Drodzy Polacy! Żołnierze, cywile, piekarze, lekarze, strażacy, policjanci, sprzedawcy, ojcowie, wasze żony i dzieci, politycy, sportowcy, dziennikarze, naukowcy, biznesmeni, górnicy i wszyscy ci, których pominąłem, a są obywatelami tego kraju – zwracam się do was jako głowa państwa, ale również jako jeden z was, Polak. Niestety przyszło nam żyć w czasach, gdzie ponownie odżyły dawne konflikty, ponownie na skalę światową, ale to, co wtedy nasi dziadkowie, pradziadkowie przeżyli jest niczym w porównaniu z tym, co przeżywamy teraz, a trzeba zaznaczyć, że czas szykować się na najgorsze. Apeluję do was, Polacy, udzielcie schronienia każdemu, kto takowego nie posiada, przede wszystkim dzieciom, które mają szansę w przyszłości naprawić nasze błędy. Mamy mało czasu. Niech Bóg ma nas w swojej opiece…

Czytaj dalej »

Jazz is weird” takimi słowami Alex Lifeson, gitarzysta zespołu Rush rozpoczął swoją improwizację gitarową podczas festiwalu Rock In Rio w utworze „La Villa Strangiato” i choć mówił to w żartach, to jednak sporo jest w tym racji. Jazz sam w sobie to muzyka często nieco szalona, spontaniczna, pełna instrumentalnej „duchoty” i nierzadko, ciężka do ogarnięcia za pierwszym odsłuchem. Dlatego zabierając się za jazz trzeba być ostrożnym, teoria na nic się zdaje, bo o tych 4 literkach ciężko się pisze, a przelanie na papier ogromu i przepychu niektórych albumów jazzowych pochłonęło by sporej wielkości las ;) . Jako, że jestem typem który nie lubi stagnacji w muzyce, to przepadam za wszelakimi mariażami stylistycznymi, a jazz w takowych mariażach idealnie się sprawdza i często tworzy „nową jakość”. O tej mojej subiektywnej „nowej jakości” troszkę tu nabazgram :)

Czytaj dalej »

dsdoom
Czym polski ciężki metal stoi? Behemothem! Taka odpowiedź pierwsza się ciśnie na usta. A poza tym? Stary, ale jary Vader, porządne Virgin Snatch i Acid Drinkers, blackowy all-star band Vesania, oniryczno-progresywne Riverside (choć temu chyba bliżej do rocka, ale niech będzie) oraz grindcore’owa Antigama. A czym polski post-metal stoi? Zdobywającym coraz większe uznanie za granicą i mającym już mocną pozycję w kraju slude’owym Blindeadem i matematycznymi połamańcami spod znaku Kethy i Mothry. Do tego grona powinni wkrótce dołączyć panowie z Echoes of Yul, których debiutancki krążek ukazał się w tym roku.

Czytaj dalej »

l

panCoś się ukrywa!

Czytaj dalej »

rebp
Jak byście się czuli dowiadując się, że jeden z waszych ulubionych zespołów nagle wrzuca do obiegu info, że za dwa dni wydaje nowy album? Pewnie tak jak ja, lekko zszokowani i miło zaskoczeni.

Czytaj dalej »

iskmum
Elektroniczny (jak mogłoby się zdawać po poprzednich płytach) zespół z Islandii na scenie światowej znany jest od dawna. Płyta „Yesterday Was Drammatic – Today is OK” znalazła wielu odbiorców na całym świecie. Wielu krytyków uznało z resztą tę płytę za jedną z lepszych płyt ambientowych (choćby bardzo szanowany webzin Pitchfork ocenił ją na wysokie 9.1!). Smutne a zarazem lekkie brzmienia, ciepły wokal. No i nazwy utworów, do których nie przywykliśmy (nieczęsto słyszymy w radio o nazwach „I Can’t Feel My Hand Anymore, It’s Allright, Sleep Still” czy “Asleep On a Train“) Najnowszą płytę z poprzednimi łączą dwie rzeczy: Wokal (choć na tej płycie trochę inny, niż zwykle), oraz nietypowe nazwy piosenek, z „They Made Frog’s Smoke ‘til They Exploded” na czele. W tekstach za to tym razem postawiono na śmiech, zabawę i humor. Przykład:

If you break a kitten’s neck
You must shake its body and check
If it’s still alive, be gone to sleep”

Z rzeczonej już piosenki They Made…”.

Czytaj dalej »

regm
Tęsknisz za starym Incubusem? Po kryjomu słuchasz płyt Crimsonów z dyskografii swojego ojca? W samochodzie lubisz posłuchać Coltrane’a, a na imprezach bawisz się przy Beastie Boysach? Jeśli na większość tych pytań odpowiedziałeś/aś na tak, to możesz czytać dalej.

Czytaj dalej »

re

Rok 2000, rok rozkwitu muzyki nu-metalowej. W mediach królował pozer z czerwoną czapką na głowie, ostro jadący po kolorowych gwiazdkach show biznesu. W tym czasie gdzieś w El Paso, grupka hardcore’owców przesiąkniętych wpływami latino i dub wprowadza na rynek muzyczną bombę, swoistego konia trojańskiego który miał za zadanie zrównać z ziemią wszystkich medialnych fircyków i ich „maszynki do zarabiania dolarów”.

Czytaj dalej »


Z
okazji wydania EP’ki przez projekt One Day As A Lion, aż trzech naszych redaktorów postanowiło streścić swoje odczucia na jej temat. Oto wspomniane recenzje pióra Nikołajewicza i Masty oraz krótka notka Gada.
Czytaj dalej »

resf

Moja „skromna” płytoteka ciągle się powiększa, a folder z rockiem progresywnym wręcz rozrasta. Klasykę obadałem pobieżnie, lecz modern progressive to w chwili obecnej mój mały muzyczny fetysz. Przyznam szczerze, że „kaszany” raczej się nie doszukałem, za to perełek odnajduję coraz więcej, jedną z nich jest The Postman Syndrome. Muszę tu wspomnieć o tym, że ci faceci mają jakieś problemy z wymyśleniem dogodnej nazwy dla swojego zespołu, TPS to pierwsza z trzech jakie ten zespół posiadał/a. “Terraforming” to ich debiut na rynku muzycznym, według mnie debiut jak marzenie.

Czytaj dalej »

Starsze notki »