

Ur to miasto, które istniało (w co trudno uwierzyć) przed jakąkolwiek wojną i tam właśnie postanowiono jacy będziemy. Wymyślono co trzeba i to tak sprytnie, że do dzisiaj – oprócz małych modyfikacji – nic nowego nie daje się wymyślić. A minęło już 6000 lat. Ur – miasto Wszechobecne. Ur fascynuje i rozrasta się, a my robimy się coraz mniejsi i coraz mniej potrzebni. Ludzie, którzy założyli Ur przyszli z Tybetu, a wraz z nimi przyszły niedostępność i chłód oraz wiara w to, że kiedyś – może w następnym pokoleniu – pamięć o skałach i o stygnącym niebie zaginie. Szukając zapomnienia, oszołomieni słońcem i możliwościami, bezwiednie rozpoczęli budowę miasta – namiastki tego od czego uciekli. Ur to była jedyna rzecz jaką potrafili zrobić.
Czytaj dalej »
Tymczasowo nie dam Wam spokoju, jeśli chodzi o mrocznie zabarwioną elektronikę. Poprzednia odsłona igiełkowego przeglądu spotkała się z pozytywnym odezwem ze strony samych zainteresowanych (tutaj wielkie pozdrowienia dla Oda z H.EXE, Andie’ego z Bodycall/Halotan Records i Sychego z RSM), więc pomyślałem, że warto iść za ciosem i przybliżyć czytelnikom Winyla kolejne kilka projektów, które robią niezły rozgardiasz na polskiej scenie dark independent i jednocześnie stają się coraz bardziej rozpoznawalne wśród fanów tej muzyki w pozostałych zakątkach globu. Będzie ciężko, surowo, a jednocześnie dość… poetycko. Zapraszam do lektury.
Czytaj dalej »

Od ostatniej „igiełki” o elektronicznej muzyce maszyn minęło już sporo czasu. Koncept na drugą odsłonę tego przeglądu zdążył mi się pozmieniać kilkanaście razy aż w końcu zatrzymał się na tym co przeczytacie poniżej. Polska scena dark independent, a w szczególności electro/industrial ma się coraz lepiej, więc myślę, że nie ma lepszego momentu na to by przybliżyć kilka kapel działających na polskiej scenie. Ta odsłona będzie dość ciężka, ale myślę też, że nie pozbawiona eksperymentalnego sznytu. Zaczynamy. Teraz POLSKA!
Czytaj dalej »


Zdecydowanie jestem słuchaczem który traktuje czas linearnie, tak więc to co jest teraz zagłębia mnie zdecydowanie bardziej niż to co działo się dekadę temu. Istnieją rzecz jasna wyjątki, wszelakie podsumowania ostatniej dekady zachęciły mnie do wnikliwszego wglądu w to co działo się 10 lat temu, w czasy kiedy ja o muzyce wiedziałem tyle, że jest taki band The Offspring i, że „nieźle łoją”.
Czytaj dalej »

Los Angeles odpowiada na chillwave swoją własną wizją muzyki.

Czytaj dalej »

Hype. Słowo, które albo wywołuje torsje u słuchaczy muzyki albo wręcz przeciwnie – sprawia, że oczy danego osobnika zmieniają się w gwiazdki, a sam pacjent nie kontroluje swoich reakcji, co zwykle kończy się bredzeniem od rzeczy i ślinotokiem gratis. Zwykle wyżej podpisany broni się ręcyma i nogamy przed każdym przejawem tzw. hype’u, ale tym razem przyszło mu skapitulować. Ukryć się przed tym nie było sposób. Draństwo wdzierało się do domostw drzwiami i oknami. Ba, skapitulowały nawet urzędy czy lokalne stacje radiowe. Nawet te stojące na barykadzie jedynego, słusznego gatunku muzyki jakim jest rock. Panie i Panowie, nadszedł armageddon. A na imię mu Hurts.
Czytaj dalej »

Wybaczcie, ale wyprzedzę czas i napomnę o najprawdopodobniej najpiękniejszej płycie roku.
Czytaj dalej »
Napisany 31 sie 2010 przez renegad | Napisane w ambient, chillout, electronic, glitch, hip-hop, idm, minimal, techno, trip-hop | Otagowane ambient, chillout, electronic, glitch, hip-hop, idm, minimal, relacja, techno, trip-hop | 3 komentarzy »

Zakończenie muzycznego lata nastąpiło w Katowicach, mieście które zaskoczyło mnie swoją artystyczną otoczką.
Starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury idą im, śmiem twierdzić bardzo dobrze, co pokazuje m.in. ostatni weekend sierpnia. Spodek zajęty przez fanów gitarowego grania, a niedalekie Muzeum Śląskie przez malkontentów, ludzi wynudzonych ułożonym, nic nie wnoszącym do świata dźwięków „sileniem się”.

Czytaj dalej »

Od czego tu zacząć? W zasadzie to mógłbym od tego, że decyzja o wyborze tego festiwalu spowodowana była nagłymi ruchami na mojej playliście – rezygnacja z Openera czy Coke
Live, na rzecz płockiej imprezy i wypełnionego szychami ambitnej elektroniki Tauron Nowa Muzyka zdaje się mieć sens.
Powiem tak: dotychczas kultura klubowa była przeze mnie dosyć skrupulatnie omijana, żeby nie powiedzieć, że miałem na nią wyjebane. Laptopowa muzyka w żaden sposób mnie nie kręciła, nie czułem chemii w stronę elektronicznych dźwięków, ale przyszedł dubstep i wywrócił wszystko do góry nogami.
Czytaj dalej »

Sorry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. Czytaj dalej »