
Wżyciu można spróbować wszystkiego, nie ważne czy to parząca papryczka chilli, czy grzybki halucynogenne. Choć wolność wyboru nierzadko jest nam ograniczana, to jednak są drogi okrężne, coś w rodzaju „po co pieprzyć system, lepiej go obejść”.
Czytaj dalej »

Szwajcar Dimitri Grimm już na Winylu kiedyś się pojawił, fakt recenzja Runbox Weathers gdzieś w czeluściach Internetu się zagubiła i nie znajdziecie jej w naszym winylowym spisie, to jednak mimo wszystko gorąco ten krążek polecam.
Czytaj dalej »

Zdaję sobie sprawę, że na poletku muzyki o której dziś będę pisał dopiero co raczkuję. Jako, że nie jestem typem rozkminiającym się nad tym jakie miasto jest, gdy słońce idzie spać, to hajpowany z każdej strony dubstep, omijałem szerokim łukiem. Jednak jakiś impuls, może zwyczajne znużenie muzyczne, które co jakiś czas mnie nachodzi, nakazało mi nakraść dubstepu z rocznikiem ’09.
Czytaj dalej »

Melodie, emocje, eksperymentalność – wśród tych trzech słów czai się klucz do mojego muzycznego dumania na ten tydzień. Przeważnie w recenzjach starałem się zwracać uwagę na zespoły/artystów potencjalnie trafiających w bliżej nieokreślone spektrum słuchaczy. Ale to była tylko recenzja, tylko jeden artysta i album, dziś jak widać zadanie mam ułatwione.
Czytaj dalej »

Ostatnio brakuje mi witamin. Ale brakuje też cukrów, magnezu i innych życiodajnych substancji. Prowadzę z lekka destrukcyjny tryb życia. Gdyby Mołs* zdecydował się na stworzenie sekty, reklamowanej hasłem „Mam wyjebane na 100%”, byłbym jego prawą ręką. Ba! Może nawet zrobiłbym jakąś konkurencyjną akcje. Czytaj dalej »

Jako, że redaktorów jest wielu, a z Internetem obchodzę się na zasadzie „żerowania”, to zero własnej inwencji w rozwijanie się na bekgrandzie tego molocha, przyczynia się do takich właśnie pomysłów. Otóż mocno musimy teraz kminić co opublikować na blogu żeby nie stracić swojej szansy – częstotliwość publikacji naszych artykułów. Czytaj dalej »

Hey wszystkim w nowym 2010 roku!
Jednak na chwilę wrócimy jeszcze do ubiegłego luknąć co tam leciało u mnie na głośnikach. Wspomnę jeszcze, że pisząc to podsumowanie nie wiem jak wyglądają „topki” reszty redakcji, jednak strzelam w ciemno, iż w większości wypadków rocznik 09 rozczarował. Muzyczny rok 2009 jawi mi się jako rok w którym na moich playlistach panowało istne „stormy weather” z przebłyskami na upały. Powiem tak, trochę szkoda mi czasu na grzebanie w gitarowym graniu, tyle dobrego może mnie ominąć, a co roku to jakoś szybciej to wszystko leci. Widzicie, eksploracja gatunków na naszym blogu z racji iż jest nas wielu jest iście eklektyczna, vide każdy znajdzie coś dla siebie w tych podsumowaniach. Moje podobnie jak Nooka i nie tylko jego, ułożone jest z dużym kontrastem stylistycznym. Choć końcówkę roku królowała u mnie elektronika, to jednak gitary jakby nie patrzeć zdominowały podsumowanie. Paradoks? Być może, jednak w nowym roku spodziewajcie się Gada nieco odmienionego – myślę, że końcówka 2009 odciśnie piętno na 2010.
Czytaj dalej »
Napisany 19 gru 2009 przez renegad | Napisane w drum'n'bass, experimental, funk, hip-hop, jazz, metal | Otagowane drum'n'bass, experimental, funk, hip-hop, jazz, metal | 4 komentarzy »

“Jazz is weird” takimi słowami Alex Lifeson, gitarzysta zespołu Rush rozpoczął swoją improwizację gitarową podczas festiwalu Rock In Rio w utworze „La Villa Strangiato” i choć mówił to w żartach, to jednak sporo jest w tym racji. Jazz sam w sobie to muzyka często nieco szalona, spontaniczna, pełna instrumentalnej „duchoty” i nierzadko, ciężka do ogarnięcia za pierwszym odsłuchem. Dlatego zabierając się za jazz trzeba być ostrożnym, teoria na nic się zdaje, bo o tych 4 literkach ciężko się pisze, a przelanie na papier ogromu i przepychu niektórych albumów jazzowych pochłonęło by sporej wielkości las
. Jako, że jestem typem który nie lubi stagnacji w muzyce, to przepadam za wszelakimi mariażami stylistycznymi, a jazz w takowych mariażach idealnie się sprawdza i często tworzy „nową jakość”. O tej mojej subiektywnej „nowej jakości” troszkę tu nabazgram
Czytaj dalej »


„Better than Crack The Skye„ – heh, śmieszy nieco ta sztucznie stworzona konkurencja pomiędzy muzykami z Savannah a Mastodon. Pewnym jest, że Baroness inspirowali się kolegami po fachu, jednak ich brzmienie jest inne. „Red Album” namieszał, ale również z miejsca pojawiły się porównania do wspominanej kapeli, dlatego uważam, że „Blue Record” jest dla nich albumem przełomowym, takim żeby nieco uciszyć krytyków i pokazać, że grają po swojemu na własną, nie-Mastodonową modłę.
Czytaj dalej »


Rok 2009 zdecydowanie rozpieszcza, ja tak mówię. W kwestiach ciężkiego grania tym bardziej, ile to już dobrych krążków tu i tam się pojawiło, a jeszcze przecież Slayer wielkimi krokami nadciąga, no i Converge – na nich pewnie wielu czekało z utęsknieniem. Ja osobiście nie bardzo, tym bardziej mój zachwyt nad zawartością Axe To Fall jest większy. Dookoła wychwalane pod niebiosa Jane Doe za pierwszym razem mnie wręcz odrzuciło, epicki hardcore z charakterystycznym nieludzkim wokalem (no demon to przecie) przestraszyło mnie ciężarem i chaosem – ja raczej do pogodnych osób się zaliczam.
Czytaj dalej »