Mały spontan. O festiwalu dowiedziałem się jakiś tydzień przed rozpoczęciem, i niewiele przed jego rozpoczęciem zdecydowałem się na wyjazd. Miałem więc mało czasu, by zapoznać się z muzyką jaką oferowała nam trzecia już edycja Ethno Portu. Jechałem więc w ciemno, pobieżnie tylko zaznajomiony może ze dwoma zespołami.

Czytaj dalej »


Mam problem z Joanną, a ten problem nazywa się Have One On Me. Ten jej najnowszy, tegoroczny twór “waży” ponad dwie godziny i o ile nie mam powodów, aby czepiać się za pierwszą część albumu (jak dla mnie mocna siódemka, jak nie ósemka), tak potem zaczyna się tzw. rozmowa na temat skończenia się tematów do rozmowy. Boli mnie to, męczy, tarmosi (mimo wszystko bardziej siódemka). Warto jednak wspomnieć, że Asia robi ukłon w stronę niekumatych, aby w końcu zakumali, bo w przypadku Ys bywało różnie – albo piękno w całej ozdobie, albo ciężkie do zapamiętania plumkanie. Albo mi się podoba mimo, że nie słyszę sensu, albo mi się nie podoba mimo, że ładne. The Milk-Eyed Mender trafia w sedno, chociaż powiedzieć, że pełni rolę pomostu między najnowszym, a środkowym albumem, to chyba nie wypada, bo chronologia krzyczy. Mamy harfę – żadna nowość. Dziecięcy głos, bajkowa przestrzeń, łzy wzruszenia, banan radości i o kurwa, time machine…
Czytaj dalej »


Siedzę na wzgórzu.
Oglądam jak umierają ludzie.
Czuję się znacznie lepiej po drugiej stronie.
Załapie się na przejażdżkę.
Czytaj dalej »
Napisany 28 gru 2009 przez Jakub Szwedo | Napisane w ambient, electronic, folk, glitch, indie, pop, rock | Otagowane ambient, electronic, folk, glitch, indie, pop, rock | Brak komentarzy »
Szósta litera alfabetu, dziewiąta, jeśli weźmiemy pod uwagę polskie znaki. Trzy kreski, jedna w pionie i dwie w poziomie, zazwyczaj równej długości. Litera „F” – sponsor dzisiejszego przeglądu. W tym wydaniu skupię się na wykonawcach, którzy postanowili, że pierwszą literą w nazwie ich zespołu będzie właśnie ten znak. Oprócz tego, wszystkich łączy też fakt, że w minionym roku wydali płyty, oraz to, że w Polsce są tą wykonawcy prawie w ogóle nieznani. Przyjrzyjmy się bliżej sylwetkom tych artystów.
Czytaj dalej »


Elektroniczny (jak mogłoby się zdawać po poprzednich płytach) zespół z Islandii na scenie światowej znany jest od dawna. Płyta „Yesterday Was Drammatic – Today is OK” znalazła wielu odbiorców na całym świecie. Wielu krytyków uznało z resztą tę płytę za jedną z lepszych płyt ambientowych (choćby bardzo szanowany webzin Pitchfork ocenił ją na wysokie 9.1!). Smutne a zarazem lekkie brzmienia, ciepły wokal. No i nazwy utworów, do których nie przywykliśmy (nieczęsto słyszymy w radio o nazwach „I Can’t Feel My Hand Anymore, It’s Allright, Sleep Still” czy “Asleep On a Train“) Najnowszą płytę z poprzednimi łączą dwie rzeczy: Wokal (choć na tej płycie trochę inny, niż zwykle), oraz nietypowe nazwy piosenek, z „They Made Frog’s Smoke ‘til They Exploded” na czele. W tekstach za to tym razem postawiono na śmiech, zabawę i humor. Przykład:
„If you break a kitten’s neck
You must shake its body and check
If it’s still alive, be gone to sleep”
Z rzeczonej już piosenki „They Made…”.
Czytaj dalej »


Winyl to blog muzyczny, na którym bardzo rzadko pojawiają się płyty naszych rodzimych wykonawców. Dlatego też bez zbędnego gadania zapraszam do zapoznania się z recenzją płyty polskiej, w myśl starej zasady “cudze chwalicie – swego nie znacie“…
Czytaj dalej »


fot. Łukasz Bera - dlastudenta.pl
Jakieś dwa lata temu w domowym zaciszu słuchałem pewnej koncertowej płyty. Nosiła ona tytuł „Radio Bemba Sound System” i była częścią dyskografii niewysokiego bruneta, osoby bardzo interesującej – Manu Chao. Będąc całkowicie oczarowany energią, jaka płynęła z tego wydawnictwa, wyobrażałem sobie, jakby to było gdybym nagle znalazł się wśród tych wszystkich ludzi, którzy sycili się każdym zagranym dźwiękiem. Marzenia szybko prysły, aż tu nagle dotarła do mnie elektryzująca wiadomość – Manu Chao zagra w moim Wrocławiu! Czym prędzej udałem się po bilet. Potem zostało tylko oczekiwanie na piętnasty dzień lipca, kolejną rocznicę bitwy pod Grunwaldem…
Czytaj dalej »

Na wstępie należy zaznaczyć, że, mimo iż to solowa płyta Toma Morello, nie jest ona przeznaczona dla fanów Rage Against the Machine czy Audioslave. Nie ma tutaj energii i mocy wcześniejszych tworów Morello. Są za to politycznie zaangażowane protest-songi, akustyczna gitara i całkiem niezły głos Toma.
Czytaj dalej »

No tak, pierwsza recenzja, z założenia wielu autorów przy opisywaniu albumów patrzy na całość własnym okiem nie potencjalnego słuchacza. Ja postaram się być obiektywny, zobaczymy czy mi się uda.
Czytaj dalej »