<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>:: Winyl :: &#187; renegad</title>
	<atom:link href="http://www.winyl.info/author/renegad/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.winyl.info</link>
	<description>W 33 obroty dookoła muzyki</description>
	<lastBuildDate>Sat, 24 Jul 2010 09:58:36 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Pod igłą #6 dubstep</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Jun 2010 11:06:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2377</guid>
		<description><![CDATA[
Sorry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. 
Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>orry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.<br />
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. <span id="more-2377"></span></p>
<p>Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś dla mnie zupełnie nowego. Baa, zazwyczaj trafiam na albumy które skracają moje życie umiejętnie. Fakt, że preferencje muzyczne zmieniłem niemalże o 180 stopni, wydaje się być tylko dodatkowym argumentem do stwierdzenia iż „<em>time is moving too fast</em>”. Może to tylko zwykły etap w kształtowaniu gustu muzycznego, a może znudzenie lub zawód gitarowym graniem, aczkolwiek clicki, cutsy, beaty, bassliney, synthy, delaye, breaki, stały się dla mnie codziennością jaką kiedyś były riffy, perkusyjne galopady itp. Cóż, muzyka gitarowa niczym mnie dziś już nie zaskakuje, a jeśli już to robi to jest dla mnie to niewystarczające zaskoczenie. Jeśli za pół roku moim kolejnym przystankiem muzycznym będzie <em>awangardowy black metal</em>, albo jakiś <em>post-bop</em> to chyba przestanę was zanudzać moim pieprzeniem o muzycznych zwrotach akcji w moim życiu.<br />
W międzyczasie porozwodzę się jednak nad tym, co mnie dziś kręci i nęci. Dźwięki przy których sen jest już na wyciągnięcie ręki, albo owy stan letargu odkłada się o kolejne kilka godzin, bo <em>„impreza się nie kończy”</em>. Tak więc postawcie woofer koło meblościanki i podkręćcie basy na maxa, bo poznęcamy się trochę nad sąsiadami.</p>
<h2><strong>1. Breakage – Foundation (dubstep, drum and bass, grime hip-hop) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png"><img class="alignright size-full wp-image-2379" style="border: 1px black solid;" title="breakage" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Jeśli uważacie, że muzyka puszczana w komercyjnych stacjach to <em>„tanie granie”</em> dogadzające masom w których wy się nie znajdujecie, albo po cichu pragniecie od czasu do czasu przełączyć na playliście ulubiony gitarowy łomot na coś, przy czym tempo tupania nóżką nieco zmaleje i uszy wasze nieco <em>„odetchną”</em>, to propozycja tego Brytyjczyka może być dla was ciekawą ewentualnością. Bowiem mamy tu tempa i brzmienia z utworu na utwór zmieniane, ale nie tylko o to się rozchodzi. Świetnie wyprodukowane beaty podlane mięsistymi basikami, oraz udział gości nie ograniczający się tylko do wpasowania w background kawałka, to największe zalety krążka Breakage’a. Korzenne jungle mieszające się z dubstepem w różnych formach m.in. ambientowo-dubstepowy track z <strong>Burialem</strong>, czy posępny hymn <strong>Temper</strong> (sprawdźcie tekst) &#8211; produkcja Brytola „siada” w uchu i na długo w nim zostaje. To jednak nie wszystko, zabawa w dub hip-hop z <strong>Roots Manuvą</strong> na ficzuringu, czy tracki brzmiące jak r&#8217;n'b dla dziewczynek nieco starszych &#8211; to wszystko tu jest, dodatkowo z elementem <em>„catchy”</em>. Warto sprawdzić, bo to jedna ze ścieżek dubstepu, prowadząca być może do szerszego spektrum słuchaczy.</p>
<h2><strong>2. Mount Kimbie – Crooks &amp; Lovers (dubstep, minimal, ambient, experimental)<br />
</strong></h2>
<h2><strong><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2380" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg" alt="" width="200" height="182" /></a></strong></strong></h2>
<p>Fuzja minimalu i dubstepu rozkręca się na dobre, rok temu świetny krążek <strong>Shackletona</strong> i <strong>2562</strong>, w tym roku <strong>Scuba</strong> i jego <strong>Triangulation</strong>. Elementy obu gatunków występują również na tegorocznym debiucie duetu <strong>Mount Kimbie</strong>, wydanego w oficynie wspomnianego Scuby.<br />
W porównaniu z wymienionymi poprzednikami, duet z Brighton wyraża siebie używając dźwięków subtelniejszych, o zupełnie innej wrażliwości. Delikatne, użyte z nieziemskim wyczuciem basy oraz krótkie cięte beaty, tworzą zupełnie nieinwazyjną muzyczną masę. Dodatkowo zabiegi aranżacyjne takie jak wplatanie lo-fi gitarki w <strong>Field</strong>, czy samplowanie soulowych wokali sprawiają, że <strong>Crooks &amp; Lovers</strong> to idealna pożywka dla słuchaczy którzy wolną chwilę spędzają leżąc na zielonej polance z źdźbłem trawy w ustach, myśląc o niebieskich migdałach.</p>
<h2><strong>3. Desto – Desto (dubstep, 2-step, uk garage) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2381" style="border: 1px black solid;" title="desto" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Fiński producent to już zupełnie inna dubstepowa bajka, facet z doświadczeniem muzycznym. DJ bawiący się niegdyś w breakbeat, na swojej self-titled EPce, ewoluuje w futurystyczny, połamany klubowy dubstep. Muzyka wymagająca dobrego nagłośnienia – mocne uderzenia syntetycznych beatów, produkcyjne sztuczki przywołujące na myśl stary rave i złowrogo brzmiące basy, to przepis na udaną jumpdafuckin&#8217; party. Świetnie zapowiadający się artysta nie spoczywa na laurach, nie dawno wydał również singla który pokazuje jak na przestrzeni kilku miesięcy, w swój klubowy styl wpleść można dodatkowe porcje elektronicznego kombinatorstwa. Typ któremu zdecydowanie warto się przyjrzeć, bo w niedalekiej przyszłości zapewne zaskoczy słuchaczy ciekawym longplayem.</p>
<h2><strong>4. Kontext – Dissociate (dubstep, experimental, techno, glitch, idm) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2382" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="kontext" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Zdaję sobie sprawę, że <strong>Dissociate</strong> nie każdemu może przypaść do gustu. To krążek raczej ciężki i mroczny, bliższy pod względem klimatu dokonaniom protoplastów gatunku, jednak muzycznie już zdecydowanie nie. Na płycie Petersburżanina usłyszeć można wstawki rosyjskich dialogów, wplecione w szybsze bardziej taneczne wydawałoby się tempa (choć czy jest to muzyka taneczna to polemizowałbym). Jednak to co zdecydowanie wyróżnia ten krążek to atmosfera, posępna, tajemnicza, coś jak soundtrack do łażenia po miejskich kanałach w deszczową noc (?). Dlatego też album może zaskakiwać, bo mamy tu techniczne wykonanie na bardzo wysokim poziomie, mieszające estetykę dubstepową, techno i glitch, z zachowaniem niemalże namacalnego, <em>„deszczowo-industrialnego”</em> klimatu.</p>
<p>Jeszcze na koniec kilka słów, moich własnych przemyśleń, na temat tego całego około dubstepowego boomu. Otóż cały urok i wszędobylski hajp dotykający tegoroczne LPeki, artystów w dubstep się bawiących, jest jak najbardziej zasłużony. Śmiem twierdzić iż w tym roku (poprzedni odpowiednio do tego słuchaczy przygotował) wybuch multi stylistycznych mariaży, na dubstepowej estetyce wyrastających, może przyprawić o zawrót głowy. Cztery relejsy o których tu wspomniałem to tylko namiastka tego co się pojawiło, każdy wspomniany album/EPka jest inny, jednak połączony wspólnym mianownikiem dubstepowego genre. Żadna elektroniczna nisza nie wydaje teraz tylu świetnych albumów i trzeba sobie zdać z tego sprawę. Ja nie każę lubić, ale sprawdzić i się przekonać jak to <em>&#8220;</em>smakuje<em>&#8220;</em> przecież można.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Prodigy – 22.05.10, Warszawa</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 11:24:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[breakbeat]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[rave]]></category>
		<category><![CDATA[techno]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2209</guid>
		<description><![CDATA[



The Prodigy – kapela która łoi ostro już ponad 20 lat i ani trochę nie zwalnia. Choć lata lecą, technika idzie do przodu, rave zdążył dokooptować sobie przedrostek &#8220;nu&#8221;, a zamiast podartych łachmanów, na dupę częściej zakłada się obcisłe portki, to ci panowie jakimś cudem się w tym wszystkim odnajdują. Kultura klubowa jak żadna inna [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/Prodigy_Wallpaper_3.jpg"><img class="size-full wp-image-2230 aligncenter" title="Prodigy_Wallpaper_3" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/Prodigy_Wallpaper_3.jpg" alt="" width="437" height="150" /></a></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong><strong>T</strong></strong></span><strong>he Prodigy</strong> – kapela która łoi ostro już ponad 20 lat i ani trochę nie zwalnia. Choć lata lecą, technika idzie do przodu, rave zdążył dokooptować sobie przedrostek <em>&#8220;nu&#8221;</em>, a zamiast podartych łachmanów, na dupę częściej zakłada się obcisłe portki, to ci panowie jakimś cudem się w tym wszystkim odnajdują. Kultura klubowa jak żadna inna absorbuje i wprowadza różne wolty stylistyczne (nie tylko muzyczne) idące z duchem czasów i tak też jest z The Prodigy w nowej dekadzie.</p>
<p><span id="more-2209"></span><br />
Po koncercie spodziewałem się wiele. Szczerze to oczekiwałem, że po raz kolejny wyjdę z tego ledwo żywy, ale usatysfakcjonowany. Moja poprzednia styczność z koncertową „<em>mrówką</em>”<em> </em>wyglądała mniej więcej tak „<em>no dobra pójdę na ten koncert, choć znam tylko kilka singli</em>” i wiecie co? To było najlepsze show jakie widziałem. Dlatego też tak duże wymagania miałem względem warszawskiego gigu, bo przecież po poprzednim <strong>Openerze</strong> zdążyłem wkręcić się w dyskografię Brytyjczyków na tyle głęboko, iż żaden utwór zagrany tego wieczoru na Torwarze nie był dla mnie żadną nowością (choć nie do końca).</p>
<p>Jak wspominałem od pamiętnych czasów rave&#8217;owych imprez, w latach &#8216;90 technika zdążyła pójść grubo do przodu. Zespół też już dosyć mocno rozbudowany względem np. roku &#8216;94 gdzie na scenie szalał <strong>Thornhill</strong>, <strong>Maxim</strong> i <strong>Keith</strong>, a za nimi tylko <strong>Liam</strong> obsługujący elektroniczny sprzęt. Tak więc obecne The Prodigy składowo przypomina teraz bardziej zespół rockowy aniżeli elektroniczny.<br />
Odnośnie już samego koncertu to tak &#8211; setlista wymarzona. Z tego co chciałem to nie zagrali tylko &#8220;<strong>Comanche</strong>&#8220;. To samo tyczy się długości koncertu &#8211; 17 utworów w przypadku których, tylko podczas Howlettowego &#8220;<strong>Omen (Reprise)</strong>&#8221; można było chwilę odetchnąć &#8211; z drugiej strony ciężko tu mówić o oddychaniu, temperatura na hali, zwłaszcza w tłocznej pierwszej części płyty (podzielona była barierkami na dwie połówki) była piekielna.<br />
Od samego początku panowie pokazali, że tego wieczoru oszczędzania nie będzie. Zaczęli od &#8220;<strong>World’s On Fire</strong>&#8221; – eksplozja szaleństwa, cała płyta skacze. Zaraz po tym szlagiery w postaci &#8220;<strong>Breathe</strong>&#8220;, &#8220;<strong>Omen</strong>&#8221; i genialnie wręcz wykonanego &#8220;<strong>Poison</strong>&#8220;.<br />
Będąc już przy &#8220;Poison&#8221; wspomnę o nagłośnieniu, z kolegą <strong>Tymkiem</strong> usytuowaliśmy się dosyć blisko sceny, po jej lewej stronie w miejscu gdzie wielkiego ścisku na szczęście nie było (co nie zmienia faktu, że już po kilku utworach przykleiłem się do swojej koszulki) i tam każdy instrument (gitara, perkusja) jak i zestaw zabawek Liama słyszalny był niemalże idealnie. Basy, syntezatory, urywane motywy na perkusji, ale też i riffy – to wszystko brzmiało lepiej niż na płytach i nie piszę tak żeby wzbudzić w kimś zazdrość, tak po prostu to słyszałem.<br />
A więc &#8220;Poison&#8221; i pląsy podczas jego wykonania to chyba jeden z najlepszych momentów koncertu, a co najlepsze zaraz za &#8220;Poison&#8221; mieliśmy kolejny highlight koncertu mianowicie &#8220;<strong>Thunder</strong>&#8220;, z płyty <strong>Invaders Must Die</strong>.<br />
W tym miejscu napomnę o tym o czym wspominałem na początku relacji, czyli o tych stylistycznych woltach, tak więc &#8220;Thunder&#8221; zmieniony był znacząco. Howlett przedstawił Polakom dubstepową jego wersję i śmiem twierdzić, że utwór w tej postaci brzmi o wiele lepiej niż ten albumowy, oraz iż tego typu stylistyka niewątpliwie będzie eksplorowana na kolejnym krążku Liama i spółki. Kapitalne basy, zabawa wokalami Flinta, efekt – ekstatyczne reakcje zgromadzonych wokół ludzi.<br />
Utwory z nowej płyty zachwycały &#8211; wiksa w takty rave&#8217;owego &#8220;<strong>Warrior’s Dance</strong>&#8220;, wyśpiewane à capella przez Polaków &#8220;<strong>Invaders Must Die</strong>&#8221; i kawałek na który chyba czekałem najbardziej czyli &#8220;<strong>Take Me To The Hospital</strong>&#8221; zapodane na bis, to naprawdę momenty magiczne, chwilami wręcz pierwotnie dzikie. Oczywiście nie zabrakło takich szlagierów jak &#8220;<strong>Firestarter</strong>&#8221; (zajebisty efekt na micu miał Flint – pisk jakiego w życiu nie słyszałem), &#8220;<strong>Voodoo People</strong>&#8221; i chyba najbardziej zaskakujący, hip-hopowy &#8220;<strong>Diesel Power</strong>&#8220;, w którym to z kolei Maxim dał krótki popis swojego flow. Nie mogę nie wspomnieć o &#8220;<strong>Smack My Bitch Up</strong>&#8220;, największy hicior zespołu usłyszeliśmy tuż przed bisami. W przypadku tego kawałka można było mówić już zbiorowym odlocie, czy też istnej ekstazie – motyw z kucaniem wyszedł nieziemsko, o wiele lepiej niż na gdyńskim festiwalu.<br />
Na bisach poza wspomnianym &#8220;Take Me To The Hospital&#8221;, usłyszeliśmy już niemalże 20-letnie &#8220;<strong>Out of Space</strong>&#8220;, z debiutu <strong>Experience</strong>, które rzecz jasna wprowadziło choć na chwilę atmosferę z kolorowego i narkotycznego okresu grupy, oraz zagrane na sam koniec &#8220;<strong>Their Law</strong>&#8220;. Kawałek kultowy w wielu kręgach, zwłaszcza wśród starszych fanów kapeli, oparty na świetnym ciężkim riffie z szybkimi łamanymi beatami, jako kończący koncert sprawdził się idealnie.<br />
Koncert nie był długi, jak dla mnie w sam raz, bo nie wiem co by się działo gdyby panowie postanowili pociągnąć trochę dłużej w takiej atmosferze. Omdlenia, zasłabnięcia &#8211; tak to by pewnie wyglądało. Ja sam, choć chudy, wypociłem kilka litrów. Wyglądałem tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł wody.<br />
Podczas powrotu na dworzec vanem pełnym fanów, usłyszeć można było marudzenie odnośnie kwestii estetycznych koncertu, że ani Keith ani Maxim nie zeszli do fanów pod barierki. Na upartego mogło by się wydawać, że Flint akurat tego wieczoru nie był w stu procentowej formie (wyjątkowo mało biegał po scenie), ale takie &#8220;Firestarter&#8221; które w wersji albumowej średnio lubię, tu na Torwarze właśnie dzięki charyzmie tego Brytyjczyka, totalnie pozamiatało.<br />
Osobiście śmiało i bez bicia mogę powiedzieć, że był to najlepszy koncert na jakim byłem. Może nie jako show, ale właśnie jako koncert muzyczny, impreza na której bez problemów można było popuścić wodze, uskutecznić swoiste „<em>out of space</em>”.</p>
<p>Na koniec trochę prywaty, pozdrowienia dla Tymoteusza oraz Dominiki i Bartka.</p>
<p>Galeria zdjęć z koncertu <a title="www.musicnews.pl" href="http://musicnews.pl/galerie,the-prodigy-warszawa-22052010,48.html">http://musicnews.pl/galerie,the-prodigy-warszawa-22052010,48.html</a></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Dead Weather – Sea of Coward</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/19/the-dead-weather-%e2%80%93-sea-of-coward/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/19/the-dead-weather-%e2%80%93-sea-of-coward/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 11:11:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[psychedelic rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[psychedelic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2195</guid>
		<description><![CDATA[
 
Maj jak na razie nie rozpieszcza nas pogodą. Pochmurna, szara i deszczowo aura nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Jednak nowy materiał Jacka White’a i grupki jego muzyków, wpasował się idealnie w takową aurę i zapewne nie jednemu osobnikowi umili ten deszczowy czas.

Sea of Coward to następczyni świetnie przyjętego debiutu Horehound. Brudne, pełne przestera i zadziornych [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/SeaOfCowards_cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2197" title="SeaOfCowards_cover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/11.png" alt="" width="200" height="200" /></a></strong></p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>M</strong></span>aj jak na razie nie rozpieszcza nas pogodą. Pochmurna, szara i deszczowo aura nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Jednak nowy materiał <strong>Jacka White’a</strong> i grupki jego muzyków, wpasował się idealnie w takową aurę i zapewne nie jednemu osobnikowi umili ten deszczowy czas.</p>
<h2><span id="more-2195"></span></h2>
<p><strong>Sea of Coward</strong> to następczyni świetnie przyjętego debiutu <strong>Horehound</strong>. Brudne, pełne przestera i zadziornych wokali granie jakim raczył słuchaczy zespół na debiucie nie zniknęło, aczkolwiek nowy longplay jest bardziej psychodeliczny i nieco bardziej szalony.<br />
Album nie jest jakimś wielce wyszukanym stylistycznie graniem, czy silącą się na nowatorstwo produkcją, tu raczej nie o to chodzi. Jack White to wielki wróg studyjnych sztuczek, typ rozkochany w brudnym bluesowym riffie i tego się trzyma (choć tu zasiadł za bębnami). Skład jaki skompletował pod szyldem <strong>The Dead Weather</strong> wydaje się być zgrany jak mało który zespół i na tym krążku świetnie to słychać.</p>
<p>Po pierwsze, dawno nie słyszałem tak równej rockowej płyty, kawałki nie są za długie, każdy z nich wyposażony jest w jakiś cholernie wkręcający się w łepetynę motyw. Nie ważne czy to riff, czy jakaś zawodząca wokaliza, to bez różnicy – kawałki zwracają na siebie uwagę i co najważniejsze nie nudzą. Choć to muzyka oparta na prostym rockowym instrumentarium, to jednak pełna jest ciekawych pomysłów aranżacyjnych, psychodeliczne &#8220;<strong>The Difference Between Us</strong>&#8221; oparte na klawiszowym motywie, mocno hipnotyzuje słuchacza.<br />
Z kolei &#8220;<strong>I&#8217;m Mad</strong>&#8220;od początku raczy nas tytułowym zaśpiewem za którym podąża sarkastyczny śmiech White’a &#8211; niby proste jak cep ale uwodzi.<br />
Poza tym pełno tu rockowej energii, przesterowane gitary (brud w chuj!), chwytliwe refreny (singiel &#8220;<strong>Die by the Drop, Jawbreaker</strong>&#8221; czy &#8220;<strong>Gasoline</strong>&#8220;) i nie rzadko powrót do bluesowych korzeni (&#8220;<strong>Hustle And Cuss</strong>&#8221; i otwierający album iskrzący się wręcz &#8220;<strong>Blue Blood Blues</strong>&#8220;) sprawiają, że mimo tego iż mamy do czynienia ze stosunkowo prostą muzyką nie jesteśmy zanudzani tanim rzępoleniem.</p>
<p>Twórczość White’a znam pobieżnie z macierzystej formacji <strong>The White Stripes</strong> (album z &#8220;<strong>Seven Nation Arm</strong><strong>y</strong>&#8221; na pokładzie) i projektu <strong>The Raconteurs</strong> (album <strong>Broken Boy Soldier</strong>), to jednak śmiało strzelam, że Sea of Coward to wyżyny jego twórczości. Pozostaje mi gorąco polecić ten krążek słuchaczom lubującym się w <strong>Zeppelinach</strong>, <strong>Deep Purple</strong> czy nawet <strong>The Doors</strong>. Choć wpadające w ucho melodie spodobają się również całemu <em>„</em>Indie crew<em>”</em>, tak więc jak widać dla każdego (słuchacza rocka) coś miłego.</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Ocena: 7+/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=aWHokEmySaY">Blue Blood Blues</a>&#8220;</strong><strong>– 3:22</strong></li>
<li><strong>&#8220;Hustle and Cuss&#8221;</strong><strong> – 3:45</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Difference Between Us&#8221;</strong><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=fDQIGraR3aI"> </a>– 3:37</strong></li>
<li><strong>&#8220;I&#8217;m Mad&#8221;</strong><strong> – 3:16</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=K0YI0UUazkU&amp;feature=fvst">Die By The Drop</a>&#8220;</strong><strong> – 3:29</strong></li>
<li><strong>&#8220;I Can&#8217;t Hear You&#8221;</strong><strong> – 3:35</strong></li>
<li><strong>&#8220;Gasoline&#8221;</strong><strong> – 2:44</strong></li>
<li><strong>&#8220;No Horse&#8221;</strong><strong>– 2:49</strong></li>
<li><strong>&#8220;Looking at the Invisible Man&#8221;</strong><strong> – 2:42</strong></li>
<li><strong>&#8220;Jawbreaker&#8221;</strong><strong> – 2:58</strong></li>
<li><strong>&#8220;Old Mary&#8221;</strong><strong> – 2:53</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: </strong><strong>35:12</strong></p>
<p><strong>Premiera: 11 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/19/the-dead-weather-%e2%80%93-sea-of-coward/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tricky – Maxinquaye</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/04/29/tricky-%e2%80%93-maxinquaye/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/04/29/tricky-%e2%80%93-maxinquaye/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 13:50:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[trip-hop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2178</guid>
		<description><![CDATA[  
Wżyciu można spróbować wszystkiego, nie ważne czy to parząca papryczka chilli, czy grzybki halucynogenne. Choć wolność wyboru nierzadko jest nam ograniczana, to jednak są drogi okrężne, coś w rodzaju „po co pieprzyć system, lepiej go obejść”.

Tricky to typ który swoje frustracje, gniew i smutek, wolał zamienić w słowa i ubrać je w idealnie [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/04/maxinquaye.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2181" title="maxinquaye" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/04/maxinquaye.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a> <strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>W</strong></span>życiu można spróbować wszystkiego, nie ważne czy to parząca papryczka chilli, czy grzybki halucynogenne. Choć wolność wyboru nierzadko jest nam ograniczana, to jednak są drogi okrężne, coś w rodzaju <em>„po co pieprzyć system, lepiej go obejść”</em>.</p>
<p><span id="more-2178"></span></p>
<p><strong>Tricky</strong> to typ który swoje frustracje, gniew i smutek, wolał zamienić w słowa i ubrać je w idealnie kontrastująca muzykę, aniżeli łamać prawo jak jego lokalni pobratymcy.<br />
Oczywiście nie od dziś wiadomo iż taka forma rozładowania negatywnych emocji wiąże się z ryzykiem otarcia o śmieszność, lub przylepieniem sobie łatki <em>pozer.</em> Tylko, że w przypadku <strong>Adriana Thawsa</strong>, erupcja emocji na <strong>Maxinquaye</strong>, poparta jest życiowym doświadczeniem muzyka.<br />
Raczej nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak wygląda życie bez matki, która targnięciem się na własne życie osieroca 4 letniego dzieciaka. Mało tego, że młodzian wychowywał się z piętnem samobójstwa matki, to wychowywał się w miejscu gdzie <em>„piekło czai się tuż za rogiem”</em>. W <em>„</em>trującym<em>”</em> <strong>Knowle West</strong>, w południowym <strong>Bristolu</strong>, jedynym antidotum wydawała się być muzyka.</p>
<p>Jako, że Bristol jest miastem portowym, to ilość imigrantów różnej maści, odcisnęła piętno również na dźwiękach tam tworzonych. Silne wpływy czarnej muzyki, takiej jak<strong> jazz, soul </strong>czy <strong>hip-hop</strong>, mieszały się tu z muzyką elektroniczną aktualnie popularną na Wyspach. W taki sposób powstał Bristol sound, nazywany również <strong>trip-hopem</strong>.<br />
Koniec wykładu, przechodzimy do sedna sprawy.</p>
<p>Tricky po opuszczeniu <strong>Massive Attack</strong>, gdzie czuł się artystycznie ograniczany, rozpoczął karierę solową, czego efektem był debiutancki album Maxinquaye.<br />
Przydługi wstęp do recenzji ma sens, bo poniekąd jest tam nakreślony obraz tego albumu – śmierć matki, trudne dzieciństwo, muzyczne inspiracje.<br />
Tak więc jest to swoisty koncept album poświęcony swojej matce (<strong>Maxin Quaye</strong>, tak miała na imię), zawierający szczere, nieskrępowane uczucia. Uczucia najczęściej gorzkie i przykre, jednak autentyczne.<br />
Paleta liryk na Maxinquaye przepuszczona jest przez wokale Adriana, oraz odkrytej przez niego wokalistki, o imieniu <strong>Martina Tobley Bird</strong>.<br />
Siedemnastoletnia wówczas dziewczyna, jeszcze wtedy zupełnie nie znana na rynku muzycznym, daje tu popis kapitalnych umiejętności wokalnych, wyśmienicie wczuwając się w śpiewane teksty. Piękny wokal Martiny często łączony w duet, z gadaniem, charczeniem, czy niemalże rapowaniem Trickiego, brzmi obłędnie. Obłędnie, dosłownie i w przenośni. Gęsta faktura beatów na których klejone są sample, pogłosy i przeszkadzajki (tu w postaci fletu), tworzą momentami schizofreniczny wręcz klimat.<br />
Żeby nie było, muzyka na tym krążku jest bardzo klimatyczna, ale nie pozbawiona melodii czy pierdolnięcia. Takowe występuje w najostrzejszych kawałkach na płycie, czyli coverze <strong>Public Enemy</strong> – niemalże rockowym &#8220;<strong>Black Steal</strong>&#8221; (mówię niemalże, bo wokal Martiny to w tym wypadku raczej nawijka), oraz <strong>Brand New</strong>,<strong> </strong>&#8220;<strong>You’re Retro</strong>&#8220;, w którym to z kolei Tricky pokazuje swoje raperskie umiejętności.</p>
<p>Produkcja płyty jest naprawdę mistrzowska, wytworzona atmosfera udziela się słuchaczowi, <strong>Waits’owska </strong>&#8220;<strong>Ponderosa</strong>&#8221; (podobieństwo podkładu do &#8220;<strong>Clap Hands</strong>&#8221; z <strong>Rain Dogs</strong>), czy na swój sposób rozmarzone, &#8220;<strong>Pumpkin</strong>&#8221; z gościnnym udziałem <strong>Alison Goldfrapp</strong> zachwycają, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Pełne jazzowych naleciałości, singlowe &#8220;<strong>Hell Is Round the Corner</strong>&#8221; (kapitalny sampel zapożyczony od <strong>Portishead</strong>), czy wyposażone w wkręcający się w czachę groove &#8220;<strong>Aftermath</strong>&#8220;, to kolejne perełki. Co najlepsze mógłbym tak wymieniać i wymieniać, bo tu nie ma słabych kawałków, gdzie tam nie ma nawet dobrych, czysta zajebistość.<br />
Płyta ta stała się <em>„instant classic”</em>, ale nie ma się co dziwić, choć podchodziłem do Maxinquaye oraz twórczości Trickiego, pełen obaw słysząc opinie <em>„narkotyczne”, „duszne”, </em>to jednak ni cholerę się nie zawiodłem. Obarczona piętnem płyty genialnej, Maxinquaye zachwyca i uzależnia, ja już teraz nie potrafię się od niej uwolnić. Absolut.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 10/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><br />
</strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--><strong><br />
</strong></p>
<ol>
<li><strong>&#8220;Overcome&#8221; – 4:28</strong></li>
<li><strong>&#8220;Ponderosa&#8221; – 3:30</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=V-SWeaMw3oU&amp;feature=related">Black Steel</a>&#8221; – 5:39</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=8tWgD-1Blsw">Hell is Round The Corner</a>&#8221; – 3:46</strong></li>
<li><strong>&#8220;Pumpkin&#8221; – 4:30</strong></li>
<li><strong>&#8220;Aftermath&#8221; – 7:37</strong></li>
<li><strong>&#8220;Abbaon Fat Tracks&#8221; – 4:26</strong></li>
<li><strong>&#8220;Brand New You&#8217;re Retro&#8221; – 2:54</strong></li>
<li><strong>&#8220;Suffocated Love&#8221; – 4:52</strong></li>
<li><strong>&#8220;You Don&#8217;t&#8221; – 4:39</strong></li>
<li><strong>&#8220;Strugglin&#8217;&#8221; – 6:38</strong></li>
<li><strong>&#8220;Feed Me&#8221; – 4:02</strong></li>
</ol>
<p><strong>Czas trwania: 57:07</strong></p>
<p><strong>Premiera: 20 luty, 1995 </strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/04/29/tricky-%e2%80%93-maxinquaye/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dimlite – Prismic Tops</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/04/09/dimlite-%e2%80%93-prismic-tops-ep/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/04/09/dimlite-%e2%80%93-prismic-tops-ep/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 19:18:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>
		<category><![CDATA[hip-hop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2103</guid>
		<description><![CDATA[ 
Szwajcar Dimitri Grimm już na Winylu kiedyś się pojawił, fakt recenzja Runbox   Weathers gdzieś w czeluściach Internetu się zagubiła i nie   znajdziecie jej w naszym winylowym spisie, to jednak mimo wszystko   gorąco ten krążek polecam.
Album tamten był rzeczą na tyle ciężką do jednoznacznego sklasyfikowania i ocenienia, iż postanowiłem [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/04/prismic.jpg"><img class="size-full wp-image-2104 alignright" title="prismic" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/04/prismic.jpg" alt="" width="200" height="203" /></a><span style="font-size: 24px;"><strong> </strong></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>zwajcar <strong>Dimitri Grimm</strong> już na <strong>Winylu</strong> kiedyś się pojawił, fakt recenzja <strong>Runbox   Weathers</strong> gdzieś w czeluściach Internetu się zagubiła i nie   znajdziecie jej w naszym winylowym spisie, to jednak mimo wszystko   gorąco ten krążek polecam.</p>
<p style="text-align: left;"><em><span id="more-2103"></span></em>Album tamten był rzeczą na tyle ciężką do jednoznacznego sklasyfikowania i ocenienia, iż postanowiłem napisać do niego recenzję koncepcyjną. W przypadku EPki Prismic Tops jest podobnie, aczkolwiek nie będę tu lirycznie cudował. Pod względem wydawnictw elektronicznych ten rok zdecydowanie rozpieszcza. Świetne krążki <strong>Panthy, Bonobo </strong>czy<strong> Scuby</strong>, tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu.</p>
<p>Jak jest z Dimlitem A.D. 2010, zaraz się przekonacie. Zanim jednak zacznę recenzować Prismic Tops, przypomnę pokrótce w co dotychczas bawił się ten sympatyczny Szwajcar.<br />
Kwitując to jednym zdaniem napisał bym „jazzowy <strong>Flying Lotus</strong>”, jednak Dimitri wcześniej od Amerykanina babrał się abstrakcyjnym, mocno eksperymentalnym obliczem hip-hopu. Rwane beaty przyozdabiał całą masą sampli, różnymi przeszkadzajkami, w tym dęciakami i przetworzonymi soulowymi wokalami. Dimlite nie stronił od elektronicznego efekciarstwa i podobnie jest na tej EPce.</p>
<p>Tak po cichu zastanawiałem się jak miałby wyglądać postęp w tego typu muzyce i czego można by się spodziewać po kolejnych albumach Grimma&#8230; Czy to wypakowanie utworów jeszcze większą ilością elektronicznych bajerów? A może odwrót w stronę melodii i wokali? Abstrakcyjny hip-hop jest szufladką na tyle pojemną, iż dowolność w doborze muzycznych składników jest niczym „szwedzki stół” – bierzesz co chcesz.</p>
<p>Taka też jest ta pół godzinna płytka. Utwory potrafią zaczynać się paletą nieorganicznego, chaotycznego stukania czy skrzypienia, podlanego ciekawym basslinem, by za chwilę przejść w żywe perkusyjne granie, na którego tle zaiwaniają synthy i to całe plastikowe efekciarstwo (&#8220;<strong>Kalimba Deathswamp</strong>/<strong>Kurt Feelings</strong>&#8220;). Wydawać by się mogło, że takie podejście zaowocuje niesłuchalną papką, jednak tak nie jest. Gdzie tam, płyta iskrzy od pomysłów zespolonych ze sobą tak, że mimo tego iż mamy do czynienia z muzyką niełatwą do ogarnięcia za pierwszym razem, to jednak w pewien sposób potrafiącą zauroczyć i zachęcić do repeatowania. W takim &#8220;<strong>Firevomit (O.D.N)</strong>&#8221; Dimlite śmiało eksploruje tereny idm&#8217;owe, jednak na swój własny, kwaśny sposób. Z kolei &#8220;<strong>Sun-Sized Twinkles</strong>&#8221; oparte na prostym syntetycznym bicie i przetworzonych odhumanizowanych wokalach, które z początku nijak tu pasują, z biegiem czasu trwania utworu przemycają melodyjność i swoistą chwytliwość.</p>
<p>Podobnie jak na poprzednich płytach, Dimlite zaprosił również kilku wokalistów. W &#8220;<strong>On The Same Picture</strong>&#8221; gościnny udział ma niejaka <strong>Elan Tamara</strong>, jej zawodzące wokalizy idealnie pasują do wygenerowanych dźwięków Grimma, tworząc senny, rozmarzony klimat. &#8220;<strong>Elbow Flood</strong>&#8221; wyposażone w posępne, podrasowane elektroniką wokale (tym razem nie wiadomo kogo), hipnotyzuje powolnym tempem i elektronicznymi wycieczkami w rejony ludzkiej abstrakcji – trzeba przyznać facet ma głowę w chmurach. &#8220;<strong>Rump Studies</strong>&#8221; zaskakuje z kolei partią elektrycznej gitarki, z lekko latynoskim posmakiem      wciśniętą pomiędzy przyjemny elektroniczny chillout.</p>
<p>Siedem utworów plus instrumentalna wersja &#8220;Elbow Flood&#8221;, tyle jak na razie musi wystarczyć fanom Szwajcara. Ja jestem cholernie usatysfakcjonowany barokowym przepychem tych kilku utworów, mnie ta muzyka kręci i nęci. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że audiencji naszego bloga już nie koniecznie musi się spodobać. Mimo to śmiało zachęcam do spróbowania, bo warto. Muzyka niczym pokaz sił naszych czasów –  niejednoznaczna, nieprzewidywalna, jednak bardzo oryginalna. Flying Lotus po raz kolejny może się schować.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong> </strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"><strong> </strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><strong>Ocena: 8/10</strong></strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><strong> </strong></strong></strong></span></p>
<p><strong><strong><strong> </strong></strong></strong></p>
<p><span style="font-size: 30px;"><strong> </strong></span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong><strong>“</strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=rEr_UkqmDRg">Kalimba Deathswamp/Kurt Feelings</a></strong><strong><strong>” –</strong> 5:21</strong></li>
<li><strong><strong>“</strong>On The Same Picture</strong><strong><strong>” – </strong><em> </em>5:20</strong></li>
<li><strong><strong>“</strong>Firevomit</strong><strong><strong>”  – </strong><em> </em>4:59</strong></li>
<li><strong><strong>“</strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=PFYF5P9S__Y">Sun-sized Twinkles</a></strong><strong><strong>” – </strong><em> </em>5:50</strong></li>
<li><strong><strong>“</strong>Elbow Flood</strong><strong><strong>”</strong><strong> – </strong><em> </em>5:22</strong></li>
<li><strong><strong>“</strong>Rump Studies</strong><strong><strong>” – </strong><em> </em>3:26</strong></li>
<li><strong><strong><strong>“</strong></strong>Cant Get Used To Those (Afterlude)</strong><strong><strong>” – </strong><em> </em>1:31</strong></li>
<li><strong><strong>“</strong>Elbow Flood (Instrumental)</strong><strong><strong>” – </strong><em> </em>5:21</strong></li>
</ol>
<p><strong><strong><strong><strong>Całość: </strong></strong>35:50</strong></strong></p>
<p><strong><strong><strong><strong>Premiera: 4 maja, 2010</strong></strong></strong></strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/04/09/dimlite-%e2%80%93-prismic-tops-ep/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Scuba &#8211; Triangulation</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/03/28/scuba-triangulation/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/03/28/scuba-triangulation/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Mar 2010 10:29:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[ambient]]></category>
		<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1945</guid>
		<description><![CDATA[ 
Zdaję sobie sprawę, że na poletku muzyki o której dziś będę pisał dopiero co raczkuję. Jako, że nie jestem typem rozkminiającym się nad tym jakie miasto jest, gdy słońce idzie spać, to hajpowany z każdej strony dubstep, omijałem szerokim łukiem. Jednak jakiś impuls, może zwyczajne znużenie muzyczne, które co jakiś czas mnie nachodzi, nakazało [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/fuck3.png"><img class="size-full wp-image-1963 alignnone" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/fuck3.png" alt="" width="100" height="100" /></a><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/scuba1.jpg"><img class="size-full wp-image-1968 alignright" title="scuba" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/scuba1.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a></strong><strong> </strong></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong><strong>Z</strong></strong></span>daję sobie sprawę, że na poletku muzyki o której dziś będę pisał dopiero co raczkuję. Jako, że nie jestem typem rozkminiającym się nad tym jakie miasto jest, gdy słońce idzie spać, to hajpowany z każdej strony dubstep, omijałem szerokim łukiem. Jednak jakiś impuls, może zwyczajne znużenie muzyczne, które co jakiś czas mnie nachodzi, nakazało mi nakraść dubstepu z rocznikiem &#8216;09.</p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-1945"></span></p>
<p>Nakradłem i tak sobie skakałem, z <strong>Schacka</strong> na <strong>Martyna</strong>, z Martyna na <strong>2562</strong>, zahaczyłem o <strong>Silkie</strong>, a i Londyn w oczach (może raczej uszach) Hiszpana, <strong>Hektagona</strong> spróbowałem. Gdzieś tam jeszcze po drodze uderzyłem w „zdubstepowany” trip-hopowy revieval <strong>Kevina Martina</strong>, żeby później sprawdzić jeszcze innego „króla”, bawiącego się w wysokoprężny czterościenny basiur z <strong>Ninja Tune</strong>.</p>
<p>Żeby nie było nie mam zamiaru się tu chwalić jaki to ze mnie złodziejaszek, jednak gdyby nie ten chwyt w moim wykonaniu, to pewnie po dzień dzisiejszy patrzył bym na ten gatunek przez pryzmat <strong>Buriala</strong>.<br />
Hajp nie zawsze jest zdrowy, ba, raczej rzadko na zdrowie on wychodzi, ale swój sens egzystencji w pewien sposób ma. Nie będę tu robił jakiegoś przeglądu dubstepowego ale wszyscy artyści o których wspominałem wcześniej, nagrali takie krążki, iż można je sprawdzać w ciemno, coś na pewno wam przypadnie do gustu.<br />
Jak wspominałem w podsumowaniu rocznym, nakreśliłem sobie obraz siebie jako słuchacza na ten rok i jak można się domyślić, różnie to się toczy. Początek roku zdecydowanie rozczarowuje, ale też mało szukam, znowu naszło mnie na nostalgiczne wycieczki w przeszłość.</p>
<p>Ale w końcu jest, jest album który porozstawia po kątach w tym roku.<br />
Scuba to jeden z tych brytyjskich zdolniachów, własna wytwórnia = niezależność muzyczna = robię co chcę.<br />
Zanim jednak zacznę swoją recenzję, chciałbym jeszcze chwilę zastanowić nad tym, jak to będzie z tym dubstepem w przyszłości. Czy to będzie pływanie w techno odmętach? Czy może znowu przywalą jakiś revieval gatunku na własną modłę? Wchodzi jeszcze w grę opcja uderzenia w mainstream, jak to próbuje robić m.in. <strong>Rusko</strong>, który z gatunkowym flavourem coraz mniej ma wspólnego.</p>
<p>Osobiście myślę iż cała masa niezaspokojonych kreatywnych dusz, takich jak <strong>Scuba</strong>, raczej nie pozwolą skostnieć temu gatunkowi &#8211; dalsza eksploracja dusznych zakamarków elektroniki jest nieunikniona, jednak gatunek ten jak pokazuje rozpiętość artystyczna i oficynowa (co wytwórnia to inne brzmienie), pokazują jak bardzo elastyczne to poletko, i jak duży potencjał jest w nim tkwiący. Jeśli jednak rozpatrywać dubstep w kontekście muzyki tanecznej, to nadal mamy  tu do czynienia z małymi ciasnymi klubami i specyficzną transowością.</p>
<p>Przejdźmy do tematu bo rozłazi mi się to trochę, a miała być recenzja, tak więc mamy tu do czynienia z eklektycznym podejściem do sprawy.</p>
<p>Oczywiście dubstep to na tym krążku wypadkowa do dalszych zabaw z dźwiękiem. Stuki i inne 2-stepowe pukania oczywiście są, ale Scuba używa standardów z doskonałym wyczuciem. Obok pięknego ambientowego &#8220;<strong>Descent</strong>&#8220;, które rozpoczyna album, mamy tu zestawiony dubstep w postaci &#8220;<strong>Latch</strong>&#8220;<em><strong> </strong></em>i<em><strong> </strong></em>&#8220;<strong>Three Sided Shape</strong>&#8221; – świetnie wyprodukowane, z kilkoma umilającymi słuchanie smaczkami. Zaraz za rogiem dzieją się rzeczy potencjalnie z innej bajki – imprezowe &#8220;<strong>On Deck</strong>&#8220;, przypominające kolaż <strong>Modeselektor </strong>z 2-stepową rytmiką, jednak podbarwione chilloutowymi plamkami dźwięku, sprytnie zaprasza nas na parkiet.<br />
Scuba na tym krążku znalazł sobie własną lukę w której drąży. Wykorzystuje ze smakiem patterny synthów, dodaje do tego plejadę beatów, w których niejednokrotnie odlatuje dosyć daleko od źródeł gatunku &#8211; uzależniające iście trip-hopowe<em><strong> </strong></em>&#8220;<strong>Before</strong>&#8220;, z podrasowanymi damskimi wokalami, czy &#8220;<strong>So You Think You&#8217;re Special</strong>&#8220;, z partiami żywej perkusji. Takie posunięcia nie pozwalają słuchaczowi na chwilę dekoncentracji. Album po prostu wciąga.<br />
Najbardziej zachwyca closer albumu, niemalże 9 minutowe &#8220;<strong>Light Out</strong>&#8220;, to dubstepowo elektroniczna bajeczka, która ni cholerę się nie dłuży, a momentów lśniących tyle ile diamentów w RPA.</p>
<p>Ten Brytyjczyk podobnie jak Martyn czy 2562, na swój własny sposób zestawia klubowe patenty z miejską headphonową muzyką. Takie podejście sprawia iż dźwięki kojarzone z Londynem i jego ciemnymi zaułkami nie trąca monotonią, która w wykonaniu m.in. Buriala bardzo mnie nużyła.</p>
<p>Niejednokrotnie w sieci można znaleźć wypowiedzi, stwierdzenia iż dubstep cierpi na „słabą longplayowatość”, że artyści mają świetnie momenty, aczkolwiek nie potrafią tego ubrać w słuchalne, zamknięte 50 minut muzyki. Jest w tym sporo prawdy, bo taki np. <strong>Benga</strong> celował w parkiety, tylko, że jako LP do słuchania w domu średnio się to nadaje, z kolei elektroniczne, łamane wycieczki 2562, nie wprawionego słuchacza, przy pierwszym podejściu mogą nieco odstraszyć. Ja myślę, że taki to urok gatunku, jednak Scuba na<strong> Triangulation</strong> pokazał, że można nagrać spójny album, w stylistyce około dubstepowej, który już przy pierwszym podejściu powali słuchacza, który o dubstepie wie tyle, że jest ktoś taki jak Burial i on w tym macza palce. Będzie czołówka roku niewątpliwie więc daje 9.</p>
<h1 style="text-align: center;"><strong><strong><strong><strong> Ocena: 9/10</strong></strong></strong></strong></h1>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Descent&#8221; &#8211;                                                       2:13</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Latch&#8221; &#8211;                                                         4:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Three Sided Shape&#8221; &#8211;                                             5:21</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Minerals&#8221; &#8211;                                                      4:35<br />
</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>On Deck&#8221; &#8211;                                                       5:17</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Before&#8221; &#8211;                                                        4:14</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Tracers&#8221; &#8211;                                                       4:26</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>You Got Me&#8221; &#8211;                                                    5:15</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=aF6PuBMPcDQ&amp;feature=related">So You Think You&#8217;re Special</a>&#8221; &#8211;                                   4:52</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><strong>Heavy Machinery&#8221; &#8211;                                               4:10</strong></li>
<li><strong>&#8220;Glance&#8221; &#8211;                                                        3:55</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=9FlVrJOeD80">Lights Out</a>&#8221; &#8211;                                                    8:50</strong></li>
</ol>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czas trwania: 57:55</strong></p>
<p><strong>Premiera: 22 marca, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/03/28/scuba-triangulation/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W tym tygodniu poleca&#8230; ReneGad! #6</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/03/08/w-tym-tygodniu-poleca-renegad-6/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/03/08/w-tym-tygodniu-poleca-renegad-6/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Mar 2010 20:23:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1695</guid>
		<description><![CDATA[

Melodie, emocje, eksperymentalność &#8211; wśród tych trzech słów czai się klucz do mojego muzycznego dumania na ten tydzień. Przeważnie w recenzjach starałem się zwracać uwagę na zespoły/artystów potencjalnie trafiających w bliżej nieokreślone spektrum słuchaczy. Ale to była tylko recenzja, tylko jeden artysta i album, dziś jak widać zadanie mam ułatwione.

Dla ucha
Erik Truffaz – Archangelsk
Zima nie [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/fuck.png"></a><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/fuck1.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1795" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a><br />
</strong></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong><strong>M</strong></strong></span>elodie, emocje, eksperymentalność &#8211; wśród tych trzech słów czai się klucz do mojego muzycznego dumania na ten tydzień. Przeważnie w recenzjach starałem się zwracać uwagę na zespoły/artystów potencjalnie trafiających w bliżej nieokreślone spektrum słuchaczy. Ale to była tylko recenzja, tylko jeden artysta i album, dziś jak widać zadanie mam ułatwione.</p>
<p><span id="more-1695"></span></p>
<h1>Dla ucha</h1>
<h2>Erik Truffaz – Archangelsk</h2>
<p>Zima nie mija, trzyma się Polski jak pies uwiązany na łańcuchu, od czasu do czasu się z niego zrywający. <strong>Erik</strong> na<strong> Archangelsk</strong> krąży wokół stanu ducha mocno przybitego białym <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/truffaz.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1796" title="truffaz" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/1.png" alt="" width="200" height="200" /></a>skurwysynem sypiącym z nieba. W taką pogodę trzeba sobie jakoś radzić &#8211; opatulić się kocykiem popijając <strong>Earl Greya</strong>, co pewnie wielu praktykuje. W takich okolicznościach dosyć jednowymiarowa tematycznie płyta, jaką miała być w zamyśle Archangelsk sprawdza się idealnie. Francuz dmie w trąbkę w takty posępnych, zakrytych puchem perkusjonaliów. Są też wokale, nawet rapy jakieś się znajdą, wszystko to jednak brzmi tak, jak flavour zimy sobie tego życzy, czyli mróz, szarość nieba i nie opuszczające rozkminy.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>The Stone Roses – The Stone Roses</h2>
<p>Temu albumowi powinienem poświęcić oddzielny artykuł. O albumach wybitnych chyba nie piszę się kilku zdań? Ale co mi tam, minimalizm w modzie.<a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/stone-roses-the-stone-roses-2009-lg-28486619-720028.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1797" title="stone-roses-the-stone-roses-2009-lg-28486619-720028" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/2.png" alt="" width="200" height="199" /></a><br />
<strong>Madchester</strong> wielu czytelnikom <strong>Winyla</strong> pewnie nic nie mówi, tego określenia nawet sami muzycy się wypierali. Późne lata &#8216;80, w zasadzie to już lata &#8216;90. Można by rzec &#8211; małe kluby, naćpana audiencja i wielcy muzycy na scenie&#8230; Tak to chyba wyglądało. Choć Wielka Brytania niejednemu kojarzy się z przygnębiającą, brzydką pogodą, to tu muszę takowych osobników przestrzec &#8211; tego nie doświadczymy na debiucie Anglików. Jest kolorowo, czuć wszechobecną miłość, szczerość i zabawę. <strong>Ian Brown</strong> i spółka za pomocą instrumentów i bijącego po oczach talentu do grania pięknych dźwięków, zaserwowali słuchaczom emocjonalny majstersztyk, który mimo specyficznego brzmienia nie może się zestarzeć.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>Pantha Du Prince – Black Noise</h2>
<p><a href="../wp-content/uploads/2010/03/Pantha-Du-Prince-Black-Noise_Pantha-Du-Prince-Black-Noise.jpg"><img class="alignright" title="Pantha Du Prince - Black Noise_Pantha Du Prince - Black Noise" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/3.png" alt="" width="200" height="200" /></a>Tytuł krążka mylący, od razu to sprostuję. W zasadzie to muzyka zawarta na tym bez mała 70 minutowym „<em>byczku</em>” wręcz temu przeczy. Mam własną teorię na temat takich tworów &#8211; to taka muzyka, która pławić się będzie w dekadenckich lokalach, w których prawnicy i inni krawaciarze popijają latte, background który zastąpi <strong>Milesa</strong> i inne knajpiane jazzy &#8211; to tylko kwestia czasu. Usiądź, zrelaksuj się i odpal <strong>Black Noise</strong> &#8211; na pewno będzie bezinwazyjnie, a jednak będziesz czuł pewny podskórny impuls do skierowania ucha w stronę głośników.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>Gang Starr – Moment of Truth</h2>
<p style="text-align: left;"><a href="../wp-content/uploads/2010/03/Gang+Starr_Moment+Of+Truth_724385903229.jpg"><img class="alignright" title="Gang+Starr_Moment+Of+Truth_724385903229" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/4.png" alt="" width="200" height="200" /></a>Idealna okazja do przybliżenia słuchaczom twórczości tego duetu nadarza się właśnie teraz. Ostatnie doświadczenia związane z <strong>Jacksonem</strong> pokazują jak tak naprawdę traktuje się wielkich muzyków – dziś mnie kochasz, jutro nienawidzisz, albo odwrotnie jak kto woli.<strong> Guru</strong> leży teraz w ciężkim stanie w szpitalu, zapewne do takiego obrotu spraw doprowadził go jego lifestyle, ale czy to osobnik, który przejmował by się zdrowiem? Chyba nie. <strong>Moment of Truth</strong> to taki album, któremu laik dolepiać będzie łatkę „<em>real hip-hop</em>” nawet nie zgłębiając jego ukrytych czynników, pozwalających na takie właśnie go określanie. Nie uważam się za znawcę hip-hopu, bo wielką jego część dosyć szeroko omijam, jednak podejście w tworzeniu tej muzyki jakie uskuteczniali <strong>Premier</strong> i Guru idealnie mi pasuje. Soczyste beaty, odkurzone sample, no i liryki Guru nie dla tych, co mają lęk wysokości – miejska górnolotność oparta na charakterystycznym flow jest tym, co lubię, co mam tu podane wręcz w nadmiarze. Ale co tam, kolesie byli wtedy chyba w niezłym gazie, bo pośród tylu kompozycji, nie ma choćby jednego słabiaka. Guru trzymaj się, Jacksona odwiedzisz kiedy indziej.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h1>Dla oka</h1>
<h2>Jon Krakauer – Wszystko za Everest</h2>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Wszystko-za-Everest_Jon-Krakauerimages_big1083-7180-298-6.jpg"><img class="size-full wp-image-1800 alignright" title="Wszystko-za-Everest_Jon-Krakauer,images_big,10,83-7180-298-6" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/5.png" alt="" width="200" height="300" /></a>Wiadomo &#8211; teraz to, co jest w obozie 1 albo 3 mamy podane z pierwszej ręki na <strong>Discovery</strong>. Najwyższa góra świata i to, co wokół niej się dzieje, przypominać zaczyna reality show. Krakauer to człowiek który brał udział w jednej z najtragiczniejszych eskapad Everestowych ever i wszystko to, co widział zgłębił w tym można by powiedzieć dzienniku &#8211; obszernym, szczegółowym, wypełnionym szczerymi emocjami pasjonata gór, któremu dane było widzieć i uczestniczyć w wielkiej tragedii. Żadne reality show, sama prawda.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/03/08/w-tym-tygodniu-poleca-renegad-6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dmuchawce, latawce&#8230; Płonące sterowce.</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/02/16/dmuchawce-latawce-plonace-sterowce/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/02/16/dmuchawce-latawce-plonace-sterowce/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2010 15:38:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1653</guid>
		<description><![CDATA[

Ostatnio brakuje mi witamin. Ale brakuje też cukrów, magnezu i innych życiodajnych substancji. Prowadzę z lekka destrukcyjny tryb życia. Gdyby Mołs* zdecydował się na stworzenie sekty, reklamowanej hasłem „Mam wyjebane na 100%”, byłbym jego prawą ręką. Ba! Może nawet zrobiłbym jakąś konkurencyjną akcje.
Dlaczego o tym piszę? Być może dlatego, że w kwiecie kariery panowie o [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/02/fuck.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1802" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/02/fuck.png" alt="" width="100" height="100" /></a><br />
</strong></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>O</strong></span>statnio brakuje mi witamin. Ale brakuje też cukrów, magnezu i innych życiodajnych substancji. Prowadzę z lekka destrukcyjny tryb życia. Gdyby Mołs* zdecydował się na stworzenie sekty, reklamowanej hasłem „Mam wyjebane na 100%”, byłbym jego prawą ręką. Ba! Może nawet zrobiłbym jakąś konkurencyjną akcje.<span id="more-1653"></span></p>
<p>Dlaczego o tym piszę? Być może dlatego, że w kwiecie kariery panowie o których coś tu będę chciał napisać, kierowali się podobnymi „zasadami”, no i witaminki to pewnie jedyne czego im brakowało. Niesławna śmierć jednego z filarów tego składu, niech posłuży jako przykład, istnego melanżu gnającego ku zatraceniu.</p>
<p>Okres na przypomnienie, jaką to dziadki muzykę kiedyś grali, wydaje się być idealny. Idealny z kilku względów. <strong>Dave Grohl</strong> zrozumiał, że dobrym pomysłem na przyciągniecie jeszcze większej rzeszy słuchaczy, będzie współpraca z <em>„nazwiskami”</em>, co równa się stworzeniu supergrupy. Zaś filmowcy z kolei, iż sukces &#8220;<strong>Shine A Light</strong>&#8220;,<strong> </strong>&#8220;<strong>This Is It</strong>&#8221; czy nawet &#8220;<strong>Control</strong>&#8220;, to znak, że warto przypomnieć ludziom o legendach muzyki. Wiadomo, że za wszystkim stoi kasa, więc Grohl ściągnął Jonesa bo to <em>„Zeppelin”</em>, z kolei nazwisko <strong>Page </strong>robi swoje – nie ma sensu rozwodzić się nad tym kto do kina pójdzie, czy to będą pasjonaci gitary, czy może target widzów nieukierunkowany muzycznie.</p>
<p>Zeppelini znowu są na ustach, ostatnio nawet nasza poczciwa <em>„trójka”</em> wyemitowała dość duży program dotyczący <strong>Planta</strong> i spółki. Ja sam od kilku zdań zastanawiam się co tu uciułać by udźwignąć ciężar pisania o legendzie. Chwalenie wydaje się być podejściem zbyt oklepanym, krytykować, z kolei, za co?</p>
<p>Ciekaw jestem czy wśród tych którzy na <strong>Winyl</strong> zaglądają, są tacy którzy przed <strong>Led Zeppelin</strong> się uchowali. Ciekawość każe mi to sprawdzić, tak więc wpis dedykowany tym, którym jakimś cudem tatuś za młodu nie wciskał <em>„</em><strong>Stairway To Heaven</strong><em>”</em> jako kołysanki.</p>
<p>Zaczynamy od razu z grubej rury, a jakże by inaczej! Oni przecież tak zrobili. Rok 1969. Ach, co to był za rok dla muzyki rockowej. Debiut <strong>King Crimson</strong>, <strong>Abbey Road</strong> <strong><em>Bitli</em></strong>, <strong>Woodstock </strong>no i<em> </em><strong>I</strong><em> </em>Zeppelinów. To było granie które w pewien sposób zaskakiwało. Wszyscy w koło bluesowali, bądź brzdąkali coś na gitarkach, jednak bali się to robić głośno. Pan Page miał chyba wtedy, jak my to potocznie nazywamy &#8211; <em>„wyjebane”</em> i w takim pierwszym z brzegu  &#8220;<strong>Good Times Bad Times</strong>&#8220;, dokłada innym gitarom na poletku ciężaru, głośności, czy nośnej riffowni.</p>
<p>Jimmy jak na tamte czasy był naprawdę świetny technicznie, miał dryg do riffów, śmiało mieszał blues z ostrzejszym sznytem; ale tworzył też eteryczne pejzaże za pomocą techniki slide. Stary zawsze mi tłumaczył, że Page ma <em>&#8220;brzmienie z łapy&#8221;</em>, że gitara się go słucha – coś w tym jest. Na I ciężko doszukać się rzeczy słabych, choć żyli w innych czasach, myśleli bardzo współcześnie, obok szybkich gitarowych jazd, ładnie zestawili blues &#8220;<strong>You Shook Me</strong>&#8221; w którym Plant <em>„rozmawia”</em> z gitarą Page’a, czy dziką psychodelię &#8220;<strong>Dazed &amp; Confused</strong>&#8220;, w której to panowie sięgają muzycznego nieba, a to przecież debiutancki album! &#8220;<strong>Black Mountain Side</strong>&#8221; choć nie wyszedł spod pióra Zeppelinów, to jednak zagrany pięknie na akustyku, pokazuje troszkę inne wcielenie Jimmego, kto wie czy nie lepsze. O punkowym &#8220;<strong>Communication Breakdown</strong>&#8221; już nie wspominam. Album pięknie wieńczy, wielowątkowe &#8220;<strong>How Many More Times</strong>&#8220;. Panowie cztery dekady temu wykroili album, który zachwyca po dzień dzisiejszy i pewnie długo to jeszcze będzie robił &#8211; taka dola klasyków.</p>
<p>Teraz szok! 1969 rok i drugi album, kolejne 40 minut muzyki.<em> Dwójka</em> podobnie jak debiut zaczyna się kapitalnym utworem, co jak się później miało okazać &#8211; było normą u tych panów. O &#8220;<strong>Whole Lotta Love</strong>&#8221; napisano już wiele, ja dodam tylko, że to taka wizytówka zespołu – tekst oscylujący wokół tematu miłości, riff taki, że o Boże, no i <strong>Bonzo</strong>.</p>
<p><strong>Jonha Bonhama</strong> aka Bonzo, nie miałem jeszcze okazji tu przedstawić, a wydaję mi się, iż to idealny moment. Spróbujcie nakreślić ideał perkusisty rockowego. Pewnie będzie to wyglądało mniej więcej tak – szybki, potrafiący łamać rytm, przy czym nie gubiący się w jakiś niuansach. Do tego dodać <em>groove</em>, którego wielu perkusistów szuka i mamy ideał. Bonzo tłukł w bębny z cholerną pasją, jego nośne kawalkady dodawały muzyce Led Zeppelin jeszcze większego animuszu. Facet zainspirował całą rzeszę znanych pałkerów, z <strong>Wilkiem</strong> i <strong>Theodorem</strong> na czele, jednakże w moim mniemaniu to nadal niedościgniony wzór jeśli chodzi o rockowe bębny. John na tym albumie ma swoją pokazówkę, czyli osławiony &#8220;<strong>Moby Dick</strong>&#8220;, w którym to daje upust swojej fantazji i umiejętnościom, grając partie bez pałeczek.</p>
<p>Dwójka to też &#8220;<strong>Heartbreaker</strong>&#8220;, czyli klasyczny już riff i coś, co zaskakuje każdego podczas pierwszego odsłuchu, czyli nagłe urwanie głównego motywu piosenki i wejście ciszy, na której tle, Page śle solo w eter. Pomysłowość aranżacji to była jedna z największych zalet tych muzyków, umiejętności mieli na tyle duże, iż potrafili swobodnie oscylować wokół wielu stylistyk przy czym nie gubili pierwiastka siebie.</p>
<p>Zeppelini na fali popularności wypuścili w 1970 roku kolejny numerowany krążek, jednak już nieco inny, spokojniejszy, choć otwierający album, galopujący &#8220;<strong>Immigrant Song</strong>&#8221; może być nieco mylący. Mamy tu szybką jazdę pośród której wyróżnia się sekcja, a zwłaszcza bas &#8211; tu momenty chwały ma <strong>Jones</strong> i jego klangowany motyw. Na trzecim krążku widać kontrast w sferze tekstowej, Plant równie dobrze potrafił śpiewać o pierdołach typu imprezki, panienki, ale też opowiadał historie oparte o legendy. Ten zabieg stosował również na innych albumach, vide <strong>Tolkinowskie<em> </em></strong>&#8220;<strong>Ramble On</strong>&#8221; z <strong>II</strong> i &#8220;<strong>The Battle Of Evermore</strong>&#8220;<strong><em> </em></strong>z <strong>IV</strong>. Co najlepsze, Zeppelini brzmieli zaskakująco przekonująco w tego typu stylistyce.</p>
<p>Pisząc, że <strong>III</strong> jest spokojniejsza od poprzednich płyt, nie miałem na myśli smęcenia, czy jakiegoś balladowania, choć spokojne utwory też tu się znajdują (kapitalnie zaaranżowane &#8220;<strong>Friends</strong>&#8220;). Tyle tylko, że tu bardziej o produkcję się rozchodziło, użyto również nowych instrumentów, takich jak mandolina czy harmonijka ustna, co jednoznacznie kojarzyło się z spokojniejszym graniem.</p>
<p>W przypadku Led Zeppelin częste koncertowanie przekładało się na materiał albumowy. Mianowicie aby urozmaicać swoje koncerty, panowie często wplatali nowe elementy do utworów które już wcześniej znajdowały się na albumach. Często improwizowali, takie posunięcia pozwalały im na wyłapywanie motywów z których niejednokrotnie tworzono później nowy utwór. Żeby się o tym przekonać polecam sprawdzić płytę koncertową  <strong>The Song Remains The Same</strong>, gdzie znalazło się min. półgodzinne &#8220;Dazed &amp; Confused&#8221; czy trwające bez mała kwadrans, &#8220;Whole Lotta Love&#8221;.</p>
<p>Kilka słów o <strong>IV</strong>, choć może powinienem temu krążkowi z racji jego kultowości poświęcić więcej miejsca? Nie ma jednak na to czasu, choć albumów nie nagrali wiele, to jednak niemalże każdy był jakimś spektakularnym wydarzeniem, ciosem w innych próbujących nagrać coś wspaniałego – pokazującym im gdzie ich miejsce. Jak już wspominałem IV to najbardziej znany ich album. Do tego właśnie stwierdzenia przyczyniło się kilka aspektów, min. &#8220;Stairway To Heaven&#8221;, którego zajebistość nakazywała kupić cały album, vide polityka wydawnicza Zeppów, nie brała pod uwagę czegoś takiego jak single (świetny pomysł pod warunkiem, że jest się pewnym jakości materiału wypuszczanego). Po drugie &#8220;<strong>Black Dog</strong>&#8220;, kolejny słynny opener, kolejny riff do opodatkowania, wspomagany pełnym pasji wokalem. Po trzecie aura tajemniczości wytworzona wokół tytułu i miejsca jego powstania – dywagacje na temat czterech symboli znajdujących się na okładce.</p>
<p>Tylko, że IV to nie wyłącznie komercyjny sukces i świetnie zaplanowana kampania marketingowa (aż dziw bierze, że 40 lat temu nad czymś takim się zastanawiano), siła albumu oparta jest na zgrabnej mieszaninie folkowych naleciałościami z hard rockiem. Jedno i drugie panowie praktykowali wcześniej, jednak tu stężenie kapitalnego songwritingu sięga zenitu.</p>
<p>Ja osobiście chciałbym skupić się na trochę niedocenianym utworze, jakim jest &#8220;<strong>When The Levee Breaks</strong>&#8220;. Jest to kawałek kończący album, w zasadzie suita, ale nie to jest ważne. W ciągu tych 7 minut, ogarnianie kopary z podłogi to czynność zbędna. Ja nie wiem jak oni to zrobili, to jakiś ideał, coś do czego nagrania dąży każdy zespół, a tylko nielicznym się udaje. Zero zbędnych dźwięków, pieprzony epic win! Kurde, aż się podnieciłem. Niewiele utworów mogę słuchać na zapętleniu, aczkolwiek to jest jeden z wyjątków. Po czymś takim mogli zawiesić działalność i odejść w glorii chwały, jednak tego nie zrobili i… chwała im za to.</p>
<p>Takim akcentem ci muzycy zakończyli serię numerowanych albumów i oddali się w wir koncertowania, by po dwóch latach powrócić z płytą <strong>Houses Of The Holy</strong>. Był to powrót jak najbardziej udany, album zróżnicowany brzmieniowo i stylistycznie. Z jednej strony kipiący energią rozbuchanych hard rockowych jazd, w stylu The Song Remains The Same, czy dedykowany fanom &#8220;<strong>The Ocean</strong>&#8220;, w którym to znalazł się jeden z najbardziej kojarzonych Page&#8217;owych riffów.</p>
<p>Drugie oblicze tej płyty to nieco bardziej eksperymentalne granie &#8211; poszukujące, że tak powiem. Takie np. &#8220;<strong>The Rain Song</strong>&#8221; – rozmarzona, epicka, akustyczna ballada (określeń można by przypiąć jeszcze wiele), z świetnymi wątkami orkiestrowymi w tle. Jest też romans z reggae, czyli &#8220;<strong>D&#8217;yer Mak&#8217;er</strong>&#8221; (ponoć czytając tytuł wychodzi &#8220;dżamajka&#8221;), no i słynny progresywny &#8220;<strong>No Quarter</strong>&#8220;, w którym na koncertach wielkie umiejętności gry na klawiszach pokazywał Jones. Pośród wszystkich tych utworów, znajduje się również zabawne<strong> </strong>&#8220;<strong>The Crunge</strong>&#8220;, z przypominającymi akordeon, organami. Sam pisząc o tej płycie nie mogę wyjść z podziwu, że to już piąty studyjny album bez wyraźnej wpadki, praktycznie wszystko im wychodziło, aż głupio na siłę do czegoś się czepiać.</p>
<p>Tak oto trzymając się postawionego sobie celu, dochodzę do <strong>Physical Graffiti</strong>. Tu będzie chyba najciężej pisać, bo to album dwupłytowy &#8211; jedyny taki w dyskografii Led Zeppelin. Album wydany dwa lata po Houses Of The Holy w nowej, własnej wytwórni. Z racji tego, że to aż 80 minut muzyki nie będę skupiał się na każdym utworze tylko wyłapię absolutne perełki. Tak więc płyta pierwsza jest nietykalna, coś jak objawienie boskie. Od rozpoczęcia w postaci bujającego trzewia &#8220;<strong>Custard Pie</strong>&#8220;, po kończące orientalno-epickie &#8220;<strong>Kashmir</strong>&#8220;, serwowane nam jest muzyczne niebo w postaci riffów (&#8220;<strong>The Rover, Houses Of The Holy</strong>&#8220;), improwizowania (&#8220;<strong>In My Time Of Dying</strong>&#8220;<em><strong> </strong></em>w której Page użył technikę slide, o której wspominałem wcześniej), oraz eksperymentatorstwa (&#8220;<strong>Trampled Under Foot</strong>&#8221; – czy tylko ja tu słyszę <strong>Talking Heads</strong>?). Tego się panowie nie bali, najwidoczniej czuli się bardzo pewnie eksperymentując z brzmieniami, stylistykami i wszystkim tym na co pozwalał im, ich zmysł songwriterski. Jakby nie patrzeć byli to muzycy otwarci, chętni poszukiwań i poszerzania hard rocka, który przecież skostniałym gatunkiem nie był.</p>
<p>Druga płyta to jeszcze więcej zabawy, skakanie z ballad na folk (&#8220;<strong>Bron-Ya-Aur</strong>&#8220;), z folkowania na jakieś wielobarwne psychodeliki (&#8220;<strong>In The Light</strong>&#8220;). Blues, country, nawet taneczne boogie się znajdzie. Recenzent szukający jakiegoś wyłożenia się, srogo się zwiedzie. Miałem nie chwalić a chwalę, zaczyna mi być głupio, choć na usprawiedliwienie podam fakt, że pałam do nich miłością, taką niezaślepioną miłością, bo wad szukam, a nie znajduję. Wiadomo, pod koniec kariery tym panom zachciało się już eksperymentów na dobre, ale po sześciu wyżej opisanych albumach, mieli taki komfort iż mogli nagrywać co tylko chcieli – swoje dla muzyki już zrobili.</p>
<p>Jeszcze sprawa domniemanej reaktywacji, tak się zastanawiam kto chciałby słyszeć jak pomarszczony pan Plant wyśpiewuje linijki z takiego &#8220;<strong>Babe I&#8217;m Gonna Leave You</strong>&#8220;, czy znajdującego się obok &#8211; &#8220;You Shook Me&#8221;. Tak, tak przed grzechami młodości się nie ucieknie, choć jakie to grzechy? Raczej kwintesencja lat młodzieńczych. To nie są wiecznie młodzi, cudowni chłopcy. Jak wspominałem Plant brzmiał by mało wiarygodnie w swoich pierwszych tekstach, a i siwiuteńki mistrz gitary, tnący riffy na swoim Les Paulu, w kwestiach wiarygodności, lepiej niż Plant na pewno by nie wypadał. Poza tym nie ma Bonzo, gra w wykonaniu jego syna to nie to samo – nie ma tej dziczy.</p>
<p>Dane im było grać i nagrywać w czasach kiedy niemalże wszystko było dozwolone, w czasach gdzie pomysły iskrzyły się nagle i nagle bez większej obróbki, znajdowały się na płytach. Szkoda trochę, że nie dane mi było popierdalać w dzwonach i koszulach eksponujących klatę, bo najwidoczniej mam ku temu zapędy. Wiecie, ten tekst to taka nostalgia, tęsknota, a jednocześnie zazdrość, że nie egzystuje w szalonych czasach, a okresie gdzie rzeczywistość trzeba sobie ubarwiać. Niekażdy jest zdolny przetrwać bez wspomagania dekadę, w której to czci się <em>„kolędy”</em> w stylu <strong>Radiohead</strong>.</p>
<p>Myślę, że na tym zakończę, choć mógłbym jeszcze napisać, jakim to kapitalnym utworem rozpoczęli <strong>Presence</strong> i dodać wiele innych motywów, przemyśleń czy głębokich podniet, na temat ich nieziemskiego talentu. Zeppelini to dowód na to iż tytani chadzali kiedyś po świecie, spuściznę pozostawili taką iż ja &#8211; fan pięknych dźwięków, nieważne jak skonstruowanych, pływam w ich dyskografii jak w jakimś puddingu. Koniecznie waniliowym.</p>
<p>* Mołs/Moose -  jeden z użytkownikó naszego<a href="http://www.winyl.info/forum/"> forum</a>.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/02/16/dmuchawce-latawce-plonace-sterowce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapomniane arcydzieła &#8211; część pierwsza</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/01/22/zapomniane-arcydziela-pt-i/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/01/22/zapomniane-arcydziela-pt-i/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Jan 2010 20:25:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1379</guid>
		<description><![CDATA[
Jako, że redaktorów jest wielu, a z Internetem obchodzę się na zasadzie „żerowania”, to zero własnej inwencji w rozwijanie się na bekgrandzie tego molocha, przyczynia się do takich właśnie pomysłów. Otóż mocno musimy teraz kminić co opublikować na blogu żeby nie stracić swojej szansy – częstotliwość publikacji naszych artykułów.
Pomyślałem sobie, że unaocznianie niektórych muzycznych tworów, [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1902" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>J</strong></span>ako, że redaktorów jest wielu, a z Internetem obchodzę się na zasadzie „żerowania”, to zero własnej inwencji w rozwijanie się na bekgrandzie tego molocha, przyczynia się do takich właśnie pomysłów. Otóż mocno musimy teraz kminić co opublikować na blogu żeby nie stracić swojej szansy – częstotliwość publikacji naszych artykułów.<span id="more-1379"></span></p>
<p>Pomyślałem sobie, że unaocznianie niektórych muzycznych tworów, tych rocznikowo nieaktualnych jednakże muzycznie wybitnych, może być nie głupim pomysłem. W tym wpisie postaram się bardzo pobieżnie oblecieć lata &#8216;90. Liczę, że na jednym takim tematycznym artykule się nie skończy, tak więc może jeszcze kiedyś w lata &#8216;90 uderzę i nie będę uszczuplał.</p>
<p>Jakby spytać pierwszego lepszego oblatywacza naszego bloga/forum co kojarzy mu się z latami &#8216;90tymi zapewne odpowiedział by „grandż, sladże, ogólnie brzmienia heavy”. Ja zabiorę się za to z trochę innej strony.</p>
<p>A więc zapuszczamy włosy i lecimy na kon&#8230; Jaki znowuż koncert? Hangar, pole pod Bristolem, zabawa w acidowego filatelistę, przypadkowy seks w okolicznym kibelku. <strong>Jack Dangers </strong>pewnie tego wszystkiego doświadczył, był tam, widział to. Taką też muzykę grał. Jego ekwipunek muzyczny też brzmi tak jakby między pokrętła, dzyndzle, ktoś powciskał kwas. Pytanie czy w takich okolicznościach można było nagrywać kapitalną muzykę, którą można by śmiało nazwać spuścizną lat &#8216;90? Otóż odpowiedź brzmi tak, na <strong>Satyriconie</strong> kolo łączy tak jakby tęcze z narkotycznym tripem. Pozytywny przekaz, na funkowych bitach z echami dubu. Kwintesencja zabawy w UK dwie dekady wcześniej, istne elektroniczne <em>„Peace and Love”</em>. Nie wspomnę już nawet jak dużą inspiracją dla późniejszych elektronicznych freaków była zawartość tego albumu.</p>
<p>W tym samym czasie za oceanem nieco inna kultura ludzi bawiła się w równie zjawiskowe rzeczy, tylko tym razem z wykorzystaniem gardła i gitarowego zgiełku. <strong>Drive Like Jehu</strong> w 1994 wydało krążek <strong>Yank Crime</strong> &#8211; majestatyczne post-hardcore&#8217;owe jazdy, w których nie tylko o jazdę chodziło. Gdyby nie odwaga tych grajków pewnie dzisiejszy połamany hardcore dopiero by raczkował, a takiego <strong>Calculating Infinity, Remission</strong> czy nawet <strong>Jane Doe</strong> długo byśmy nie usłyszeli. Co tam &#8220;matma&#8221;, oni kminili też post-rock, jednak nie w takiej miałkiej formule jak dziś. Wiadomo w Washington DC i okolicznych scenach nie tylko oni się w takie mariaże bawili, jednak uściślając oni na Yank Crime przycudowali i… odeszli w zapomnienie. Trzeba było wyżywić jakoś rodzinę, nie? A muzykowanie odpowiednich środków im niestety nie przynosiło.</p>
<p>Dobra, wracamy do UK bo zrobiło się smutno coś. Lata 1994 – 1998 to w Anglii lata w których wystrzelił breakbeat i wszelakie jego pochodne, z big beatem na czele. Z tej stylistyki  nieobcykany skuma <strong>The Chemical Brothers</strong> i <strong>The Prodigy</strong>, a to tylko komercyjny wierzchołek tej stylistyki.<strong> Lunatic Calm</strong> to wydawałoby się jedni z wielu babrających się w łamanie beatów, ale oni mieli brzmienie, oni mieli spore stężenie zajebistości, za którym szedł pomysł na tworzenie epickich tracków. Powiem tak <strong>- Howlett </strong>nigdy nie miał tak cudownego kryształu w bitach jak oni. Grali trip-hop z rozmachem, żeby zaraz przyłoić niemalże rave&#8217;ową energią. Podczas odsłuchu tego krążka czuć mimo wszystko spójność i aurę tajemniczości, coś w rodzaju soundtracka pod nocną ucieczkę przed policją.</p>
<p>Moje miałkie gloryfikowanie zakończę tak jak zacząłem czyli pójdę na koncert. Britpop pewnie większości zaglądających na bloga kojarzy się z &#8220;<strong>Song 2</strong>&#8220;, które britpopem nie jest. Gatunek ten to istny zastęp songwriterów kumających rzeczywistość troszkę bardziej emocjonalnie, nierzadko z humorem i charakterkiem. <strong>Mansun</strong> w tym przypadku akurat się nie wyróżnia, nawet debiut mieli taki jak większość: wpadające w ucho melodyjki, teksty traktujące jakie to jest życie, w oczach młodego niepokornego łepka itd. Tego co słuchacze mieli usłyszeć na drugim LP’ku <strong>Six</strong>, chyba nikt się nie spodziewał. Mansun nagle stali się megaartystyczni i wyuzdani dźwiękowo, z tekstami <em>„jak to było by gdybym był dziewczyną”.</em> Six to, śmiem twierdzić, album o niebo lepszy od <strong>OK Computer</strong> – odważniejszy, bardziej bezpośredni. Wyobrażam sobie jaki musiał to być szok dla słuchaczy którzy pamiętając kapitalne hooki z debiutu, usłyszeli nagle wielowątkowe dźwiękowe suity. Takie rewolucje w muzyce charakterystyczne były dla lat &#8216;70, a tu nagle w &#8216;98 britpopowcy kroją kumacki prog rock dla nie kumających <strong>Floydów</strong> i innych <strong>Crimsonów</strong>.</p>
<p>Tyle jak na razie starczy myślę, chciało by się wam jeszcze coś czytać? Tak myślałem, a więc adios do następnego picowania zapomnianych kozaków.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/01/22/zapomniane-arcydziela-pt-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku 2009: ReneGad</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/01/14/podsumowanie-muzyczne-rok-2009-%e2%80%93-gad/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/01/14/podsumowanie-muzyczne-rok-2009-%e2%80%93-gad/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jan 2010 17:14:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=1296</guid>
		<description><![CDATA[
Hey wszystkim w nowym 2010 roku!
Jednak na chwilę wrócimy jeszcze do ubiegłego luknąć co tam leciało u mnie na głośnikach. Wspomnę jeszcze, że pisząc to podsumowanie nie wiem jak wyglądają „topki” reszty redakcji, jednak strzelam w ciemno, iż w większości wypadków rocznik 09 rozczarował. Muzyczny rok 2009 jawi mi się jako rok w którym na [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a><br />
<span style="font-size: 24px;"><strong>H</strong></span>ey wszystkim w nowym 2010 roku!</p>
<p>Jednak na chwilę wrócimy jeszcze do ubiegłego luknąć co tam leciało u mnie na głośnikach. Wspomnę jeszcze, że pisząc to podsumowanie nie wiem jak wyglądają „topki” reszty redakcji, jednak strzelam w ciemno, iż w większości wypadków rocznik 09 rozczarował. Muzyczny rok 2009 jawi mi się jako rok w którym na moich playlistach panowało istne „<em>stormy weather</em>” z przebłyskami na upały. Powiem tak, trochę szkoda mi czasu na grzebanie w gitarowym graniu, tyle dobrego może mnie ominąć, a co roku to jakoś szybciej to wszystko leci. Widzicie, eksploracja gatunków na naszym blogu z racji iż jest nas wielu jest iście eklektyczna, vide każdy znajdzie coś dla siebie w tych podsumowaniach. Moje podobnie jak Nooka i nie tylko jego, ułożone jest z dużym kontrastem stylistycznym. Choć końcówkę roku królowała u mnie elektronika, to jednak gitary jakby nie patrzeć zdominowały podsumowanie. Paradoks? Być może, jednak w nowym roku spodziewajcie się Gada nieco odmienionego &#8211; myślę, że końcówka 2009 odciśnie piętno na 2010.<br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p><span id="more-1296"></span></p>
<h1>10 najlepszych płyt roku</h1>
<h2>10. Placebo &#8211; Battle For the Sun</h2>
<blockquote>
<p style="text-align: left;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/PLACEBO-BATTLE1.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2007" title="PLACEBO-BATTLE" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/PLACEBO-BATTLE1.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Dwa koncerty w przeciągu pół roku zaważyły na tym iż <strong>Molko</strong> i spółka znaleźli się w topce.</p>
<p>Sam album mnie nie zawiódł, gdzieś tam podobał się na tyle by stać się nieodłączną częścią melanży, muzycznych kontemplacji przy specyfikach takich i owakich, podróżach polską koleją itd. Płyta mimo wszystko chwytliwa, bez zamulaczy, z nową siłą za garami, świetny singiel &#8220;<strong>Ashtray Heart</strong>&#8220;, jeszcze lepszy kawałek tytułowy i zamykający krążek &#8220;<strong>Kings of Medicine</strong>&#8220;, to utwory warte odnotowania, choć reszta nie wiele im ustępuje.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>9. Manic Street Preachers &#8211; Journal For Plague Lovers</h2>
<blockquote>
<p style="text-align: left;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/manic.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1996" title="manic" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/manic.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Głośny album dosłownie i w przenośni. Wykorzystanie tekstów zaginionego członka zespołu, z którym chyba już nigdy nie dowiemy się co dokładnie się stało, było tematem wielu dyskusji w brytyjskiej (i nie tylko) prasie. Poza tym ten album to powrót Manicsów do klimatów rodem z absolutu <strong>The Holy Bible</strong>, czyli rzężących gitar, agresywnych tekstów skandowanych przez kapitalnego wokalistę jakim jest <strong>Bradfield</strong>. Oraz oczywiście urzekające melodie, tego akurat w muzyce MSP nigdy nie brakowało &#8211; powrót godzien mistrzów jak najbardziej.</p>
</blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>8. Converge &#8211; Axe To Fall</h2>
<blockquote>
<p style="text-align: left;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/converge-axe_to_fall.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1997" title="converge-axe_to_fall" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/converge-axe_to_fall.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Jak mogliście niedawno przeczytać w mojej recenzji, nie za bardzo za nimi przepadałem, jednak wszystko zmieniło się z tym rokiem. Na <strong>Axe To Fall</strong> mam to, czego brakowało mi na <strong>Jane Doe</strong>, czyli cholernie przejrzystą, niezwalniajacą perkę, nieco wygładzony wokal (choć ciężko to nazwać gładkim wokalem), riffy na poziomie takim, że wyżej się chyba nie da (&#8220;<strong>Dark Horse</strong>&#8220;, &#8220;<strong>Effigy</strong>&#8220;) i zdecydowaną nutkę eksperymentów w których znalazło się miejsce na melodie (&#8220;<strong>Cruel Boom</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Wretched World</strong>&#8220;). Zespół z miejsca zyskał moją sympatię, a to już wyczyn mając na uwadze moje wcześniejsze zdanie na temat tych szaleńców.</p>
</blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>7. Shackleton &#8211; Three EPs</h2>
<blockquote><p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/shackleton-three_eps.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1998" title="shackleton-three_eps" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/shackleton-three_eps.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Z tego typu muzyką nigdy wcześniej nie miałem do czynienia. Hajp na dubstep omijałem jak tylko się da, ale w końcu moja barykada padła. Wszystko za sprawą tego iż ten ultra-uber-mega niemelodyjny gatunek zmierza w jak najbardziej odpowiednią stronę, romansując z breakbeatem, minimalem czy drum’n’bassem. Shackleton to, śmiem twierdzić, najbardziej zjawiskowy twórca dubstepowy, z tych z którymi miałem do czynienia ostatnimi czasy, a musicie wiedzieć, że nieźle z dubstepem popłynąłem. Czynnik X w przypadku Shacka to mętny klimat, rytualne loopy i minimalizm wyrażający więcej niż niejeden wypakowany po brzegi aranżacyjny kolos. Jakby nie patrzeć dzięki niemu zacząłem pływać w odmętach, nie koniecznie miejskich.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>6. DrumAttic Twins &#8211; Hammer &amp; Tongs</h2>
<blockquote><p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/drumaTT.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1999" title="drumaTT" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/drumaTT.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Kolejny przedstawiciel gatunku który w &#8216;09 królował na moim sprzęcie grającym, a wcześniej raczej niedostrzeżony (vide z łamańców znałem tylko <strong>Evil Nine</strong>) przeze mnie. Beaty &#8211; o to tu się rozchodzi w głównej mierze, basowe pochody, kreatywna zabawa samplami &#8211; to cała reszta. Hipnotyzowanie tymi strukturami dźwiękowymi jest na tyle dotkliwe, iż nie idzie usiedzieć podczas odsłuchu tej płyty. Hasło „<em>Don’t be so fucking drumattic</em>” towarzyszyło mi niemalże okrągły rok, a klawisze w &#8220;<strong>Back To The Old School</strong>&#8221; to jakiś „nowy” standard zajebistości.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>5. The Prodigy &#8211; Invaders Must die</h2>
<blockquote><p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/the-prodigy-invaders-must-die.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2000" title="the-prodigy-invaders-must-die" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/the-prodigy-invaders-must-die.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Zdecydowanie ten rok minął mi pod znakiem mrówki. Na <strong>Openera</strong> jechałem znając tylko &#8220;<strong>Smack My Bitch Up</strong>&#8220;,<strong> </strong>wyjechałem będąc wielkim fanem ich muzyki. Jeżeli wydarzenie koncertowe może zmienić coś w kwestii postrzegania zespołu to uwierzcie, że <strong>The Prodigy</strong> na koncertach zyskuje co najmniej o połowę więcej w stosunku do płyt. W przypadku ich show pojęcie „wiksa” nabiera nowego znaczenia. Walka o życie w takty rave&#8217;owego revivalu w wykonaniu <strong>Howletta</strong> &#8211; polecam każdemu coś takiego przeżyć, a samo <strong>IMD</strong> to udane wskrzeszenie legendy i powrót do dźwięków dzięki którym <strong>Liam</strong> i spółka zasłynęli w latach &#8216;90.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>4. Kasabian &#8211; West Ryder Pauper Lunatic Asylum</h2>
<blockquote>
<p style="text-align: left;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/kasabian.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2002" title="kasabian" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/kasabian.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Na <strong>Kasabian</strong> wieszano już psy, że niby nie nagrają dobrego albumu, że niby dobre single to jedyne na co ich stać, a tu mamy największa brytyjską rockową niespodziankę. Buńczuczni muzycy którzy od zawsze marzyli by stać się zespołem wielkim, zrobili krok ku spełnieniu swych marzeń &#8211; wykroili cholernie klimatyczny twór z singlami i nie tylko. Świetne hooki, odważne eksperymenty, niesamowity wokal, to wszystko spowodowało, że nie tylko słuchacze w Europie ich pokochali &#8211; znaleźli fanów wśród takich nazwisk jak <strong>Tarantino</strong> czy <strong>Guy Richie</strong>, którzy chętnie usłyszeli by ich w swoich filmach.</p>
</blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>3. C-Mon &amp; Kypski &#8211; We Are Square</h2>
<blockquote><p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/C-mon-Kypski-We-Are-Square-Cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2003" title="C-mon-Kypski-We-Are-Square-Cover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/C-mon-Kypski-We-Are-Square-Cover.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Uwielbiam takich muzyków – cholernie utalentowanych, otwartych, pomysłowych i inteligentnych &#8211; fakt, wielu takich nie ma, jednak w niewielkiej Holandii co drugi taki jest. Gdybym mógł napuścił bym jakiś międzynarodowy hajp na nich, ale takiej mocy nie mam, jednak przynajmniej Wam mogę ich wcisnąć. Ten krążek to dosyć duża zmiana w stosunku do ich wcześniejszych wydawnictw – więcej żywego grania, więcej wokali. Jedno nie uległo zmianie, to nadal zdrowa zabawa stylistykami, muzyka na tym krążku to coś, czemu nie sposób przylepić łatkę. Choć na upartego, czemu nie &#8211; modern world music okraszone przepalonym poczuciem humoru ^^.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>2. Moderat &#8211; Moderat</h2>
<blockquote><p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/Moderat1.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2005" title="Moderat1" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/Moderat1.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Kiedy w wakacje usłyszałem &#8220;<strong>A New Error</strong>&#8221; na trójce, zmęczony, w drodze z  roboty o godzinie bodajże 3 w nocy, poczułem się jak w niebie. Ja i mój kumpel zamilknęliśmy na kilka minut podczas odsłuchu owego kawałka i nie ogarnialiśmy zupełnie. Pierwszy raz słyszałem tego typu muzykę (który to raz w tym roku?) i z miejsca ją pokochałem. Później wszystko potoczyło się szybko, poszukiwania niejakiego <strong>Moderatu</strong> w necie i odsłuch płyty która okazała się na tyle dobra aby znaleźć się w czubie mojego podsumowania. Plastik z duszą.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h2>1. Karnivool &#8211; Sound Awake</h2>
<blockquote>
<p style="text-align: left;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/karnivoolcover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2006" title="karnivoolcover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/karnivoolcover.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Cztery lata. Tyle trzeba było czekać na następce <strong>Thematy</strong>, jeśli w takim tempie będą nagrywać kolejne albumy to szybko się zestarzeją, dyskografię będą mieli ubogą acz wypełnioną samymi cudami, no i nikt spoza Australii o nich nie będzie wiedział. Kolesie nagrywający na drugim końcu świata dobrze wiedzą co jest teraz modne, kumają muzykę jak nikt inny. Wiedzą gdzie przywalić, kiedy zwolnić i robią to z takim smakiem iż zaczynam myśleć, że <strong>Comatorium</strong> <strong>Volty</strong> to nie jedyny błysk w oku staruszka co się zowie &#8220;progressive rock&#8221;.  Jeśli moje pierwsze zdanie zakrawa pod śmieszność, to ja zwracam honor chłopakom z <strong>Karnivool</strong> i życzę im, aby mój scenariusz dla nich nie spełnił się w 100%.</p>
</blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h1>Utwór roku</h1>
<blockquote><p>Chyba wiecie co tu będzie. A New Error to magia w stylistyce która wcześniej mnie nie czarowała.</p></blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><p><a href="http://www.winyl.info/2010/01/14/podsumowanie-muzyczne-rok-2009-%e2%80%93-gad/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p></strong></p>
</blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h1>Teledysk roku</h1>
<blockquote><p>Duet singli Karnivool okraszony kontrastującymi klipami. Tak naprawdę ta płyta to jeden wielki kontrast.</p></blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><p><a href="http://www.winyl.info/2010/01/14/podsumowanie-muzyczne-rok-2009-%e2%80%93-gad/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p></strong></p>
</blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><p><a href="http://www.winyl.info/2010/01/14/podsumowanie-muzyczne-rok-2009-%e2%80%93-gad/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p></strong></p>
</blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h1>Wydarzenie roku</h1>
<blockquote><p>Proste. Koncerty – <strong>Opener</strong> i <strong>Woodstock </strong>to zdecydowanie dwie największe muzyczne imprezy w Polsce, a ja na nich byłem z zajebistymi ludźmi. Czego chcieć więcej?</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<h1>Zawód roku</h1>
<blockquote><p>Tu będzie ciężko. Z mojej strony w kierunku kilku kapel chyba coś przestało pykać, tu mam na myśli <strong>Mastodon</strong> i The Mars Volta. Aczkolwiek bardzo możliwe, że kolejne ich dzieła coś zmienią &#8211; nie wiele trzeba by tak było – powrót szaleństwa, to tyczy się obu kapel.</p></blockquote>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span><br />
Teraz jeszcze zapodam sprostowanie/legende, hmm sam nie wiem jak to nazwać &#8211; otóż jak to jest, że w topce znalazło się „to” a nie „tamto”. Aby skroić podsumowanie, zestawiłem sobie około 30 krążków z tego roku, 30 lpeków w których były rzeczy bardzo dobre i dobre, a kwestia tego co się tu znalazło rozchodzi się głównie o czas obcowania z danym albumem, bądź jak w przypadku Placebo i The Prodigy – obecność na koncertach. Więc alternatywnych topek mógłbym wam bazgrnąć jeszcze co najmniej dwie, a albumy w nich zawarte nie ustępowały by w moim mniemaniu opublikowanemu podsumowaniu – no może z wyjątkiem podium. Aczkolwiek to czas był wrogiem więc macie Gadzie Top 10 takie a nie inne.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/01/14/podsumowanie-muzyczne-rok-2009-%e2%80%93-gad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
