<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>:: Winyl :: &#187; uchot</title>
	<atom:link href="http://www.winyl.info/author/uchot/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.winyl.info</link>
	<description>W 33 obroty dookoła muzyki</description>
	<lastBuildDate>Sat, 24 Jul 2010 09:58:36 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Eric Johnson &#8211; Ah Via Musicom</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/07/17/eric-johnson-ah-via-musicom/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/07/17/eric-johnson-ah-via-musicom/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 19:44:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>uchot</dc:creator>
				<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=150</guid>
		<description><![CDATA[
Gitarowa muzyka instrumentalna jest często kojarzona z przesadnym uwydatnieniem wirtuozerii i utworami zanadto przepełnionymi szybkimi przebiegami po skalach i pasażach, które dla przeciętnego słuchacza są mało interesujące. Jednakże czy wszyscy gitarzyści grający jako soliści skupiają się jedynie na aspekcie technicznym? Nie. Przykładem muzyka, który w swoich kompozycjach postawił na melodyjność i brzmienie jest Eric Johnson. [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i26.tinypic.com/20h5193.png" alt="Masta" /><img class="alignright" style="float:right;" src="http://i38.tinypic.com/24uw02t.png" alt="serj" /><br />
<span style="font-size:24px;"><strong>G</strong></span>itarowa muzyka instrumentalna jest często kojarzona z przesadnym uwydatnieniem wirtuozerii i utworami zanadto przepełnionymi szybkimi przebiegami po skalach i pasażach, które dla przeciętnego słuchacza są mało interesujące. Jednakże czy wszyscy gitarzyści grający jako soliści skupiają się jedynie na aspekcie technicznym? Nie. Przykładem muzyka, który w swoich kompozycjach postawił na melodyjność i brzmienie jest <strong>Eric Johnson</strong>. Jego album &#8220;<strong>Ah Via Musicom</strong>&#8221; z powodzeniem podbił serca słuchaczy (&#8220;<strong>Trademark</strong>&#8221; walczył na równi z najpopularniejszymi piosenkami pop) i właśnie tę płytę Johnsona chciałbym wam przybliżyć.</p>
<p><span id="more-150"></span></p>
<p>Album zaczyna się tytułową kompozycją, która jest niejako wstępem do drugiej kompozycji, znanej większości osób interesujących się tego typu muzyką, którą jest &#8220;<strong>Cliffs of Dover</strong>&#8220;. Utwór otwiera ultra-szybki pasaż zagrany charakterystyczną techniką kostkowania, lecz już po chwili wchodzi skoczny temat, który niezwykle zapada w pamięć. Partie solowe Erica dopełniają całości. W przeciwieństwie do &#8220;shredderów&#8221; i &#8220;szybkobiegaczy&#8221; Johnson nie rzuca &#8220;nut na wiatr&#8221; &#8211; wszystko jest przemyślane i pełne melodii. Po &#8220;Cliffs of Dover&#8221; nadchodzi kolejna popularna kompozycja &#8211; &#8220;<strong>Desert Rose</strong>&#8220;. Tym razem usłyszymy całkiem dobry wokal Erica, dzięki któremu całość brzmi nieco jak pop-rock przełomu lat 80. i 90. chociaż w porównaniu do ogółu artystów wykonujących pop-rock Johnson jest świetnym muzykiem, a jego piosenki nie są kiczowate. Do tego mamy tu dwa niesamowite sola, których nie uświadczymy w żadnej piosence tego typu. Po moim zdaniem nieco mniej ciekawych &#8220;<strong>High Landrons</strong>&#8221; i &#8220;<strong>Stevie&#8217;s Boogie</strong>&#8221; nadchodzi instrumentalny &#8220;<strong>Trademark</strong>&#8220;. Prawdziwe arcydzieło to jedyne słowa, które oddadzą to, co uświadczymy w tym utworze. Przepiękne tematy, świetna praca sekcji i po prostu ogromna dawka emocji powodują, że mamy do czynienia z kompozycją, co tu dużo mówić perfekcyjną. Każda nuta wydobywająca się z gitary Johnsona emanuje tu perfekcją i geniuszem gitarzysty, a kompozycja zdaje się niejako płynąć. O chociaż jednym takim utworze jak &#8220;Trademark&#8221; marzy każdy muzyk. Po &#8220;Trademark&#8221; wchodzi całkiem ciekawa piosenka, jaką jest &#8220;<strong>Nothing Can Keep Me From You</strong>&#8221; utrzymana w tej samej stylistyce co &#8220;Desert Rose&#8221;. Nie każdemu muszą spodobać się utwory, w których pojawia się wokal Johnsona. Moim zdaniem są dobre, ale nie tak wybitne jak kompozycje instrumentalne. Ósmą kompozycją &#8220;Ah Via Musicom&#8221; jest mały przerywnik akustyczny &#8220;<strong>Song For George</strong>&#8220;, po którym następuje mocno inspirowany bluesem i rockiem &#8220;<strong>Righteous</strong>&#8220;. Ostatnią, jedenastą kompozycją albumu jest &#8220;<strong>East Wes</strong>&#8221; inspirowany jazzowym gitarzystą <strong>Wesem Montgomery</strong>. Uświadczymy tu tak jak w &#8220;Trademark&#8221; geniuszu Johnsona. Nie będę się tu już rozpisywał, bo o takich świetnych kawałkach można pisać w nieskończoność. Powiem jedynie, że Eric świetnie połączył elementy charakterystyczne dla Montgomeryego jak i dla samego siebie.</p>
<p>Nadchodzi moment, w którym trzeba ocenić album. To bardzo trudne zadanie. Z jednej strony za dzieła instrumentalne należy się więcej, niż 10/10, bo one są więcej niż nieskazitelne. Z drugiej jednak strony mamy tu kompozycje pokroju &#8220;High Landrons&#8221; czy &#8220;Nothing Can Keep Me From You&#8221;, które zasługują na 7/10 (mam tu na myśli piosenki, w których występuje wokal). Moja ocena, zatem wynika z matematyki, a nie do końca z mojego zdania na temat tego albumu.</p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<p align="center"><span style="font-size:30px;"><strong>Ocena: 8+/10</strong></span></p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;Ah Via Musicom&#8221; – 2:04</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=55nAwmVLQSk">Cliffs of Dover</a>&#8221; – 4:10</strong></li>
<li><strong>&#8220;Desert Rose&#8221; – 4:55 </strong></li>
<li><strong>&#8220;High Landrons&#8221; – 5:46</strong></li>
<li><strong>&#8220;Steve&#8217;s Boogie&#8221; – 1:51</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=z4rKijXCm3w">Trademark</a>&#8221; – 4:45</strong></li>
<li><strong>&#8220;Nothing Can Keep Me from You&#8221; – 4:23</strong></li>
<li><strong>&#8220;Song for George&#8221; – 1:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;Righteous&#8221; – 3:27</strong></li>
<li><strong>&#8220;Forty Mile Town&#8221; – 4:13</strong></li>
<li><strong>&#8220;East Wes&#8221; – 3:28</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 40:49</strong></p>
<p><strong>Data wydania: luty, 1990</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/07/17/eric-johnson-ah-via-musicom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stevie Ray Vaughan and Double Trouble &#8211; Texas Flood</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/06/06/stevie-ray-vaughan-and-double-trouble-texas-flood/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/06/06/stevie-ray-vaughan-and-double-trouble-texas-flood/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jun 2008 16:54:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>uchot</dc:creator>
				<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=111</guid>
		<description><![CDATA[
Początek lat 80 kojarzy się muzycznie przede wszystkim z erą glam-rocka i co raz to ostrzejszych odmian metalu. A zatem, jak to możliwe, że w tym samym okresie na szczyty amerykańskich oraz brytyjskich list przebojów dostał się zespół grający teoretycznie umarły już w tamtej chwili gatunek Rhythm and Blues? Aby rozjaśnić wam sytuację warto byłoby [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i26.tinypic.com/20h5193.png" alt="uchot" /><img class="alignright" style="float:right;" src="http://i28.tinypic.com/2lt3tcn.png" alt="s" /><br />
<span style="font-size:24px;"><strong>P</strong></span>oczątek lat 80 kojarzy się muzycznie przede wszystkim z erą <em>glam-rocka</em> i co raz to ostrzejszych odmian metalu. A zatem, jak to możliwe, że w tym samym okresie na szczyty amerykańskich oraz brytyjskich list przebojów dostał się zespół grający teoretycznie umarły już w tamtej chwili gatunek <em>Rhythm and Blues</em>? Aby rozjaśnić wam sytuację warto byłoby powiedzieć parę słów o <strong>Vaughanie</strong>, jego życiu oraz grze na gitarze.</p>
<p><span id="more-111"></span></p>
<p><strong>SRV</strong> to człowiek, który całe swoje życie poświęcił muzyce. W wieku kilkunastu lat zakończył swoją edukację, aby nauczyć się grac na gitarze i by poznać tych, których ubóstwiał. Zrealizował swój cel niedługo później podczas nocy spędzanych na jam session. W ten sposób zagrał i osobiście poznał wielu swoich idoli m.in. <strong>Alberta Kinga</strong>. Stevie Ray był osobą, która czerpała inspirację wprost z niezliczonej ilości źródeł. Wkrótce Vaughan dołączył do zespołu <strong>Double Trouble</strong>. Kapela ta została zauważona podczas występu na festiwalu Montreux. Umożliwiło to im nagranie debiutanckiej płyty, która jest przedmiotem tej recenzji.</p>
<p>Składa się ona z 11 piosenek oraz kilku wykonań koncertowych. Krążek rozpoczyna się energicznym &#8220;<strong>Love Struck Baby</strong>&#8220;, który od razu pokazuje nam, z jakim typem muzyki mamy do czynienia, ale nie jest to najlepszy utwór tej płyty. Już dwie minuty później słyszymy pentatoniczną zagrywkę gitarową popartą niesamowitym atakiem prawej ręki. W ten sposób rozpoczyna się jeden z największych przebojów zespołu &#8220;<strong>Pride and Joy</strong>&#8220;. Wspaniała gra Steviego oraz potężna dawka wpadających w ucho melodii czyni go doskonałą piosenką bluesową. Mnie osobiście jako gitarzystę szczególnie zachwyca solówka gitarowa, która jest nie do skopiowania. Nie mam tu na myśli bezmyślnego grania jak z nut. W przypadku Raya Vaughana nie to jest takie wspaniałe. Chodzi tu o monstrualne brzmienie &#8220;z ręki&#8221;, dodatkowo poparte strunami o niesłychanej grubości. Następnie nadchodzi czas na kawałek tytułowy. Jest on kolejnym świetnie zagranym bluesem, w tym przypadku, wolnym i spokojnym. Po równie ciekawym jak dwie poprzednie piosenki nadchodzi czas na &#8220;<strong>Testify</strong>&#8220;, który jest moim osobistym faworytem z tego albumu. Jest to utwór instrumentalny, w którym należną przestrzeń dostaje <strong>SRV</strong>. Uświadczymy tu apogeum tych wszystkich charakterystycznych cech stylu gitarzysty, o których wspomniałem wcześniej. Co więcej, usłyszymy wiele inspiracji <strong>Jimim Hendrixem</strong>, do którego Stevie jest często przyrównywany. Prócz wymienionych przeze mnie kawałków znajduje się jeszcze jeden, który jest równie niesamowity jak &#8220;<strong>Testify</strong>&#8221; i &#8220;<strong>Pride and Joy</strong>&#8220;, a jest nim &#8220;<strong>Lenny</strong>&#8221; &#8211; utwór zupełnie odbiegający od reszty, w którym blues miesza się z jazzem. Jest to zapowiedź nieco odejścia od podstawowych form bluesa, jakie uświadczymy w większości na &#8220;<strong>Texas Flood</strong>&#8220;. Co więcej, jest po prostu piękny, bo żadne inne słowa tego nie opiszą. Album kończy się długim &#8220;<strong>Tin Pan Alley</strong>&#8220;, który jest najwolniejszym ze wszystkich kawałków na płycie. Brzmi on bardzo podobnie do innych standardów tego typu np. &#8220;<strong>Ain&#8217;t No Sunshine</strong>&#8221; czy &#8220;<strong>Red House</strong>&#8220;. Zawiera niesamowitą dawkę emocji i naprawdę można &#8220;poczuć bluesa&#8221;.</p>
<p>Podsumowując, debiutancki album <strong>Stevie Ray Vaughan and Double Trouble</strong> to arcydzieło bluesa. Jest to album, który wynosi proste murzyńskie piosenki na inny, wyższy poziom oraz zachwyca nawet tych, którzy tego gatunku nie cierpią, zarazem nie odrzucając żadnej z charakterystycznych cech tych muzyki. Sam Vaughan, natomiast, zainspirował gitarzystów z różnych środowisk od muzyków bluesowych przez jazzowych aż po gitarzystów rockowych. Zaryzykowałbym nawet, że był on spadkobiercą <strong>Jimiego Hendrixa</strong>. Szkoda tylko, że nikt tej ogromnej schedy nie odziedziczył w pełni od Steviego Ray Vaughna.</p>
<p>PS Na koniec tej recenzji chciałbym przeprosić za przerwę w moim pisaniu. Powodów jest wiele, tak wiele, że szkoda wymieniać, ale wszystko zaczęło się od zwykłego lenistwa.<br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<p align="center"><span style="font-size:30px;"><strong>Ocena: 10/10</strong></span></p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Love Struck Baby" href="http://www.youtube.com/watch?v=Tde8nLvrE7U">Love      Struck Baby</a>&#8221; (S.R. Vaughan) – 2:19</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Pride and Joy (Stevie Ray Vaughan song)" href="http://www.youtube.com/watch?v=NU0MF8pwktg">Pride and Joy</a>&#8221;      (S.R. Vaughan) – 3:39</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Texas Flood (song)" href="http://www.youtube.com/watch?v=YDBIbJKjAZQ">Texas Flood</a>&#8221; (Larry Davis, Jim W.      Scott) – 5:21</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=bbCu_KVQqe4">&#8220;Tell Me&#8221;</a> (C.      Burnett) – 2:48</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Testify (Stevie Ray Vaughan song)" href="http://www.youtube.com/watch?v=fC71fFdCsbk">Testify</a>&#8221; – 3:20 *</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Rude Mood" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Rude_Mood">Rude Mood</a>&#8221;      (S.R. Vaughan) – 4:36</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Mary Had a Little Lamb (song)" href="http://www.youtube.com/watch?v=vaX7Y1GQl5w">Mary Had a Little Lamb</a>&#8221; (Buddy Guy)      – 2:46</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;Dirty Pool&#8221; (Doyle      Bramhall, S.R. Vaughan) – 4:58</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;I&#8217;m Cryin&#8217;&#8221; (S.R.      Vaughan) – 3:41</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;<a title="Lenny (Stevie Ray Vaughan song)" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Lenny_%28Stevie_Ray_Vaughan_song%29">Lenny</a>&#8221; (S.R. Vaughan) –      5:00</strong></li>
</ol>
<h4><strong><a name="Bonus_Tracks"></a><span class="mw-headline">Utwory bonusowe:<br />
</span></strong></h4>
<ol type="1">
<li><strong>&#8220;SRV Speaks&#8221;      (S.R. Vaughan) &#8211; 0:37</strong></li>
<li><strong>&#8220;Tin Pan Alley (AKA      Roughest Place in Town)&#8221; (Robert      Geddins) &#8211; 7:42</strong></li>
<li><strong>&#8220;Testify&#8221; (live)      &#8211; 3:54 *</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;Mary Had a Little      Lamb&#8221; (live) (B. Guy) &#8211; 3:31</strong></li>
<li class="MsoNormal"><strong>&#8220;Wham&#8221; (live)      (Lonnie Mack) &#8211; 4:20</strong></li>
</ol>
<p><strong>Łączny czas trwania: 38:52</strong></p>
<p><strong>Data wydania: 13 czerwiec, 1983<br />
</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/06/06/stevie-ray-vaughan-and-double-trouble-texas-flood/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jean-Luc Ponty &#8211; Enigmatic Ocean</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/04/10/jean-luc-ponty-enigmatic-ocean/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/04/10/jean-luc-ponty-enigmatic-ocean/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Apr 2008 12:20:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>uchot</dc:creator>
				<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[fusion]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=79</guid>
		<description><![CDATA[
Nie tak dawno, na łamach Winyla opublikowano recenzję solowego dzieła Michała Jelonka. Teraz przyszła kolej na francuskiego skrzypka Jean-Luca Ponty i jego trzydziestojednoletniego dzieła &#8220;Enigmatic Ocean&#8220;. Według uznanego portalu o rocku progresywnym i pochodnych gatunkach, Prog Archives , ten album to najlepsza płyta fusion, jaka została kiedykolwiek nagrana. Jaki będzie wynik pojedynku Jelonek kontra Ponty? [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i26.tinypic.com/20h5193.png" alt="uchot" /><img class="alignright" style="float:right;" src="http://i30.tinypic.com/9a5xyx.png" alt="asd" /><span style="font-size:24px;"><strong><br />
N</strong></span>ie tak dawno, na łamach <strong>Winyla</strong> opublikowano recenzję solowego dzieła <strong>Michała Jelonka</strong>. Teraz przyszła kolej na francuskiego skrzypka J<strong>ean-Luca Ponty</strong> i jego trzydziestojednoletniego dzieła &#8220;<strong>Enigmatic Ocean</strong>&#8220;. Według uznanego portalu o rocku progresywnym i pochodnych gatunkach, <a href="http://winyl.wordpress.com/wp-admin/www.progarchives.com">Prog Archives</a> , ten album to najlepsza płyta fusion, jaka została kiedykolwiek nagrana. Jaki będzie wynik pojedynku <strong>Jelonek</strong> kontra <strong>Ponty</strong>? Czy słusznie przyznano &#8220;<strong>Enigmatic Ocean</strong>&#8221; łatkę najlepszego albumu jazz-rock/fusion? Na te i kilka innych pytań postaram się udzielić odpowiedzi w dalszej części tej recenzji, ale najpierw chciałbym napisać kilka słów o <strong>Jean-Lucu</strong> i muzykach, którzy nagrali z nim omawiany album.  <span id="more-79"></span> Najbardziej znanym zespołem, w którym można usłyszeć <strong>Jean-Luca Ponty</strong> to <strong>Return To Forever Chicka Corei</strong>, gdzie wraz nim grał również jeden z najlepszych i najbardziej znanych gitarzystów jazzowych na świecie &#8211; <strong>Al Di Meola</strong>. „<strong>Enigmatic Ocean</strong>” to 9. płyta solowa Francuza (do dzisiaj nagrał 30 płyt!). Album ten stworzył wraz z innymi muzykami. Na szczególną uwagę zasługuje pojawienie się <strong>Allana Holdswortha</strong>, który jest największą gitarową gwiazdą muzyki fusion (jego gry możemy uświadczyć chociażby na nowej płycie <strong>Planet X</strong>).</p>
<p>Pomówmy teraz trochę o samym &#8220;<strong>Enigmatic Ocean</strong>&#8220;, który jest przecież głównym przedmiotem tej recenzji. Album składa się z uwertury, trzech utworów i dwóch suit. Dominuje tu gitara oraz skrzypce. Brzmienie tych drugich jest zmodyfikowane za pomocą różnorodnych efektów gitarowych np. wah, phasera, flangera, co było w tamtych czasach dowodem niezwykłej pomysłowości, ponieważ wcześniej właściwie niewielu decydowało się na takie ingerencje brzmieniowe. Poza solówkami na skrzypcach pojawiają się solówki gitarowe, które stoją na dość wysokim poziomie, ale na dłuższą metę nie zapadają w pamięć tak bardzo jak dźwięki <strong>di Meoli</strong> czy <strong>de Lucii</strong>.  Utwór, który zapadł mi szczególnie w pamięć to „<strong>Mirage</strong>”. Brzmi on niezwykle relaksacyjnie, szczególnie, że uświadczymy tu naprawdę niezwykłej gry <strong>Jean-Luca</strong>. I na tym polega fenomen Francuza. W żadnym wypadku nie ma tu na siłę grania, „kto szybciej”, tak jak w przypadku <strong>Mahavishnu</strong>, a zarazem skrzypek prezentuje chwilami niewiarygodny warsztat. Dzięki temu, album ma klimat i duszę, których często brakuje albumom instrumentalnym i jazzowym.</p>
<p>Na koniec, chciałbym przekazać parę rzeczy. Po pierwsze, sądzę, że album spodoba się fanom progresywnego rocka, zespołów pokroju <strong>King Crimson</strong> czy np. <span><strong>Dream Theater</strong>, <strong>Planet X</strong> oraz </span>słuchaczom<span> fusion i jazz-rocka. </span>Natomiast, nie jest to typowy album jazzowy, więc fanom jazzu niekoniecznie musi przypaść do gustu. Co więcej, jest to album, moim zdaniem, inny i lepszy od „<strong>Jelonka</strong>”. Jednakże, wciąż uważam, że „<strong>Elegant Gypsy</strong>” <strong>Ala</strong> <strong>Di Meoli</strong> jest lepsze niż „<strong>Enigmatic Ocean</strong>”. <span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<div style="text-align:center;"><span style="font-size:30px;"><strong>Ocena: 8+/10</strong></span></div>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;Overture&#8221; &#8211; 0:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Trans-Love Express&#8221; &#8211; 3:59</strong></li>
<li><strong>&#8220;Mirage&#8221; &#8211; 4:53</strong></li>
<li><strong>&#8220;Enigmatic Ocean &#8211; Part I&#8221; &#8211; 2:23</strong></li>
<li><strong>&#8220;Enigmatic Ocean &#8211; Part II&#8221; &#8211; 3:35</strong></li>
<li><strong>&#8220;Enigmatic Ocean &#8211; Part III&#8221; &#8211; 3:42</strong></li>
<li><strong>&#8220;Enigmatic Ocean &#8211; Part IV&#8221; &#8211; 2:26</strong></li>
<li><strong>&#8220;Nostalgic Lady&#8221; &#8211; 5:24</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Struggle of the Turtle to the Sea &#8211; Part I&#8221; &#8211; 3:35</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Struggle of the Turtle to the Sea &#8211; Part II&#8221; &#8211; 3:34</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Struggle of the Turtle to the Sea &#8211; Part III&#8221; &#8211; 6:03</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 45:00</strong></p>
<p><strong>Data wydania: 1977</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/04/10/jean-luc-ponty-enigmatic-ocean/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>David Gilmour &#8211; On an Island</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/03/19/david-gilmour-on-an-island/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/03/19/david-gilmour-on-an-island/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Mar 2008 21:55:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>uchot</dc:creator>
				<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[classic rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[
Zastanawialiście się kiedyś, jaki album wzięlibyście na bezludną wyspę? Jeżeli nie, to pomyślcie nad wyborem tego albumu Davida Gilmoura. Czemu? Bo jest piękny.

On an Island to solowa płyta byłego gitarzysty Pink Floyd,  Davida Gilmoura. Jednak ten album nie ma zbyt wiele wspólnego z dokonaniami Pink Floyd czy Rogera Watersa, po mimo tego, że całość [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i26.tinypic.com/20h5193.png" alt="ucho" /><font size="+2"><img src="http://i28.tinypic.com/2mnq6ah.png" alt="sa" align="right" /><b><br />
Z</b></font>astanawialiście się kiedyś, jaki album wzięlibyście na bezludną wyspę? Jeżeli nie, to pomyślcie nad wyborem tego albumu <b>Davida Gilmoura</b>. Czemu? Bo jest piękny.</p>
<p><span id="more-60"></span></p>
<p><b>On an Island</b> to solowa płyta byłego gitarzysty <b>Pink Floyd</b>,  <b>Davida Gilmoura</b>. Jednak ten album nie ma zbyt wiele wspólnego z dokonaniami <b>Pink Floyd</b> czy <b>Rogera Watersa</b>, po mimo tego, że całość jest prawie tak ciekawa jak <b>Dark Side of The Moon</b> czy <b>Wish You Were Here</b>.</p>
<p>Płyta zaczyna się utworem &#8220;<b>Castellorizon</b>&#8220;, który dostał nagrodę Grammy za najlepszy instrumentalny utwór rockowy. Rozpoczyna się on klimatyczną grą orkiestry (lub syntezatora orkiestro podobnego), aby następnie przejść do tajemniczego sola <b>Gilmoura</b>. &#8220;<b>Castellorizon</b>&#8221; jest niezwykle monumentalny i jest wstępem do utworu tytułowego. To jakby nagromadzeniem wszystkich charakterystycznych cech muzyki tworzonej, przez <b>Davida</b>. Piękno i charakterystyczny &#8220;vibe&#8221; gitary to, co najbardziej zachwyca. Solówki, oparte na klasycznych motywach bluesowych, są świetne i wprost genialne. Sądzę, że wielu z dzisiejszych &#8220;szybkobiegaczy&#8221; nie dałoby rady zagrać takich partii gitarowych jak <b>Gilmour</b>.<br />
Kolejnym utworem, który chciałbym szczególnie wyróżnić to &#8220;<b>Red Sky At Night</b>&#8220;. To krótkie solo saksofonowe, które nadaje unikalnego klimatu następnej piosence, którą jest &#8220;<b>This Heaven</b>&#8220;. Ten, z kolei brzmi trochę jak standard bluesowy. Jest on oczywiście okraszony genialnymi solówkami<b> Gilmoura</b>. Ostatnią z moich ulubionych piosenek znajdujących się na <b>On an Island</b> jest &#8220;<b>Smile</b>&#8220;. Jest ona dedykowana dla żony artysty <b>Polly Samson</b>. &#8220;<b>Smile</b>&#8221; to definitywnie jedna z najpiękniejszych kompozycji na całym albumie.</p>
<p>A zatem, trzeba przyznać, że to świetna i piękna płyta, ale czy jest tak dobra jak stare, dobre <b>Pink Floyd</b>? Nie. Jednakże, jest zdecydowanie lepsza od wszystkich albumów <b>Rogera Watersa</b> razem wziętych. <b>On an Island</b> to dzieło zachwycające zgrabnymi, genialnymi kompozycjami, wspaniałymi solówkami i po mimo tego, że to płyta bardziej w stylu <b>Erica Claptona</b> niż <b>Pink Floyd</b>, jest jedną z doskonałych propozycji na bezludną wyspę. Zdecydowanie polecam ten album tym, którzy szukają w muzyce nie tylko kompozycji pokazujących warsztat muzyków ją grających, a przede wszystkim tym, którzy szukają w niej piękna.<br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<p align="center"><font size="+3"><b>Ocena: 9-/10</b></font></p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li class="MsoNormal"><b>&#8220;Castellorizon&#8221; – 3:54</b></li>
<li class="MsoNormal"><b><span>&#8220;</span><span>On An Island</span><span>&#8220;</span><span> – 6:47</span></b></li>
<li class="MsoNormal"><b>&#8220;The Blue&#8221; – 5:26</b></li>
<li class="MsoNormal"><b><span>&#8220;Take a Breath&#8221;      – 5:46</span></b></li>
<li class="MsoNormal"><b><span>&#8220;Red Sky at Night&#8221; –      2:51</span></b></li>
<li class="MsoNormal"><b>&#8220;This Heaven&#8221; – 4:24</b></li>
<li class="MsoNormal"><b><span>&#8220;Then I Close My Eyes&#8221;      – 5:26</span></b></li>
<li class="MsoNormal"><b>&#8220;Smile&#8221; – 4:03</b></li>
<li class="MsoNormal"><b><span>&#8220;A Pocketful of Stones&#8221; – 6:17</span></b></li>
<li class="MsoNormal"><b>&#8220;Where We Start&#8221;– 6:45</b></li>
</ol>
<p><b>Całość: 51:36</b></p>
<p><b>Data wydania: 6 marca, 2006</b></p>
<p class="MsoNormal">&nbsp;</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/03/19/david-gilmour-on-an-island/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Meshuggah &#8211; Catch 33</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/03/06/meshuggah-catch-33/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/03/06/meshuggah-catch-33/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 13:55:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>uchot</dc:creator>
				<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=52</guid>
		<description><![CDATA[
Meshuggah to szwedzki zespół metalowy, który od dłuższego czasu uznawany jest za grupę tworzącą muzykę przyszłości. Zainspirował wiele z dzisiejszych zespołów metalowych: od Deftones i Tool przez Dream Theater aż po The Dillinger Escape Plan. Za największe dzieło zespołu uznawana jest płyta „Nothing”. Przedmiotem mojej dzisiejszej recenzji jest „Catch 33”. Jest to album z roku [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i26.tinypic.com/20h5193.png" alt="uch" /><b><font size="+2"><img src="http://i31.tinypic.com/2jag1et.png" alt="okl" align="right" /><br />
M</font>eshuggah</b> to szwedzki zespół metalowy, który od dłuższego czasu uznawany jest za grupę tworzącą muzykę przyszłości. Zainspirował wiele z dzisiejszych zespołów metalowych: od <b>Deftones</b> i <b>Tool</b> przez <b>Dream Theater</b> aż po <b>The Dillinger Escape Plan</b>. Za największe dzieło zespołu uznawana jest płyta „<b>Nothing</b>”. Przedmiotem mojej dzisiejszej recenzji jest „<b>Catch 33</b>”. Jest to album z roku 2005, który stanowi spójne dzieło, trwające nieco ponad 40 minut, podzielone na kilkanaście odsłon.</p>
<p><span id="more-52"></span></p>
<p>Już na pierwszy rzut oka widać, że album jest niezwykle potężny i dosłownie zabija swoim ekstremalnym klimatem. Tworzą go cechy charakterystyczne dla zespołu <b>Meshuggah</b>; ostry wokal, niezwykłe podziały rytmiczne (skomplikowane do tego stopnia, że album mógłby stanowić dobry podręcznik do nauki o rytmie), oraz niemalże absolutny brak melodyjności (poza kilkoma fragmentami albumu). Całość brzmi bardzo nieludzko i pierwsze próby przesłuchania albumu mogą się skończyć stwierdzeniami typu: „To dla mnie za ostre”, a nawet „To kakofonia, a nie muzyka”, jednakże po kilku uważnych przesłuchaniach płyty, można odnaleźć się w tego typu muzyce, a nawet wpaść w ogromny podziw dla muzyków zespołu (i automatu perkusyjnego <i>Drumkit From Hell Superior</i>, który udanie zastępuje <b>Tomasa Haake</b> na perkusji). To co zdecydowanie, najbardziej przykuwa uwagę to niezwykła wielowarstwowość „<b>Catch 33</b>”, szczególnie, jeśli ktoś nie miał wcześniej styczności z <b>Meshuggah</b>. Bardzo dobrze sprawdza się również podział całości na odsłony, dzięki czemu można nieco lepiej wyczuć zmieniające się motywy kompozycji.</p>
<p class="MsoNormal">Jednakże, nic nie może być idealne i perfekcyjne. Główną wadą „<b>Catch 33</b>” jest wokal, który jest niezwykle schematyczny i na dłuższą metę nudny. Już na solowym dziele <b>Thordendala</b> (de facto albumie równie ciekawym, jeśli nie ciekawszym od „<b>Catch 33</b>”) wokale nie są tak słabe, chociaż może po prostu, dlatego że jest ich po prostu mniej. Brakuje mi też nieco więcej solówek gitarowych, których możemy uświadczyć na innych płytach z <b>Fredrikiem</b> w roli głównej (partie solowe <b>Thordendala</b> są osadzone w jazzie i fusion, co zapewne jest wynikiem inspiracji <b>Allanem Holdsworthem</b>).</p>
<p class="MsoNormal">Generalnie rzecz biorąc, „<b>Catch 33</b>” to wprost niesamowity album, który wymaga od słuchacza uwagi i skupienia, w zamian dając nam możliwość poznania niezwykłej muzyki <b>Meshuggah</b>. Z drugiej strony, płyta posiada kilka istotnych wad (wspomniane wokal i solówki), które obniżają ocenę albumu i powodują, że całość traci na efektowności. A szkoda, bo <b>Meshuggah</b> ma ogromny potencjał do tworzenia wspaniałych płyt, czego dowodem jest <b>Nothing</b>.</p>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<div align="center"><font size="+3"><b>Ocena: 8-/10</b></font></div>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><b>&#8220;Autonomy Lost&#8221; – 1:40</b></li>
<li><b>&#8220;Imprint of the Un-Saved&#8221; – 1:36</b></li>
<li><b>&#8220;Disenchantment&#8221; – 1:45</b></li>
<li><b>&#8220;The Paradoxical Spiral&#8221; – 3:13</b></li>
<li><b>&#8220;Re-Inanimate&#8221; – 1:04</b></li>
<li><b>&#8220;Entrapment&#8221; – 2:29</b></li>
<li><b>&#8220;Mind&#8217;s Mirrors&#8221; – 4:30</b></li>
<li><b>&#8220;In Death &#8211; Is Life&#8221; – 2:02</b></li>
<li><b>&#8220;In Death &#8211; Is Death&#8221; – 13:22</b></li>
<li><b>&#8220;Shed&#8221; – 3:35</b></li>
<li><b>&#8220;Personae Non Gratae&#8221; – 1:47</b></li>
<li><b>&#8220;Dehumanization&#8221; – 2:57</b></li>
<li><b>&#8220;Sum&#8221; – 7:17</b></li>
</ol>
<p><b>Całość: 47:25</b></p>
<p><b>Data wydania: 16 maj, 2007<br />
</b></p>
<p><font><b><u>Okiem L:</u></b><br />
</font></p>
<blockquote><p><img src="http://i27.tinypic.com/34dhemw.jpg" alt="L align=" align="left" />Niesamowite, jak to określił Uchot, &#8220;nieludzkie&#8221; riffy są główną zaletą albumu. Świetnie sprawdził się też automat perkusyjny. To razem sprawia że wszystko jest wręcz &#8220;matematyczne&#8221;. Co do wokali, nie mam zbytnich uprzedzeń, szybko się do niego rpzyzwyczaiłem i nie miałem problemów. Album jest naprawdę warty posłuchania, myślę że powinien się podobać każdemu fanowi ekstremalnego metalu. Ocena <b>8/10</b>.</p></blockquote>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/03/06/meshuggah-catch-33/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>46</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mahavishnu Orchestra &#8211; Inner Mounting Flame</title>
		<link>http://www.winyl.info/2008/03/01/mahavishnu-orchestra-inner-mounting-flame/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2008/03/01/mahavishnu-orchestra-inner-mounting-flame/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 16:16:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>uchot</dc:creator>
				<category><![CDATA[classical]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://winyl.wordpress.com/?p=46</guid>
		<description><![CDATA[
 Co może wyniknąć z współpracy jazzmanów, którzy chcą połączyć finezję jazzu z ekspresją rocka? Definitywnie coś intrygującego. Taką innowacyjną (jak na owe czasy) formę muzyki zaprezentowali McLaughln, Goodman, Hammer, Laird i Cobham na pierwszej płycie Mahavishnu Orchestra &#8220;Inner Mounting Flame&#8220;.

Album rozpoczyna się od klimatycznych, dysonujących dźwięków, ale muzyka szybko nabiera tempa. Pierwsze, co zaskakuje [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i26.tinypic.com/20h5193.png" alt="uchot" /><br />
<img src="http://i27.tinypic.com/2iudb9c.png" alt="okladka" align="right" /><font size="+2"><b> C</b></font>o może wyniknąć z współpracy jazzmanów, którzy chcą połączyć finezję jazzu z ekspresją rocka? Definitywnie coś intrygującego. Taką innowacyjną (jak na owe czasy) formę muzyki zaprezentowali <b>McLaughln</b>, <b>Goodman</b>, <b>Hammer</b>, <b>Laird</b> i <b>Cobham</b> na pierwszej płycie <b>Mahavishnu Orchestra</b> &#8220;<b>Inner Mounting Flame</b>&#8220;.</p>
<p><span id="more-46"></span></p>
<p>Album rozpoczyna się od klimatycznych, dysonujących dźwięków, ale muzyka szybko nabiera tempa. Pierwsze, co zaskakuje to niezwykła wirtuozeria i kunszt całego zespołu. Po mimo tego, że album ma 37 lat, warsztat muzyków nadal szokuje. Na szczególną uwagę zasługuje, <b>Jerry Goodman</b> (skrzypce). Prędkość i finezja wydobywanych przez niego dźwięków zostawia <b>Michała Jelonka</b>, <b>Apocaliptycę</b>, a nawet <b>Nigela Kennedyego</b> daleko w tyle.</p>
<p>W tym momencie niektórzy z was mogliby spytać: &#8220;Czy ta płyta to tylko pokaz umiejętności?&#8221;, &#8220;Czy <b>Mahavishnu Orchestra</b> ma coś do przekazania&#8221;?. Moim zdaniem, <b>Inner Mounting Flame</b> ma swój specyficzny klimat. Album brzmi nieco tajemniczo i orientalnie. W części utworów zostaniemy zaatakowani nawałnicą dźwięków, w innych zaś spotkamy typową formę jazzową (np. &#8220;<b>Dawn</b>&#8220;), a nawet doznamy chwil relaksu (np. &#8220;<b>You know, You know</b>&#8221; czy &#8220;<b>A Lotus on Irish Streams</b>&#8220;).</p>
<p>Płyta rozpoczyna się utworem &#8220;<b>Meeting of The Spirits</b>&#8220;, który jest niezwykle monumentalny i energiczny. Wśród dysonującego podkładu usłyszymy główny temat oraz solo. Gra <b>Mclaughlina</b> oraz <b>Goldmana</b> jest tu niezwykle szybka, ale zarazem spójna. Następnie temat powtarza się nabierając coraz to większej energii. Ostatnią częścią tego utworu jest swoiste zakończenie, które zwieńcza &#8220;<b>Meeting of The Spirits</b>&#8220;. Kolejnymi utworami z <b>Inner Mounting Flame</b>, które chciałbym wyróżnić to &#8220;<b>Noonward Race</b>&#8221; oraz &#8220;<b>Awakening</b>&#8220;. Obie te formy zawierają niezwykły nawał dźwięków i są nieco chaotyczne, ale nie sposób zarazem odmówić im niezwykłej energii, którą zawdzięczają niewątpliwie świetnej perkusji <b>Cobhama</b>. Można by powiedzieć, że &#8220;<b>Vital Transformation</b>&#8221; należy również zaliczyć do tej grupy, ale jest to utwór niezwykle melodyjny, w przeciwieństwie do &#8220;<b>Awakening</b>&#8221; i &#8220;<b>Noonward Race</b>&#8220;. Ostatnim utworem, wartym szczególnej uwagi to &#8220;<b>A Lotus on Iris Streams</b>&#8220;, który jest relaksującym oddechem wśród istnej kanonady dźwięków. Udowadnia on, że wśród szybkich, energicznych form dobrze sprawdza się dobrze sprawdza się chwila odpoczynku.</p>
<p>Podsumowując, <b>Inner Mounting Flame</b> jest doskonałym wstępem do jazzu i fusion (szczególnie z pozycji fana rocka czy metalu). Album jest niezwykle ekspresyjny, a <b>Mahavishnu Orchestra</b> prezentują ekstremalnie wysoki poziom, ale w niektórych kompozycjach chwilami panuje chaos (chociaż jeśli chodzi o używanie dźwięków z poza tonacji to <b>Mahavishnu</b> daleko np. do <b>Allana Holdswortha</b>) . Zdecydowanie polecam tę płytę oraz całą twórczość zespołu wszystkim, którzy lubią tego typu muzykę instrumentalną.<br />
<span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<div align="center"><font size="+3"><b>Ocena: 8-/10</b></font></div>
<p><span style="display:block;margin-bottom:25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><b>&#8220;Meeting Of The Spirits&#8221; – 6:52</b></li>
<li><b>&#8220;Dawn&#8221; – 5:10</b></li>
<li><b>&#8220;Noonward Race&#8221; – 6:28</b></li>
<li><b>&#8220;A Lotus On Irish Streams&#8221; – 5:39</b></li>
<li><b>&#8220;Vital Transformation&#8221; – 6:16</b></li>
<li><b>&#8220;The Dance Of Maya&#8221; – 7:17</b></li>
<li><b>&#8220;You Know You Know&#8221; – 5:07</b></li>
<li><b>&#8220;Awakening&#8221; – 3:32</b></li>
</ol>
<p><b>Całość: 45:30</b></p>
<p><b>Data wydania: sierpień, 1971</b></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2008/03/01/mahavishnu-orchestra-inner-mounting-flame/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
