

Dokładnie cztery lata temu świat wstrzymał oddech. Cztery lata i cztery miesiące temu. Legendarni już wówczas The Unwounds nie musieli niczego udowadniać, wszak mieli na swoim koncie obiektywnie rewelacyjne Repetition („best album ever”, pitchfork.com), drogie instrumenty i przychylność wszelkich muzycznych środowisk („sick shit”, ultimate-guitar.com; „polecam”, Teraz Rock). Trio z krainy kangurów postanowiło ostatecznie rozwiązać kwestię połączenia ciężkich gitar z lekkim powietrzem i wprawić słuchaczy na całym świecie w osłupienie. Byli zajebiści, to fakt, ale nawet tacy ludzie potrzebują czasem pomocy od samego Boga. Tym Bogiem był w tym przypadku Rick Rubin, który postanowił pomóc gwiazdom z Tumwater w osiągnięciu postawionego celu. Swoją drogą, wiąże się z tym wydarzeniem pewna anegdota – Rubin podobno tak bardzo pragnął współpracy Brytyjczykami, że on sam (!) zaproponował Unwoundsom wspólną sesję nagraniową, natomiast gdy Justin Trosper odmówił, Rick wyłożył na blat grube miliony, co zmieniło stosunek do sprawy popularnego „Trospiego”. Niestety jest to ostatnia wesoła rzecz, jaką możemy o omawianym zespole powiedzieć. Wynikiem owej sesji nagraniowej był album o tytule Leaves Turn Inside You, co wzbudziło z wiadomych względów kontrowersje zarówno wśród fanów, jak i dziennikarzy. Coś zgrzytało, coś zaczęło się psuć. Okładka potwierdziła obawy, natomiast swoistym gwoździem do trumny stał się singiel pod tytułem Scarlette, który dzień po emisji w rozgłośniach radiowych stał się obiektem drwin i szyderstw. Przysłowiowa ‘miarka’ przebrała się na pierwszym koncercie promującym niedoszłe dzieło sztuki: fani najpierw obrzucali zespół jajkami i pomidorami, a następnie wtargnęli na scenę, gdzie złapali tonącą we łzach perkusistkę, brutalnie zgwałcili i zamordowali; następnie wrzucili basistę do wanny, porazili prądem, a to wszystko w czasie, gdy klatkę piersiową wokalisty rozpierdolił Obcy.
Poza ostatnią linijką, to tak właśnie było.
Czytaj dalej »

Alcest, a raczej jego ostatnia płyta Souvenirs D’un Autre Monde, słynie z tego, że jest ona uwielbiana zwykle przez metalowców, którzy postanowili posłuchać shoegaze. No bo metalowiec to zrobił, no nie? To trzeba.
Czytaj dalej »


Drodzy Polacy! Żołnierze, cywile, piekarze, lekarze, strażacy, policjanci, sprzedawcy, ojcowie, wasze żony i dzieci, politycy, sportowcy, dziennikarze, naukowcy, biznesmeni, górnicy i wszyscy ci, których pominąłem, a są obywatelami tego kraju – zwracam się do was jako głowa państwa, ale również jako jeden z was, Polak. Niestety przyszło nam żyć w czasach, gdzie ponownie odżyły dawne konflikty, ponownie na skalę światową, ale to, co wtedy nasi dziadkowie, pradziadkowie przeżyli jest niczym w porównaniu z tym, co przeżywamy teraz, a trzeba zaznaczyć, że czas szykować się na najgorsze. Apeluję do was, Polacy, udzielcie schronienia każdemu, kto takowego nie posiada, przede wszystkim dzieciom, które mają szansę w przyszłości naprawić nasze błędy. Mamy mało czasu. Niech Bóg ma nas w swojej opiece…
Czytaj dalej »
Napisany 30 sie 2009 przez Jakub Szwedo | Napisane w doom metal, metal, post-metal, post-rock, rock, sludge | Otagowane doom metal, metal, post-metal, post-rock, relacja, rock, sludge | Brak komentarzy »


Dalsza część moich przygód z nowym polskim festiwalem. Niedziela. Ostatni, najbardziej oczekiwany dzień Asymmetry oraz największa gwiazda – Minsk. Cały dzień czułem w kościach, że będzie grubo.
Czytaj dalej »
Przed Wami, drodzy czytelnicy, recenzja drugiego ze zwycięzców Naboru. Gromkie brawa dla Iskandiara!

Amerykański zespół z Massachusetts, powstał w 2003, lecz zaczął istnieć w mediach w roku 2005. Opinie o nich są przeróżne. Jedni uważają, że reprezentują on scenę nudnego postrocka, inni z kolei – w tym ja – że są świetni. I chyba jednak nie mogą byś tacy źli, skoro na samym początku kariery, w rzeczonym 2005 supportowali samych Mono (japoński zespół postrockowy, ich utwór „Mere Your Pathetique Light” osobiście uważam za najlepszy kawałek minimalistyczny). Jak dotąd wydali jeden album, „The Four Trees” – ale za to jaki! Cała płyta, od pierwszego do ostatniego utworu utrzymana w tych samych klimatach, tak naprawdę wszystkie 11 pozycji łączy się w całość, dając jeden ponad godzinny utwór.
Czytaj dalej »


Jak głosił wieszcz: „Chyba lepiej powiedzieć: szkoda, że już nie grają, bo fajny zespół był, niż: kiedyś lepiej grali, ostatnio z każdą płytą coraz gorzej”. Świetnym przykładem do pierwszej części tego cytatu może być zespół Clann Zú. Gdy pierwszy raz usłyszałem ich debiutancki album pomyślałem: „I to jest ich debiut! Ciekawe czy się rozwinęli”. Zawód był, gdy dowiedziałem się, że grupa już nie tworzy. Pozostaje tylko po raz kolejny odpalić ich pierwszy album.
Czytaj dalej »
Panowie z Sigur Rós przejęli na jeden dzień cały serwis YouTube. Mając taką „moc”, udostępnili cały swój film, niedawno wydany na DVD, zupełnie za darmo! Trwa aż 97 minut, są w nim wypowiedzi członków zespołu, przepiękne krajobrazy Islandii no i oczywiście ich koncerty, zarejestrowane w rodzimym kraju. Polecam!


„Takk…” znaczy po islandzku „Dziękuję…”. Taki tytuł nosi czwarty długogrający album formacji Sigur Rós. Panowie z tego pięknego kraju postanowili znowu spłodzić piękny krążek, pełen emocji, klimatu i przepięknych melodii. Czy udało im się? Czy na końcu tego tekstu mogę napisać „dziękuję”?
Czytaj dalej »