<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>:: Winyl ::</title>
	<atom:link href="http://www.winyl.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.winyl.info</link>
	<description>W 33 obroty dookoła muzyki</description>
	<lastBuildDate>Tue, 31 Aug 2010 19:26:12 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Relacja z festiwalu Tauron Nowa Muzyka</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/31/relacja-z-festiwalu-tauron-nowa-muzyka/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/31/relacja-z-festiwalu-tauron-nowa-muzyka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Aug 2010 17:05:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2452</guid>
		<description><![CDATA[Zakończenie muzycznego lata nastąpiło w Katowicach, mieście które zaskoczyło mnie swoją artystyczną otoczką.
Starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury idą im, śmiem twierdzić bardzo dobrze, co pokazuje min. ostatni weekend sierpnia. Spodek zajęty przez fanów gitarowego grania, a niedalekie Muzeum Śląskie przez malkontentów, ludzi wynudzonych ułożonym, nic nie wnoszącym do świata dźwięków „sileniem się”.


Na Tauronie żaden [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Z</strong>akończenie muzycznego lata nastąpiło w Katowicach, mieście które zaskoczyło mnie swoją artystyczną otoczką.<br />
Starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury idą im, śmiem twierdzić bardzo dobrze, co pokazuje min. ostatni weekend sierpnia. <strong>Spodek</strong> zajęty przez fanów gitarowego grania, a niedalekie <strong>Muzeum Śląskie</strong> przez malkontentów, ludzi wynudzonych ułożonym, nic nie wnoszącym do świata dźwięków <em>„sileniem się”</em>.</p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/tauron1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2457" title="tauron1" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/tauron1.jpg" alt="" width="500" height="181" /></a></p>
<p><span id="more-2452"></span><br />
Na Tauronie żaden artysta się nie silił, dużo w tym wszystkim było czystej nieskrępowanej pewności siebie, co oczywiście pokazało kilka setów.<br />
Na papierze, line-upowo festiwal prezentował się wyśmienicie, nie problemem było zapełnić 3 sceny wyśmienitym kolażem dźwięków (gdzie indziej przechodząc 400 metrów zdołasz posłuchać <strong><em>math rocka</em></strong>, dusznego <strong><em>dubstepu</em></strong> i chillującego <strong><em>elektro popu</em></strong> – a to tylko jedna z wielu kombinacji możliwych do ułożenia).<br />
Nasz (pozdrowienia dla Tymka) muzyczny trip zaczęliśmy w piątek na <strong>Club Stage</strong>. Przywitał nas <strong>Kevin Martin</strong> i jego przyjaciele z <strong>King Midas Sound</strong>, czyli pierwszy muzyczny przystanek żądnego basu słuchacza. Od razu wspomnę, że projekt King Midas Sound jest na tyle nietypowy brzmieniowo (choć chyba bardziej nietypowy czasowo), iż przegapić ich było by wielkim błędem. Po pierwsze – <strong><em>trip hop</em></strong>, to właśnie ten jakże mistyczny gatunek zdominował debiutancki longplay tej ekipy. O ile płyta brzmi jak świetnie zaprojektowany revival, to odsłona live to już nieco inna para kaloszy. Siłą ich debiutu były wokale – głębokie, jakby uduchowione, świetnie pasujące do warstwy muzycznej, live to niestety właśnie wokale prezentowały się najsłabiej. Nie wiem czy to efekt nagłośnienia ale brzmiało to bardzo słabo, ciężko było zrozumieć słowa wypowiadane/wyśpiewywane przez wokalistów, do tego niesłychanie głośne, zdzierające wręcz piski generowane przez Martina i koncert który miał być świetny okazał się jedynie dobry. Dobry bo to właśnie doświadczony Kevin w zdecydowanej mierze(poza tymi przedecybelowanymi motywami) utrzymywał wysoki poziom muzyczny. Beaty brzmiały bardzo <em>„mięsiscie”</em>, warsztat djski również świetny (przejścia pomiędzy poszczególnymi utworami bardzo sprawne) i to było by na tyle. Mistycyzm którego oczekiwałem od King Midas Sound gdzieś uleciał, pozostał co najwyżej niezły klimat.<br />
Z Club Stage poszliśmy <em>„pozwiedzać”</em>, teren festiwalu to śmiem twierdzić, że obok samego line upu największa zaleta tej imprezy. Czuć post-industrialny klimat, budynki po kopalniane jak np. hala usytuowana obok Club Stage pasowały do ogólnego wizerunku imprezy. Opodal głównej sceny festiwalowej stał monumentalnie prezentujący się szyb kopalniany, który dzięki świetnemu oświetleniu wyrósł na znak rozpoznawczy imprezy (taki trochę nasz własny <strong>Melt</strong>). Po krótkiej integracji z festiwalowym otoczeniem popędziliśmy pod Club Stage (jak się później dowiecie &#8211; często odwiedzaną przez nas scenę). Wybiła godzina 22 i wtedy (bardzo punktualnie) zjawił się na niej <strong>Pantha Du Prince</strong>.<br />
Muszę przyznać, że po występie Niemca oczekiwałem bardzo wiele. Pogodzić wysokiej jakości walory artystyczne, z tanecznym wydźwiękiem nie każdy potrafi, aczkolwiek <strong>Hendrik Weber</strong> wyszedł ze spotkania z wymagająca Polską publicznością, obronną ręką.<br />
Mówisz Pantha, myślisz dzwoneczki i tego nie zabrakło. Sampling wyszukanych form dźwiękowych ten człowiek opanował do perfekcji. Raz, że przyjemnie tego się słuchało, dwa, że rytmicznie było bardzo bujająco – duża ilość elementów deep houseowych wplatanych w utwory. Jego set był dla mnie nad wyraz satysfakcjonujący i wysoko lokujący się w kwestiach <em>„przeżycie koncertowe”</em>.</p>
<p>Jedziemy dalej – wraz ze spadkiem sił fizycznych, postanowiliśmy wspólnie z Tymkiem poczilować pod sceną główną, gdzie grać miał<strong> Bonobo</strong> i jego koncertowa ekipa. Powiem szczerze, że jego najnowsza wydawnicza pozycja czyli <strong>Black Sands</strong> trzyma się wysoko wśród tegorocznych płyt elektronicznych. Dlatego też oczekiwania miałem mocno wygórowane. Bonobo zaprezentował jak wspominałem koncertową/zespołową formę, samemu rezygnując ze stania za deckami na rzecz gitary basowej. No i jak można było się spodziewać muzyka nabrała momentami czysto improwizacyjnego, nieco jazzowego wymiaru (min. ze względu na obecność <strong>Andreyi Triany</strong> na scenie). Osobiście liczyłem na bardziej taneczne wydanie, no ale cóż nie można mieć wszystkiego, leżąc na specjalnie przygotowanych do tego miejscach (wypełnione cholera wie czym „balony”) odzyskałem nieco sił i ponownie ruszyliśmy pod Club Stage. Tak więc wpadamy pod scenę a tu ciemno?!<br />
Zero świateł, mały stolik z dwoma laptopami &#8211; czy tak wyobrażacie sobie oprawę seta legend <em><strong>IDMu</strong></em>? <strong>Autechre</strong> zaczęli grać wcześniej niż pokazywał to timetable (ok. 24 45 a planowo miało się to zacząć o pierwszej). Zważywszy, że nie było żadnych świateł to nastrój wytworzył się sam. Set Autechre wydawał się być odizolowanym od całej reszty festiwalu &#8211; w porównaniu z innym artystami był to zupełnie inny muzyczny świat. Pokuszę się o stwierdzenie, że był to występ w 100% pasujący do miejsca w którym się odbywał. Odhumanizowany muzyczny spektakl pełen krystalicznych breaków, złowrogich basów (najlepiej nagłośnione basy na całym feście) mógł się podobać. Jedyne co mnie martwiło to to, że podczas całego trwania seta (1,5 godziny) usłyszałem może z 5 motywów przy których z pozycji statycznej łatwiej było wprowadzić się w ruch (już nie mówię o tańczeniu). Oczywiście łatwo można to wytłumaczyć faktem, iż w żadnym stopniu nie jest to elektronika taneczna, a ta stawiająca na walory dźwiękowe (które naprawdę imponowały – warsztat panowie mają niesamowity). Rzecz jasna półtorej godziny takiego grania to też zbyt wiele, Tymek już ledwo dawał radę (biorąc pod uwagę iż w Piątek dotarliśmy do deszczowych Katowic, plus poszukiwania pola namiotowego, no i dotarcie na festiwal = niziny fizyczne).<br />
Tak więc po secie Autechre wróciliśmy na pole oddalone od festiwalu o 4 km. Uwaga! Pieszo, zwiedzając nocą Katowice.</p>
<p>Sobota na papierze prezentowała się imponująco, liczba artystów których chciałem zobaczyć o ponad połowę przekraczała dzień poprzedni, dlatego też uzbroiliśmy się w energetyki i ruszyliśmy na <strong>Bibio</strong>.<br />
Ponownie zawitaliśmy pod Club Stage, tym razem już jednak nieco spóźnieni. Nie zmienia to faktu, że 40 minut seta Brytyjczyka które udało nam się zobaczyć bardzo nam się podobało, jedyny mankament to fakt iż Bibio nie jest zbyt dobrym djem (w sensie stricte koncertowym), brak przejść pomiędzy utworami spowodował, że set był trochę rwany. Po Bibio zawędrowaliśmy na <strong>Live Stage</strong> gdzie grała już <strong>Dub Mafia</strong>. Show bardzo energetyczne, mieszanka żywych instrumentów i typowo dubstepowych wobbli wypadała wyjątkowo dobrze. Dodatkowo nastrój jaki płynął z samej sceny – zabawnie wyglądający dj i energiczna wokalistka, to combo zapewniające tej ekipie wysoką notę.<br />
Zbliżała się godzina 21 i występ artysty który z miejsca stał się czołową postacią abstrakcyjnych form hip hopowych, mianowicie wprost z <strong>LA</strong> na Club Stage zawitał <strong>Nosaj Thing</strong>. Przyznam się szczerze, że akurat dokonania albumowe <strong>Jasona</strong> znam słabo, jednak jego dj sety znajdujące się na youtube brzmią imponująco. Nie inaczej było tego wieczoru. Ciepłe, delikatne, aczkolwiek techniczne i momentami nieźle pokręcone, muzyczne pejzaże Kalifornijczyka powalały, słuchało się tego niezwykle przyjemnie. Set na którego kolejne odsłony czekało się z wielkim zainteresowaniem.<br />
W taki oto sposób docieramy do jednej z największych gwiazd imprezy (możliwe, że i największej), legendy instrumentalnego hip hopu – <strong>Prefuse 73</strong>.<br />
Facet którego zasługi dla gatunku są nie mniejsze niż <strong>Dja Shadowa</strong>, pojawił się na Live Stage z perkusistą, co oczywiście bardzo mnie uradowało. Ponoć materiał który miał zaprezentować w sobotnią noc Herren, to nowe nagrania z nadchodzącego albumu.<br />
Jeśli tak faktycznie było to fanom pociętego, wypełnionego po brzegi samplami-miniaturkami hip hopu, album się spodoba. <strong>Guillermo</strong> dwoił się i troił, stojąc za swoim stolikiem wypełnionym nie małą ilością sprzętu. Syta warstwa elektroniczna, charakterystyczne beaty i swoista konwersacja pomiędzy pałkerem a samym mistrzem ceremonii, mnie osobiście bardzo się spodobała i pozwoliła nawet na chwilę odlotu, gdzieś w rejony ciężkie do sprecyzowania topograficznie^^<br />
Po świetnym występie Nosaja i Herrena byłem już bardzo mocno usatysfakcjonowany, a czekało mnie przecież jeszcze kilka ciekawie zapowiadających się występów, w tym <strong>Floating Points</strong> którego występ na <strong>Red Bull Stage</strong>, mocno mnie zaskoczył.<br />
Po pierwsze znając jego dokonania z kapitalnych epek spodziewałem się wywracającego trzewia basowego <strong>house’u</strong>. Po drugie, facet nie był na scenie sam – towarzyszyła mu tancerka i djka w jednym, co miało nie mały wpływ na wydźwięk samego seta. Oczywiście było tanecznie, bardzo funkowo, gdzieś w połowie seta wkradać zaczęły się charakterystyczne basy. To co bardzo mi się spodobało na RB Stage to fakt, że nagłośnienie było tak ustawione, że można było bez problemu pogadać, jednocześnie nie tracili na tym sami artyści bo dźwięk był bardzo czysty i przestrzenny.<br />
Godzina 24 na scenie głównej to czas przeznaczony dla najbardziej oczekiwanej przez nas ekipy, niemieckiego <strong>Moderatu</strong>. Przyznam szczerze, że koncert tej ekipy to wydarzenie w tym roku dla mnie najważniejsze. Album który okazał się być współczesnym elektronicznym arcydziełem, mieszającym estetykę <strong>techno</strong> z dubstepem, podlanym dodatkowo idmowym sznytem, sprawił, że muzycy z serca elektronicznego świata, z miejsca stali się wielką elektroniczną gwiazdą. Z racji <em>„ważności”</em> tego występu, usytuowaliśmy się przy samych barierkach, tuż pod sceną. Zaczęli z lekkim opóźnieniem. Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki, to było <strong>A New Error</strong>. Ekstaza, inaczej tego nazwać nie potrafię, brzmienie tak czyste i pełne, że aż włosy się jeżyły, i taki stan już na tym koncercie mnie nie opuścił.<br />
Choć w nogach miałem dwa dni pełne pląsów i pieszych wycieczek, to ani na moment nie przestałem się ruszać – nie dało się. Co najważniejsze, sami artyści byli w fantastycznych humorach. Występowanie dla Polskiej publiki traktują szczególnie, było widać, że są pod wielkim wrażeniem tego co działo się pod sceną (najprawdopodobniej najliczniejsza publika na festiwalu). Niemcy zagrali szlagiery w rodzaju <strong>Seamonkey</strong> (tutaj to już lewitowałem), <strong>Rusty Nails</strong> (świetne intro), czy <strong>Porc</strong> podczas którego <strong>Sascha</strong> sięgnął po gitarę. Niesamowicie ucieszyła mnie obecność w secie, epickiego <strong>Les Grandes Marches</strong>, czy utworów z nieco bardziej dubowym posmakiem jak <strong>Slow Match, Nr. 22</strong> (coś pięknego) czy <strong>Let Your Love Grow</strong>. Szczerze to nie było słabych momentów podczas tego koncertu, co i rusz wplatali w utwory jakieś nowe motywy, przez co nie brzmiało to jak granie z płyty. Na zakończenie zagrali coś czego chyba nikt się nie spodziewał – premierowy utwór!<br />
Stylistycznie przypominający te nieco bardziej idmowe formy(oczywiście odpowiednio z dubowane), ale to wokal Saschy (brzmiał jak wypisz wymaluj <strong>Thom Yorke</strong>) najbardziej powalał i nadawał temu wszystkiemu nieco <em>„kid ejowego”</em> posmaku- widać, że wspólne koncertowanie z <strong>Radiohead</strong> odcisnęło piętno na Niemiaszkach.<br />
Gdybym na tym koncercie zakończył festiwal i poszedł w kimę dając odetchnąć swojemu wymordowanemu ciału, to chyba pluł bym sobie w brodę, bo oto nad Club Stage przeszedł huragan i trzęsienie ziemi w jednym – <strong>Gaslamp „The Mothafucking” Kiler</strong>!<br />
Przemieszczając się w miarę szybko ze sceny głównej na usytuowaną na drugim końcu festiwalowego terenu Club Stage, udało nam się zdążyć jeszcze na końcówkę koncertu <strong>Gonjasufiego</strong>, wspieranego beatami Gaslamp Killera. Wiele mieliśmy szczęścia bo trafiliśmy na szlagiery – <strong>She’s Gone, Ancestors</strong> (bas tak soczysty i gęsty, że można było w nim pływać^^) i bardzo wymowne <strong>Holidays</strong>. Nie powiem, sufista daje radę, jako postać jest na tyle charyzmatyczny iż w swój psychodeliczny świat zgrabnie wprowadził Polaczków zgromadzonych pod sceną. Jak się później okazało szalony Kalifornijczyk zapraszał Gonjasufiego na scenę jeszcze kilkukrotnie, jak na ziomków przystało jeden drugiego mocno hajpował przed publiką. Sam set Gaslampa był tak eklektyczny, że co chwilę łapałem się za głowę z rozdiabioną japą. <strong>Rave</strong>, techno, <strong>glitch</strong>, <strong>eksperymentalny hip hop</strong>(grał wiele premierowych utworów), <strong>J Dilla</strong>, ale też wpleciony gdzieś pod koniec seta <strong>Jimi Hendrix</strong>! Ciężko było pojąc jak on to wszystko łączy, spajając jednocześnie wspólnym mianownikiem ciężkich wobbli. W kwestiach czystej rozrywki, zabawy, to publika na secie Gaslampa dawała tak radę iż facet sam tego nie ogarniał i przeciągnął nad programowo swój set, rozkładając swój laptop po raz drugi.<br />
Amerykanin to postać tak barwna i sympatyczna, z głową pełną anegdot (wywód na temat <em>„I Have a Dream”</em> <strong>Matina Lutera Kinga</strong>) iż ciężko było go nie polubić podczas tych dwóch godzin spędzonych pod Club Stage. W pewnym momencie facet wyciągnął blunta i wspólnie z Gonjasufim wprowadził się w odpowiedni do sytuacji stan (końcówka seta pełna była psychodelicznych motywów). Teksty typu <em>„we have more weed”</em> były naprawdę zabawne, brakowało tylko tego, żeby zszedł ze sceny podzielić się nim z rozentuzjazmowaną publiką. Zdecydowanie show nr 1 całego festiwalu, takiej euforii wśród publiki, podczas festiwalu nie widziałem dotychczas na własne oczy. Nawet siły mi wróciły i szczerze to chciałem więcej, set jak dla mnie mógłby się nie kończyć. Etykietka jaką przylepiono Gaslampowi – <em>„The Crazieszt DJ in the World”</em>, jak najbardziej zasłużona.<br />
W taki oto sposób zakończył się festiwal dla mnie wyjątkowy, to był mój pierwszy raz na Katowickiej imprezie, ale bankowo nie ostatni. Biorąc pod uwagę możliwości organizatorów, za rok możemy spodziewać się kogoś pokroju <strong>Aphex Twina</strong> czy którejś z legend dubstepu – może <strong>Benga</strong>? Nie wiem?! Tak czy inaczej wyśmienita impreza i zdecydowanie najlepsza na jakiej byłem w te wakacje.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/31/relacja-z-festiwalu-tauron-nowa-muzyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muse na Coke Live Music Festival – Kraków, 21.08.2010</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/23/muse-na-coke-live-music-festival-%e2%80%93-krakow-21-08-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/23/muse-na-coke-live-music-festival-%e2%80%93-krakow-21-08-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 10:55:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nikołajewicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[progressive rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2448</guid>
		<description><![CDATA[
Na początku marca marzenia fanów Muse znad Wisły się spełniły – ich ulubiony zespół potwierdził koncert w Polsce. W obliczu braku innych interesujących mnie wykonawców nie pozostało nic innego, jak kupić bilet jednodniowy, zainstalować się w samochodzie i pewnej słonecznej soboty udać się do Krakowa.

Podobnie do mnie postąpiło zapewne wielu, co można było wywnioskować po [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niko.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1735" title="Avek-Niko" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niko.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>N</strong></span>a początku marca marzenia fanów <strong>Muse</strong> znad Wisły się spełniły – ich ulubiony zespół potwierdził koncert w Polsce. W obliczu braku innych interesujących mnie wykonawców nie pozostało nic innego, jak kupić bilet jednodniowy, zainstalować się w samochodzie i pewnej słonecznej soboty udać się do <strong>Krakowa</strong>.</p>
<p style="text-align: left;">
<p><span id="more-2448"></span>Podobnie do mnie postąpiło zapewne wielu, co można było wywnioskować po ilości widzianych niebieskich opasek na nadgarstkach oraz po koszulkach z logiem podobno jednego z najważniejszych współczesnych zespołów rockowych. Po spacerze na krakowskim rynku dojechaliśmy do Muzem Lotnictwa, gdzie cała impreza miała miejsce. Przede wszystkim zaskakująca była wielkość pola, na którym usytuowany był festiwal – na podobnej powierzchni odbywają się o wiele bardziej lokalne Juwenalia&#8230; Ale o dziwo wszyscy (według szacunków organizatora <strong>45 tysięcy osób</strong>) na tym skrawku ziemi się pomieścili.</p>
<p>Zespoły występujące na innych scenach zdecydowanie nie zebrały tak licznej publiczności jak grupy ze sceny głównej. <strong>Burn Stage</strong> cechowała się dużą ilością elektroniki, z kolei na<strong> Coke Stage</strong> znalazło się miejsce zarówno dla dźwięków gitary, jak i syntezatorów i laptopów. Moją uwagę przykuł zespół <strong>Natural Born Chillers</strong>, łączący sprytnie gitary (czasem post rockowe tremola, czasem jakiś quasi-shoegaze) z twardym, perkusyjnym bitem i mocnym basem zatykającym płuca. Będę musiał im się kiedyś przyjrzeć.</p>
<p>Przebrnąwszy przez pobieżne zwiedzanie pola oraz bardzo kłopotliwy system płatniczy (kiepski dla kogoś przyjeżdżającego na jeden dzień lub z mniejszą ilością gotówki, dla organizatora kurs 1 bon = 3 złote chyba nie jest problemem) udaliśmy się bliżej sceny, by w rozgorączkowanym tłumie, na godzinę przed koncertem headlinera festiwalu, zająć sobie miejsca. A tłum był na tyle żądny zabawy, że bawił się nawet przy piosenkach lecących podczas gdy techniczni Muse uwijali się na scenie. Śpiewanie <em>„łooo”</em> z <strong>„The Kid Aren’t Allright” Offspringów</strong>, aplauz po <strong>„Chop Suey!” System of a Down</strong>… To wszystko zapewni Ci krakowska publiczność. Za resztę zapłacisz bonami, tylko trzy złote za jeden. Jeszcze na chwilę na scenę przyszedł <strong>Mikołaj Ziółkowski</strong>, by ogłosić kilka rzeczy organizacyjnych i podziękować <strong>Alter Artowi</strong> (czyli tak naprawdę samemu sobie) za ten festiwal. Jeszcze tylko chwila i kilka minut po dwudziestej trzeciej zaczyna się&#8230;</p>
<p>O Muse krążą różne opinie – dobre i złe. Fani cenią mieszanie różnych gatunków i pomysłowość, przeciwnicy zarzucają patos i w najgorszym wypadku zrzynanie z Radiogłowych. Jedno jest pewne – ich koncerty muszą robić wrażenie. Zaczęli od <strong>„New Born”</strong> – numeru otwierającego mój ulubiony album angielskiego tria,<strong> „</strong><strong>Origin of Symmetry<strong>”</strong></strong>. Odpalili telebim nad sceną (kompilację sześciokątów, na których wyświetlano wizualizacje), włączyły się lasery krążące nad publiką. Światła, lasery, obraz modyfikowany równolegle z muzyką i co tam jeszcze chcesz.</p>
<p>Setlista w dużej mierze opierała się na ostatniej płycie &#8211; <strong><strong>„</strong>The Resistance<strong>”</strong></strong>, co nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Było <strong>„Uprising”</strong>, było <strong>„Undisclosed Desires”</strong> (na którym miała mieć miejsce <a href="http://musepl.host247.eu/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=441&amp;Itemid=76" target="_blank">akcja z latarkami</a>, jednak chyba nie wszyscy się posłuchali), a ze starszych utworów m.in. <strong>„Bliss”</strong> (które wybrali fani w internetowej ankiecie) czy <strong>„Supermassive Black Hole”</strong> (pozdrawiam fanki <strong>„Zmierzchu”</strong>, które przy tym piszczały głośniej niż dziesięć wuwuzeli). Tak czy inaczej – cały set brzmiał naprawdę dobrze. Muse to taka maszyna koncertowa&#8230; Trudno zaprzeczyć –<strong> Matt Bellamy</strong> wokalnie w ogóle się nie oszczędza i brzmi jak w studiu, podobnie z instrumentami. Coś tam czasem zanikało, czegoś tam nie było słychać, ale tak dobrze odegrać własny materiał? Kolejne pozdrowienia, tym razem zwolenników teorii spiskowych, jakoby Muse grało z playbacku.</p>
<p>Zagrali ok. półtorej godziny. W tym czasie między swoje utwory wpletli kilka muzycznych cytatów (m.in.<strong> „Headup” Deftones</strong> czy <strong>„Back in Black” AC/DC</strong>, <strong>„Maggie’s Farm”</strong> w aranżacji <strong>Rage Against the Machine</strong> chyba też było), podziękowali kilka razy w języku angielskim i (a jakże) polskim (mówił głównie <strong>Dominic Howard</strong> – perkusista zespołu) i zmarnowali szansę na całkowite kupienie polskiej publiczności (nie grając fragmentu  <strong>Nokturnu Es-Dur Chopina</strong> będącego codą <strong>„United States of Eurasia”</strong>). Mimo tego uradowali i rozgrzali widownię do czerwoności. To był koncert, którego się nie zapomina. Jeszcze tylko na finał festiwalu zrobiono pokaz sztucznych ogni i można było wracać do domu.</p>
<p>A <a href="http://www.setlist.fm/setlist/muse/2010/coke-live-krakow-poland-6bd59282.html" target="_blank">tutaj</a> zainteresowani znajdą setlistę z koncertu.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/23/muse-na-coke-live-music-festival-%e2%80%93-krakow-21-08-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Audioriver – Festiwal Świata Niezależnego</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/12/audioriver-%e2%80%93-festiwal-swiata-niezaleznego/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/12/audioriver-%e2%80%93-festiwal-swiata-niezaleznego/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 11:31:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2440</guid>
		<description><![CDATA[
Od czego tu zacząć?! W zasadzie to mógłbym od tego, że decyzja o wyborze tego festiwalu spowodowana była nagłymi ruchami na mojej playliście – rezygnacja z Openera czy Coke Live, na rzecz płockiej imprezy i wypełnionego szychami ambitnej elektroniki, Tauron Nowa Muzyka zdaje się mieć sens.
Powiem tak:  dotychczas kultura klubowa była przeze mnie dosyć skrupulatnie [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignnone size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><strong>O</strong>d czego tu zacząć?! W zasadzie to mógłbym od tego, że decyzja o wyborze tego festiwalu spowodowana była nagłymi ruchami na mojej playliście – rezygnacja z <strong>Openera</strong> czy <strong>Coke<a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/audio.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2441" title="audio" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/audio.jpg" alt="" width="200" height="267" /></a> Live</strong>, na rzecz płockiej imprezy i wypełnionego szychami ambitnej elektroniki, <strong>Tauron Nowa Muzyka</strong> zdaje się mieć sens.<br />
Powiem tak:  dotychczas kultura klubowa była przeze mnie dosyć skrupulatnie omijana, żeby nie powiedzieć, że miałem na nią wyjebane. Laptopowa muzyka w żaden sposób mnie nie kręciła, nie czułem chemii w stronę elektronicznych dźwięków, ale przyszedł <strong><em>dubstep</em></strong> i wywrócił wszystko do góry nogami.</p>
<p><span id="more-2440"></span><br />
Audioriver to impreza na której odnalazłem siebie, serio kiwanie się w takty bpm’ów w namiocie pełnym podobnych schizoli, było przeżyciem fascynującym. Podskórnie czułem, że to coś dla mnie. Bez znaczenia, czy był to Starkey z basowym pochodem, czy hipnotyzujący <strong>Glasse</strong> (rewelacyjny set w Circus Tent), nie mogłem przestać się ruszać, czego efektem były zapytania kilku kolesi czy nie mam <em>speedu</em> na odsprzedaż (xd). Nie miałem, nie potrzebny był mi speed, to wychodziło samo ze mnie (bez aluzji prosiłbym).</p>
<p>Ale do rzeczy, Piątek był dniem bardzo ciężkim – przyjazd do <strong>Płocka</strong>, przemarsz skarpą, rozkładanie namiotów tuż przy innym namiocie (Circus w którym grała min <strong>Ellen Allien</strong>) no i późniejsze perypetie z pogodą, dokładniej burza, wichura &#8211; armageddon nad polem namiotowym. Szczęście, że nie byłem zbyt trzeźwy bo chyba bym tam płakał. Pół piątku przespałem w zalanym namiocie, czego efektem było bardzo złe samopoczucie. Uwierzcie, obudziłem się po 21 cały mokry, z błotem w namiocie i jedyne co mnie w jakikolwiek sposób ratowało to materac, który udało mi się jakimś cudem napompować (na procentach). Wstałem, przebrałem się, wyszedłem z namiotu i zacząłem szukać moich kompanów – fakt, że od złego miejsca zacząłem szukać sprawił, że ogarnęło mnie przerażenie, iż kumple poszli wiksować pozostawiając mnie na pastwę kaca. Ale odnalazłem ich, wystarczyło wejść do namiotu obok (-_-), ale jak wspominałem ciężko było myśleć na takim zmęczeniu. Tak więc obudziłem znajomych i zaczęła się impreza…</p>
<p><strong>Piątek</strong></p>
<p><strong>Cirrus Tent</strong><br />
<strong>22:30 – Christian Smith</strong><br />
Na niemieckim dju długo nie zasiedziałem, bo jak się dowiecie później czekało na mnie kilku ciekawszych artystów. Choć Christian i jego set podobał się Patrykowi (jeden z kumpli z którymi tam się zjawiłem) i w sumie mnie też. Techno brzmienia, przecinane miejscami nieco bardziej house&#8217;owymi rytmami, pobudzały do tańca, namiot był niemalże pełny.</p>
<p><strong>Hybrid Tent<br />
23:00 – Starkey</strong><br />
Tu zaczyna się dziać, pierwsze moje dubstepowe live przeżycie. Starkey to artysta kombinujący z bristolskimi brzmieniami na zasadzie wpajania w głęboki wobble&#8217;owaty bas wielu technicznych smaczków, przez co set brzmiał bardzo imprezowo. Od początku była wiksa i to się nie kończyło. Kulminacja nastąpiła przy wciśniętym gdzieś pod koniec seta, kawałku świeżego brytyjskiego projektu <strong>Magnetic Man</strong> (m.in. <strong>Skream i Benga</strong>). Starkey zagrał ich hicior <em><strong>I Need Air</strong></em> (adekwatny tytuł do atmosfery) i odleciałem, podobnie jak masa zgromadzonych pod namiotem, fanów basowego grania.</p>
<p><strong>Main Stage<br />
00:00 – Way Out West Soundsystem</strong><br />
Na WOW zjawiliśmy się trochę po północy, bo trzeba było wchłonąć nieco płynów po Starkey&#8217;u. Bristolska formacja była głównym celem w festiwalowym line-upie Tymoteusza i to w zasadzie dzięki niemu tam się zjawiłem, oraz skupiłem raczej na odsłuchu. Było całkiem przyjemnie, dużo bujającego <em><strong>house’u</strong></em>. Atmosfera ze sceny (nastrój panowie mieli bardzo dobry) udzielała się dosyć licznie zgromadzonej publice.</p>
<p>Po Way Out West poszliśmy na pole namiotowe, akurat w tym momencie grała Ellen Allen i z miejsca w którym się rozbiliśmy wszystko dokładnie słyszeliśmy, o ile utworom zagranym nie miałem nic do zarzucenia, to już same przejścia między nimi brzmiały&#8230; hmm – amatorsko. Wydaje mi się, że takie wpadki nie powinny zdarzać się tuzom pokroju Ellen Allien.</p>
<p><strong>Hybrid Tent<br />
02:00 – Plastician</strong><br />
Kolejny artysta tej nocy który wstrząsnął mną i w żaden sposób nie pozostawił <em>„confused”</em>. Po tym występie wiedziałem, że Hybrid Tent, powinien zostać docelowym miejscem mojej zabawy. Basy, ogólnie nagłośnienie miażdżyło. Dzika, nieskrępowana zabawa – niczym na jakimś <em><strong>rave</strong></em>, byłem totalnie zahipnotyzowany. Po Plasticianie zostaliśmy jeszcze chwilę pod namiotem, żeby zobaczyć <strong>Noisię</strong>, ale byliśmy zbyt krótko, żeby się wypowiadać – jedno jest pewne wiksa była kontynuowana.</p>
<p><strong>Main Stage<br />
02:30 – Simian Mobile Disco</strong><br />
Docieramy do headlinera który najbardziej mnie interesował. Elektro duet z Wysp mający na koncie dwa bardzo dobrze przyjęte albumy (oraz kilka producenckich m.in <strong>Klaxons i Arctic Monkeys</strong>) i masę występów na całym świecie. Tak więc doświadczona to ekipa, set jaki przygotowali znacząco się różnił od ich studyjnych dokonań. Dużo brzmień techno, świetne interludia (rozkręcać tłum to oni potrafią) i kilka niespodziewanych pozycji jak <strong>It’s The Beat, </strong>czy<strong> Audicity Of Huge</strong> zagrane na sam koniec po prostu powalały. Cały set ponownie przetańczyłem, zakończyło się to nad ranem, więc mój stan fizyczny załączył sobie <em>GPSa</em> do namiotu. Jednak nie myślcie, że poszliśmy spać. Odczekaliśmy do godziny 6 rano i poszliśmy w miasto po <em>„ekwipunek”</em>. Na tym w zasadzie skończył się piątek i zaczęła sobota (jest to impreza na której ciężko stwierdzić jaki dzień aktualnie jest bo jak widać zaczynało się to wszystko w piątek w nocy, a kończyło rano w sobotę. Przy czym kolejne koncerty zaczynały się znowuż w nocy &#8211; maraton).</p>
<p>Ciąg dalszy czyli relacja z soboty, w najbliższym czasie.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/12/audioriver-%e2%80%93-festiwal-swiata-niezaleznego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Leszek Możdżer gra Chopina – Przystanek Woodstock 31. 07. 2010</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/08/09/leszek-mozdzer-gra-chopina-%e2%80%93-przystanek-woodstock-31-07-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/08/09/leszek-mozdzer-gra-chopina-%e2%80%93-przystanek-woodstock-31-07-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 08:34:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[classical]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2432</guid>
		<description><![CDATA[ 
 

















Wyrzućmy stereotypy do kosza. Przystanek Woodstock to nie tylko impreza na której piwo leje się strumieniami, kurz wypełnia nozdrza i dzikie kąpiele błotne, ale też miejsce gdzie spotkać może się prawnik na urlopie, z dawnym kumplem z liceum, który w odróżnieniu od niego, postanowił zostać anarchistycznym punkiem.

Choć wydawać by się mogło, że to [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;"><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></strong></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;"><strong>W</strong>yrzućmy stereotypy do kosza. Przystanek Woodstock to nie tylko impreza na której piwo leje się strumieniami, kurz wypełnia nozdrza i dzikie kąpiele błotne, ale też miejsce gdzie spotkać może się prawnik na urlopie, z dawnym kumplem z liceum, który w odróżnieniu od niego, postanowił zostać anarchistycznym punkiem.</p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/możdżer.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2433" title="możdżer" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/08/możdżer.jpg" alt="" width="557" height="365" /></a><span id="more-2432"></span></p>
<p>Choć wydawać by się mogło, że to miejsce gdzie kultura występuje w śladowych ilościach (koncerty i spotkania ze znanymi osobistościami są w zdecydowanej przewadze tłem), to zdarzają się jednak wyjątki.</p>
<p>Jednak żeby nie otrzeć się o śmieszność, należało by również wziąć poprawkę nad zwrotem <em>„wydawało by się”</em>, no bo przecież wyrabianie sobie zdania, poprzez sugerowanie się jakimiś nie do końca obiektywnymi opiniami, to raczej domena ludzi o wątpliwej inteligencji. Sprawdźcie sami zanim wydacie werdykt.</p>
<p>Jak wspominałem we wstępie, odnośnie Woodstockowych koncertów, zdarzają się wyjątki gdzie muzyka staje na równi z całą otoczką. Takim nie wątpliwie wyjątkiem w tym roku był recital (bo raczej nie koncert), Polskiego wirtuoza fortepianu – Leszka Możdżera.</p>
<p>Z racji roku <strong>Chopinowskiego</strong>, muzyk ten zaprezentował najważniejsze dzieła naszego genialnego kompozytora, ale też przygotował kilka interesujących niespodzianek.</p>
<p>Zacząć jednak trzeba od tego iż okoliczności całego zdarzenia, sprawiały iż był to występ bogaty w eteryczny, czasami mistyczny (namiot, delikatne oświetlenie) klimat.</p>
<p>Leszek wyszedł na scenę ok. godziny 2:30, co tylko sprzyjało atmosferze &#8211; jakby nie patrzeć pora ta sprawiła iż do namiotu dotarli ci którzy twórczość i nieprzeciętne umiejętności Polskiego muzyka, znają dosyć dobrze.</p>
<p>W przypadku tego nocnego występu ciężko jest rozdrabniać się o opis poszczególnych kompozycji wykonanych przez Możdżera, jednakże wybrzmiały najważniejsze nokturny Chopinowkie, ale też słynne ballady.</p>
<p>Jak przystało na wielkiego muzyka, Możdżer wplatał w kompozycje swoje własne pomysły, używając min. pustych butelek i kawałka szmatki sprawiał, że jego fortepian brzmiał raz jak gitara, by po chwili czarować dźwiękami imitującymi cymbałki. Najciekawiej wypadały momenty kiedy to z nieziemską dbałością o szczegóły (w końcu grał Chopina), zmieniał tempa, wielokrotnie przyspieszając (choć była to godzina wielce daleka od pory ekstatycznej zabawy, to jednak publika reagowała bardzo energicznie) i zwalniając, wprowadzając zgromadzoną publikę w odwrotny stan, od tego o którym wspominałem przed momentem. Wykorzystując tylko jeden instrument, ale jakże wdzięczny, Leszek wytworzył atmosferę która nie pozwalała ani na chwilę się zdekoncentrować. Choć z drugiej strony można było zapomnieć o tym gdzie się jest – czy to Woodstock? Czy może już wykwintna sala koncertowa?</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/08/09/leszek-mozdzer-gra-chopina-%e2%80%93-przystanek-woodstock-31-07-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Už Jsme Doma &#8211; Uši</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/07/14/uz-jsme-doma-usi/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/07/14/uz-jsme-doma-usi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 19:45:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nikołajewicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[avant-garde]]></category>
		<category><![CDATA[post-punk]]></category>
		<category><![CDATA[progressive rock]]></category>
		<category><![CDATA[punk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2421</guid>
		<description><![CDATA[
Za co możemy lubić Czechów? – padło pytanie w tłum. – Trawa i kwas na legalu! – ktoś krzyknął. Może i tak, ale miałem na myśli coś innego&#8230; Czesi są fajni, bo mają dobre piwo, ładne dziewczyny i czekoladę Studencką. Poza tym mają kilka ciekawych zespołów rockowych, powstałych wtedy, kiedy mnie jeszcze na świecie nie [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niko.png" alt="Nikołajewicz" /><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/uzjsmedoma_usi.jpg" alt="Už Jsme  Doma - Uši" align="right" /></p>
<p><em><span style="font-size: 24px;"><strong>Z</strong></span>a co możemy lubić Czechów</em>? – padło pytanie w tłum. – <em>Trawa i kwas na legalu!</em> – ktoś krzyknął. Może i tak, ale miałem na myśli coś innego&#8230; Czesi są fajni, bo mają dobre piwo, ładne dziewczyny i czekoladę Studencką. Poza tym mają kilka ciekawych zespołów rockowych, powstałych wtedy, kiedy mnie jeszcze na świecie nie było – chociażby <strong>The Plastic People of the Universe</strong> (działający pod wpływem <strong>Franka Zappy</strong> oraz <strong>The Velvet Underground</strong>), <strong>MCH Band</strong> czy balansujący na granicy post-punka, prog rocka i awangardy <strong>Už Jsme Doma </strong>(koncertujący na całym świecie, współpracujący swego czasu z <strong>The Residents</strong>). Przedstawiam Wam album tych ostatnich. Będzie dużo dziwnych literek z daszkami i kreskami.</p>
<p><span id="more-2421"></span></p>
<p>Pomimo tego, że UJD wydali w tym roku nowy krążek, zajmiemy się ich wydawnictwem sprzed jedenastu lat. „Uszy” to całkiem niezłe wyważenie wszystkich elementów charakterystycznych dla zespołu zza naszej południowej granicy – jest tutaj miejsce na elementy awangardowo-progresywne z pierwszych krążków, uświadczymy także znane z poprzedzającego „Uši” albumu <strong>„Pohádky ze Zapotřebí”</strong> czy tegorocznego <strong>„Jeskyně”</strong> przystępniejsze melodie, którym nie brakuje czadu. Właśnie od takiego utworu zaczyna się album – utwór <strong>„Bosí”</strong> równie dobrze mógłby trafić na którąś z pierwszych płyt rosyjskiego ska punkowego <strong>Distempera</strong>. Późniejsze słuchanie albumu przynosi nam różne niespodzianki: polifonie, połamane rytmy, odrobinę języka angielskiego (<strong>„Kovbojská”</strong>), dużo harmonii wokalnych (<strong>„Tenký led”</strong>), dęciaki, dużo smakowitych partii basu, jest nawet miejsce na solówki gitarowe i niby-pasaże instrumentalne.</p>
<p>Warto wspomnieć o tzw. <em>hajlajtach</em> płyty: utwór tytułowy to ponad ośmiominutowy miks połamańca, stonowanego pochodu gitary i basu unisono, który przez mostek z okrutnie dziwacznie rozłożonymi akcentami wkracza w codę, której wokale przywodzą mi na myśl jakiś kabaret, może nawet trochę cyrkowy. Piękna sprawa. Drugim z najmocniejszych punktów jest utwór <strong>„Pot”</strong>, w którym spokojne zwrotki przerywane są przez popisy saksofonu, tworzącego przy pomocy staccato nie byle jakie cuda melodyczno-rytmiczne. Całość wieńczy taki chór damsko-męski, że już jest pozamiatane – po tym płyta właściwie mogłaby się już skończyć.</p>
<p>To może jeszcze coś o tekstach. Dużo o tym nie powiem, bo w obliczu tak ogromnej bariery językowej wokal zaczyna być traktowany trochę jak kolejny instrument muzyczny. Už Jsme Doma nie walczą z nikim, porozumiewają się tylko przy pomocy – bądźmy szczerzy – poezji. Można zadać pytanie: <em>„Hej! Jeżeli są znani na całym świecie, to dlaczego nie śpiewają po angielsku?”</em> Otóż ja nie wiem dlaczego, ale jestem pewien, że gdyby przerzucili się na stałe na angielski to straciliby mnóstwo ze swego uroku. Pomimo tylu dowcipów o języku czeskim, świetnie się tych nieco surrealistycznych tekstów słucha – kiedy lider zespołu <strong>Miroslav Wanek</strong> śpiewa na przykład <em>„Mám strach ze síly i z víry”</em>&#8230; Brzmi to ciekawiej niż <em>„I fear the power and faith”</em>, prawda? A jak ktoś się uprze i ma trochę drygu do języków to może sobie te utwory nawet nucić. Zainteresowanych odsyłam <a href="http://scripts.noise.cz/ujd/usi.htm" target="_blank">tutaj</a> – można poczytać sobie teksty piosenek w dwóch wersjach językowych.</p>
<p>„Uši” to moja ulubiona płyta Už Jsme Doma. Nadaje się do słuchania w domu, a jak ktoś się uprze to przy szybszych fragmentach może tańczyć pogo. Jest tyle świetnej muzyki dookoła, tak daleko od dokonań amerykańsko-angielskich&#8230; Nic tylko szukać i słuchać.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 8+/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><br />
</strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong>&#8220;Bosí&#8221; &#8211; 2:24</strong></li>
<li><strong>&#8220;Tenký led&#8221; &#8211; 3:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;Kovbojská&#8221; &#8211; 4:13</strong></li>
<li><strong>&#8220;Oko&#8221; &#8211; 4:01</strong></li>
<li><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=SctpF4SfMuU" target="_blank">&#8220;Uši&#8221;</a> &#8211; 8:30</strong></li>
<li><strong>&#8220;Strach&#8221; &#8211; 3:19</strong></li>
<li><strong>&#8220;Pot&#8221; &#8211; 5:15</strong></li>
<li><strong>&#8220;Řeka&#8221; &#8211; 4:06</strong></li>
<li><strong>&#8220;Ticho&#8221; &#8211; 5:09</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 40:44</strong></p>
<p><strong>Data wydania: 1999</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/07/14/uz-jsme-doma-usi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sonisphere Festival &#8211; 16.06.2010, Warszawa</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 21:08:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2404</guid>
		<description><![CDATA[ 
Stało się. Wydarzenie, o którym wielu marzyło, ale nikt nie sądził, że kiedyś będzie miało miejsce, i to w kraju tak &#8211; wydawałoby się &#8211; zapomnianym przez resztę świata, jak Polska. A jednak. To w tym kraju Wielka Czwórka Thrash Metalu, w ramach festiwalu Sonisphere, po raz pierwszy w historii zagrała na jednej scenie. [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="niszcz" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>tało się. Wydarzenie, o którym wielu marzyło, ale nikt nie sądził, że kiedyś będzie miało miejsce, i to w kraju tak &#8211; wydawałoby się &#8211; zapomnianym przez resztę świata, jak Polska. A jednak. To w tym kraju <strong>Wielka Czwórka Thrash Metalu</strong>, w ramach festiwalu <strong>Sonisphere</strong>, po raz pierwszy w historii zagrała na jednej scenie. I ja tam byłem!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/sonisphere.jpg" style="border:2px black solid" alt="Soni" /></p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-2404"></span><br />
Mimo, że właściwie do końca nie wiedziałem, czy pojawię się na tym festiwalu, moje podekscytowanie związane z wydarzeniem rosło w miarę, jak zbliżał się dzień szesnastego czerwca. Wreszcie &#8211; są pieniądze, kontakty uruchomione, bilet załatwiony &#8211; i zakupiony w dniu festiwalu. Ale nieważne!<br />
Na festiwal ruszyłem z kumplem i trzema jego znajomymi. Pokrzepiwszy się niewielką dawką Żuberka, trafiliśmy na stację metra Młociny, skąd kursował jeden z dwóch specjalnych, koncertowych autobusów. Droga z Młocin na koncert nie była długa, choć dłużyła się &#8211; prócz emocji dawało się we znaki słońce. W końcu dojechaliśmy. Na miejscu, jeszcze przed wejściem na teren lotniska, gdzie odbywało się to epokowe wydarzenie, spotkaliśmy miłą panią w czerwono-białym wdzianku, która rozdawała darmową colę (w pobliżu było jeszcze kilka takich pań <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Wzięliśmy po puszce i ruszyliśmy dalej. O ile dobrze pamiętam, po drodze przejść trzeba było przez trzy bramki, przy żadnej jednak nie przedarto nam biletów. Dziwne, ale nieważne. Ogarnęliśmy się, skorzystaliśmy z toi-toików <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' />  i biegiem prawie udaliśmy się w okolice sceny, gdzie już zaczynał grać <strong>Anthrax</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/anthrax-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Anthrax" /></p>
<p>Nie znam ich twórczości, więc raczej słuchałem, niż się bawiłem. Nie wiem, czy narobiłem sobie na nich smaka &#8211; chyba nie, ale sam występ był naprawdę dobry. <strong>Joey Belladonna</strong>, choć jest o rok starszy od zdziadziałego trochę <strong>Toma Arayi</strong>, skakał, biegał po scenie, gestykulował &#8211; ogółem, dawał z siebie wszystko. Reszta zespołu starała się nie zostawać w tyle &#8211; tu wyróżnił się <strong>Scott Ian</strong>, momentami skaczący niemal jak <strong>Marc Rizzo</strong>. Muzycznie, o ile mogę stwierdzić, było na poziomie, nóżką dało się tupać i głową pomachać. Na plus.<br />
Następnie oczekiwanie na <strong>Megadeth</strong>. Tutaj miał miejsce pierwszy wkurw na publikę. Nie wiem kto i dlaczego rozkręcił coś takiego, ani co to w ogóle miało być i czemu służyć &#8211; blisko barierek Golden Circle ludzie z tyłu nagle zaczęli się pchać i napierać na przód. Ktoś to podłapał &#8211; zaczęło się napieranie z lewej, później z prawej strony, z przodu. Chore, głupie. Cofnęliśmy się w jakieś bardziej &#8220;ogarnięte&#8221; miejsce, bo nie dało się tego wytrzymać.<br />
Wreszcie Rudy i spółka zaczęli.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/mega-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Megadave" /></p>
<p>Setlistę &#8211; z okazji dwudziestolecia nagrania <strong>&#8220;Rust in Peace&#8221;</strong> &#8211; tworzyły niemal wyłącznie kawałki z tej płyty (oprócz <strong>&#8220;Dawn Patrol&#8221;</strong>), poleciało też kilka żelaznych klasyków z innych albumów &#8211; <strong>&#8220;Symphony of Destruction&#8221;</strong> (publika chórem &#8220;nuciła&#8221; główny riff w formie &#8220;turututurutu&#8221;), <strong>&#8220;Peace Sells&#8221;</strong>, poza tym <strong>&#8220;Sweating Bullets&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Headcrusher&#8221;</strong> iiiii chyba tyle. Wszystko zagrane bardzo ładnie, energicznie, ale Dave, no cóż &#8211; on po prostu NIE JEST wokalistą. Tyle.<br />
Po koncercie Megadave&#8217;a chciałem zostać na miejscu, bo było dobre, ugiąłem się jednak pod namowami towarzyszy i poszliśmy kupić coś do picia. Zebraliśmy się, jak tylko usłyszałem pierwsze dźwięki <strong>&#8220;World Painted Blood&#8221;</strong>. </p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/slayer-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Slayer" /></p>
<p>Na początku, niestety, trafiliśmy na jakieś maksymalnie nieruchawe towarzystwo &#8211; tutaj wkurw numer dwa. Z jednej strony &#8211; panowie i panie, wiek mniej więcej od 30 w górę. Z drugiej strony &#8211; dzieciarnia. Stoją oni wszyscy, gapią się, zero reakcji. Uznaliśmy, że zabawa nie będzie zbyt dobra w takim otoczeniu, chcieliśmy więc przejść dalej. Trzy razy próbowaliśmy się przecisnąć, trzy razy się nie udało. Ludzie patrzyli tylko na nas dziwnie, jakby nie rozumiejąc, co chcemy zrobić. Kurwiąc pod nosem, podjęliśmy czwartą próbę &#8211; udało się! Weszliśmy między dwa młyny, dużo nastolatków i ludzi około dwudziestki, większość w ruchu. O to kurwa chodzi na koncercie <strong>Slayera</strong>, ludzie!</p>
<p>Set był piękny, bo jaki mógł być? Z ostatniej płyty poleciało wspomniane <strong>&#8220;World Painted Blood&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Hate Worldwide&#8221;</strong> i totalnie niekoncertowe <strong>&#8220;Beauty through Order&#8221;</strong>. Prócz tego klasyki &#8211; <strong>&#8220;Angel of Death&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Raining Blood&#8221;</strong>, &#8220;<strong>South of Heaven&#8221;</strong>, <strong>&#8220;War Ensemble&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Mandatory Suicide&#8221;</strong>, poza tym kolejny niekoncertowy kawałek &#8211; <strong>&#8220;Jihad&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Dead Skin Mask&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Chemical Warfare&#8221;</strong>. Ku mojemu rozczarowaniu nie było <strong>&#8220;Cult&#8221;</strong> ani <strong>&#8220;Seasons in the Abyss&#8221;</strong>, a przecież można by je wsadzić zamiast tych niekoncertowych numerów (Slayer uparcie gra Jihad od wydania <strong>&#8220;Christ Illusion&#8221;</strong>, nie rozumiem tego). A zespół &#8211; jak to Slayer. <strong>Hanneman</strong> zasłonięty włosami i zajęty wymiataniem. <strong>King</strong> &#8211; jakby nigdy się nie postarzał, jakby zatrzymał się w latach 90 &#8211; zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o formę na koncertach. <strong>Lombardo </strong>podobnie. Araya oczywiście nie mógł headbangować, ale i tak widać było, że wczuwa się i nie zdziadział do końca. Tak trzymać!<br />
Po koncercie Sleja miał miejsce kolejny wkurw* &#8211; obok nas kilka dziewczyn usiadło sobie na ziemi, kiedy ludzie z boku znowu zaczęli napierać. W rezultacie co najmniej kilkanaście osób (w tym ja), nie mogąc zachować równowagi, upadło na te dziewczyny. Na szczęście nikomu chyba nic się nie stało.<br />
Po najdłuższym czekaniu na scenę, wśród pisków i krzyków największej ilości osób wyszła <strong>Metallica</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/meta-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Mietkalipa" /></p>
<p>Tak &#8211; przy ich koncercie zdecydowanie można użyć wielu &#8220;najów&#8221;: najlepsze nagłośnienie, najlepsza atmosfera, najwięcej fanów, najlepszy osprzęt (pirotechnika, trzeci, wielki telebim), najlepsza pora (było już ciemno), najdłuższy set&#8230; No cóż, trudno było się oszukiwać i oczekiwać, że to naprawdę będzie coś więcej, niż koncert Metallica + supporty. Przyjęcie przez fanów sprawiło, że to oni dawali z siebie najwięcej. Do tego w moim otoczeniu trudno było znaleźć osobę, która by nie śpiewała czy to całych piosenek, czy to refrenów. Ale jakoś najbardziej uderzył mnie fakt, że Metallica zagrała z 15 minut dłużej, niż miała, podczas gdy taki Slayer grał minut 55.<br />
Mimo to, wydarzenie na pewno jest wydarzeniem historycznym i cieszę się, że byłem jego częścią. Wielka rzesza<br />
ludzi, zapchane metro i autobusy, atmosfera wielkiego wydarzenia, kilka przypadkowych spotkań &#8211; wszystko to sprawiało, że z koncertu wracałem szczęśliwy.</p>
<p><em>*dzisiaj nie jestem już do końca pewny, czy to było pzed Slayerem, a Metalliką&#8230; Ale jakoś bardziej mi pasuje, że przed Metalliką <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </em></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pod igłą #6 dubstep</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Jun 2010 11:06:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2377</guid>
		<description><![CDATA[
Sorry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. 
Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>orry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.<br />
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. <span id="more-2377"></span></p>
<p>Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś dla mnie zupełnie nowego. Baa, zazwyczaj trafiam na albumy które skracają moje życie umiejętnie. Fakt, że preferencje muzyczne zmieniłem niemalże o 180 stopni, wydaje się być tylko dodatkowym argumentem do stwierdzenia iż „<em>time is moving too fast</em>”. Może to tylko zwykły etap w kształtowaniu gustu muzycznego, a może znudzenie lub zawód gitarowym graniem, aczkolwiek clicki, cutsy, beaty, bassliney, synthy, delaye, breaki, stały się dla mnie codziennością jaką kiedyś były riffy, perkusyjne galopady itp. Cóż, muzyka gitarowa niczym mnie dziś już nie zaskakuje, a jeśli już to robi to jest dla mnie to niewystarczające zaskoczenie. Jeśli za pół roku moim kolejnym przystankiem muzycznym będzie <em>awangardowy black metal</em>, albo jakiś <em>post-bop</em> to chyba przestanę was zanudzać moim pieprzeniem o muzycznych zwrotach akcji w moim życiu.<br />
W międzyczasie porozwodzę się jednak nad tym, co mnie dziś kręci i nęci. Dźwięki przy których sen jest już na wyciągnięcie ręki, albo owy stan letargu odkłada się o kolejne kilka godzin, bo <em>„impreza się nie kończy”</em>. Tak więc postawcie woofer koło meblościanki i podkręćcie basy na maxa, bo poznęcamy się trochę nad sąsiadami.</p>
<h2><strong>1. Breakage – Foundation (dubstep, drum and bass, grime hip-hop) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png"><img class="alignright size-full wp-image-2379" style="border: 1px black solid;" title="breakage" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Jeśli uważacie, że muzyka puszczana w komercyjnych stacjach to <em>„tanie granie”</em> dogadzające masom w których wy się nie znajdujecie, albo po cichu pragniecie od czasu do czasu przełączyć na playliście ulubiony gitarowy łomot na coś, przy czym tempo tupania nóżką nieco zmaleje i uszy wasze nieco <em>„odetchną”</em>, to propozycja tego Brytyjczyka może być dla was ciekawą ewentualnością. Bowiem mamy tu tempa i brzmienia z utworu na utwór zmieniane, ale nie tylko o to się rozchodzi. Świetnie wyprodukowane beaty podlane mięsistymi basikami, oraz udział gości nie ograniczający się tylko do wpasowania w background kawałka, to największe zalety krążka Breakage’a. Korzenne jungle mieszające się z dubstepem w różnych formach m.in. ambientowo-dubstepowy track z <strong>Burialem</strong>, czy posępny hymn <strong>Temper</strong> (sprawdźcie tekst) &#8211; produkcja Brytola „siada” w uchu i na długo w nim zostaje. To jednak nie wszystko, zabawa w dub hip-hop z <strong>Roots Manuvą</strong> na ficzuringu, czy tracki brzmiące jak r&#8217;n'b dla dziewczynek nieco starszych &#8211; to wszystko tu jest, dodatkowo z elementem <em>„catchy”</em>. Warto sprawdzić, bo to jedna ze ścieżek dubstepu, prowadząca być może do szerszego spektrum słuchaczy.</p>
<h2><strong>2. Mount Kimbie – Crooks &amp; Lovers (dubstep, minimal, ambient, experimental)<br />
</strong></h2>
<h2><strong><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2380" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg" alt="" width="200" height="182" /></a></strong></strong></h2>
<p>Fuzja minimalu i dubstepu rozkręca się na dobre, rok temu świetny krążek <strong>Shackletona</strong> i <strong>2562</strong>, w tym roku <strong>Scuba</strong> i jego <strong>Triangulation</strong>. Elementy obu gatunków występują również na tegorocznym debiucie duetu <strong>Mount Kimbie</strong>, wydanego w oficynie wspomnianego Scuby.<br />
W porównaniu z wymienionymi poprzednikami, duet z Brighton wyraża siebie używając dźwięków subtelniejszych, o zupełnie innej wrażliwości. Delikatne, użyte z nieziemskim wyczuciem basy oraz krótkie cięte beaty, tworzą zupełnie nieinwazyjną muzyczną masę. Dodatkowo zabiegi aranżacyjne takie jak wplatanie lo-fi gitarki w <strong>Field</strong>, czy samplowanie soulowych wokali sprawiają, że <strong>Crooks &amp; Lovers</strong> to idealna pożywka dla słuchaczy którzy wolną chwilę spędzają leżąc na zielonej polance z źdźbłem trawy w ustach, myśląc o niebieskich migdałach.</p>
<h2><strong>3. Desto – Desto (dubstep, 2-step, uk garage) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2381" style="border: 1px black solid;" title="desto" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Fiński producent to już zupełnie inna dubstepowa bajka, facet z doświadczeniem muzycznym. DJ bawiący się niegdyś w breakbeat, na swojej self-titled EPce, ewoluuje w futurystyczny, połamany klubowy dubstep. Muzyka wymagająca dobrego nagłośnienia – mocne uderzenia syntetycznych beatów, produkcyjne sztuczki przywołujące na myśl stary rave i złowrogo brzmiące basy, to przepis na udaną jumpdafuckin&#8217; party. Świetnie zapowiadający się artysta nie spoczywa na laurach, nie dawno wydał również singla który pokazuje jak na przestrzeni kilku miesięcy, w swój klubowy styl wpleść można dodatkowe porcje elektronicznego kombinatorstwa. Typ któremu zdecydowanie warto się przyjrzeć, bo w niedalekiej przyszłości zapewne zaskoczy słuchaczy ciekawym longplayem.</p>
<h2><strong>4. Kontext – Dissociate (dubstep, experimental, techno, glitch, idm) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2382" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="kontext" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Zdaję sobie sprawę, że <strong>Dissociate</strong> nie każdemu może przypaść do gustu. To krążek raczej ciężki i mroczny, bliższy pod względem klimatu dokonaniom protoplastów gatunku, jednak muzycznie już zdecydowanie nie. Na płycie Petersburżanina usłyszeć można wstawki rosyjskich dialogów, wplecione w szybsze bardziej taneczne wydawałoby się tempa (choć czy jest to muzyka taneczna to polemizowałbym). Jednak to co zdecydowanie wyróżnia ten krążek to atmosfera, posępna, tajemnicza, coś jak soundtrack do łażenia po miejskich kanałach w deszczową noc (?). Dlatego też album może zaskakiwać, bo mamy tu techniczne wykonanie na bardzo wysokim poziomie, mieszające estetykę dubstepową, techno i glitch, z zachowaniem niemalże namacalnego, <em>„deszczowo-industrialnego”</em> klimatu.</p>
<p>Jeszcze na koniec kilka słów, moich własnych przemyśleń, na temat tego całego około dubstepowego boomu. Otóż cały urok i wszędobylski hajp dotykający tegoroczne LPeki, artystów w dubstep się bawiących, jest jak najbardziej zasłużony. Śmiem twierdzić iż w tym roku (poprzedni odpowiednio do tego słuchaczy przygotował) wybuch multi stylistycznych mariaży, na dubstepowej estetyce wyrastających, może przyprawić o zawrót głowy. Cztery relejsy o których tu wspomniałem to tylko namiastka tego co się pojawiło, każdy wspomniany album/EPka jest inny, jednak połączony wspólnym mianownikiem dubstepowego genre. Żadna elektroniczna nisza nie wydaje teraz tylu świetnych albumów i trzeba sobie zdać z tego sprawę. Ja nie każę lubić, ale sprawdzić i się przekonać jak to <em>&#8220;</em>smakuje<em>&#8220;</em> przecież można.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ethno Port – 17-19.06.10, Poznań</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/24/ethno-port-%e2%80%93-17-19-06-10-poznan/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/24/ethno-port-%e2%80%93-17-19-06-10-poznan/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Jun 2010 22:37:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Szwedo</dc:creator>
				<category><![CDATA[folk]]></category>
		<category><![CDATA[world]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2347</guid>
		<description><![CDATA[ 
Mały spontan. O festiwalu dowiedziałem się jakiś tydzień przed rozpoczęciem, i niewiele przed jego rozpoczęciem zdecydowałem się na wyjazd. Miałem więc mało czasu, by zapoznać się z muzyką jaką oferowała nam trzecia już edycja Ethno Portu. Jechałem więc w ciemno, pobieżnie tylko zaznajomiony może ze dwoma zespołami.

Najpierw parę słów o samym festiwalu. Ideą wydarzenia [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-JS.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>M</strong></span>ały spontan. O festiwalu dowiedziałem się jakiś tydzień przed rozpoczęciem, i niewiele przed jego rozpoczęciem zdecydowałem się na wyjazd. Miałem więc mało czasu, by zapoznać się z muzyką jaką oferowała nam trzecia już edycja <strong>Ethno Portu</strong>. Jechałem więc w ciemno, pobieżnie tylko zaznajomiony może ze dwoma zespołami.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/21.png" alt="Ethno" /></p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-2347"></span>Najpierw parę słów o samym festiwalu. Ideą wydarzenia jest promowanie muzyki z całego świata. W końcu w instrumenty nie łupią tylko wszelkie gwiazdy z USA, indie rockowcy z Wysp, mroczni metalowcy ze Skandynawii czy rodzimi, polscy artyści, zwykle wzorujący się na tych zachodnich&#8230; Na Ethno Porcie goszczą więc muzycy zewsząd. Oczywiście muzyka przez nich prezentowana, zwykle oddaje klimat, atmosferę miejsca, z którego pochodzi. Nie bez powodu dominującym gatunkiem w Poznaniu było szeroko pojęte world music, w którego skład wchodzi folk, ale też wszelkie eksperymenty, czy nawet elementy rockowe i elektroniczne.</p>
<p style="text-align: left;">Organizacja &#8211; pierwsza klasa. Scena, namiot na bardziej wyciszone koncerty oraz klub złożony z kontenerów (!), o którym później. Poza tym mini plaża z hamakami i leżakami, stoiska z różnorakimi ubraniami i innymi rzeczami związanymi z tematyką festiwalu, toitoie i oczywiście miejsce gdzie można napić się piwa i zjeść coś ciepłego. Ethno Port trwał przez 3 dni, oferował trzynastu wykonawców &#8211; a to wszystko za 50zł. Nie było dane mi zobaczyć wszystkich, a niektórych tylko pobieżnie, jednak to, co zobaczyłem prezentowało bardzo wysoki poziom.</p>
<p style="text-align: left;">Festiwal rozpoczynały <strong>Bubliczki</strong>, których występu uświadczyłem tylko parę minut. Zespół prezentuje połączenie muzyki bałkańskiej, klezmerskiej oraz kaszubskiej. Najbardziej zapamiętałem to, że grali o pół godziny za długo, zabierając trochę czasu następnym wykonawcom. Jednak występ był generalnie energiczny i ciekawy. Myślę, że przygotował publiczność przed następną, wielką gwiazdą. <strong>Staff Benda Bilili</strong>, bo nich mowa, to z pewnością jeden z najjaśniejszych punktów Ethno Portu. Kongijscy uliczni muzycy przeszli chorobę polio (w jednym utworze przestrzegają rodziców, by zaszczepili na nią dzieci), przez co muszą jeździć do końca życia na wózkach, skonstruowanych specjalnie dla nich. Teraz wydali płytę, jeżdżą i koncertują po świecie, oczarowując cały świat. Mimo wszystko nadal mieszkają na ulicy.<br />
Koncert był jednym z najbardziej energicznych i przede wszystkich tanecznych na jakich byłem. Kilku panów na wózkach poruszyło cały tłum ludzi. Sami zresztą też tańczyli &#8211; po swojemu. Jeden z nich stał o kulach. Choroba zniekształciła mu nogi, które były znacznie mniejsze od reszty ciała. Jednak przez cały koncert muzyk kręcił się, skakał, podnosił i po prostu tańczył.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/26.png" alt="staff" width="500" height="150" /></p>
<p style="text-align: left;">Nie sposób było nie zauważyć ogromnej radości i pozytywnej energii jaką niesie ich muzyka oraz oni sami. Jak sami mówią, inwalidą nie jest się w ciele, lecz w umyśle &#8211; oni tymi inwalidami na pewno nie są. Taneczne rytmy przypominające trochę żywsze <strong>Buena Vista Social Club</strong> w afrykańskiej wersji, tworzyły, oprócz gitar, bębenki, perkusja zrobiona z dziwnych puszek i pojemników, wszelkie grzechotki i przeszkadzajki (jednemu członkowi owa grzechotka wypadła z ręki na początku koncertu, co było nieco zabawnym widokiem ; ) oraz jednostrunowy, własnoręcznie stworzony instrument elektryczny. Miał dziwny, piskliwy dźwięk pasujący jednak bardzo do tej muzyki. Większość solówek była grana właśnie na nim. Warto też wspomnieć, że zespół przyczynił się do wysokiej frekwencji na pierwszych wyborach w Kongo. Nagrali utwór zachęcający do głosowania, który często był puszczany w tamtejszym radiu. Ludzie którzy nie do końca jarzyli co to są wybory, jak działają i czy coś zmienią, zapewne poprzez ten kawałek chociaż po części zechcieli pójść głosować. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=Xkd1ui4tFPc"> Staff Benda Bilili zrobili na publiczności niesamowite wrażenie</a>, a ta odwdzięczała się im gromkimi brawami i oczywiście genialną zabawą pod sceną.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/24.png" alt="staff" /></p>
<p style="text-align: left;">Drugiego dnia główną atrakcją był zespół z Chin prezentujący mieszankę tradycyjnej mongolskiej muzyki z lekkim rockowym zacięciem. Hanggai przeniósł cała publikę na azjatyckie stepy, zabrał nas z dala od cywilizacji. Zaczęli od jednego z ich największych hitów &#8211; &#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=MMrjcJpxSlo"><strong>Wuji</strong></a>&#8221; (szkoda, że nie zagrali go pod koniec koncertu). Azjaci oprócz tradycyjnych rockowych instrumentów (gitara, bas, perkusja), szaleli także na sprzęcie z ich regionu &#8211; dziwną, dwustrunową gitarową rzecz oraz <em>coś</em> na kształt mniejszego kontrabasu. Ale najważniejszym instrumentem pozostał głos wokalistów &#8211; charakterystyczny, tradycyjny gardłowy śpiew Mongołów. Robił niesamowite wrażenie. Hanggai zagrali całą swoją debiutancką płytę. Na końcu bisowali chyba swój najbardziej koncertowy kawałek &#8211; &#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=3H2bOoCIXaM"><strong>Drinking Song</strong></a>&#8220;, grając go jeszcze szybciej i energiczniej niż na płycie. Cała publika oczywiście współpracowała ; )</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="hanggai" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/27.png" alt="" width="500" height="150" /></p>
<p style="text-align: left;">Nie widziałem całego występu, ale nie mogę nie wspomnieć tutaj o wielojęzycznej afrykańskiej artystce &#8211; <strong>Nawal</strong>. Kobieta czarowała słuchaczy piękną, szczerą muzyką. Niezwykle nastrojowe i czarujące przedstawienie. W dodatku muzułmanka (sufizm) głosiła ze sceny piękne i bardzo mądre rzeczy o życiu, miłości i o ludziach (co dodało trochę hippisowskiego klimatu).</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a.png"><img class="size-full wp-image-2366 aligncenter" title="2a" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Następnego, ostatniego już dnia zdążyłem przyjść na końcówkę występu <strong>Fanfara Transilvania</strong> z Rumuni. Przeczekałem jednak spokojnie, aż panowie z dęciakami zejdą ze sceny i szybko udałem się do namiotu, by zająć dobre miejsca z przodu. Czekał mnie występ polskiego <strong>Motion Trio</strong> &#8211; trzech panów robiących cuda na akordeonach. Słyszałem o nich wiele dobrego i miałem duże oczekiwania względem tego koncertu. Nie zawiodłem się. Akordeoniści pokazali nam, że na ich instrumentach da się zagrać wszystko: motywy klezmerskie, folkowe, a nawet <a href="http://www.youtube.com/watch?v=mT8ybqLQ-aA">dyskotekowe (!)</a>. (Beat tworzony poprzez uderzanie w mikrofon to genialny pomysł.) Kunszt muzyków robił wrażenie. Publika z fascynacją wpatrywała się w zgrabnie poruszające się palce po klawiszach, z zawrotną szybkością. Oklasków nie było końca, a słuchacze żądali bisu po kilka razy.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2b.png"><img class="size-full wp-image-2370 aligncenter" title="2b" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2b.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Następny w kolejce był <strong>Speed Caravan</strong>. O zespole słyszałem tylko tyle, że rok temu na Openerze pozytywnie zaskoczyli publikę. W tym roku takie zaskoczenie spotkało i mnie. Algierskiemu zespołowi parającymi się rockową stylistyką z arabskimi motywami udało się rozkołysać publiczność, przynajmniej tak jak Staff Benda Bilili. Miało się przy tym wrażenie, że każdy z muzyków jest mistrzem w swojej klasie. Frontman grający na <em><a href="http://www.brianjensen.co.uk/blog/uploaded_images/oud_turkish-771294.jpg">oudzie</a></em>, używał do niego nawet przesteru, a jego gra brzmiała lepiej niż niejednego grajka elektrycznej gitary. Basista śmiało mógłby dołączyć do <strong>Primusa</strong>, <strong>Rage Against The Machine </strong>czy <strong>Red Hot Chili Peppers</strong>. Ahh, ten groove &#8211; po prostu wirtuoz. Poza tym galopująca perkusja i pani za laptopem, doprawiająca wszystko szczyptą elektroniki. Jeden z żywszych występów Ethno Portu.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="caravan" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/28.png" alt="" width="500" height="150" /></p>
<p style="text-align: left;">Kolejnym koncertem było fińskie <strong>Wimme</strong>. Muzycy wystąpili w namiocie. Na scenę weszło czterech panów &#8211; saksofonista, wokalista, bębniarz (bynajmniej nie grał na zwykłej perkusji) oraz gitarzysta. Za nimi rozpościerała się płachta, na której wyświetlane były dziwne, komputerowe wizualizacje (które, jak się potem okazało, całkiem nieźle pasowały do muzyki, chociaż ja przez większość czasu miałem oczy zamknięte). Pan za mikrofonem specjalizuje się w tradycyjnym, lapońskim śpiewie<em> joik</em>. Trudno opisać muzykę, która dobiegała do naszych uszu. Oprócz prostych i przyjemnych, tradycyjnych utworów, pojawiły się też bardziej rozbudowane, powiedziałbym że lekko post-rockowe (na kształt mroczniejszego i zimniejszego <strong>Sigur Rós</strong>). Długie, budujące napięcie, niesamowicie obrazotwórcze dźwięki znacznie bardziej przypadły mi do gustu. Transujący dźwięk bębna i nakładające się dźwięki różnorakich instrumentów ogromnie pobudzały wyobraźnię widzów. Osobiście bardzo wzruszył mnie ten koncert. Musze też wspomnieć o świetnym &#8220;kontakcie&#8221; wokalisty. Otóż mówił on dużo i z zapałem do publiczności, ale po&#8230; fińsku. Na co słuchacze odpowiadali salwą śmiechu : ) Na koniec rozbawił nas jeszcze bardzo sympatyczną piosenką o piesku, naśladując szczekanie, warknięcia i skamlenie psiaka.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a1.png"><img class="size-full wp-image-2369 aligncenter" title="2a" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a1.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o klubie i o tym, co tam się działo po wszystkich koncertach, każdej nocy. &#8220;Didżej chińczyk&#8221;, a właściwie <strong>DJ Zhao</strong> tworzył cuda w tym małym, ciasnym pomieszczeniu (złożonym, nomen omen z kontenerów). Zhao łączy orientalne klimaty z klubowym brzmieniem. W ostatni dzień festiwalu nastąpiła kulminacja tanecznej energii &#8211; parkiet zapchany, tłoczno, wszędzie dym, gwarno, parnie. Część ludzi leżała na wielgachnych poduchach porozrzucanych zamiast zwykłych kanap/foteli, reszta natomiast bujała się przy organicznych, potężnych rytmach. Każdy kto chciał, w dodatku urozmaicał występ graniem na wielkich bębnach czy wszelkich mniejszych bębenkach (gdy Zhao na paręnaście minut przestał grać, publika sama wzięła sprawę w swoje ręce i zaczęła grać na czym popadnie lub klaskać, a nikt nie przestał tańczyć). Rozszalały tłum dawał upust swej energii do bladego świtu, po czym wszyscy rozeszli się w swoją stronę i każdy zdał sobie sprawę, że to już koniec wielkiej, etnicznej podróży po świecie&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2c.png"><img class="size-full wp-image-2368 aligncenter" title="2c" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2c.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Ethno Port zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Nie sposób było zobaczyć wszystkiego, z różnych powodów, czego bardzo żałuję. Jednak wszystkie występy które ujrzałem, zapamiętam na długo. Słabego nie uświadczyłem. Klimat festiwalu, który tworzyło mnóstwo kolorowych, pięknych ludzi od razu przypadł mi do gustu. Jedyne czego zabrakło, to pola namiotowego (podobno było rok temu, mam nadzieję, że organizatorzy za rok znowu o tym pomyślą). Świetna impreza, pozwala posmakować trochę kultury z kompletnie innego świata, poznać ciekawe osoby i świetnie się bawić. Z pewnością za rok przeczytacie kolejną relację na Winylu z tego wydarzenia ; )</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/24/ethno-port-%e2%80%93-17-19-06-10-poznan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anathema &#8211; We&#8217;re Here Because We&#8217;re Here</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/13/anathema-were-here-because-were-here/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/13/anathema-were-here-because-were-here/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Jun 2010 22:16:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Szwedo</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2328</guid>
		<description><![CDATA[
 
Horizons, Anathema, Everything, A Simple Mistake, Paradigm Shift. Tych nazw było pewnie więcej, jednak tylko tyle spamiętałem. Według mnie wybrali w końcu możliwe najgorszą propozycje.

No, ale nazwa się nie liczy. Jak dla mnie mogliby nawet zatytułować to &#8220;kupa&#8221;, jeżeli tylko materiał byłby świetny. Tytułów dużo, bo długo na tę płytę czekaliśmy. Pierwsze wzmianki że [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/SeaOfCowards_cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2197" title="SeaOfCowards_cover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/13.png" alt="" width="200" height="200" /></a></strong></p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-JS.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>H</strong></span>orizons, Anathema, Everything, A Simple Mistake, Paradigm Shift. Tych nazw było pewnie więcej, jednak tylko tyle spamiętałem. Według mnie wybrali w końcu możliwe najgorszą propozycje.</p>
<h2><span id="more-2328"></span></h2>
<p>No, ale nazwa się nie liczy. Jak dla mnie mogliby nawet zatytułować to &#8220;kupa&#8221;, jeżeli tylko materiał byłby świetny. Tytułów dużo, bo długo na tę płytę czekaliśmy. Pierwsze wzmianki że album wychodzi tuż, tuż (tracklisty, utwory grane na żywo itp.) znalazłem z 2006 roku (!). W tym czasie oczywiście intensywnie koncertowali, nagrali <a href="http://www.winyl.info/2008/09/03/anathema-hindsight/">płytę akustyczną</a>&#8230; a fani czekali na coś naprawdę nowego. W sumie od wydania ich <a href="http://www.winyl.info/2008/03/10/anathema-a-natural-disaster/">ostatniej studyjnej płyty</a> minęło 7 lat.  Gdy w końcu pokazali okładkę, zwiastującą całkiem miły, świeży materiał, każdy wiedział że <strong>We&#8217;re Here Because We&#8217;re Here</strong> jest już gotowe i niedługo będzie można ocenić długie lata pracy (albo i nie pracy). W międzyczasie fanów doszły słuchy, że produkcją zajął się <strong>Steve Wilson</strong>. Człowiek który lubi wdrażać swoje nowe, w większości nudne oblicze <strong>Porcupine Tree</strong> do biednych, niczemu niewinnych zespołów. Warto jeszcze wspomnieć, że od 2-3 lat zespół udostępniał za darmo trzy utwory w sieci, które miały pojawić się na wydawnictwie. I pojawiły się.</p>
<p>Ogólnie podzieliłbym utwory z albumu na cztery kategorie:</p>
<ul>
<li>Kategoria A: &#8220;<strong>Thin Air</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Summernight Horizon</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Dreaming Light</strong>&#8220;</li>
<li>Kategoria B: &#8220;<strong>Everything</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Angels Walk Among Us</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>A Simple Mistake</strong>&#8220;</li>
<li>Kategoria C: &#8220;<strong>Presence</strong>&#8220;<strong>, </strong><strong>&#8220;Hindsight</strong>&#8220;</li>
<li>Kategoria D: &#8220;<strong>Get Off Get Out</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Universal</strong>&#8220;</li>
</ul>
<h3>Kategoria A</h3>
<p>Gdyby tak brzmiała cała płyta, byłaby to z pewnością jedno z najlepszych, jeżeli nie najlepsze dzieło post-doomowej <strong>Anathemy</strong>. Świeże, lekko post-rockowe, intensywne brzmienie. Delikatne, ale też dynamiczne. Lekkie i przyjemne, wręcz popowe wokale i marzycielsko brzmiące instrumenty. Wokale to jak zwykle największy plus, zwłaszcza kobiecy, w drugim utworze. Jest energia, jest dobra, nowa Anathema &#8211; jest świetny początek płyty.</p>
<h3>Kategoria B</h3>
<p>Kategoria B to utwory, które były udostępnione wcześniej na stronie zespołu. Nie wiem, czy to przez pryzmat tego że znałem je wcześniej, czy po świetnych trzech pierwszych utworach, ale straciły jednak na swojej atrakcyjności. Zostały oczywiście nagrane na nowo i o ile &#8220;Angels Walk Among Us&#8221; i  &#8220;A Simple Mistake&#8221; nie straciły na brzmieniu, ani nie zyskały (chociaż wcześniej już nie powalały), to w &#8220;Everything&#8221; popełniono straszny błąd. Z jednego z lepszych Anathemowych utworów, zrobił się po prostu dobry. To wszystko za sprawą strasznie usztuczionych względem pierwowzoru klawiszy. Zostały bardziej wyszczególnione i brzmią o wiele gorzej. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=1L5CZCAQ-aI">Tutaj</a> macie pierwszą wersje, a <a href="http://www.youtube.com/watch?v=f7BtPeVxeZw">tu</a> z We&#8217;re Here Because We&#8217;re Here. Porównajcie sami.</p>
<h3>Kategoria C</h3>
<p>Są to dwa instrumentalne utwory. W obydwóch czuć duże naleciałości post-rocka &#8211; budowanie klimatu, przyjemny instrumentalizm i jakiś tam podniosły, motywujący nagrany głos jakiejś kobiety i mężczyzny. Mimo, że to nic oryginalnego, przyjemność z tego duża.</p>
<h3>Kategoria D</h3>
<p>Nuda. Wilson chyba zabardzo wczuł się w swoją pracę. Słychać to zwłaszcza na &#8220;Get Off, Get Out&#8221;. Nic ciekawego, kiepska praca instrumentów, przeciętne wokale &#8211; nie chce się tych utworów słuchać. &#8220;Universal&#8221; JAKO TAKO daje jeszcze radę, niestety są to na pewno dolne rejony Anathemowych możliwości.</p>
<p>Generalnie płyta zła nie jest. Nie nagrali drugiego <strong>Judgement</strong> czy<strong> A Fine Day To Exit</strong> (kompletnie nie rozumiem tych płyt), za co jestem im wdzięczny. Nie jest to też kalka całkiem dobrego, <strong>A Natural Disaster</strong>. Przede wszystkim Anglicy mniej już płaczą, teraz patrzą bardziej w rejony &#8220;nadziei&#8221;, &#8220;miłości&#8221; i bardziej pozytywnych emocji. Kiedyś myślałem, że Anathema w takim wydaniu to będzie zupełna kicha, ale zupełną kichą nie jest. Nie jest niestety też niczym wielkim. Gdyby z udostępnionych utworów (kategoria B) zrobić EPkę, kategorię D wywalić i dograć więcej z A i C to byłaby to naprawdę świetna płyta. Stylistyka przyjemnego, lekkiego i emocjonalnego grania jak najbardziej mi odpowiada, oby tylko na następnym krążku nie zapraszali żadnego producenta, a skupili się na swoim stylu. W końcu to doświadczony zespół. No i poproszę więcej głosu pani Lee na następnym albumie : )</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Ocena: 6/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=ea1gtXccCB0">Thin Air</a>&#8221; – 5:59</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Fm6tNdVYAOo">Summernight Horizon</a>&#8221; – 4:12</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=LBtFYJPbayg">Dreaming Light</a>&#8221; – 5:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;Everything&#8221; – 5:05</strong></li>
<li><strong>&#8220;Angels Walk Among Us&#8221; – 5:17</strong></li>
<li><strong>&#8220;Presence&#8221; – 2:58</strong></li>
<li><strong>&#8220;A Simple Mistake&#8221; – 8:14</strong></li>
<li><strong>&#8220;Get Off Get Out&#8221; – 5:01</strong></li>
<li><strong>&#8220;Universal&#8221; – 7:19</strong></li>
<li><strong>&#8220;Hindsight&#8221; – 8:10</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: </strong><strong>58:05</strong></p>
<p><strong>Premiera: 31 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/13/anathema-were-here-because-were-here/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Soulfly &#8211; Omen</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/07/soulfly-omen/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/07/soulfly-omen/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 18:20:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MastaBanana</dc:creator>
				<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2287</guid>
		<description><![CDATA[ 

Drodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek Rizzo. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów &#8220;Rządów we Krwi&#8221;! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau &#8211; nigdy więcej. Liczy się tylko ostra [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="niszczuk" /> <img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Masta.png" alt="Masta" /><br />
<img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/omen.jpg" alt="" width="200" height="200" /><br />
<span style="font-size: 24px;"><strong>D</strong></span>rodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek <strong>Rizzo</strong>. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów &#8220;Rządów we Krwi&#8221;! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau &#8211; nigdy więcej. Liczy się tylko ostra jazda bez trzymanki. Obiecujemy Wam superciężkie i superszybkie połączenie muzyki klasyków thrashu i hardcore punka. Chcecie prawdziwego thrashu od <strong>Maxa Cavalery</strong>? Chcecie prawdziwego pierdolnięcia? Wybierzcie <strong>Soulfly</strong>! Wybierzecie <strong>Omen</strong>!!! Lista wyborcza nr 7.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Untitled-11.png" alt="CavaleraTusk" /></p>
<p><span id="more-2287"></span></p>
<p>- E, panie Kaziu, ten kandydat, cośmy głosowali na niego &#8211; ten Cavalera cały &#8211; to nie był dobry wybór, wie pan?<br />
- Ło panie, teraz pan mi to mówisz? Trzeba było tak gadać przed wyborami, bo tera to każdy jeden mądry.<br />
- No ale jak gadał na tym przemówieniu, to kto by pomyślał, co to będzie z nim? Ja żem myślał, że koniec z tribalowymi motywami to na dobre wyjdzie.<br />
- Niby na <strong>Conquerze</strong> też ich było mało, a płyta, jak to dzisiejsza młodzież mówi? Zajebista? Chyba. Ale z drugiej strony te trajbale czy coś tam to ich znak rozpoznawczy był.<br />
- Ano, mało ich było na ostatniej płycie, ale było wiadomo, kto to gra i klimat robiło. Tak samo z solówkami, dobre one były, a teraz co? Wszystkie takie same.<br />
- Co więcej, jedna z nich (w &#8220;<strong>Great Depression</strong>&#8220;) zaczyna się niemal identycznie jak ta z &#8220;<strong>Bloodbrawl</strong>&#8221; <strong>Cavalera Conspiracy</strong>. Oj, Mareczek się nie przyłożył zbytnio tym razem. W ogóle brzmienie jego gitary to jakaś porażka jest, niczym występy polskiej reprezentacji w ostatnich eliminacjach.<br />
- Prawda, panie, prawda. Poza tym żem myślał, że jak Cavalera obiecuje powrót do <strong>Slayera</strong>, to będą krótkie utworki, szybkie a konkretne.<br />
- No długie to one raczej nie są, ale konkretne to może ze dwa albo trzy. Obiecał pierdolnięcie i gdzie ono jest panie Władku? No gdzie? Bandyta i złodziej z tego Cavalery!<br />
- Prawda to jest. Pierdolnięcie zanikło, więcej go było, jak Cavalera nic nie obiecywał, tylko majstrował z tą całą falą nowego metalu.<br />
- Ta. Ja to już stary jestem i może już słabo słyszę, ale czy nie wydaje się szanownemu panu, że to wszystko jest jakby bez ładu i składu?<br />
- Słusznie pan gada. To takie pójście na łatwiznę.<br />
- Myślą, że naiwny lud to kupi. Bandyty!<br />
- I kłamcy! Panie, gdzie ten hardcore punk i superciężar?<br />
- Ani jednego, ani drugiego nie ma. Znaczy się punk jest na samym początku płyty. Chcieli zacząć z wykopem, ale chyba nie bardzo im wyszło.<br />
- A ja panu powiem, że ten początek to może i słaby pomysł, ale utworek dobry. Ino jeden z niewielu dobrych.<br />
- Jak już pan żeś wspomniał o mocnych stronach albumu, to ja jestem zdania, że naprawdę wysoki poziom trzyma tylko &#8220;<strong>Counter Sabotage</strong>&#8220;, bo zapowiadany duch Slayera się nad nim unosi. Takie &#8220;<strong>Kingdom</strong>&#8221; czy &#8220;<strong>Rise of the Fallen</strong>&#8221; na innych albumach byłyby co najwyżej średniakami.<br />
- Ano, choć oprócz pierwszego utworu i &#8220;Counter Sabotage&#8221; właśnie, to te dwa utwory, mimo że typowe dla Soulfly, są sensowne.<br />
- Z początku zaproszenie pana <strong>Puciato</strong>, tego z tych dziwolągów <strong>Dillingerów</strong>, nie wydawał się szczególnie trafionym pomysłem, ale w porównaniu z resztą płyty jest całkiem dobrze. Czego nie da się powiedzieć o featuringu drugiego gościa, który chyba nic nie wnosi.<br />
- Ja to już nawet nie pamiętam, kto jest tym drugim gościem, tak po prawdzie mówiąc. A nigdy nie miałem z tym problemów na ich płytach.<br />
- Bo równie dobrze, to Cavalera mógł tam ryczeć. Ciekawi mnie czy nadąży przy tych nowych kawałkach, przy takim &#8220;<strong>Vulture Culture</strong>&#8221; chociażby. Zdziadział Maxiu ostatnio bardzo.<br />
- Może to dlatego dostaliśmy taką płytę?<br />
- Oj tam. <strong>Araya</strong> i <strong>King</strong> są jeszcze starsi, a <strong>World Painted Blood</strong> wyszło im znakomite.<br />
- Ale oni ciągle nakurwiają to samo, panie Kaziu.<br />
- W sumie to bym wolał drugą płytę w stylu debiutu czy &#8220;<strong>Prophecy</strong>&#8221; albo nawet &#8220;<strong>Dark Ages</strong>&#8221; niż to coś. Ale cóż…<br />
- Też bym nie narzekał.<br />
- Trzeba było głosować na tego <strong>Kupichę</strong> czy jak mu tam.</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong>Ocena: 5/10</strong></span></p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;Bloodbath &amp; Beyond&#8221; &#8211; 2:31</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=2R8EdNHasic">Rise of the Fallen</a>&#8221; &#8211; 4:33</strong></li>
<li><strong>&#8220;Counter Sabotage&#8221; &#8211; 3:57</strong></li>
<li><strong>&#8220;Jeffrey Dahmer&#8221; &#8211; 3:05</strong></li>
<li><strong>&#8220;Lethal Injection&#8221; &#8211; 3:55</strong></li>
<li><strong>&#8220;Great Depression&#8221; &#8211; 2:52</strong></li>
<li><strong>&#8220;Mega-Doom&#8221; &#8211; 4:22</strong></li>
<li><strong>&#8220;Kingdom&#8221; &#8211; 4:01</strong></li>
<li><strong>&#8220;Off With Their Heads&#8221; &#8211; 3:05</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=-zrovfZGsIE">Vulture Culture</a>&#8221; &#8211; 3:50</strong></li>
<li><strong>&#8220;Soulfly VII&#8221; &#8211; 4:23</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 40:34</strong></p>
<p><strong>Premiera: 25 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/07/soulfly-omen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
