

Drodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek Rizzo. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów “Rządów we Krwi”! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau – nigdy więcej. Liczy się tylko ostra jazda bez trzymanki. Obiecujemy Wam superciężkie i superszybkie połączenie muzyki klasyków thrashu i hardcore punka. Chcecie prawdziwego thrashu od Maxa Cavalery? Chcecie prawdziwego pierdolnięcia? Wybierzcie Soulfly! Wybierzecie Omen!!! Lista wyborcza nr 7.

Czytaj dalej »

„Konfrontacja” to zupełnie nowy cykl artykułów, który od dziś, z różną częstotliwością będzie się pojawiać na Winylu. Konfrontować będą się tutaj krążki zespołów, które zwykle mają coś ze sobą wspólnego. Skład, gatunek, rodowód czy też inne, nie do końca widoczne na pierwszy rzut oka rzeczy. Na pierwszy ogień, drodzy Czytelnicy, starcie dwóch metalowych ekip, których dzieli wspólna muzyczna przeszłość.

Czytaj dalej »

Przedstawiamy Wam całkiem nowy cykl, który począwszy od dziś, będzie się nieregularnie pojawiał na Winylu. Nie będzie to nic innego, jak wywiady. Na pierwszy ogień postanowiliśmy mierzyć bardzo wysoko, i mimo żmudnego oczekiwania, straconej nadziei, obrażania się, wyrywania sobie włosów… w końcu doczekaliśmy się. Szwedzki gigant post-metalu, Cult of Luna, odpowiedział na zestaw pytań przygotowanych przez Maste, Nooka i Jakuba Szwedo. Właściwie to odpowiadała 1/8 zespołu, Johannes Persson, gitarzysta i wokalista.
Czytaj dalej »


- Czujesz to? Czujesz to?!
- Co takiego?
- Napalm, synu. Nic innego na świecie tak nie pachnie. Kocham zapach napalmu o poranku. Kiedyś bombardowaliśmy wzgórze przez 12 godzin. Później poszedłem na tą górę. Nie znaleźliśmy tam ani jednego śmierdzącego cielska. Ale ten zapach, rozumiesz, ten zapach benzyny roztaczał się po całym wzgórzu. Pachniało jak… zwycięstwo…
Czytaj dalej »
Napisany 19 gru 2009 przez renegad | Napisane w drum'n'bass, experimental, funk, hip-hop, jazz, metal | Otagowane drum'n'bass, experimental, funk, hip-hop, jazz, metal | 4 komentarzy »

“Jazz is weird” takimi słowami Alex Lifeson, gitarzysta zespołu Rush rozpoczął swoją improwizację gitarową podczas festiwalu Rock In Rio w utworze „La Villa Strangiato” i choć mówił to w żartach, to jednak sporo jest w tym racji. Jazz sam w sobie to muzyka często nieco szalona, spontaniczna, pełna instrumentalnej „duchoty” i nierzadko, ciężka do ogarnięcia za pierwszym odsłuchem. Dlatego zabierając się za jazz trzeba być ostrożnym, teoria na nic się zdaje, bo o tych 4 literkach ciężko się pisze, a przelanie na papier ogromu i przepychu niektórych albumów jazzowych pochłonęło by sporej wielkości las
. Jako, że jestem typem który nie lubi stagnacji w muzyce, to przepadam za wszelakimi mariażami stylistycznymi, a jazz w takowych mariażach idealnie się sprawdza i często tworzy „nową jakość”. O tej mojej subiektywnej „nowej jakości” troszkę tu nabazgram
Czytaj dalej »


Słyszałem już dużo rzeczy w życiu, ale na coś takiego jeszcze nie trafiłem. Zespół, którego debiutancką płytę mam zamiar Wam przedstawić, to marka wcześniej kompletnie mi nieznana. Nic zresztą dziwnego, ponieważ przynależność tej polskiej kapeli do pewnego hiszpańskiego labelu (Locomotive Records, anyone?) nie przyniosła jakiejś wielkiej promocji. Tak czy siak, przy okazji last.fmowych buszowań natrafiłem na perłę. Perłę czarną jak smoła i zimną niczym jesienna noc. Panie i Panowie, oto Mothernight.
Czytaj dalej »
Napisany 8 lis 2009 przez Niszczuk | Napisane w alternative, blues, country, hard rock, heavy metal, metal, rock, rock'n'roll | Otagowane alternative, blues, country, hard rock, heavy metal, metal, rock, rock'n'roll | 2 komentarzy »


Volbeat to swoiste objawienie na duńskiej scenie metalowo-rockowej i chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapel z tego kraju. “Bum i szum”, panujące wokół nich, są dla wielu niezrozumiałe, ale ja sam taki szum tworzę i jestem w zespole zakochany. A zakochanie owo zaczęło się od pierwszego odsłuchania zeszłorocznej płyty, zatytułowanej Guitar Gangsters & Cadillac Blood.
Czytaj dalej »


Rok 2009 zdecydowanie rozpieszcza, ja tak mówię. W kwestiach ciężkiego grania tym bardziej, ile to już dobrych krążków tu i tam się pojawiło, a jeszcze przecież Slayer wielkimi krokami nadciąga, no i Converge – na nich pewnie wielu czekało z utęsknieniem. Ja osobiście nie bardzo, tym bardziej mój zachwyt nad zawartością Axe To Fall jest większy. Dookoła wychwalane pod niebiosa Jane Doe za pierwszym razem mnie wręcz odrzuciło, epicki hardcore z charakterystycznym nieludzkim wokalem (no demon to przecie) przestraszyło mnie ciężarem i chaosem – ja raczej do pogodnych osób się zaliczam.
Czytaj dalej »
Przedstawiamy drugą recenzje jednego z userów forum winylowego. Pamiętajcie, że każdy z Was może napisać tam recenzję, która (jeżeli będzie przedstawiała chociaż jakiś “czytalny” poziom) może znaleźć sięna Winylu. Poniższa praca jest dziełem Fifth_Horsemana.

Tool był moim pierwszym “cięższym” oraz “ambitniejszym” zespołem. Na początku usłyszałem kawałek „Vicarious”, w aucie mojego kuzyna. Po chwili zapytałem go:
- Co to jest?
- Tool – odpowiedział i od tamtego momentu wiedziałem (nie wiedzieć skąd), że ten zespół na długo zagości w moich głośnikach.
W ten sam dzień postanowiłem udać się do sklepu muzycznego po krążek, z którego pochodził niedawno zasłyszany w aucie kuzyna utwór. Albumu “10,000 Days” słuchało mi się znakomicie, więc nazajutrz pojechałem kupić “Ænimę”.
Czytaj dalej »