pocięta niesymetryczna rytmika, wirtuzoerstwo w kwestiach używania sampli wokalnych (<strong>Burial</strong> może się schować), do tego podbicie odpowiednio dopasowanym basem sprawia, że muzyka Blake’a jest nieodgadniona i fascynująca.</p>
<h1><strong>8. </strong><strong>Lorn – Nothing Else</strong></h1>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/lorn-nothing_else.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2735" title="lorn-nothing_else" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/lorn-nothing_else.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p>To najprawdopodobniej najmocniejsza, najmroczniejsza i jednocześnie najbardziej klubowa pozycja w katalogu <strong>Brainfeedera</strong>. Ciężkie głębokie basy, masa syntetycznych sztuczek produkcyjnych, nośne beaty, przy tym nie mała ilość eksperymentów (vintage&#8217; owe organy, <strong>idm-owe</strong> naleciałości tu i tam, ale też i dubstep się znajdzie) sprawiają, że debiutu tego groźnie wyglądającego typka, słucha się niezwykle przyjemnie. Eklektyzm zawsze w cenie, tym bardziej zgarbnie opakowany w klimat z odcieniem czerni.</p>
<h1>7. Shackleton – Fabric 55</h1>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/2484_fabric-55.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2734" title="2484_fabric-55" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/2484_fabric-55.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p><em>Sam Shackleton</em> to najciekawsza postać brytyjskiej muzyki basowej. Koniec i kropka.<br />
Choć muzyka w przypadku tego Brytola to nie wszystko. Powala sposób myślenia i przedstawiania swoich tajemniczych, oryginalnych dzwięków światu.<br />
Facet ma świadomość, że to co tworzy nie dotrze do każdego słuchacza, dlatego też imprezy na których gra, wybiera zupełnie pod siebie (jak swego czasu <strong>Fugazi</strong>). Najważniejszym kryterium przy tworzeniu swojej terrorystycznej bass muzyki, jest własny gust Sama. Nie interesuje go to czy jego muzyka się komuś spodoba, ma podobać się jemu i to jest najważniejsze. Jak widać muzyka Shacka dotarła dalej, aż do niezwykle prestiżowego w sferze brytyjskiej muzyki klubowej, lokalu <strong><em>Fabric</em></strong> (musicie wiedzieć, że sety w tym klubie chce grać każdy DJ i to nieodpłatnie). 80 minutowa ucieczka przez Iracką pustynie nocą, z talibami na ogonie, tak ja to widzę – totalny obłęd.</p>
<h1>6. Gavin Castleton – Won Over Frequency</h1>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/gavin.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2733" title="gavin" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/gavin.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p>Gavina umieściłem tu z kilku względów, to najprawdopodobniej jeden z najlepszych singer-songwriterów w USA, przy tym również jeden z najbardziej przeoczonych twórców muzyki niezależnej naszych czasów! Bo jak inaczej nazwać niedopatrzenie krytyków w stosunku do <strong>Gruvis Malt</strong>, czy fantastycznego <strong><em>„Home”</em></strong> z ubiegłego roku (otarło się u mnie o topkę). Muzykalność Amerykanina powala, utwory na Won Over Frequency są niby proste, ale zagrane z takim smakiem, czy wyczuciem aranżacyjnym, że sam <strong>Sufjan</strong> mógłby mu pozazdrościć. Dodać do tego fantastyczne liryki, niekiedy bardzo osobiste i mamy jeden z najlepszych albumów tego roku.</p>
<h1>5. The Black Keys – Brothers</h1>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/black_keys_brothers-VVR737199-1274449518.jpeg"><img class="alignleft size-full wp-image-2732" title="black_keys_brothers-VVR737199-1274449518" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/black_keys_brothers-VVR737199-1274449518.jpeg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p>Wspominany na wstępie jedyny reprezentant muzyki rockowej w ścisłej rocznej czołówce to… bluesujący rockerzy. Tak, tak, staruszek blues w tym roku miał się wyjątkowo dobrze, <em>„bracia”</em> odłączyli go od respiratora i wzięli na rekonwalescencję. Efekt? Buja, wzrusza, chodzi własnymi drogami (wyjątkowo soulowy jest to <em><strong>blues rock</strong></em>). Najważniejsze rzecz jasna są kompozycje, te naprawdę mogą się podobać, nie tylko konserwatywnym bluesowym słuchaczom. Przebojowowśc wylewa się tu niemalże z każdego utworu, nie przeszkadza nawet osobliwy archaizm produkcji, zresztą co ja gadam! O to tu przecież chodzi.</p>
<h1><strong>4</strong><strong>. Madlib – Medicine Show No. 5 The History Of The Loop Digga</strong></h1>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/MusicCatalog-M-Madlib-Medicine-Show-No.5-History-Of-The-Loop-Digga-1990-2000-Madlib-Medicine-Show-No.5-History-Of-The-Loop-Digga-1990-2000.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2731" title="MusicCatalog-M-Madlib - Medicine Show No.5 - History Of The Loop Digga, 1990-2000-Madlib - Medicine Show No.5 - History Of The Loop Digga, 1990-2000" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/MusicCatalog-M-Madlib-Medicine-Show-No.5-History-Of-The-Loop-Digga-1990-2000-Madlib-Medicine-Show-No.5-History-Of-The-Loop-Digga-1990-2000.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p><em>Otis Jackson</em> zapragnął własnego <em><strong>“Donuts”</strong></em>. Porównując dzieło <strong>J Dilli</strong> do tegorocznego beat tape’u Madliba wcale nie przesadzam, choć patrząc na katalog wydawniczy wspomnianego producenta łatwo przegapić jakąs perełkę, a taką niewątpliwie jest długi bo składający się aż z 34 części krążek. Jak wspominałem w artykule <strong>„We Love Donuts Too”</strong>, Madlib przedstawił tu reinkarnację swojej wczesnej zabawy za deckami (beaty z lat 90 poddane zabiegom kosmetycznym). Szczerze powiem, że tłustszych i soczystszych (w mordę! Aż jeść mi się zachciało) beatów w tym roku nie słyszałem! Z racji mojego uwielbienia dla instrumentalnego, dusznego <strong><em>hip hopu</em></strong>, no.5 z serii Medicine Show bardzo często gościł na moich głośnikach. Biorąc pod uwagę formę jaką prezentuje tu Otis, nowe <strong>Madvillain</strong> będzie kozaczyć.</p>
<h1><strong>3</strong><strong>. Scuba – Triangulation</strong></h1>
<p><strong><em><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/hfcd003.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2730" title="hfcd003" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/hfcd003.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</em></strong></p>
<p>Podium zaczynamy od płytki łamiącej stereotypy jakoby muzyka dubstepowa wiała nudą. Scuba obrał tu drogę zapoczątkowaną przez <strong>Martyna i 2562,</strong> którzy na swoich ubiegłorocznych krążkach działali na poletku łączenia dubstepu z muzyką <em><strong>techno</strong></em>. Triangulation czerpie z obu gatunków to co najlepsze, spaja taneczność Berlińskiego <em><strong>„Berghain”</strong></em>, z aurą metropolii Londynu. Combo to wyjątkowo udane i pod względem samych kompozycji i gęstego klimatu, który jawić się może nieco, jako kontynuacja tego co zapoczątkował Burial &#8211; wyszukane, jakby miejskie ambientowe tła utworów.<br />
Płyta wyjątkowo dojrzała, idealna na nocne eskapady ze słuchawkami na uszach.</p>
<h1><strong>2</strong><strong>. Teebs – Ardour</strong></h1>
<p><em><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/ardour.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2729" title="ardour" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/ardour.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
</strong></em></p>
<p>Z tego podsumowania może wyniknąc jedno- z chillwave’em mi nie po drodze.<br />
Ukojenie dla swoich uszu odnalazłem zupełnie gdzie indziej, mianowicie w LA, gdzie powstało Ardour. Teebs to malarz, skater i chyba na końcu muzyk (po wydaniu tej płyty kolejność najprawdopodobniej uległa zmianie). Ardour to o dziwo żaden efemeryda Cosmogrammy, a własna wizja <em><strong>„New beats”</strong></em>. Jeśli słuchaliście tegorocznego <em>„alpejskiego”</em> <strong><em>Black Noise</em>, Pantha du Prince’a</strong>, to wyobraźcie sobie, że Ardour jest czymś takim, tylko nagranym w słonecznym LA. Dzwoneczki, strumyczki, istne multum przeskadzajek, a wszystko to nagrane przez nurka z MPCetką, 15 metrów pod wodą, należy dodać – ciepłą wodą.</p>
<h1><strong>1</strong><strong>. Flying Lotus – Cosmogramma</strong></h1>
<p><strong><em><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/flying-lotus-300x300.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2728" title="flying-lotus-300x300" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/flying-lotus-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a><br />
</em></strong></p>
<p>Zwycięzca mógł być tylko jeden, po pierwszym odsłuchu tego albumu wiedziałem, że w tym roku nic lepszego nie usłyszę. Może to brzmi smutnie, ale tak nie jest, bo Cosmogramma to długodystansowiec jakich mało. Czterdziestopięcio minutowa podróż w nieznane (kosmos? Może, seansu z DMT i nowym FlyLo nie uskuteczniałem).<br />
Album tak przytłaczający swoim bogactwem dźwiękowym, że ktoś bez wcześniejszego obcowania z dajmy na to &#8211; atonalnością w muzyce, wyłączy <em>„Kosmiczny Dramat”</em> po pierwszych sekundach. Uwierzcie mi, warto dać temu krążkowi więcej odsłuchań, bo przyjemność obcowania i odkrywania, coraz to nowszych elementów tego wybitnego dzieła, jest niezmierna. Absolut.</p>
<h1>Polski album roku</h1>
<p>Wiele tych krążków nie słyszałem, ale to co udało mi się sprawdzić było naprawdę świetne. <strong>Cieślak i Księżniczki, Teielte, Voo Voo</strong> (tu już nieco gorzej), czy <strong>Igor Boxx</strong>. Jednak laur najlepszego polskiego krążka przyznaję <strong>Kixnare’owi</strong> za jego <em><strong>Digital Garden</strong></em>.<a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/kix.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-2748" title="kix" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/kix.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a></p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/kix.jpg"></a> Fantastyczna produkcja którą śmiało możemy się chwalić za oceanem, album nieodbiegający poziomem od tego co prezentuje <strong>Alpha Pup</strong> czy Brainfeeder. Cieszy fakt, że tak szybko podłapaliśmy bakcyla na tego typu muzykę, dodatkowo tworząc ją na tak wysokim poziomie. <strong>UKnowMe</strong> jeszcze pewnie nie raz zaskoczy słuchaczy jakąs ciekawą produkcją. Warto mieć czujne oko.</p>
<h2>Debiut roku</h2>
<p>Spokojnie mógłbym tu wcisnąć Lorna czy Teebsa, ale nie bądźmy znowuż tacy monotematyczni – oni już swoje <em>„zgarnęli”</em>. <strong>NoCanDo</strong> i jego &#8222;<em><strong>Jimmy The Lock&#8221;</strong></em>, na którym plejada beatmakerów w postaci min. <strong>Nosaj Thinga, Deadelusa</strong>, czy eminencji <em><strong>Low and Theory</strong></em> czyli <strong>Dj&#8217;a Nobody</strong>, dostarcza zupełnie dotychczas anonimowemu koleżce, podkłady takie iż kolega po fachu Kanye West może łapać się za głowę. Co najważniejsze sam mistrz ceremonii na tym futurystycznym djskim cudowaniu, nawija jak nieokrzesany młodzian, z zapałem i furią, ale też niezwykłym luzem i pewnością siebie, godną starych wyjadaczy.</p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/nocando.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2742" title="nocando" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/nocando.jpg" alt="" width="250" height="250" /></a></p>
<h1><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/A-sufi-and-a-killer.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2743" title="A sufi and a killer" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/12/A-sufi-and-a-killer.jpg" alt="" width="250" height="250" /></a></h1>
<p>Przed chwilą zorientowałem się, że o czymś zapomniałem, mianowicie o <em>„kolabo”</em> <strong>Gonjasufiego z Gaslamp Killerem</strong> – reminiscencja 60sowej psychodelii stworzona na współczesnym sprzęcie. Muszę dodać, że brzmi to bardzo wiarygodnie. Są to głównie piosenki, dodam iż świetne piosenki, zmajstrowane tak, że ciężko się połapać czy mamy tu żywy instrument, czy to sztuczka producenta. Wokal Sufiego, jak i same liryki pasują tu jak ulał, zwroty typu <em>„I wish I was a sheep”</em> czy zaśpiewy o <em>„prawdziwych kowbojach i indianach”</em>, mhmm. Tak więc mamy dwa debiuty roku xd Cóż naginam nieco to podsumowanie, ale dobrej muzyki nigdy za wiele.</p>
<h2>Utwór roku</h2>
<p>W wyborze utworu roku wspomogłem się lastfm. Niezwykle ciężko w natłoku kapitalnych kawałków, jakich w tym roku było naprawdę wiele, wybrać ten jeden. Tak więc statystyki odsłuchań pojedynczych kawałków z ostatnich 12 miesięcy sugerują Scube i jego <em>„nu trip-hop”</em>, czyli utwór <strong>Before</strong>. Prawdziwy rodzynek na Triangulation &#8211; fantastyczny beat drop, oniryczne damskie wokale, szalejące syntezatory i klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Utwór dla tych którzy poszukują emocji w syntetycznym graniu.</p>
<p><a href="http://www.winyl.info/2010/12/17/muzyczne-podsumowanie-roku-2010/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p>
<h2>Wydarzenie roku</h2>
<p>Wiadomo &#8211; Smoleńsk. Jednak nie jesteśmy blogiem zajmującym się polityką i sprawami społecznymi, a muzycznym. Tak więc ponownie koncerty i tak już będzie chyba co roku. Polska stała się w tym kontekście bardzo światowa, ściągamy już niemalże każdego. Słuchacze o różnych gustach znajdą na terenie Polski odpowiadające im eventy. Jak można zauważyć w moim podsumowaniu, zajmowały mnie raczej elektroniczne wydawnictwa, dlatego też takich imprez szukałem. <strong>Audioriver</strong> spędzony zdecydowanie na &#8222;<em>dziko&#8221; </em>(36 godzin bez snu na ciągłym <em>&#8222;alkoholowo-trawiastym&#8221;</em> balecie = fizyczne niziny), ale już <strong>Tauron</strong> <strong>Nowa Muzyka</strong>, pociągnięty z większym opamiętaniem i szacunkiem dla własnego zdrowia (xd). Fantastyczne koncerty przyćmiewające samą organizację (z biegiem czasu trwania festiwalu, każdy mógł tam wejść &#8211; wystarczyło trochę cwaniactwa), highlight?! Zdecydowanie show <strong>The Mother. Fucking Gaslamp Killera</strong> (koniecznie z przedrostkiem <em>Mother Fucking), w</em> wielu wiksach miałem okazję brać udział ale tutaj to działy się cuda. Kolo grał przekrój twórczości swoich ziomów z LA, ale też <strong>Hendrixa, J Dillę</strong>, <strong>Aphex Twina</strong>(<em><strong>Come To Daddy</strong></em> rozniosło!), dubstepowe nowinki, gdzieś tam wcisnął też przerwę na blunta i pogaduchy z publiką. Prawdziwy kozak.</p>
<h2>Teledysk roku</h2>
<p>Z klipami jest ciekawa sprawa, gdyby tak poobserwować muzyczny mainstream, łatwo można by dojść do wniosku, że to nie sama muzyka a właśnie kwestie wizualne, mają ogromne znaczenie w przypadku tego na co zwracają uwagę ludzie – klipy <strong>Lady Gagi</strong>, Kanye Westa czy nawet <strong>Linkin Park </strong>potwierdzają to stwierdzenie. Efekciarstwo jednak nie tylko w mainstreamie rządzi, klipy min. FlyLo też wizualnie idą z duchem czasów (8 bitowe <strong>Kill Your Co-Workers</strong>). Ja poszedłem nieco innym tropem. Ten teledysk jest wyjątkowo efektowny, jednak nie jest wpierany nadmierną technicznością. Kamera, odpowiednie światło, ciekawe ujęcia, jak i sam utwór tworzą razem spójną interesującą całość.</p>
<p><a href="http://www.winyl.info/2010/12/17/muzyczne-podsumowanie-roku-2010/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p>
<h2>Zawód roku</h2>
<p>Jednym wielkim zawodem była dla mnie muzyka rockowa, serio nie za bardzo było na czym ucho zawiesić na dłużej niż 2,3 przesłuchania. Bardzo liczyłem na <strong>Dead Letter Circus, </strong>ale panowie zupełnie nie sprostali wygórowanym oczekiwaniom, jakie mieli słuchacze po tym co usłyszeli przed longplayem, czyli dwoma kapitalnymi epkami. Poza tym <strong>The Dillinger Escape Plan &#8211; </strong>kapela która dotychczas raczyła nas albumami rew(o)elacyjnymi, w tym roku wypuściła album miałki jak na ich standardy. <strong>Kylesa</strong> zelżała, indie niczym specjalnym mnie nie zaskoczyło (poziom jako taki trzymały jedynie <strong>The Dead Weather,</strong> <strong>Liars i Menomena</strong>).</p>
<p>To było by na tyle, nadzieje związane z rokiem 2011 to na pewno koncerty. Liczę na kastę z Brainfeedera na <strong>Tauronie </strong>(może FlyLo, mhmm było by pięknie), gdzie bankowo się pojawię. W planach mam też wypad na <strong>Rock For People</strong> do Czech &#8211; konkurencyjna imprezka dla naszego <strong>Openera</strong>, świetna cena i line up (na tegorocznej edycji było min. <strong>Muse, The Prodigy, Placebo i Tricky).</strong> Tak więc będzie się działo, na albumowy powrót Aphex Twina, rzecz jasna udany powrót, również zwrócę uwagę i jak zwykle liczę na element zaskoczenia ze strony dźwięków. Może jakaś nowa fascynacja? Pożyjemy zobaczymy.     <strong> </strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/12/17/muzyczne-podsumowanie-roku-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radiohead – Kid A</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/11/24/radiohead-%e2%80%93-kid-a/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/11/24/radiohead-%e2%80%93-kid-a/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Nov 2010 19:21:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative rock]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2714</guid>
		<description><![CDATA[Zdecydowanie jestem słuchaczem który traktuje czas linearnie, tak więc to co jest teraz zagłębia mnie zdecydowanie bardziej niż to co działo się dekadę temu. Istnieją rzecz jasna wyjątki, wszelakie podsumowania ostatniej dekady zachęciły mnie do wnikliwszego wglądu w to co działo się 10 lat temu, w czasy kiedy ja o muzyce wiedziałem tyle, że jest [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/11/kid-a.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2717" title="kid a" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/11/kid-a.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a></p>
<p>Zdecydowanie jestem słuchaczem który traktuje czas linearnie, tak więc to co jest teraz zagłębia mnie zdecydowanie bardziej niż to co działo się dekadę temu. Istnieją rzecz jasna wyjątki, wszelakie podsumowania ostatniej dekady zachęciły mnie do wnikliwszego wglądu w to co działo się 10 lat temu, w czasy kiedy ja o muzyce wiedziałem tyle, że jest taki band <strong>The Offspring</strong> i, że <em>„nieźle łoją”</em>.</p>
<p><span id="more-2714"></span></p>
<p>Nie zrozumcie mnie źle, Radiohead to rodzaj zespołu którego fenomenu po dzień dzisiejszy nie jestem w stanie do końca zrozumieć. Słuchacze upatrywali w nich wizjonerów przekraczających granice muzyki rockowej, postaci które wkraczały na terytoria które w szeroko pojętej muzyce mainstremowej, dotychczas nie były eksploatowane. Pytanie czy prawda pokrywa się z opiniami. Odpowiedzi są różne, ja spróbuję przedstawić wam swoją.</p>
<p>Po pierwsze primo, nie da się pisać o Kid A nie wspominając o poprzedniku, czyli osławionym <strong>Ok Computer</strong>. Choć obie płyty różnią się diametralnie brzmieniowo, to w kontekście atmosfery brzmią jak swoiste continuum.<br />
Kid A jawi się jako płyta odważniejsza od Ok Computer, albumu który w dużej części wypełniony był zupełnie przeciętnym graniem, w tym wypadku kontekst eksperymentu, czy nawet zaangażowanego społecznego komentarza, nie broni tego krążka.<br />
Nie boję się używać takich stwierdzeń ponieważ wprawne ucho podczas odsłuchu <em>„opus magnum rocka alternatywnego”</em>, kilkukrotnie oderwie uwagę od dźwięków płynących z głośników na rzecz (dajmy na to) tekstu płynącego z drugiego pokoju – <em>„Maciek, obiad!”</em>.<br />
Z Kid A jest inaczej, momentami zupełne odejście od gitar na rzecz post-<strong>Ae</strong>* industrialu, oczywiście odpowiednio znormalizowanego, tworzy odczucia zgoła inne od Ok Computerowego paranoicznego kolędowania. Już rozpoczynające album <em><strong>„Everything In Its A Right Place”</strong></em> punktuje fantastycznym zawodzeniem <strong>Yorka</strong> zderzonym z syntetycznym tłem, totalnie wyzbytym rockowych naleciałości. Brzmi to jak część składanki neurotyka przygniecionego zgiełkiem metropolii 21 wieku. Podobnie jest z <em><strong>„Idioteque”</strong></em> – hipnotyzujący surowy, pocięty beat, oraz przeszywający wokal z paranoicznym tekstem – ciary. Sprawa ma się nieco inaczej z utworem opatrzonym przewrotną nazwą <strong><em>„The National Anthem”</em></strong>, to już wyżyny Radiohead, jak i wyższość eksperymentu nad samą treścią. Utwór napędzany krautrockową motoryką (bassline miecie!), na której wokal <em>„a la wariat”</em> odnajduje się fantastycznie, gdzieś w połowie wchodzą dęciaki i lecimy w kosmos.<br />
W tym przypadku nie ważne jest nawet to iż kawałek brzmi bliźniaczo podobnnie do <strong>Primal Scremowego</strong> „<strong><em>Blood Money”</em></strong>, ponieważ całość brzmi jak dobrze skrojony słuchalny eksperyment.<br />
Utwór tytułowy, w którym przepuszczony przez elektroniczny efekt wokal, toczy się na ambientowo – syntetycznym tle, z dosadnie zaakcentowanym basem to kolejny highlight płyty, ale takie <em><strong>„How To Disappear Completely”</strong></em> to już Radiohead jakie znamy z wcześniejszego albumu – zaranżowany iście filmowo (smyki, wieloszczegółowe tło) i &#8222;<em>zrezygnowany&#8221;</em> Thom, tym razem bez elektronicznego efekciarstwa. Urzekająco nostalgiczne Radiohead. Droneowo – ambientowy <em><strong>&#8222;Treefingers&#8221;</strong></em> można potraktować jako przerywnik, zresztą ulokowany w środku albumowej tracklisty.<br />
Zaraz po wyciszającym Treefingers wkrada się <em><strong>&#8222;Optimistic&#8221;</strong></em>, z wpadającym w ucho tajemniczym, backgroundowym motywem. Utwór wyjątkowo <em>„normalny”</em> patrząc na całokształt tej płyty. <strong>In Limbo</strong> to znowuż pokaz wokalnych sztuk walki, od zawodzenia po przeszywające przeciąganie ginące w elektronicznym kociołku, zaserwowanym na koniec utworu.<br />
Końcówka płyty to powrót do tradycyjniejszego rockowego brzmienia – <strong><em>&#8222;Morning Bell&#8221;</em></strong>.</p>
<p>Album brzmi bardzo spójnie, choć stylistycznie jest różnie. Nie jest to jakiś rollercoaster, jednak zestawienie czysto elektronicznych utworów z rockową melancholią nie każdemu się udaje. Kid A jest bardzo <em>„wieczorne”</em>, jednak nie ponure, raczej tęskne, tak to widzę ja. Jeszcze jedna sprawa, czy album zasługuje na miano krążka dekady &#8211; hmm wiadomo kwestia gustu, jednak recenzowany longplay w dyskografii radiogłowych to pozycja szczególna, takie skrzyżowanie na którym spotyka się snobistyczny rock alternatywny z półświatkiem elektroniki. Mógł wyjść z tego straszliwy, podjeżdżający patosem gniot, a jest wręcz odwrotnie &#8211; aranżacyjna pomysłowości wpleciona w piosenkowe formuły sprawia, że choćbym opierał się <em>„ręcyma i nogyma”</em> to jednak Kid A do mnie przemawia.<br />
Klimat krążka się udziela, skupia uwagę, daje impuls do różnorakich rozmyśleń i w tym tkwi jego geniusz. Jak widzicie w moim przypadku sprawdza się powiedzenie, że <em>„tylko krowa nie zmienia poglądów”</em>. Jednak żeby nie było iż nagle zacząłem pałać uczuciem w strone brytoli, nie, nie.. To tylko jedna płyta, fakt fantastyczna, ale bandów mających w poprzedniej dekadzie takie na koncie, jest co najmniej kilka. Mój faworyt w tym kontekście, jest inny.</p>
<p style="text-align: center;"><strong> Ocena: 8+/10</strong></p>
<p><strong>Tracklista:</strong><br />
1.	&#8222;Everything in Its Right Place&#8221; – 4:11<br />
2.	&#8222;Kid A&#8221; – 4:44<br />
3.	&#8222;The National Anthem&#8221; – 5:51<br />
4.	&#8222;How to Disappear Completely&#8221; – 5:56<br />
5.	&#8222;Treefingers&#8221; – 3:42<br />
6.	&#8222;Optimistic&#8221; – 5:15<br />
7.	&#8222;In Limbo&#8221; – 3:31<br />
8.	&#8222;Idioteque&#8221; – 5:09<br />
9.	&#8222;Morning Bell&#8221; – 4:35<br />
10.	&#8222;Motion Picture Soundtrack&#8221; – 6:59</p>
<table cellpadding="4">
<tbody>
<tr>
<td><strong>Całkowity czas trwania</strong>:</td>
<td colspan="2">49:51 min</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><strong>Data wydania:</strong></p>
<p>2 Październik, 2000 rok</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/11/24/radiohead-%e2%80%93-kid-a/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>We Love Donuts Too</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/11/02/we-love-donuts-too/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/11/02/we-love-donuts-too/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Nov 2010 10:38:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>
		<category><![CDATA[glitch]]></category>
		<category><![CDATA[hip-hop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2668</guid>
		<description><![CDATA[Los Angeles odpowiada na chillwave swoją własną wizją muzyki. Jeśli ktoś wciąż uważa, że żyjemy w czasach gdzie muzyka ma nam już nie wiele do zaoferowania w kontekście oryginalności, to należy się nieco nad swym osądem zastanowić. Tym bardziej gdy ta oryginalność nie oznacza meandrowania na pograniczu niesłuchalnej papki. Chillwave, witch house, post-dubstep, mad hop [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><strong>L</strong>os Angeles odpowiada na <em>chillwave</em> swoją własną wizją muzyki.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/11/we-love-donuts-too1.jpg"><img class="size-full wp-image-2671  aligncenter" title="we-love-donuts-too1" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/11/we-love-donuts-too1.jpg" alt="" width="300" height="205" /></a></p>
<p><span id="more-2668"></span></p>
<p>Jeśli ktoś wciąż uważa, że żyjemy w czasach gdzie muzyka ma nam już nie wiele do zaoferowania w kontekście oryginalności, to należy się nieco nad swym osądem zastanowić. Tym bardziej gdy ta oryginalność nie oznacza meandrowania na pograniczu niesłuchalnej papki.<br />
Chillwave, <em>witch house, post-dubstep, mad hop</em> to tylko kolejne łatki, ale etykietować jest coraz trudniej. Gdy zbyt wiele, pozornie różnych dźwięków kołacze ze sobą na przestrzeni trzech i pół minuty, to do czynienia mamy właśnie z takim, nie do końca zrozumiałym nazywnictwem.<br />
Ja w wyszukane szufladkowanie bawił się nie będę, wolę być jasno zrozumiany.<br />
Do tego typu przeglądu przymierzałem się od dawna, jednakże aby na poletku merytorycznym nie wypaść śmiesznie, dałem sobie czas na odpowiednie do niego przygotowanie. Standardowa formuła przedstawiania czterech, ewentualnie sześciu wydawnictw, na te kilka akapitów odchodzi do lamusa.<br />
<strong>Flying Lotus</strong> wydaje się tu być słowem i artystą kluczem. Choć niewątpliwe należało by też wspomnieć o znaczeniu przywołanego <strong>Dilli, Herrena</strong>, czy <strong>RZA</strong>. Jednak skupmy się na <em>„mokrym”</em> brzmieniu  prosto z LA. Charakterystyczny jakby <em>„podwodny”</em> basowy dźwięk beatu, który często zaczyna być traktowany &#8211; mylnie moim zdaniem &#8211; jako odpowiedź na to co dzieje się za oceanem na Wyspach, pociągnął za sobą masę efemerycznych naśladowców, jak i zdolnych artystycznych dusz, skumulowanych wokół lokalu <strong>Low End Theory</strong> i wytwórni samego FlyLo – <strong>Brainfeederze</strong>. Artyści tacy jak <strong>Daedelus</strong>, czy <strong>Gaslamp Killer</strong>, w wywiadach powtarzają iż w LA mają swoje małe królestwo beatów. Miejsce gdzie tradycyjny hip hop spotyka się z eksperymentatorstwem.<br />
Pełnoprawny debiut <strong>Ellisona</strong> w <strong>Warpie</strong>, czyli album <em><strong>„Los Angeles”</strong></em> to właśnie taka wypadkowa poszukiwań międzystylistycznych. Dźwięki nie łatwe do <em>„przegryzienia”</em>, z początku mogące się jawić jako niezrozumiały eksperyment, w ciągu ostatnich dwóch lat zbierają plony.<br />
<strong>Hudson Mohawke, Dorian Concept</strong> czy <strong>Lukid</strong>, na <strong>Nosaj Thingu</strong> kończąc, to jedni ze zdolniejszych, mających już na koncie longplaye, mieszające zatopiony basowy sound beatów hip hopowych, z bogatą teksturą sampli. Po drugiej stronie mamy muzyków takich jak <strong>Zomby</strong> czy <strong>Rustie</strong> bawiący się tym w bardziej basowy, brytyjski sposób.<br />
Rewolucję przyniósł jednak rok 2010, jawiący się jako wybuch eklektyzmu obitego w beaty.<br />
Osobiście sądzę iż pierwszym przejawem zbliżającego się boomu na tego typu muzykę była pół godzinna epka <strong>Dimlite’a</strong> – <strong><em>&#8222;Prismic Tops&#8221;</em></strong> wydana w zaprzyjaźnionym ze <strong>Stones Throw</strong> labelu <strong>Now-Again</strong>. Produkcja nadwymiar złożona i futurystyczna, jednocześnie przywołująca odniesienia do czasów świetności <strong>Prefuse 73.</strong> Wielobarwna elektroniczna psychodela, będąca gatunkową niejednoznacznością, w moich oczach w pewien sposób przetarła szlak późniejszym tego typu wydawnictwom, jak i otworzyła bramy dla potencjalnych słuchaczy, szukających świeżości w instrumentalnym hip hopowym graniu, w tym akurat wypadku wykraczającym również daleko poza nie (odniesienia do <em>jazzu, folku</em>, ale też <em>krautrocka</em>). Szybko jednak okazało się, że to tylko przedsmak, zaraz za rogiem czaiła się <em><strong>&#8222;Cosmogramma</strong>&#8222;</em>.</p>
<p>Tak więc czym tak zaskoczył słuchaczy bratanek <strong>Johna Coltrane’a</strong> na swoim sofomorze, iż nagle zaczęto w nim upatrywać artystę mogącego mieć wpływ na kształt przyszłej muzyki? W dobie gdzie płyta elektroniczna nie eklektyczna, równa się płycie elektronicznej nie mającej wiele do zaoferowania słuchaczowi, trzeba się głowić. Nawet w wymiarze taneczności słuchacze wymagają coraz więcej (ewolucja <em>dubstepu</em>, coraz częstsze wpływy elektroniki na rockowych wydawnictwach). W przypadku krążka Ellisona mamy do czynienia z wizjonerstwem o aparycji starego jazzmana. Facet wprowadził beaty na bezmiar wielowymiarowości. To już nie tylko <em>glitch</em> na specyficznych podkładach, obsługując laptop FlyLo stworzył prawdziwe monstrum chcące żyć własnym życiem. Organiczność to w przypadku tej muzyki ważny czynnik &#8211; żywy bass o jazzowym wydźwięku, harfa, ale też saksofon czy trąbka, odważne odniesienia do klasyki jazzu spotykamy tu co i rusz (wpływy <strong>Alice Coltrane i Sun Ra</strong> przychodzą od razu na myśl). Jednak nie tylko eksperymentem ta płyta żyje, Ellison układa beaty bardzo zręcznie, nie zapominając o melodiach. Sprawia, że uszy nasze odbierają tekstury dźwięku (wyglądać to może jak <em>IDM</em>, ale nie do końca tak jest) tworzące niejednokrotnie melodyjne mantry – słowem skłaniający do ruchów <em>„pływnych”</em> (jakkolwiek by to nie brzmiało, ciężko mi znaleźć zamiennik) inteligentny rozgardiasz.<br />
Jeśli „Los Angeles” dało znak innym muzykom, że warto w chaosie szukać sposobu na siebie, to &#8222;Cosmogramma&#8221; przez ten chaos prowadzi nas za rączkę, oraz pokazuje zdecydowanie i pewnie <em>„co to będzie się grać”</em> w dopiero co raczkującej nowej dekadzie. Drugi album Ellisona otworzył furtkę do szerszej audiencji takim artystom jak <strong>Teebs, Lorn, Durlin Lurt, Jeremiah Jae</strong> (hmm, niezły odlot muszę przyznać) czy <strong>Knxwledge </strong>(wpływy soulowe na pokręconej hip hopowej produkcji), którzy różnymi środkami przedstawiają światu swoją muzykę  &#8211; Durlin Lurt i Jae wypuścili płyty do internetu za darmo, z kolei Teebs i Lorn swoje debiuty wydali pod skrzydłami samego FlyLo w Brainfeederze.</p>
<p>Aczkolwiek beaty nie tylko Flying Lotusem i Brainfeederem stoją, nie wolno zapomnieć o <strong>Madlibie</strong> czyli postaci obarczonej piętnem nazwiska. Nie no zlewam się, ten <strong>Jackson</strong> popu nie nagrywa ale jest równie inspirujący.<br />
Najbardziej zapracowany muzyk hip hopowy świata, w roku 2010 zasypał słuchaczy pokaźną ilością swoich produkcji. Beatów użyczył <strong>OJ Simpsonowi</strong>, ale też formacji <strong>Strong Arm Steady</strong> i to właśnie produkcja na tych płytach powala najbardziej (przyćmiła samych raperów). Aczkolwiek gościnny udział, to tylko mały procent tego czego mogliśmy usłyszeć, podpisanego sygnaturą Madliba.<br />
Seria <strong>Medicine Show</strong> w liczbie 9 albumów (ten rok), to już w tym momencie wizytówka artysty. <strong>Otis</strong> z 4 ton winyli (xd), wyłuskał masę sampli różnorakiego pochodzenia, od Brazylijskiej psychodelii po <em>afro beat</em>, na <em>reggae</em> kończąc! Ja wspomnę o płycie opatrzonej numerkiem 5 &#8211; <em><strong>&#8222;History Of The Loop Digga</strong></em>&#8221; to zmiksowany ponownie beat tape, z nagraniami z okresu 1990-2000, czyli czasów gdy Madlib dopiero co zaczynał bawić się w produkcję hip hopu. Oczywiście współczesny miks nadał tym beatom, pełnym jazz-funkowych naleciałości, soczystego basowego brzmienia. Album ten przynosi nieco nostalgii fanom beat tapeów w stylu <em><strong>Donuts</strong></em>, a współczesnym producentom parającym się hip hopową psychodelą (Gaslamp Killer, <strong>Paul White</strong> czy nawet brat Otisa &#8211; <strong>Oh No</strong>) jasno daje do zrozumienia, iż stary wyga nadal <em>„jest w grze”</em> i łatwo nie ustąpi pola młodym zdolnym, którzy w roku 2010 dosadnie zaznaczyli swoją obecność.<br />
O ile Gaslamp Killer ostatni rok spędził głównie na koncertowaniu (jego sety zdążyły już obrosnąć w legendy &#8211; facet jest bardzo <em>„giętki”</em> stylistycznie i nie tylko), to i tak mimo braku czasu (o którym wspominał między innymi na festiwalu <strong>Tauron Nowa Muzyka</strong>) wyprodukował głośny debiut <strong>Gonjasufiego</strong>, ale wydał też 15 minut świeżej muzyki ubranej w epkę <strong><em>Death Gate</em></strong>. Produkcje Gaslampa to szeroko dyskutowana sprawa na poletku publicystyki muzycznej. Co może grać facet uwielbiający<strong> Black Sabbath</strong>, w wolnym czasie tlący sobie jointa pod <strong>Hedrixową</strong> psychodelę, hmm?! Hip hop.<br />
Tak więc <em>„motherfucker”</em> podobnie jak Madlib, wertuje tysiące winyli w poszukiwaniu motywu o którym fonografia już dawno zapomniała, a który mógłby być (oczywiście po stosownej obróbce) czymś powiedzmy – wyrafinowanym.<br />
Gaslamp na Death Gate wrzuca do swojego kotła nieco vintage’owo brzmiących motywów (wszelakie trąbki, zakurzony sound – <em><strong>When I’m In Awe</strong></em>), dodaje do tego trochę glitchu nałożonego na gęsto usiane breaki (<strong><em>Fun Over 100 i Carpool Dummy</em></strong> – główny nośny beat ginący pod płaszczem <em>„żyjącej własnym życiem”</em> samplerki, bomba!) oraz co brzmi tu zaskakująco – improwizacji (<strong><em>Shattering Inner Journeys</em></strong>). Ni to hip hop, ni to jazz – psychodeliczny <em>breakbeat</em>? Hah miałem się nie bawić w etykietowanie.<br />
Epka choć krótka, zaskakująco obszerna w zjawiskową treść muzyczną. Możliwe iż przyszły rok należał będzie właśnie do szalonego Kalifornijczyka z afro na głowie.<br />
Innym wartym napomknięcia artystą zorientowanym z Brainfeederem jest wspominany już wcześniej Lorn. To już nie Kalifornijczyk jednak jego remixy m.in. <strong>BIGa</strong> zwróciły uwagę czujnego Ellisona, który z miejsca zaproponował mu współpracę z jego wytwórnią. Efekt? Tegoroczny debiut <em><strong>&#8222;Nothing Else&#8221;</strong></em> wypełniony iście apokaliptycznymi beatami, w które Lorn powciskał brzmiący równie złowrogo sampling (ocierający się od glitch i <em>8bit</em>), ułożony na „podwodnym” basie. Taka mroczna odpowiedź na Nosaj Thinga, jednak o zdecydowanie bardziej klubowym zabarwieniu.</p>
<p>Na przeciwległym biegunie psychodelicznej kasty z LA, znajduje się młodzian z <strong>Glasgow</strong> czyli <strong>Rustie</strong>. Typ przefiltrowany przez brytyjski dubstep, zakumplowany z hipisem o którym wspominałem kilka wersów wcześniej, wypuścił w tym roku epkę <em><strong>&#8222;Sunburst&#8221;</strong></em> pod szyldem samego Warpa na której bawi się beatami wyjątkowo interesująco, mieszając estetykę glitch z bristolskim basem, nie zapominając przy okazji o melodiach – wyjątkowo kreatywna parkietowa muzyka już nie z LA, jednak w przyjaźni z nią żyjąca.<br />
To było by na tyle na razie, wnioski? Psychodela wraca do łask, kto by pomyślał, że ten zdziadziały gatunek zdoła jeszcze odżyć. Ba, zastęp producentów zapatrzonych niegdyś w Dillę tchnął w niego ducha, który zagubił się gdzieś pod koniec lat 60. Oczywiście nie mówię tu o psychodelii jako takiej, a o nowatorskim spojrzeniu na nią właśnie. Abstrakcyjny futuryzm mieszający się z retro odniesieniami, osadzony na czynniku<strong> X</strong> jakim jest tu hip hop, to najprawdopodobniej droga jaką podąży scena elektroniczna zorientowana wokół <em>&#8222;miasta aniołów&#8221;</em>, choć patrząc na to co się obecnie wyrabia na scenie elektronicznej – nie tylko wokół niego.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/11/02/we-love-donuts-too/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teebs &#8211; Ardour</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/10/01/teebs-ardour/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/10/01/teebs-ardour/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Oct 2010 16:45:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[chillout]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>
		<category><![CDATA[hip-hop]]></category>
		<category><![CDATA[idm]]></category>
		<category><![CDATA[eletronic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2592</guid>
		<description><![CDATA[Wybaczcie, ale wyprzedzę czas i napomnę o najprawdopodobniej najpiękniejszej płycie roku. Piękno w kontekście muzyki to rzecz sporna, różnie można je interpretować, jednak w przypadku Ardour śmiało można użyć słów „soundtrack do wniebowstąpienia”. Ktoś pomyśli, że dziwaczeję, ale ta płyta z tym właśnie mi się kojarzy. Chmury, zanikający za nimi blask słońca i wędrówka przez [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></strong></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>W</strong></span>ybaczcie, ale wyprzedzę czas i napomnę o najprawdopodobniej najpiękniejszej płycie roku.<a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/10/teebs_ardour_cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2595" title="teebs_ardour_cover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/10/teebs_ardour_cover.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a></p>
<p><span id="more-2592"></span></p>
<p>Piękno w kontekście muzyki to rzecz sporna, różnie można je interpretować, jednak w przypadku <strong>Ardour</strong> śmiało można użyć słów <em>„soundtrack do wniebowstąpienia”</em>.<br />
Ktoś pomyśli, że dziwaczeję, ale ta płyta z tym właśnie mi się kojarzy. Chmury, zanikający za nimi blask słońca i wędrówka przez schody. Powolne, pozbawione oznak pośpiechu kroki, spowodowane chęcią obserwacji uśmiechniętych aniołów – istny błogostan.<br />
Tak wygląda efekt wyobraźni wspartej tą muzyką. Dźwiękowo klaruje się to jako kolaż niejednoznaczny, bo mamy tu niby hip-hop a raczej psychodelicznie zabarwione beaty, wspierane całą masą przeszkadzajek, począwszy od dzwoneczków skończywszy na strumyczkach, pogwizdywaniu i cholera wie czym jeszcze (sugerowany odsłuch słuchawkowy – doznania jeszcze większe).<br />
Prawdziwe mistrzostwo świata w kategorii samplingu i spajania dźwięków. Co ciekawe niskotonowe pochody basu jakie <strong>Teebs</strong> uskutecznia w utworach nie przeszkadzają, a wręcz hipnotyzują.<br />
Oczywiście moje zauroczenie tą muzyką nie sprawi, że w krążku zakocha się każdy, bo jest to muzyka nietypowa, oryginalna i choć płyta ma 18 utworów całość brzmi jak jeden wielki, spójny, psychodeliczny trip. Obok <strong>Lorna</strong> (kolegi z wytwórni) – debiut roku i absolutna czołówka elektronicznych (i nie tylko) wydawnictw A.D 2010.</p>
<p><strong><strong><br />
</strong></strong></p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Ocena: 9/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>You’ve Changed</strong><strong><strong>&#8221; – 5:28</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Bound Ball</strong><strong><strong>&#8221; – 3:58</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Double Fifths</strong><strong><strong>&#8221; – 6:20</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>While You Doooo</strong><strong><strong>&#8221; – 4:59</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Moments</strong><strong><strong>&#8221; – 2:10</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Burner</strong><strong><strong>&#8221; – 5:23</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Wind Loop</strong><strong><strong>&#8221; – 6:27</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Lakeshore Ave.</strong><strong><strong>&#8221; – 5:57</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Arthur’s Birds</strong><strong><strong>&#8221; – 3:51</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Gordon</strong><strong><strong>&#8221; – 10:45</strong></strong></li>
<li><strong><strong>&#8222;</strong>Bern Rhythm&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;Felt Tip&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;King Bathtub&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;My Whole Life&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;Long Distance&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;Why Like This&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;Humming Birds&#8221;</strong></li>
<li><strong>&#8222;Autumn Antique&#8221;</strong></li>
</ol>
<p><strong><strong>Premiera: 11 października, 2010<br />
</strong></strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/10/01/teebs-ardour/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tauron Nowa Muzyka &#8211; Katowice, 26-29.08.10</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/31/relacja-z-festiwalu-tauron-nowa-muzyka/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/31/relacja-z-festiwalu-tauron-nowa-muzyka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Aug 2010 17:05:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[ambient]]></category>
		<category><![CDATA[chillout]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[glitch]]></category>
		<category><![CDATA[hip-hop]]></category>
		<category><![CDATA[idm]]></category>
		<category><![CDATA[minimal]]></category>
		<category><![CDATA[techno]]></category>
		<category><![CDATA[trip-hop]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2452</guid>
		<description><![CDATA[Zakończenie muzycznego lata nastąpiło w Katowicach, mieście które zaskoczyło mnie swoją artystyczną otoczką. Starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury idą im, śmiem twierdzić bardzo dobrze, co pokazuje m.in. ostatni weekend sierpnia. Spodek zajęty przez fanów gitarowego grania, a niedalekie Muzeum Śląskie przez malkontentów, ludzi wynudzonych ułożonym, nic nie wnoszącym do świata dźwięków „sileniem się”. Na [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niko.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1735" title="Avek-Niko" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>Z</strong></span>akończenie muzycznego lata nastąpiło w Katowicach, mieście które zaskoczyło mnie swoją artystyczną otoczką.<br />
Starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury idą im, śmiem twierdzić bardzo dobrze, co pokazuje m.in. ostatni weekend sierpnia. <strong>Spodek</strong> zajęty przez fanów gitarowego grania, a niedalekie <strong>Muzeum Śląskie</strong> przez malkontentów, ludzi wynudzonych ułożonym, nic nie wnoszącym do świata dźwięków „sileniem się”.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/tauron1.jpg"><img class="size-full wp-image-2457 aligncenter" title="tauron1" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/tauron1.jpg" alt="" width="500" height="181" /></a></p>
<p><span id="more-2452"></span><br />
Na Tauronie żaden artysta się nie silił, dużo w tym wszystkim było czystej nieskrępowanej pewności siebie, co oczywiście pokazało kilka setów.<br />
Na papierze, line-upowo festiwal prezentował się wyśmienicie, nie problemem było zapełnić 3 sceny wyśmienitym kolażem dźwięków (gdzie indziej przechodząc 400 metrów zdołasz posłuchać math rocka, dusznego dubstepu i chillującego electro popu? – a to tylko jedna z wielu kombinacji możliwych do ułożenia).<br />
Nasz (pozdrowienia dla Tymka) muzyczny trip zaczęliśmy w piątek na <strong>Club Stage</strong>. Przywitał nas <strong>Kevin Martin</strong> i jego przyjaciele z <strong>King Midas Sound</strong>, czyli pierwszy muzyczny przystanek żądnego basu słuchacza. Od razu wspomnę, że projekt King Midas Sound jest na tyle nietypowy brzmieniowo (choć chyba bardziej nietypowy czasowo), iż przegapić ich było by wielkim błędem. Po pierwsze – trip-hop, to właśnie ten jakże mistyczny gatunek zdominował debiutancki longplay tej ekipy. O ile płyta brzmi jak świetnie zaprojektowany revival, to odsłona live to już nieco inna para kaloszy. Siłą ich debiutu były wokale – głębokie, jakby uduchowione, świetnie pasujące do warstwy muzycznej, live to niestety właśnie wokale prezentowały się najsłabiej. Nie wiem czy to efekt nagłośnienia ale brzmiało to bardzo słabo, ciężko było zrozumieć słowa wypowiadane/wyśpiewywane przez wokalistów, do tego niesłychanie głośne, zdzierające wręcz piski generowane przez Martina i koncert który miał być świetny okazał się jedynie dobry. Dobry bo to właśnie doświadczony Kevin w zdecydowanej mierze (poza tymi przedecybelowanymi motywami) utrzymywał wysoki poziom muzyczny. Beaty brzmiały bardzo „mięsiscie”, warsztat DJski również świetny (przejścia pomiędzy poszczególnymi utworami bardzo sprawne) i to było by na tyle. Mistycyzm którego oczekiwałem od King Midas Sound gdzieś uleciał, pozostał co najwyżej niezły klimat.<br />
Z Club Stage poszliśmy pozwiedzać. Teren festiwalu to śmiem twierdzić, że obok samego line upu największa zaleta tej imprezy. Czuć post-industrialny klimat, budynki pokopalniane jak np. hala usytuowana obok Club Stage pasowały do ogólnego wizerunku imprezy. Nieopodal głównej sceny festiwalowej stał monumentalnie prezentujący się szyb kopalniany, który dzięki świetnemu oświetleniu wyrósł na znak rozpoznawczy imprezy (taki trochę nasz własny Melt). Po krótkiej integracji z festiwalowym otoczeniem popędziliśmy pod Club Stage (jak się później dowiecie &#8211; często odwiedzaną przez nas scenę). Wybiła godzina 22 i wtedy (bardzo punktualnie) zjawił się na niej <strong>Pantha Du Prince</strong>.<br />
Muszę przyznać, że po występie Niemca oczekiwałem bardzo wiele. Pogodzić wysokiej jakości walory artystyczne, z tanecznym wydźwiękiem nie każdy potrafi, aczkolwiek <strong>Hendrik Weber</strong> wyszedł ze spotkania z wymagająca Polską publicznością, obronną ręką.<br />
Mówisz Pantha, myślisz dzwoneczki i tego nie zabrakło. Sampling wyszukanych form dźwiękowych ten człowiek opanował do perfekcji. Raz, że przyjemnie tego się słuchało, dwa, że rytmicznie było bardzo bujająco – duża ilość elementów deep houseowych wplatanych w utwory. Jego set był dla mnie nad wyraz satysfakcjonujący i wysoko lokujący się w kwestiach <em>„przeżycie koncertowe”</em>.</p>
<p>Jedziemy dalej – wraz ze spadkiem sił fizycznych, postanowiliśmy wspólnie z Tymkiem poczilować pod sceną główną, gdzie grać miał<strong> Bonobo</strong> i jego koncertowa ekipa. Powiem szczerze, że jego najnowsza wydawnicza pozycja czyli <strong>Black Sands</strong> trzyma się wysoko wśród tegorocznych płyt elektronicznych. Dlatego też oczekiwania miałem mocno wygórowane. Bonobo zaprezentował jak wspominałem koncertowo-zespołową formę, samemu rezygnując ze stania za deckami na rzecz gitary basowej. No i jak można było się spodziewać muzyka nabrała momentami czysto improwizacyjnego, nieco jazzowego wymiaru (m.in. ze względu na obecność <strong>Andreyi Triany</strong> na scenie). Osobiście liczyłem na bardziej taneczne wydanie, no ale cóż nie można mieć wszystkiego, leżąc na specjalnie przygotowanych do tego miejscach (wypełnione cholera wie czym „balony”) odzyskałem nieco sił i ponownie ruszyliśmy pod Club Stage.</p>
<p>Tak więc wpadamy pod scenę a tu&#8230; ciemno! Zero świateł, mały stolik z dwoma laptopami &#8211; czy tak wyobrażacie sobie oprawę seta legend IDMu? <strong>Autechre</strong> zaczęli grać wcześniej niż pokazywał to timetable (ok. 24.45 a planowo miało się to zacząć o pierwszej). Zważywszy, że nie było żadnych świateł to nastrój wytworzył się sam. Set Autechre wydawał się być odizolowanym od całej reszty festiwalu &#8211; w porównaniu z innym artystami był to zupełnie inny muzyczny świat. Pokuszę się o stwierdzenie, że był to występ w 100% pasujący do miejsca w którym się odbywał. Odhumanizowany muzyczny spektakl pełen krystalicznych breaków, złowrogich basów (najlepiej nagłośnione basy na całym feście) mógł się podobać. Jedyne co mnie martwiło to to, że podczas całego trwania seta (1,5 godziny) usłyszałem może z 5 motywów przy których z pozycji statycznej łatwiej było wprowadzić się w ruch (już nie mówię o tańczeniu). Oczywiście łatwo można to wytłumaczyć faktem, iż w żadnym stopniu nie jest to elektronika taneczna, a ta stawiająca na walory dźwiękowe (które naprawdę imponowały – warsztat panowie mają niesamowity). Rzecz jasna półtorej godziny takiego grania to też zbyt wiele, Tymek już ledwo dawał radę (biorąc pod uwagę iż w piątek dotarliśmy do deszczowych Katowic, plus poszukiwania pola namiotowego, no i dotarcie na festiwal = niziny fizyczne). Tak więc po secie Autechre wróciliśmy na pole, oddalone od festiwalu o 4 km. Uwaga! Pieszo, zwiedzając nocą Katowice.</p>
<p>Sobota na prezentowała się imponująco, liczba artystów których chciałem zobaczyć o ponad połowę przekraczała dzień poprzedni, dlatego też uzbroiliśmy się w energetyki i ruszyliśmy na <strong>Bibio</strong>. Ponownie zawitaliśmy pod Club Stage, tym razem już jednak nieco spóźnieni. Nie zmienia to faktu, że 40 minut seta Brytyjczyka które udało nam się zobaczyć bardzo nam się podobało, jedyny mankament to fakt iż Bibio nie jest zbyt dobrym DJem (w sensie stricte koncertowym), brak przejść pomiędzy utworami spowodował, że set był trochę rwany. Po Bibio zawędrowaliśmy na <strong>Live Stage</strong> gdzie grała już <strong>Dub Mafia</strong>. Show bardzo energetyczne, mieszanka żywych instrumentów i typowo dubstepowych wobbli wypadała wyjątkowo dobrze. Dodatkowo nastrój jaki płynął z samej sceny – zabawnie wyglądający DJ i energiczna wokalistka, to combo zapewniające tej ekipie wysoką notę.<br />
Zbliżała się godzina 21 i występ artysty który z miejsca stał się czołową postacią abstrakcyjnych form hip-hopowych, mianowicie wprost z <strong>LA</strong> na Club Stage zawitał <strong>Nosaj Thing</strong>. Przyznam się szczerze, że akurat dokonania albumowe <strong>Jasona</strong> znam słabo, jednak jego DJ sety znajdujące się na YouTube brzmią imponująco. Nie inaczej było tego wieczoru. Ciepłe, delikatne, aczkolwiek techniczne i momentami nieźle pokręcone, muzyczne pejzaże Kalifornijczyka powalały, słuchało się tego niezwykle przyjemnie. Set na którego kolejne odsłony czekało się z wielkim zainteresowaniem.<br />
W taki oto sposób docieramy do jednej z największych gwiazd imprezy (możliwe, że i największej), legendy instrumentalnego hip-hopu – <strong>Prefuse 73</strong>. Facet którego zasługi dla gatunku są nie mniejsze niż <strong>DJa Shadowa</strong>, pojawił się na Live Stage z perkusistą, co oczywiście bardzo mnie uradowało. Ponoć materiał który miał zaprezentować w sobotnią noc <strong>Herren</strong>, to nowe nagrania z nadchodzącego albumu. Jeśli tak faktycznie było to fanom pociętego, wypełnionego po brzegi samplami-miniaturkami hip-hopu, album się spodoba. <strong>Guillermo</strong> dwoił się i troił, stojąc za swoim stolikiem wypełnionym nie małą ilością sprzętu. Syta warstwa elektroniczna, charakterystyczne beaty i swoista konwersacja pomiędzy pałkerem a samym mistrzem ceremonii, mnie osobiście bardzo się spodobała i pozwoliła nawet na chwilę odlotu, gdzieś w rejony ciężkie do sprecyzowania topograficznie^^</p>
<p>Po świetnym występie Nosaja i Herrena byłem już bardzo mocno usatysfakcjonowany, a czekało mnie przecież jeszcze kilka ciekawie zapowiadających się występów, w tym <strong>Floating Points</strong> którego występ na <strong>Red Bull Stage</strong>, mocno mnie zaskoczył. Po pierwsze znając jego dokonania z kapitalnych EPek spodziewałem się wywracającego trzewia basowego house’u. Po drugie, facet nie był na scenie sam – towarzyszyła mu tancerka i DJka w jednym, co miało niemały wpływ na wydźwięk samego seta. Oczywiście było tanecznie, bardzo funkowo, gdzieś w połowie seta wkradać zaczęły się charakterystyczne basy. To co bardzo mi się spodobało na RB Stage to fakt, że nagłośnienie było tak ustawione, że można było bez problemu pogadać, jednocześnie nie tracili na tym sami artyści bo dźwięk był bardzo czysty i przestrzenny.</p>
<p>Godzina 24 na scenie głównej to czas przeznaczony dla najbardziej oczekiwanej przez nas ekipy, niemieckiego <strong>Moderatu</strong>. Przyznam szczerze, że koncert tej ekipy to wydarzenie w tym roku dla mnie najważniejsze. Album który okazał się być współczesnym elektronicznym arcydziełem, mieszającym estetykę techno z dubstepem, podlanym dodatkowo idmowym sznytem, sprawił, że muzycy z serca elektronicznego świata, z miejsca stali się wielką elektroniczną gwiazdą. Z racji „ważności” tego występu, usytuowaliśmy się przy samych barierkach, tuż pod sceną. Zaczęli z lekkim opóźnieniem. Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki, to było &#8222;<strong>A New Error</strong>&#8222;. Ekstaza, inaczej tego nazwać nie potrafię, brzmienie tak czyste i pełne, że aż włosy się jeżyły, i taki stan już na tym koncercie mnie nie opuścił. Choć w nogach miałem dwa dni pełne pląsów i pieszych wycieczek, to ani na moment nie przestałem się ruszać – nie dało się. Co najważniejsze, sami artyści byli w fantastycznych humorach. Występowanie dla Polskiej publiki traktują szczególnie, było widać, że są pod wielkim wrażeniem tego co działo się pod sceną (najprawdopodobniej najliczniejsza publika na festiwalu). Niemcy zagrali szlagiery w rodzaju &#8222;<strong>Seamonkey</strong>&#8221; (tutaj to już lewitowałem), &#8222;<strong>Rusty Nails</strong>&#8221; (świetne intro), czy &#8222;<strong>Porc</strong>&#8221; podczas którego <strong>Sascha</strong> sięgnął po gitarę. Niesamowicie ucieszyła mnie obecność w secie, epickiego &#8222;<strong>Les Grandes Marches</strong>&#8222;, czy utworów z nieco bardziej dubowym posmakiem jak &#8222;<strong>Slow Match</strong>&#8222;<strong>, </strong>&#8222;<strong>Nr. 22</strong>&#8221; (coś pięknego) czy &#8222;<strong>Let Your Love Grow</strong>&#8222;. Szczerze to nie było słabych momentów podczas tego koncertu, co i rusz wplatali w utwory jakieś nowe motywy, przez co nie brzmiało to jak granie z płyty. Na zakończenie zagrali coś czego chyba nikt się nie spodziewał – premierowy utwór! Stylistycznie przypominający te nieco bardziej idmowe formy(oczywiście odpowiednio z dubowane), ale to wokal Saschy (brzmiał wypisz wymaluj jak <strong>Thom Yorke</strong>) najbardziej powalał i nadawał temu wszystkiemu nieco „kid ejowego” posmaku &#8211; widać, że wspólne koncertowanie z <strong>Radiohead</strong> odcisnęło piętno na Niemiaszkach.</p>
<p>Gdybym na tym koncercie zakończył festiwal i poszedł w kimę dając odetchnąć swojemu wymordowanemu ciału, to chyba pluł bym sobie w brodę, bo oto nad Club Stage przeszedł huragan i trzęsienie ziemi w jednym – <strong>Gaslamp „The Mothafucking” Kiler</strong>! Przemieszczając się w miarę szybko ze sceny głównej na usytuowaną na drugim końcu festiwalowego terenu Club Stage, udało nam się zdążyć jeszcze na końcówkę koncertu <strong>Gonjasufiego</strong>, wspieranego beatami Gaslamp Killera. Wiele mieliśmy szczęścia bo trafiliśmy na szlagiery – &#8222;<strong>She’s Gone</strong>&#8222;<strong>, </strong>&#8222;<strong>Ancestors</strong>&#8221; (bas tak soczysty i gęsty, że można było w nim pływać^^) i bardzo wymowne &#8222;<strong>Holidays</strong>&#8222;. Nie powiem, sufista daje radę, jako postać jest na tyle charyzmatyczny, iż w swój psychodeliczny świat zgrabnie wprowadził Polaczków zgromadzonych pod sceną. Jak się później okazało szalony Kalifornijczyk zapraszał Gonjasufiego na scenę jeszcze kilkukrotnie, jak na ziomków przystało jeden drugiego mocno hajpował przed publiką. Sam set Gaslampa był tak eklektyczny, że co chwilę łapałem się za głowę z rozdziabioną japą. Rave, techno, glitch, eksperymentalny hip-hop (grał wiele premierowych utworów), <strong>J Dilla</strong>, ale też wpleciony gdzieś pod koniec seta <strong>Jimi Hendrix</strong>! Ciężko było pojąc jak on to wszystko łączy, spajając jednocześnie wspólnym mianownikiem ciężkich wobbli. W kwestiach czystej rozrywki, zabawy, to publika na secie Gaslampa dawała tak radę, iż facet sam tego nie ogarniał i przeciągnął nad programowo swój set, rozkładając swój laptop po raz drugi. Amerykanin to postać tak barwna i sympatyczna, z głową pełną anegdot (wywód na temat „I Have a Dream” <strong>Martina Lutera Kinga</strong>) iż ciężko było go nie polubić podczas tych dwóch godzin spędzonych pod Club Stage. W pewnym momencie facet wyciągnął blunta i wspólnie z Gonjasufim wprowadził się w odpowiedni do sytuacji stan (końcówka seta pełna była psychodelicznych motywów). Teksty typu „we have more weed” były naprawdę zabawne, brakowało tylko tego, żeby zszedł ze sceny podzielić się nim z rozentuzjazmowaną publiką. Zdecydowanie show nr 1 całego festiwalu, takiej euforii wśród publiki, podczas festiwalu nie widziałem dotychczas na własne oczy. Nawet siły mi wróciły i szczerze to chciałem więcej, set jak dla mnie mógłby się nie kończyć. Etykietka jaką przylepiono Gaslampowi – „The Crazieszt DJ in The World”, jak najbardziej zasłużona.<br />
W taki oto sposób zakończył się festiwal dla mnie wyjątkowy, to był mój pierwszy raz na Katowickiej imprezie, ale bankowo nie ostatni. Biorąc pod uwagę możliwości organizatorów, za rok możemy spodziewać się kogoś pokroju <strong>Aphex Twina</strong> czy którejś z legend dubstepu – może <strong>Benga</strong>? Nie wiem! Tak czy inaczej wyśmienita impreza i zdecydowanie najlepsza na jakiej byłem w te wakacje.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/31/relacja-z-festiwalu-tauron-nowa-muzyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Audioriver – 06.08.10, Płock</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/12/audioriver-%e2%80%93-festiwal-swiata-niezaleznego/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/12/audioriver-%e2%80%93-festiwal-swiata-niezaleznego/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 11:31:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[techno]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2440</guid>
		<description><![CDATA[Od czego tu zacząć? W zasadzie to mógłbym od tego, że decyzja o wyborze tego festiwalu spowodowana była nagłymi ruchami na mojej playliście – rezygnacja z Openera czy Coke Live, na rzecz płockiej imprezy i wypełnionego szychami ambitnej elektroniki Tauron Nowa Muzyka zdaje się mieć sens. Powiem tak:  dotychczas kultura klubowa była przeze mnie dosyć [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>O</strong></span>d czego tu zacząć? W zasadzie to mógłbym od tego, że decyzja o wyborze tego festiwalu spowodowana była nagłymi ruchami na mojej playliście – rezygnacja z <strong>Openera</strong> czy <strong>Coke<a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/audio.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2441" title="audio" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/audio.jpg" alt="" width="200" height="267" /></a> Live</strong>, na rzecz płockiej imprezy i wypełnionego szychami ambitnej elektroniki <strong>Tauron Nowa Muzyka</strong> zdaje się mieć sens.<br />
Powiem tak:  dotychczas kultura klubowa była przeze mnie dosyć skrupulatnie omijana, żeby nie powiedzieć, że miałem na nią wyjebane. Laptopowa muzyka w żaden sposób mnie nie kręciła, nie czułem chemii w stronę elektronicznych dźwięków, ale przyszedł <em>dubstep</em> i wywrócił wszystko do góry nogami.</p>
<p><span id="more-2440"></span><br />
Audioriver to impreza na której odnalazłem siebie, serio. Kiwanie się w takty bpm’ów w namiocie pełnym podobnych schizoli, było przeżyciem fascynującym. Podskórnie czułem, że to coś dla mnie. Bez znaczenia, czy był to Starkey z basowym pochodem, czy hipnotyzujący <strong>Glasse</strong> (rewelacyjny set w Circus Tent), nie mogłem przestać się ruszać, czego efektem były zapytania kilku kolesi czy nie mam speedu na odsprzedaż. Nie miałem, nie potrzebny był mi speed, to wychodziło samo ze mnie.</p>
<p>Ale do rzeczy. Piątek był dniem bardzo ciężkim – przyjazd do <strong>Płocka</strong>, przemarsz skarpą, rozkładanie namiotów tuż przy innym namiocie (w którym grała m.in. <strong>Ellen Allien</strong>) no i późniejsze perypetie z pogodą, dokładniej burza, wichura &#8211; armageddon nad polem namiotowym. Szczęście, że nie byłem zbyt trzeźwy bo chyba bym tam płakał. Pół piątku przespałem w zalanym namiocie, czego efektem było bardzo złe samopoczucie. Uwierzcie, obudziłem się po 21 cały mokry, z błotem w namiocie i jedyne co mnie w jakikolwiek sposób ratowało to materac, który udało mi się jakimś cudem napompować (na procentach). Wstałem, przebrałem się, wyszedłem z namiotu i zacząłem szukać moich kompanów – fakt, że od złego miejsca zacząłem szukać sprawił, że ogarnęło mnie przerażenie, iż kumple poszli wiksować pozostawiając mnie na pastwę kaca. Ale odnalazłem ich, wystarczyło wejść do namiotu obok (-_-), ale jak wspominałem ciężko było myśleć na takim zmęczeniu. Tak więc obudziłem znajomych i zaczęła się impreza…</p>
<h2><strong>Piątek</strong></h2>
<h3><strong>Cirrus Tent</strong></h3>
<p><strong>22:30 – Christian Smith</strong><br />
Na niemieckim DJu długo nie zasiedziałem, bo jak się dowiecie później czekało na mnie kilku ciekawszych artystów. Choć Christian i jego set podobał się Patrykowi (jeden z kumpli z którymi tam się zjawiłem) i w sumie mnie też. Techno brzmienia, przecinane miejscami nieco bardziej house&#8217;owymi rytmami, pobudzały do tańca, namiot był niemalże pełny.</p>
<h3><strong>Hybrid Tent</strong></h3>
<p><strong> 23:00 – Starkey</strong><br />
Tu zaczyna się dziać, pierwsze moje dubstepowe live przeżycie. Starkey to artysta kombinujący z bristolskimi brzmieniami na zasadzie wpajania w głęboki wobble&#8217;owaty bas wielu technicznych smaczków, przez co set brzmiał bardzo imprezowo. Od początku była wiksa i to się nie kończyło. Kulminacja nastąpiła przy wciśniętym gdzieś pod koniec seta, kawałku świeżego brytyjskiego projektu <strong>Magnetic Man</strong> (m.in. <strong>Skream i Benga</strong>). Starkey zagrał ich hicior &#8222;<em><strong>I Need Air</strong></em>&#8221; (adekwatny tytuł do atmosfery) i odleciałem, podobnie jak masa zgromadzonych pod namiotem, fanów basowego grania.</p>
<h3><strong>Main Stage</strong></h3>
<p><strong> 00:00 – Way Out West Soundsystem</strong><br />
Na WOW zjawiliśmy się trochę po północy, bo trzeba było wchłonąć nieco płynów po Starkey&#8217;u. Bristolska formacja była głównym celem w festiwalowym line-upie Tymoteusza i to w zasadzie dzięki niemu tam się zjawiłem, oraz skupiłem raczej na odsłuchu. Było całkiem przyjemnie, dużo bujającego house’u. Atmosfera ze sceny (nastrój panowie mieli bardzo dobry) udzielała się dosyć licznie zgromadzonej publice.</p>
<p>Po Way Out West poszliśmy na pole namiotowe, akurat w tym momencie grała Ellen Allien i z miejsca w którym się rozbiliśmy wszystko dokładnie słyszeliśmy, o ile utworom zagranym nie miałem nic do zarzucenia, to już same przejścia między nimi brzmiały&#8230; hmm – amatorsko. Wydaje mi się, że takie wpadki nie powinny zdarzać się tuzom pokroju Ellen Allien.</p>
<h3><strong>Hybrid Tent</strong></h3>
<p><strong> 02:00 – Plastician</strong><br />
Kolejny artysta tej nocy który mną wstrząsnął. Po tym występie wiedziałem, że Hybrid Tent, powinien zostać docelowym miejscem mojej zabawy. Basy, ogólnie nagłośnienie miażdżyło. Dzika, nieskrępowana zabawa – niczym na jakimś rave party, byłem totalnie zahipnotyzowany. Po Plasticianie zostaliśmy jeszcze chwilę pod namiotem, żeby zobaczyć <strong>Noisię</strong>, ale byliśmy zbyt krótko, żeby się wypowiadać – jedno jest pewne wiksa była kontynuowana.</p>
<h3><strong>Main Stage</strong></h3>
<p><strong> 02:30 – Simian Mobile Disco</strong><br />
Docieramy do headlinera który najbardziej mnie interesował. Elektro duet z Wysp mający na koncie dwa bardzo dobrze przyjęte albumy (oraz kilka producenckich m.in <strong>Klaxons i Arctic Monkeys</strong>) i masę występów na całym świecie. Tak więc doświadczona to ekipa. Set jaki przygotowali znacząco się różnił od ich studyjnych dokonań. Dużo brzmień techno, świetne interludia (rozkręcać tłum to oni potrafią) i kilka niespodziewanych pozycji jak &#8222;<strong>It’s The Beat</strong>&#8222;<strong>, </strong>czy<strong> </strong>&#8222;<strong>Audicity of Huge</strong>&#8221; zagrane na sam koniec po prostu powalały. Cały set ponownie przetańczyłem, zakończyło się to nad ranem, więc mój stan fizyczny załączył sobie GPSa do namiotu. Jednak nie myślcie, że poszliśmy spać. Odczekaliśmy do godziny 6 rano i poszliśmy w miasto po „ekwipunek”. Na tym w zasadzie skończył się piątek i zaczęła sobota (jest to impreza na której ciężko stwierdzić jaki dzień aktualnie jest, bo jak widać zaczynało się to wszystko w piątek w nocy, a kończyło rano w sobotę).</p>
<p>Ciąg dalszy czyli relacja z soboty, w najbliższym czasie.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/12/audioriver-%e2%80%93-festiwal-swiata-niezaleznego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Leszek Możdżer – 31.07.10, Przystanek Woodstock</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/09/leszek-mozdzer-gra-chopina-%e2%80%93-przystanek-woodstock-31-07-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/09/leszek-mozdzer-gra-chopina-%e2%80%93-przystanek-woodstock-31-07-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 08:34:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[classical]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2432</guid>
		<description><![CDATA[Wyrzućmy stereotypy do kosza. Przystanek Woodstock to nie tylko impreza na której piwo leje się strumieniami, kurz wypełnia nozdrza, a wszędzie są dzikie kąpiele błotne, ale też miejsce gdzie spotkać może się prawnik na urlopie, z dawnym kumplem z liceum, który w odróżnieniu od niego, postanowił zostać anarchistycznym punkiem. Choć wydawać by się mogło, że [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></strong></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>W</strong></span>yrzućmy stereotypy do kosza. Przystanek Woodstock to nie tylko impreza na której piwo leje się strumieniami, kurz wypełnia nozdrza, a wszędzie są dzikie kąpiele błotne, ale też miejsce gdzie spotkać może się prawnik na urlopie, z dawnym kumplem z liceum, który w odróżnieniu od niego, postanowił zostać anarchistycznym punkiem.</p>
<p><em><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/możdżer.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2433" title="możdżer" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/możdżer.jpg" alt="" width="557" height="365" /></a><span id="more-2432"></span></em></p>
<p>Choć wydawać by się mogło, że to miejsce gdzie kultura występuje w śladowych ilościach (koncerty i spotkania ze znanymi osobistościami są w zdecydowanej przewadze tłem), to zdarzają się jednak wyjątki.</p>
<p>Jednak żeby nie otrzeć się o śmieszność, należało by również wziąć poprawkę nad zwrotem „wydawało by się”, no bo przecież wyrabianie sobie zdania, poprzez sugerowanie się jakimiś nie do końca obiektywnymi opiniami, to raczej domena ludzi o wątpliwej inteligencji. Sprawdźcie sami zanim wydacie werdykt.</p>
<p>Jak wspominałem we wstępie, odnośnie woodstockowych koncertów, zdarzają się wyjątki gdzie muzyka staje na równi z całą otoczką. Takim niewątpliwie wyjątkiem w tym roku był recital (bo raczej nie koncert), Polskiego wirtuoza fortepianu – <strong>Leszka Możdżera</strong>. Z racji roku <strong>Chopinowskiego</strong>, muzyk ten zaprezentował najważniejsze dzieła naszego genialnego kompozytora, ale też przygotował kilka interesujących niespodzianek.</p>
<p>Zacząć jednak trzeba od tego iż okoliczności całego zdarzenia, sprawiały iż był to występ bogaty w eteryczny, czasami mistyczny (namiot, delikatne oświetlenie) klimat.</p>
<p>Leszek wyszedł na scenę ok. godziny 2:30, co tylko sprzyjało atmosferze &#8211; jakby nie patrzeć pora ta sprawiła iż do namiotu dotarli ci którzy twórczość i nieprzeciętne umiejętności Polskiego muzyka, znają dosyć dobrze. W przypadku tego nocnego występu ciężko jest rozdrabniać się o opis poszczególnych kompozycji wykonanych przez Możdżera, jednakże wybrzmiały najważniejsze nokturny Chopinowkie, ale też słynne ballady.</p>
<p>Jak przystało na wielkiego muzyka, Możdżer wplatał w kompozycje swoje własne pomysły, używając min. pustych butelek i kawałka szmatki sprawiał, że jego fortepian brzmiał raz jak gitara, by po chwili czarować dźwiękami imitującymi cymbałki. Najciekawiej wypadały momenty kiedy to z nieziemską dbałością o szczegóły (w końcu grał Chopina), zmieniał tempa, wielokrotnie przyspieszając (choć była to godzina wielce daleka od pory ekstatycznej zabawy, to jednak publika reagowała bardzo energicznie) i zwalniając, wprowadzając zgromadzoną publikę w odwrotny stan, od tego o którym wspominałem przed momentem. Wykorzystując tylko jeden instrument, ale jakże wdzięczny, Leszek wytworzył atmosferę która nie pozwalała ani na chwilę się zdekoncentrować. Choć z drugiej strony można było zapomnieć o tym gdzie się jest – czy to Woodstock? Czy może już wykwintna sala koncertowa?</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/09/leszek-mozdzer-gra-chopina-%e2%80%93-przystanek-woodstock-31-07-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pod igłą #6 dubstep</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Jun 2010 11:06:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2377</guid>
		<description><![CDATA[Sorry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać. Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>orry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.<br />
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. <span id="more-2377"></span></p>
<p>Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś dla mnie zupełnie nowego. Baa, zazwyczaj trafiam na albumy które skracają moje życie umiejętnie. Fakt, że preferencje muzyczne zmieniłem niemalże o 180 stopni, wydaje się być tylko dodatkowym argumentem do stwierdzenia iż „<em>time is moving too fast</em>”. Może to tylko zwykły etap w kształtowaniu gustu muzycznego, a może znudzenie lub zawód gitarowym graniem, aczkolwiek clicki, cutsy, beaty, bassliney, synthy, delaye, breaki, stały się dla mnie codziennością jaką kiedyś były riffy, perkusyjne galopady itp. Cóż, muzyka gitarowa niczym mnie dziś już nie zaskakuje, a jeśli już to robi to jest dla mnie to niewystarczające zaskoczenie. Jeśli za pół roku moim kolejnym przystankiem muzycznym będzie <em>awangardowy black metal</em>, albo jakiś <em>post-bop</em> to chyba przestanę was zanudzać moim pieprzeniem o muzycznych zwrotach akcji w moim życiu.<br />
W międzyczasie porozwodzę się jednak nad tym, co mnie dziś kręci i nęci. Dźwięki przy których sen jest już na wyciągnięcie ręki, albo owy stan letargu odkłada się o kolejne kilka godzin, bo <em>„impreza się nie kończy”</em>. Tak więc postawcie woofer koło meblościanki i podkręćcie basy na maxa, bo poznęcamy się trochę nad sąsiadami.</p>
<h2><strong>1. Breakage – Foundation (dubstep, drum and bass, grime hip-hop) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png"><img class="alignright size-full wp-image-2379" style="border: 1px black solid;" title="breakage" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Jeśli uważacie, że muzyka puszczana w komercyjnych stacjach to <em>„tanie granie”</em> dogadzające masom w których wy się nie znajdujecie, albo po cichu pragniecie od czasu do czasu przełączyć na playliście ulubiony gitarowy łomot na coś, przy czym tempo tupania nóżką nieco zmaleje i uszy wasze nieco <em>„odetchną”</em>, to propozycja tego Brytyjczyka może być dla was ciekawą ewentualnością. Bowiem mamy tu tempa i brzmienia z utworu na utwór zmieniane, ale nie tylko o to się rozchodzi. Świetnie wyprodukowane beaty podlane mięsistymi basikami, oraz udział gości nie ograniczający się tylko do wpasowania w background kawałka, to największe zalety krążka Breakage’a. Korzenne jungle mieszające się z dubstepem w różnych formach m.in. ambientowo-dubstepowy track z <strong>Burialem</strong>, czy posępny hymn <strong>Temper</strong> (sprawdźcie tekst) &#8211; produkcja Brytola „siada” w uchu i na długo w nim zostaje. To jednak nie wszystko, zabawa w dub hip-hop z <strong>Roots Manuvą</strong> na ficzuringu, czy tracki brzmiące jak r&#8217;n'b dla dziewczynek nieco starszych &#8211; to wszystko tu jest, dodatkowo z elementem <em>„catchy”</em>. Warto sprawdzić, bo to jedna ze ścieżek dubstepu, prowadząca być może do szerszego spektrum słuchaczy.</p>
<h2><strong>2. Mount Kimbie – Crooks &amp; Lovers (dubstep, minimal, ambient, experimental)<br />
</strong></h2>
<h2><strong><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2380" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg" alt="" width="200" height="182" /></a></strong></strong></h2>
<p>Fuzja minimalu i dubstepu rozkręca się na dobre, rok temu świetny krążek <strong>Shackletona</strong> i <strong>2562</strong>, w tym roku <strong>Scuba</strong> i jego <strong>Triangulation</strong>. Elementy obu gatunków występują również na tegorocznym debiucie duetu <strong>Mount Kimbie</strong>, wydanego w oficynie wspomnianego Scuby.<br />
W porównaniu z wymienionymi poprzednikami, duet z Brighton wyraża siebie używając dźwięków subtelniejszych, o zupełnie innej wrażliwości. Delikatne, użyte z nieziemskim wyczuciem basy oraz krótkie cięte beaty, tworzą zupełnie nieinwazyjną muzyczną masę. Dodatkowo zabiegi aranżacyjne takie jak wplatanie lo-fi gitarki w <strong>Field</strong>, czy samplowanie soulowych wokali sprawiają, że <strong>Crooks &amp; Lovers</strong> to idealna pożywka dla słuchaczy którzy wolną chwilę spędzają leżąc na zielonej polance z źdźbłem trawy w ustach, myśląc o niebieskich migdałach.</p>
<h2><strong>3. Desto – Desto (dubstep, 2-step, uk garage) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2381" style="border: 1px black solid;" title="desto" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Fiński producent to już zupełnie inna dubstepowa bajka, facet z doświadczeniem muzycznym. DJ bawiący się niegdyś w breakbeat, na swojej self-titled EPce, ewoluuje w futurystyczny, połamany klubowy dubstep. Muzyka wymagająca dobrego nagłośnienia – mocne uderzenia syntetycznych beatów, produkcyjne sztuczki przywołujące na myśl stary rave i złowrogo brzmiące basy, to przepis na udaną jumpdafuckin&#8217; party. Świetnie zapowiadający się artysta nie spoczywa na laurach, nie dawno wydał również singla który pokazuje jak na przestrzeni kilku miesięcy, w swój klubowy styl wpleść można dodatkowe porcje elektronicznego kombinatorstwa. Typ któremu zdecydowanie warto się przyjrzeć, bo w niedalekiej przyszłości zapewne zaskoczy słuchaczy ciekawym longplayem.</p>
<h2><strong>4. Kontext – Dissociate (dubstep, experimental, techno, glitch, idm) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2382" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="kontext" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Zdaję sobie sprawę, że <strong>Dissociate</strong> nie każdemu może przypaść do gustu. To krążek raczej ciężki i mroczny, bliższy pod względem klimatu dokonaniom protoplastów gatunku, jednak muzycznie już zdecydowanie nie. Na płycie Petersburżanina usłyszeć można wstawki rosyjskich dialogów, wplecione w szybsze bardziej taneczne wydawałoby się tempa (choć czy jest to muzyka taneczna to polemizowałbym). Jednak to co zdecydowanie wyróżnia ten krążek to atmosfera, posępna, tajemnicza, coś jak soundtrack do łażenia po miejskich kanałach w deszczową noc (?). Dlatego też album może zaskakiwać, bo mamy tu techniczne wykonanie na bardzo wysokim poziomie, mieszające estetykę dubstepową, techno i glitch, z zachowaniem niemalże namacalnego, <em>„deszczowo-industrialnego”</em> klimatu.</p>
<p>Jeszcze na koniec kilka słów, moich własnych przemyśleń, na temat tego całego około dubstepowego boomu. Otóż cały urok i wszędobylski hajp dotykający tegoroczne LPeki, artystów w dubstep się bawiących, jest jak najbardziej zasłużony. Śmiem twierdzić iż w tym roku (poprzedni odpowiednio do tego słuchaczy przygotował) wybuch multi stylistycznych mariaży, na dubstepowej estetyce wyrastających, może przyprawić o zawrót głowy. Cztery relejsy o których tu wspomniałem to tylko namiastka tego co się pojawiło, każdy wspomniany album/EPka jest inny, jednak połączony wspólnym mianownikiem dubstepowego genre. Żadna elektroniczna nisza nie wydaje teraz tylu świetnych albumów i trzeba sobie zdać z tego sprawę. Ja nie każę lubić, ale sprawdzić i się przekonać jak to <em>&#8222;</em>smakuje<em>&#8222;</em> przecież można.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Prodigy – 22.05.10, Warszawa</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 11:24:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[breakbeat]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[rave]]></category>
		<category><![CDATA[techno]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2209</guid>
		<description><![CDATA[The Prodigy – kapela która łoi ostro już ponad 20 lat i ani trochę nie zwalnia. Choć lata lecą, technika idzie do przodu, rave zdążył dokooptować sobie przedrostek &#8222;nu&#8221;, a zamiast podartych łachmanów, na dupę częściej zakłada się obcisłe portki, to ci panowie jakimś cudem się w tym wszystkim odnajdują. Kultura klubowa jak żadna inna [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/Prodigy_Wallpaper_3.jpg"><img class="size-full wp-image-2230 aligncenter" title="Prodigy_Wallpaper_3" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/Prodigy_Wallpaper_3.jpg" alt="" width="437" height="150" /></a></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong><strong>T</strong></strong></span><strong>he Prodigy</strong> – kapela która łoi ostro już ponad 20 lat i ani trochę nie zwalnia. Choć lata lecą, technika idzie do przodu, rave zdążył dokooptować sobie przedrostek <em>&#8222;nu&#8221;</em>, a zamiast podartych łachmanów, na dupę częściej zakłada się obcisłe portki, to ci panowie jakimś cudem się w tym wszystkim odnajdują. Kultura klubowa jak żadna inna absorbuje i wprowadza różne wolty stylistyczne (nie tylko muzyczne) idące z duchem czasów i tak też jest z The Prodigy w nowej dekadzie.</p>
<p><span id="more-2209"></span><br />
Po koncercie spodziewałem się wiele. Szczerze to oczekiwałem, że po raz kolejny wyjdę z tego ledwo żywy, ale usatysfakcjonowany. Moja poprzednia styczność z koncertową „<em>mrówką</em>”<em> </em>wyglądała mniej więcej tak „<em>no dobra pójdę na ten koncert, choć znam tylko kilka singli</em>” i wiecie co? To było najlepsze show jakie widziałem. Dlatego też tak duże wymagania miałem względem warszawskiego gigu, bo przecież po poprzednim <strong>Openerze</strong> zdążyłem wkręcić się w dyskografię Brytyjczyków na tyle głęboko, iż żaden utwór zagrany tego wieczoru na Torwarze nie był dla mnie żadną nowością (choć nie do końca).</p>
<p>Jak wspominałem od pamiętnych czasów rave&#8217;owych imprez, w latach &#8217;90 technika zdążyła pójść grubo do przodu. Zespół też już dosyć mocno rozbudowany względem np. roku &#8217;94 gdzie na scenie szalał <strong>Thornhill</strong>, <strong>Maxim</strong> i <strong>Keith</strong>, a za nimi tylko <strong>Liam</strong> obsługujący elektroniczny sprzęt. Tak więc obecne The Prodigy składowo przypomina teraz bardziej zespół rockowy aniżeli elektroniczny.<br />
Odnośnie już samego koncertu to tak &#8211; setlista wymarzona. Z tego co chciałem to nie zagrali tylko &#8222;<strong>Comanche</strong>&#8222;. To samo tyczy się długości koncertu &#8211; 17 utworów w przypadku których, tylko podczas Howlettowego &#8222;<strong>Omen (Reprise)</strong>&#8221; można było chwilę odetchnąć &#8211; z drugiej strony ciężko tu mówić o oddychaniu, temperatura na hali, zwłaszcza w tłocznej pierwszej części płyty (podzielona była barierkami na dwie połówki) była piekielna.<br />
Od samego początku panowie pokazali, że tego wieczoru oszczędzania nie będzie. Zaczęli od &#8222;<strong>World’s On Fire</strong>&#8221; – eksplozja szaleństwa, cała płyta skacze. Zaraz po tym szlagiery w postaci &#8222;<strong>Breathe</strong>&#8222;, &#8222;<strong>Omen</strong>&#8221; i genialnie wręcz wykonanego &#8222;<strong>Poison</strong>&#8222;.<br />
Będąc już przy &#8222;Poison&#8221; wspomnę o nagłośnieniu, z kolegą <strong>Tymkiem</strong> usytuowaliśmy się dosyć blisko sceny, po jej lewej stronie w miejscu gdzie wielkiego ścisku na szczęście nie było (co nie zmienia faktu, że już po kilku utworach przykleiłem się do swojej koszulki) i tam każdy instrument (gitara, perkusja) jak i zestaw zabawek Liama słyszalny był niemalże idealnie. Basy, syntezatory, urywane motywy na perkusji, ale też i riffy – to wszystko brzmiało lepiej niż na płytach i nie piszę tak żeby wzbudzić w kimś zazdrość, tak po prostu to słyszałem.<br />
A więc &#8222;Poison&#8221; i pląsy podczas jego wykonania to chyba jeden z najlepszych momentów koncertu, a co najlepsze zaraz za &#8222;Poison&#8221; mieliśmy kolejny highlight koncertu mianowicie &#8222;<strong>Thunder</strong>&#8222;, z płyty <strong>Invaders Must Die</strong>.<br />
W tym miejscu napomnę o tym o czym wspominałem na początku relacji, czyli o tych stylistycznych woltach, tak więc &#8222;Thunder&#8221; zmieniony był znacząco. Howlett przedstawił Polakom dubstepową jego wersję i śmiem twierdzić, że utwór w tej postaci brzmi o wiele lepiej niż ten albumowy, oraz iż tego typu stylistyka niewątpliwie będzie eksplorowana na kolejnym krążku Liama i spółki. Kapitalne basy, zabawa wokalami Flinta, efekt – ekstatyczne reakcje zgromadzonych wokół ludzi.<br />
Utwory z nowej płyty zachwycały &#8211; wiksa w takty rave&#8217;owego &#8222;<strong>Warrior’s Dance</strong>&#8222;, wyśpiewane à capella przez Polaków &#8222;<strong>Invaders Must Die</strong>&#8221; i kawałek na który chyba czekałem najbardziej czyli &#8222;<strong>Take Me To The Hospital</strong>&#8221; zapodane na bis, to naprawdę momenty magiczne, chwilami wręcz pierwotnie dzikie. Oczywiście nie zabrakło takich szlagierów jak &#8222;<strong>Firestarter</strong>&#8221; (zajebisty efekt na micu miał Flint – pisk jakiego w życiu nie słyszałem), &#8222;<strong>Voodoo People</strong>&#8221; i chyba najbardziej zaskakujący, hip-hopowy &#8222;<strong>Diesel Power</strong>&#8222;, w którym to z kolei Maxim dał krótki popis swojego flow. Nie mogę nie wspomnieć o &#8222;<strong>Smack My Bitch Up</strong>&#8222;, największy hicior zespołu usłyszeliśmy tuż przed bisami. W przypadku tego kawałka można było mówić już zbiorowym odlocie, czy też istnej ekstazie – motyw z kucaniem wyszedł nieziemsko, o wiele lepiej niż na gdyńskim festiwalu.<br />
Na bisach poza wspomnianym &#8222;Take Me To The Hospital&#8221;, usłyszeliśmy już niemalże 20-letnie &#8222;<strong>Out of Space</strong>&#8222;, z debiutu <strong>Experience</strong>, które rzecz jasna wprowadziło choć na chwilę atmosferę z kolorowego i narkotycznego okresu grupy, oraz zagrane na sam koniec &#8222;<strong>Their Law</strong>&#8222;. Kawałek kultowy w wielu kręgach, zwłaszcza wśród starszych fanów kapeli, oparty na świetnym ciężkim riffie z szybkimi łamanymi beatami, jako kończący koncert sprawdził się idealnie.<br />
Koncert nie był długi, jak dla mnie w sam raz, bo nie wiem co by się działo gdyby panowie postanowili pociągnąć trochę dłużej w takiej atmosferze. Omdlenia, zasłabnięcia &#8211; tak to by pewnie wyglądało. Ja sam, choć chudy, wypociłem kilka litrów. Wyglądałem tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł wody.<br />
Podczas powrotu na dworzec vanem pełnym fanów, usłyszeć można było marudzenie odnośnie kwestii estetycznych koncertu, że ani Keith ani Maxim nie zeszli do fanów pod barierki. Na upartego mogło by się wydawać, że Flint akurat tego wieczoru nie był w stu procentowej formie (wyjątkowo mało biegał po scenie), ale takie &#8222;Firestarter&#8221; które w wersji albumowej średnio lubię, tu na Torwarze właśnie dzięki charyzmie tego Brytyjczyka, totalnie pozamiatało.<br />
Osobiście śmiało i bez bicia mogę powiedzieć, że był to najlepszy koncert na jakim byłem. Może nie jako show, ale właśnie jako koncert muzyczny, impreza na której bez problemów można było popuścić wodze, uskutecznić swoiste „<em>out of space</em>”.</p>
<p>Na koniec trochę prywaty, pozdrowienia dla Tymoteusza oraz Dominiki i Bartka.</p>
<p>Galeria zdjęć z koncertu <a title="www.musicnews.pl" href="http://musicnews.pl/galerie,the-prodigy-warszawa-22052010,48.html">http://musicnews.pl/galerie,the-prodigy-warszawa-22052010,48.html</a></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Dead Weather – Sea of Coward</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/19/the-dead-weather-%e2%80%93-sea-of-coward/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/19/the-dead-weather-%e2%80%93-sea-of-coward/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 11:11:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative rock]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[psychedelic rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[psychedelic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2195</guid>
		<description><![CDATA[Maj jak na razie nie rozpieszcza nas pogodą. Pochmurna, szara i deszczowo aura nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Jednak nowy materiał Jacka White’a i grupki jego muzyków, wpasował się idealnie w takową aurę i zapewne nie jednemu osobnikowi umili ten deszczowy czas. Sea of Coward to następczyni świetnie przyjętego debiutu Horehound. Brudne, pełne przestera i zadziornych [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/SeaOfCowards_cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2197" title="SeaOfCowards_cover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/11.png" alt="" width="200" height="200" /></a></strong></p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>M</strong></span>aj jak na razie nie rozpieszcza nas pogodą. Pochmurna, szara i deszczowo aura nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Jednak nowy materiał <strong>Jacka White’a</strong> i grupki jego muzyków, wpasował się idealnie w takową aurę i zapewne nie jednemu osobnikowi umili ten deszczowy czas.</p>
<h2><span id="more-2195"></span></h2>
<p><strong>Sea of Coward</strong> to następczyni świetnie przyjętego debiutu <strong>Horehound</strong>. Brudne, pełne przestera i zadziornych wokali granie jakim raczył słuchaczy zespół na debiucie nie zniknęło, aczkolwiek nowy longplay jest bardziej psychodeliczny i nieco bardziej szalony.<br />
Album nie jest jakimś wielce wyszukanym stylistycznie graniem, czy silącą się na nowatorstwo produkcją, tu raczej nie o to chodzi. Jack White to wielki wróg studyjnych sztuczek, typ rozkochany w brudnym bluesowym riffie i tego się trzyma (choć tu zasiadł za bębnami). Skład jaki skompletował pod szyldem <strong>The Dead Weather</strong> wydaje się być zgrany jak mało który zespół i na tym krążku świetnie to słychać.</p>
<p>Po pierwsze, dawno nie słyszałem tak równej rockowej płyty, kawałki nie są za długie, każdy z nich wyposażony jest w jakiś cholernie wkręcający się w łepetynę motyw. Nie ważne czy to riff, czy jakaś zawodząca wokaliza, to bez różnicy – kawałki zwracają na siebie uwagę i co najważniejsze nie nudzą. Choć to muzyka oparta na prostym rockowym instrumentarium, to jednak pełna jest ciekawych pomysłów aranżacyjnych, psychodeliczne &#8222;<strong>The Difference Between Us</strong>&#8221; oparte na klawiszowym motywie, mocno hipnotyzuje słuchacza.<br />
Z kolei &#8222;<strong>I&#8217;m Mad</strong>&#8222;od początku raczy nas tytułowym zaśpiewem za którym podąża sarkastyczny śmiech White’a &#8211; niby proste jak cep ale uwodzi.<br />
Poza tym pełno tu rockowej energii, przesterowane gitary (brud w chuj!), chwytliwe refreny (singiel &#8222;<strong>Die by the Drop, Jawbreaker</strong>&#8221; czy &#8222;<strong>Gasoline</strong>&#8222;) i nie rzadko powrót do bluesowych korzeni (&#8222;<strong>Hustle And Cuss</strong>&#8221; i otwierający album iskrzący się wręcz &#8222;<strong>Blue Blood Blues</strong>&#8222;) sprawiają, że mimo tego iż mamy do czynienia ze stosunkowo prostą muzyką nie jesteśmy zanudzani tanim rzępoleniem.</p>
<p>Twórczość White’a znam pobieżnie z macierzystej formacji <strong>The White Stripes</strong> (album z &#8222;<strong>Seven Nation Arm</strong><strong>y</strong>&#8221; na pokładzie) i projektu <strong>The Raconteurs</strong> (album <strong>Broken Boy Soldier</strong>), to jednak śmiało strzelam, że Sea of Coward to wyżyny jego twórczości. Pozostaje mi gorąco polecić ten krążek słuchaczom lubującym się w <strong>Zeppelinach</strong>, <strong>Deep Purple</strong> czy nawet <strong>The Doors</strong>. Choć wpadające w ucho melodie spodobają się również całemu <em>„</em>Indie crew<em>”</em>, tak więc jak widać dla każdego (słuchacza rocka) coś miłego.</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Ocena: 7+/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8222;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=aWHokEmySaY">Blue Blood Blues</a>&#8222;</strong><strong>– 3:22</strong></li>
<li><strong>&#8222;Hustle and Cuss&#8221;</strong><strong> – 3:45</strong></li>
<li><strong>&#8222;The Difference Between Us&#8221;</strong><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=fDQIGraR3aI"> </a>– 3:37</strong></li>
<li><strong>&#8222;I&#8217;m Mad&#8221;</strong><strong> – 3:16</strong></li>
<li><strong>&#8222;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=K0YI0UUazkU&amp;feature=fvst">Die By The Drop</a>&#8222;</strong><strong> – 3:29</strong></li>
<li><strong>&#8222;I Can&#8217;t Hear You&#8221;</strong><strong> – 3:35</strong></li>
<li><strong>&#8222;Gasoline&#8221;</strong><strong> – 2:44</strong></li>
<li><strong>&#8222;No Horse&#8221;</strong><strong>– 2:49</strong></li>
<li><strong>&#8222;Looking at the Invisible Man&#8221;</strong><strong> – 2:42</strong></li>
<li><strong>&#8222;Jawbreaker&#8221;</strong><strong> – 2:58</strong></li>
<li><strong>&#8222;Old Mary&#8221;</strong><strong> – 2:53</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: </strong><strong>35:12</strong></p>
<p><strong>Premiera: 11 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://yarpp.org'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/19/the-dead-weather-%e2%80%93-sea-of-coward/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

