Recenzja autorstwa Fifth Horsemana – użytkownika naszego forum.
Dax Riggs to muzyk znany głównie z Acid Bath, w którym udzielał się w latach 1991-1997, oraz z Agents of Oblivion, którego liderem był od 1997 do 2000r., w którym to roku wydali swoją pierwszą i ostatnią zarazem płytę. Na dość krótko po wydaniu debiutu Agents of Oblivion, zespół się rozpadł, a Riggs założył alternative/indie rockową grupę Deadboy and The Elephantmen.
Czytaj dalej »

Maj jak na razie nie rozpieszcza nas pogodą. Pochmurna, szara i deszczowo aura nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Jednak nowy materiał Jacka White’a i grupki jego muzyków, wpasował się idealnie w takową aurę i zapewne nie jednemu osobnikowi umili ten deszczowy czas.


Prawdziwy blues rodzi się z bólu, smutku i cierpienia – maksyma znana od zarania dziejów bluesa i jakże prawdziwa. Dobry bluesman musi wydobywać swą muzykę z samego dna swego serca. Musi w niej zawrzeć całe piętno swych doświadczeń, by jego blues był prawdziwie autentyczny i szczery. Bo chyba o to w tej muzyce chodzi.
Czytaj dalej »
Napisany 8 lis 2009 przez Niszczuk | Napisane w alternative, blues, country, hard rock, heavy metal, metal, rock, rock'n'roll | Otagowane alternative, blues, country, hard rock, heavy metal, metal, rock, rock'n'roll | 2 komentarzy »


Volbeat to swoiste objawienie na duńskiej scenie metalowo-rockowej i chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapel z tego kraju. “Bum i szum”, panujące wokół nich, są dla wielu niezrozumiałe, ale ja sam taki szum tworzę i jestem w zespole zakochany. A zakochanie owo zaczęło się od pierwszego odsłuchania zeszłorocznej płyty, zatytułowanej Guitar Gangsters & Cadillac Blood.
Czytaj dalej »


Gitarowa muzyka instrumentalna jest często kojarzona z przesadnym uwydatnieniem wirtuozerii i utworami zanadto przepełnionymi szybkimi przebiegami po skalach i pasażach, które dla przeciętnego słuchacza są mało interesujące. Jednakże czy wszyscy gitarzyści grający jako soliści skupiają się jedynie na aspekcie technicznym? Nie. Przykładem muzyka, który w swoich kompozycjach postawił na melodyjność i brzmienie jest Eric Johnson. Jego album “Ah Via Musicom” z powodzeniem podbił serca słuchaczy (“Trademark” walczył na równi z najpopularniejszymi piosenkami pop) i właśnie tę płytę Johnsona chciałbym wam przybliżyć.
Czytaj dalej »


Początek lat 80 kojarzy się muzycznie przede wszystkim z erą glam-rocka i co raz to ostrzejszych odmian metalu. A zatem, jak to możliwe, że w tym samym okresie na szczyty amerykańskich oraz brytyjskich list przebojów dostał się zespół grający teoretycznie umarły już w tamtej chwili gatunek Rhythm and Blues? Aby rozjaśnić wam sytuację warto byłoby powiedzieć parę słów o Vaughanie, jego życiu oraz grze na gitarze.
Czytaj dalej »


The Hoochie Coochie Men to grupka kilku mniej lub bardziej znanych muzyków, Tima Gazea – gitara i wokal, Boba Daisleya – bas i Roba Grossera na perkusji. Przyznam się szczerze, że mi te nazwiska nic nie mówią, ale nie nimi muzyka żyje. Zespół nie jest zbyt popularny, panowie ci grają raczej dla wąskiego grona słuchaczy, w końcu blues to nie jest dziś zbyt popularny gatunek.
Czytaj dalej »


Zastanawialiście się kiedyś, jaki album wzięlibyście na bezludną wyspę? Jeżeli nie, to pomyślcie nad wyborem tego albumu Davida Gilmoura. Czemu? Bo jest piękny.
Czytaj dalej »